sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 11

JUSTIN

Tak to było oficjalne, kochałem ją. Kochałem na zabój. Zrobiłbym wszystko,żeby była szczęśliwa. Tamta noc , ech nie do opisania. Może nie było seksu i wielkich niespodzianek, ale była ciepła kołdra, dwie poduszki, i Ona u boku. Tak właśnie tego chciałem.  Zawsze pragnąłem być pierwszą miłością Kate, tak Ona jest moim ostatnim romansem.  Ponoć kobieta która raz pójdzie do łóżka z facetem  będzie z nim szła za każdym razem ,kiedy mężczyzna zechce, o ile potrafi ją przekonać czułością.. Haha! Kate nie była taka. Zupełnie inna kobieta od wszystkich. Fakt chyba najbardziej wrażliwa z wszystkich jakie miałem. Ale w końcu takie są aspekty związku . Ale jeśli o to gdybym ją zranił wiem ,że nie wahałaby się na mnie zemścić gorzej niż niejeden mężczyzna. Rano obudziliśmy się wtuleni w siebie. Tak to moje ulubione sytuacje. Gdy mam ją blisko i w swoich ramionach.  Przebraliśmy się i postanowiliśmy wrócić do naszego domu. Zostawiłem mamę samą z Shadow. Nie wiem czy spodziewała się ,że będzie siedziała tam całą noc.
Mam nadzieję,że nie jest zła. Ale uratowanie tego związku było ważne, bardzo ważne. Mam nadzieję,że Shadow nie zauważył,że nas nie ma całą noc. I mam nadzieję,że Katherine nie zerwie swojej przyjaźni z Vanessą. Kilkanaście minut później byliśmy pod moim domem, znaczy naszym. Wciąż nie mogę się przestawić. Zaważyłem jednego z moich tancerzy który parkował niedaleko naszego wejścia do domu. Postanowiłem się przedstawić. Katherine z zaciekawieniem spytała kto to i co tu robi, od razu jej wyjaśniłem. Kate złapała mnie za rękę mocno , nie wiedzieć czemu. Jej dłoń zaczęła się lekko pocić, a jej klatka coraz wolniej opadała i podnosiła się.

- Coś się stało Kate? - zapytałem z czułością w głosie
- Nie skarbie nic - przejechała dłonią po moim policzku i uśmiechnęła się


Wiedziałem,że coś jest na rzeczy ,ale nie dopytywałem już o co konkretnie chodzi, nie chciałem być wścibski w jakikolwiek sposób. Podeszliśmy do Dawida a Katherine zamiast się "grzecznie" zachować, obracała się co chwile jakby chciała uniknąć kontaktu z tancerzem. Zmusiłem ją do obrócenia się, pociągnąwszy za ramie i obrócenie w naszą stronę.

- Kate,to jest..
- Dawid ,tak wiem, mówiłeś. Kate ,miło Cię poznać - wyciągnęła rękę do Dawida by ją uścisnąć.
- Ciebie również miło poznać - odpowiedział Dawid
- Może wejdziesz?
- Justin a Twoja mama? - wtrąciła się Kate
- Kochanie, nie ładnie się wtrącać. Mama na pewno się nie obrazi jeśli Dawid na chwilę wpadnie, w końcu i tak będzie szła już do domu.
- Jak uważasz.


Kate odwróciła się skierowała się do domu. Kroczyła prosto przed siebie nie obracając się ani razu. Nie cierpię jej humorków o byle co. Nie wiem nawet o co tym razem się rozzłościła.


KATHERINE

Nie chciałam w dom Dawida, dlaczego? Nie chciałam patrzeć jak Justin się z nim zadaje, wiedząc ,że z nim flirtowałam jakkolwiek by to nie wyglądało. Wiem, byłam niemiła. Ale Dawid miał już mój numer, i raz się przecież spotkaliśmy. Tak, nie powiedziałam Wam wszystkiego. Wtedy gdy byliśmy nad fontanną, rozmawialiśmy ,rozmawialiśmy, wiedział o mnie na prawdę dużo. Miał mój numer w telefonie, pocałował mnie w polik, tak wiem,może to nie dużo ale zawsze coś, chłopak to chłopak.
Weszliśmy do domu, nasz kochany synek siedział z babcią na kanapie i układał z nią puzzle.

- Mama! - krzyknął i wstał z kanapy i zaczął biec do mnie
- Hej skarbie. Jak się spało? - zapytałam podnosząc go na ręce
- Dobrze, ale nikt mnie nie utulił przed snem z Was.
- Przepraszamy, jak wróciliśmy to spałeś, a dzisiaj rano wyszliśmy po zakupy a Ty wciąż słodko spałeś.
- Taki śpioszek ze mnie?
- Troszeczkę. A buziaka na dzień dobry dostanę?


Shadow wystawił dzióbek i pocałował mnie w usta. To był najsłodszy na świecie buziak, jak każdy od mojego synka. Uśmiechnęłam się i odstawiłam go na ziemię. Shadow podszedł do Justina i zapytał co to za Pan. Justin wyjaśnił mu,że Dawid pracuje w jego ekipie i jest tancerzem który wymyśla jego choreografię.
Czyli będziemy się częściej widywać , dodał Justin. W mojej głowie odezwał się tylko cichy głos mówiący ,tylko nie to. Ciężko westchnęłam i weszłam do kuchni. Justin przyszedł za mną. Posadził mnie na blacie, a dłonie swoje oparł koło moich ud. Gdybym chciała uciec nawet nie miałabym szans. Justin pochylił się do mnie. Moje kolana były na wysokości jego brzucha. Justin westchnął i spojrzał na mnie.

- Kochanie,co się dzieje? - zapytał
- Nic się nie dzieje, na prawdę, co miałoby się dziać? Nic się nie dzieje, Justin - odpowiedziałam szybko i panicznie
- Kate - powiedział przeciągając
- Na prawdę nic się nie dzieje.
- Coś Ci nie pasuje,prawda? Tylko co konkretnie?  Moja mama u nas w domu? Wciąż chodzi o to wczorajsze? Dawid?

Na słowo Dawid lekko machnęłam głową potwierdzając jego słowa.

- Dawid? - zapytał - Co z nim  nie tak?
- Znam go.
- Każdy go zna, to świetny tancerz, znany wśród ludzi kochanie. Wszyscy wiedza kim jest.
- Nie stąd Justin - powiedziałam sceptycznie
- To skąd? - Justin spojrzał zaciekawiony a na jego twarzy rodziła się złość - Puściłaś się jak starałaś się o powrót  do mnie? - powiedział zadowolony

Otworzyłam usta ze zdziwienia ,nie mogłam uwierzyć,że Justin  się do mnie tak odezwał.

- Nie Justin, nie puściłam się - gestykulowałam - Nie jestem taka jak Ty - dotknęłam go w klatkę piersiową palcem -  Ja jeśli kogoś kocham i mu ufam na tyle ile Tobie ufałam ,wtedy mogę iść do łóżka, ale też nie zawsze. Muszą mnie wiązać emocje, uczucie, silna więź, a nie jak Ty Justin, nie starczy ,że ktoś mi powie ,że jest chętny i co ma w spodniach. Nigdy nie latałam na prawo i lewo do łóżek byle kogo. Do tej pory nie robię.  Wiem,nie chciałeś źle tego ująć ,ale niestety tak wyszło. Puść mnie.

Justin wziął ręce w dół i wypuścił mnie ze swojego uścisku. Zeszłam z blatu i już stojąc przy wyjściu powiedziałam

- Szkoda ,że nie dałeś mi dojść do słowa i powiedzieć jak na prawdę było z Dawidem.
- Kate, ja przepraszam, nie chciałem. Nie tak miało to zabrzmieć. Ale po prostu jak zaczynasz mówić o innych facetach to budzi się we mnie ten cham.
- Nie ,Ty nim zawsze jesteś. On nie usypia.

Wyszłam z kuchni i poszłam na górę przebrać się. Weszłam do naszego pokoju i szperałam po szafie w celu znalezienia nowego porządnego ubrania w którym mogłabym wyjść do sklepu. W lodówce panowała kompletna pustka. Teraz rozumiem dlaczego w śmietniku jest tyle pudełek po chińskim jedzeniu.
W końcu znalazłam zawiniętą białą sukienkę na samym końcu szafy. Wyciągnęłam ją i założyłam na siebie, stanęłam przed lustrem. Wciąż pasowała na mnie jak przed czterema latami, gdy w niej wychodziłam za Justina. Uśmiechnęłam się a w oku zakręciła mi się łza. Nie mogłam uwierzyć,że wciąż na mnie leży tak świetnie. Moja ślubna suknia, wciąż piękna i olśniewająca jak tamtego dnia. Justin nie przyszedł za mną do sypialni, słyszałam tylko jak śmieje się z Dawidem i swoją mamą. Po czym usłyszałam jak się żegnają z jego mamą, zamknęła za sobą drzwi i wyszła. Ja zaś zdjęłam z siebie suknie. Dzisiaj nie chciałam rozstawać się z bielą.  Ubrałam na siebie letnią sukienkę  , założyłam szpilki i umalowałam się przed lustrem.
Idealnie, powiedziałam sama do siebie. Tak mam w sobie troszkę narcyza, ale skoro nikt inny mnie nie chwali prócz samej siebie ,to muszę mieć odrobinę narcyzmu w sobie. Jak każda kobieta. Zeszłam na dół. Chwyciłam ze stołu w salonie swoją torebkę i telefon.

- Wychodzę , pa Shadow - posłałam mu buziaka - cześć Dawid.
- Pa - odpowiedzieli równo ,Justin milczał i dobrze.

Wyszłam z domu i  wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik i wyjechałam z podjazdu skierowałam się w stronę centrum. Miałam kilka swoich ulubionych sklepów gdzie mogłam zaopatrzyć naszą pustą lodówkę. Zaparkowałam niedaleko alejki w której zamierzałam robić zakupy. Wysiadłam z samochodu i zamknęłam go. Kluczyk wrzuciłam do torebki i ruszyłam przed siebie.  Pierw przeszłam kilka sklepów z ubraniami, znalazłam dla siebie piękny ażurowy jesienny sweterek, sukienkę z baskinką, parę  brązowych botków i  torebkę od Prady. Nie mogłam się oprzeć!  Była piękna. Sam zakup i patrzenie na nią poprawiły mi uśmiech. Torebki, buty, torebki ,buty, tak to są prawie moje dzieci, gdybym mogła zaadoptowałabym każdą parę. Szłam dalej przed siebie z siatkami. Moje ramie było zdecydowanie już zbyt mocno przeciążone, cofnęłam się do samochodu i zostawiłam tam siatki. Otworzyłam bagażnik i wrzuciłam swoje torby. Zamknęłam ponownie samochód i ruszyłam przed siebie.  Tym razem zdeterminowanie ruszyłam do sklepów z jedzeniem. Weszłam do swojego pierwszego ulubionego sklepu gdzie kupiłam troszkę słodyczy, chleb itp. W kilku następnych sklepach zrobiłam podobne zakupy, byłam zaopatrzona, mieliśmy co jeść. Wyszłam ze sklepu i ruszyłam przed siebie do samochodu, starając się ignorować witryny sklepowe. Założyłam na oczy okulary i poszłam dalej przed siebie. Słonce przyjemnie opalało ciało, wiał lekki wietrzyk. Świetna pogoda na spacerowanie.  Szkoda tylko ,że nie miałam okazji jeszcze spotkać się z Ashley, z Vanessą jakoś nie miałam ochoty. Spotkanie z nią teraz to ostatnie czego chciałam. W trakcie rozmyśleń,szybciej doszłam do samochodu. Otworzyłam tylne drzwi i włożyłam siatki do środka. Zamknęłam drzwi i gdy otwierałam swoje drzwi poczułam klepanie po ramieniu.

- Przepraszam Panią.
- Tak?

Odwróciłam się. Za mną stała drobna blondynka. Miała warkoczyk na przodzie głowy i szczery uśmiech. Na plecach mały plecaczek we wzorki.

- Zgubiła Pani to - dodała podając mi portfel.
- O Jezu, dziękuję! Jak mogę Ci się odwdzięczyć ?

Byłam jej na prawdę wdzięczna ,nie wiem co by się stało gdybym nie odzyskała tego portfela, są tam wszystkie moje karty ,zdjęcie Shadow, numery do ważnych ludzi,dowód, po prostu wszystko.

- Na prawdę proszę Pani ,nic mi nie trzeba.
- Nie Pani, tylko Kate , miło poznać - wyciągnęłam dłoń
- Amber - dodała i wyciągnęła swoją rękę
- Nalegam Amber ,żebyś mi powiedziała jak mogę Ci się odwdzięczyć.
- Nic mi nie potrzeba. Ale skoro tak nalegasz, Kate - dodała - Mogłabyś mi pomóc w czymś?
- Oczywiście. W czym konkretnie?
- Szukam kogoś. Pewnie go znasz, bo jest sławny. Przyleciałam z Los Angeles ,żeby znaleźć go, bo chcę kilka rzecz naprawić i wyjaśnić. Szukam swojego chłopaka, znaczy byłego chłopaka, Justina Biebera , znasz? - zapytała z ciekawością
- Kojarzę - zaśmiałam się

Byłam zdziwiona ,że nie widziała mnie nigdy z nim, może po prostu nie poznała, ale zdziwiło mnie jej wyznanie. Słuchałam zaciekawiona tego co mówiła.

- Wiesz może gdzie go teraz znajdę?
- Myślę ,że wiem. Wsiadaj, podwiozę Cię.
- Nie chce robić kłopotu.
- Nie zrobisz, jadę w tamtą stronę.
- Nie będę problemem?
- Nie , wsiadaj.

Obydwie wsiadłyśmy na swoje miejsca. Nie mogłam się doczekać aż Justin zobaczy kogo mu przywiozłam.
Ruszyłam z miejsca i włączyłam cicho radio by oswoić troszkę się z Amber, żeby nie czuła się skrępowana. Specjalnie wybrałam dłuższą drogę do domu by dowiedzieć się jak najwięcej.

- Mogę tak szczerze zapytać co Cię z nim łączyło?
- Oczywiście, nic nie mam do ukrycia - uśmiechnęła się - Byliśmy parą dwa lata, zanim się tutaj wyprowadził. Wtedy popełniłam największy błąd, zanim wyjechał, miesiąc przed tym zerwałam, bo myślałam ,że "zakochałam się" w takim Andym , ale to było zwykłe zauroczenie. W końcu On mnie zostawił, chciałam wrócić do Justina, ale On już mnie nie chciał. Pokłóciliśmy się , w tamtą noc, gdy przyszłam do jego domu go przeprosić był już z inną laską. Miał rozstawioną kamerę, a ta laska ,sama rozumiesz, była w jednoznacznej dla mnie sytuacji.
- Oj ,doskonale Cię rozumiem, co to za sytuacja.
- A gdy ostatnio się dowiedziałam,że się zaręczył.
- Chwilka, jak się dowiedziałaś?
- Dzwonił do mnie po pijaku ,żeby powiedzieć,że jest szczęśliwy, że znalazł kogoś kto go nie zdradza i nie wybiera innych, i ,że mam iść do diabła.  Często do mnie dzwonił jak był nawalony w cztery dupy.
- Jak często?
- Za każdym razem gdy wypił. A ja zawsze myślałam,że dzwoni  z przeprosinami. Fakt, raz mnie przeprosił, ale powiedział,że wybaczy,dopiero jak przylecę, przeproszę go i prześpię się z nim a On to nagra.
- Ale dupek.
- Ale jestem, może w końcu mi wybaczy.
- Zamierzasz to zrobić?
- Nie mam wyjścia Kate.
- Tęskniłaś za nim?
- Nawet nie masz pojęcia jak. I w końcu spotkałam Ciebie - uśmiechnęła się - W końcu ktoś wie gdzie Justin się podziewa.
- Zawsze wiem.
- Fanka? - zapytała
- W pewnym sensie, najwierniejsza od kilku lat - zaśmiałam się.
- Wiesz może czy ma kogoś? Bo słyszałam ,że zerwał zaręczyny, pisali o tym.
- Nie ,nie wiem.


Zastanawiałam się całą dalszą drogę czy zawieźć Amber do Justina czy dalej ją trzymać w niepewności. I powiedzieć,że tak na prawdę wszystko zmyśliłam. Niestety, stchórzyłam, postanowiłam zrobić tak jak mi rozum podpowiadał. W końcu zajechałyśmy pod dom. Amber wysiadła podekscytowana.

- Gdzie mam się kierować?
- Tam pod drzwi, przecież widzisz - odparłam
- Wybacz ,jestem podekscytowana, nie myślę racjonalnie.
- Rozumiem Cię.  Ale On też jest człowiekiem, nic nadzwyczajnego.
- Ale za to jakim. Kochałam i kocham go nadal całym sercem, więc wiesz jaki to stres.
- Chodź zaprowadzę Cię.


Podeszłyśmy do drzwi. A ja pociągnęłam za klamkę.

- Możesz tak wchodzić jak do siebie? - zapytała
- Jestem u siebie - zaśmiałam się i wprowadziłam ją do środka.


Słyszałam śmiech Justina i Shadow na zewnątrz , przeszłam przez dom do drzwi które prowadzą na taras.
Justin odwrócił się i spojrzał na mnie.

- Kate, no w końcu jesteś , chciałem Cię przeprosić.
- Spokojnie kochanie, chodź ,mam coś dla Ciebie.
- Co ?

Justin wstał ze schodów i przyszedł do mnie, Shadow kopał swoją piłkę i był pochłonięty zabawą. Wyciągnęłam przed siebie rękę i chwyciłam Justina. Amber stała w salonie wciąż niepewnie.
Oo, to będzie dobre. Powiedziałam do siebie ,śmiejąc się pod nosem.

- O co Ci Kate chodzi?
- Mam coś dla Ciebie. Tyle starczy.

Weszliśmy do salonu za rękę, Amber i Justin osłupieli. Obydwoje nie wiedzieli co powiedzieć. Stanęłam obok Justina i puściłam jego dłoń. Wciąż milczeli...




___________________________________________________________________

I jak kochani 11 rozdział ? <3

KOMENTUJCIE ! <3  























piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 10

JUSTIN

Nie spodziewałem się. Nie wiedziałem. Ech ,nie wiem co powiedzieć, napisać. Nie wiem czy ją przeprosić. Nawet nie wiedziałem ,że się dowie o tych wszystkich seks taśmach , o zakładzie. Nie chciałem. Nie planowałem zakochania się. Przegrałem i zakład i ją. Wolała pobyć sama. Myślałem,że będzie gorzej, ale jej reakcja, była uzasadniona. Sam nie chciałbym być z takim dupkiem...  Shadow po wyjściu Kate zszedł z kwiatkiem.

- Gdzie mama?
- Pojechała do babci, odpocząć.
- O co się kłóciliście?
- O przeszłość skarbie, o przeszłość.

Shadow zaczął ziewać. Położyłem go do łóżka. Sam zaś poszedłem na taras, gdzie myślałem, o każdej kobiecie jaką wykorzystałem, na jedną noc. Była jedna dziewczyna ,która była mi równie bliska co Kate. miała na imię Amber. Poznaliśmy się jeszcze przed szkołą średnią. W sumie wiązało mnie z nią prawie to samo co Kate. Była mi bliska, troszczyła się o mnie, dbała, kochała mnie. Jako jedna z nielicznych. Ale niestety ,ja chyba nie byłem dla niej miłością życia. Trudno, jak nie Ona to następna, wtedy tak sobie powiedziałem i zacząłem sypiać z różnymi dziewczynami, później Ona chciała wrócić,ale było za późno, wyjechałem. Zastanawiam się często jakby to było gdybym z nią był dalej... Gdybym wtedy nie wyleciał.  Może to z nią bym tworzył rodzinę. Boże ! Justin, kurwa. O czym Ty myślisz?! Masz wspaniałą dziewczynę , wspaniałego syna, świetne życie. Czego można chcieć więcej? Znów wszystko spierdoliłem. Ale nie pozwolę by to co było zepsuło nam związek. Zadzwoniłem po swoją mamę , kochana kobieta. Zawsze przychodzi gdy jej potrzebuje. Pojawiła się w moich drzwiach po dwudziestu minutach.

- Dziękuję ,że przyszłaś.
- Jeśli chodzi o Ciebie i Kate synku, wspieram Was, dlatego tu jestem.
- A innych dziewczyn nie lubiłaś?
- Nienawidziłam - zaśmiała się - Ale co ja mogłam, Twoje decyzje. Teraz jesteś  dorosły i odpowiadasz za to co robisz.
- Ta. Wszystko Ci później opowiem , kocham Cię, do zobaczenia.
- Nie spiesz się.

Ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z domu. Założyłem na siebie czarną kurtkę i czarne supry. Otworzyłem samochód i wsiadłem do niego. Pojechałem prosto pod dom Kate. Drogi były puste, asfalt mokry, czułem świeże powietrze. W radiu usłyszałem najnowszą piosenkę Kate, nawet nie wiedziałem ,że nagrywa. Piosenka nazywała się Come&Get It

Kiedy będziesz gotowy ,chodź i weź to. 
Nie masz się o co martwić to otwarte zaproszenie. Będę siedziała,właśnie tu naprawdę cierpliwie. Wszystkie dni, wszystkie noce, będę  czekać gotowa. Nie mogę przestać bo kocham to, nienawidzę tego jak Cię kocham. Cały dzień,całą noc, może jestem uzależniona już do końca życia. 
Masz ten rodzaj miłości, który chcę, pozwól mi ją zdobyć
I kochanie, kiedy raz ją zdobędę, jestem Twoja, nie ma zwrotów
Będę kochać Cię do końca życia, nie opuszczę Twojego boku
Nawet jeśli to odrzucisz, nie da rady tego zatrzymać
Już na zawsze jesteś mój kochanie, jestem uzależniona, nie kłamię, nie kłamię.





Dojechałem pod dom Kate, widziałem jak siedzi w oknie ,sama, w grubym sweterku, zakolanówkach, wyglądała tak niewinnie,a jednocześnie pociągająco. To źle?  Nie sądzę, kręcił mnie ten wizerunek, haha.
Zaparkowałem niedaleko i poszedłem pod dom Kate, nie chciałem wchodzić drzwiami, jej ojciec by mnie wygnał. A o mamie to już wolę nie wspominać. Zauważyłem niedaleko drabinę. Chyba leży tu długo, trudno zaryzykuję i wejdę. Postawiłem ją przy oknie i zacząłem się wspinać.


KATHERINE


Siedziałam już tam sama ponad godzinę. Było mi dobrze, po raz pierwszy wiedziałam,że mogę odpocząć.  W głowie rodziły mi się coraz to nowsze teksty.
Kocham Cię... Nie wiem co więcej powiedzieć. Ponieważ tęsknię za Tobą bardziej każdego dnia. Potrzebuję Cię,chce poczuć Twoje objęcia. I mieć szansę dotknąć Twej twarzy.
Byłam zagubiona i samotna,ale pokazałeś mi drogę. Teraz nazywam Cię "moim" ,nic nie będzie już takie samo. Skąd miałam wiedzieć,że będziesz mnie trzymał tak czule. Nawet kiedy jestem samotna, mogę poczuć Twoje ramiona obejmujące mnie. I ta miłość stała się moja jednej nocy. Kiedy trzymałeś mnie tak blisko, och to było dobre uczucie. Czuję Cię,jesteś zawsze tu w moim sercu, tu gdzie pojawiła się refleksja ,gdy się rozstaliśmy.  Gdy tak siedziałam ,poczułam jakby coś mnie tknęło. Wiedziałam,że muszę życzyć mu chociażby dobrej nocy. Zeszłam z parapetu i podeszłam po telefon ,który leżał na łóżku. Wybrałam numer Justina i odwróciłam się do okna. Omal nie dostałam zawału, po tym co zobaczyłam w szybie. Podeszłam do okna, na drabinie stał Justin. Otworzyłam je niepewnie. Justin wciąż stał na zewnątrz.

- Wejdź.  To stara drabina. Jak się połamie to nie będę Cię ratowała.
- Miłe powitanie.
- Ciszej, rodzice śpią.
- Mogłem nie przychodzić jak masz mnie uciszać.
- Wejdź!
- O ,widzisz, sama krzyczysz!
- Ćśś. Jestem u siebie, mogę.


Znów czułam się jak nastolatka przemycająca chłopaka do swojego pokoju, mimo,że byliśmy już dorosłymi ludźmi z dzieckiem, to i tak zachowywaliśmy się jak rozwydrzone małolaty.

- Gdzie Shadow ,Justin? - zapytałam z zaciekawieniem
- Został z moją mamą, nie jestem aż tak nieodpowiedzialny ,żeby został sam.
- Mhm.

Przytaknęłam wiedząc ,że byłby w stanie to zrobić, byleby przyjść. Posunąłby się do najgorszych rzeczy,byleby dopiąć swego. Staliśmy chwilę na środku pokoju, po czym ja pierwsza usiadłam na łóżko. Oparłam się o metalowe barierki i powiedziałam,żeby Justin tez usiadł. Zrobił tak jak kazałam. Usiadł na moich poduszkach i oparł się o barierkę. Złożyłam nogi po turecku i odsłoniłam swoją czerwoną bieliznę. Widziałam,że mu się to podoba, ale nie chciałam,żeby tylko na tym się skupił. Zaciągnęłam więc niżej sweterek. A zadziorny uśmieszek z twarzy Justina jakby spłynął. Chwila moment i nie było go.

- Justin,skoro jesteśmy sami, nikt nam nie przeszkodzi,to..
- Tak? - uśmiechnął się
- Przestań w kółko myśleć o seksie. Chcę porozmawiać.
- Kobiety na okrągło chcą gadać,byle gadać.
- To będzie ważne.
- Tak,niby co?
- Chce,żeby mi wszystko wyjaśnił.
- To znaczy co mam Ci wyjaśniać?
- Z iloma laskami spałeś, czemu nagrywałeś to domowe porno ,i dokładnie co z Vanessą?
- Tak sobie właśnie to wyobrażałem
- Niby co?
- Ty sama w pokoju, ja znów przed Tobą , i to byłby ostatni raz kiedy bym Cię spytał.
- O co?
- Nie ważne. To co po kolei mam wyjaśniać.
- Ile dziewczyn było w Twoim łóżku?
- Hmm
- Dziesięć?
- Więcej.
- Trzydzieści.
- Więcej.
- Justin! Sześćdziesiąt ?
- Mniej więcej około siedemdziesięciu trzech, plus Ty.
- O nie! Mnie do tej wyliczanki swoich zdzir nie dołączaj. Dlaczego facetów nie możemy uważać za męskie dziwki ? Tylko za dobrych kochanków,jeśli mieli Tyle partnerek.
- Kate, nie przesadzaj.
- Dlaczego nagrywałeś te taśmy?
- Żeby wiedzieć z którą już spałem a z którą jeszcze nie. A jeśli mnie wkurzyła to wysyłałem tą taśmę do jej chłopaka bądź rodziny.
- Jesteś okropny.
- Kate, to było kiedyś, teraz już tak nie robię. Nie umiałbym,nie chciałbym.
 -  Jesteś pewny ,że jesteś zdrowy?
- Tak, nie martw się, żadnej rzeżączki , opryszczki , HIV-u , nie mam.
- I kochanie, jeszcze ostatnie pytanie.
- Tak tak wiem.
- Co z Tobą i Vanessą. Mam to zdjęcie, gdzie Ty ją całujesz.
-  Skarbie, doskonale wiesz,że nie umawiałbym się z nią, to Twoja przyjaciółka.
- Ta, tyle ,że ja nie żyłam ,więc mogliście.
- Skarbie, nie wymyślaj sobie, w porządku?
- Nie wymyślam, wiem co widziałam.
- Może posłuchaj co ja mam do powiedzenia? Chyba wiem w tym temacie więcej niż Ty, to co powiedziałem w domu to nic. Ja i Vanessa.
- Vanessa i ja skarbie.
- Cicho bądź już Kate. Vanessa i ja, jesteśmy przyjaciółmi. Wtedy po prostu była impreza , jakieś trzy miesiące temu i graliśmy w butelkę, i to był po prostu taki cmok, nic więcej.
- Nic więcej?
- Nie. Ona mnie wspierała najbardziej ze wszystkich. Ale nie traktuję jej poważnie jako dziewczyny. Jest bardziej jak siostra.
- Justin ? - zapytałam
- Tak?
- A ilu ludzi zabiłeś?
- Kate, miały być trzy pytania.
- Ukrywasz coś? Boisz się odpowiedzieć, bo chyba czegoś tu nie rozumiem. Jesteśmy w związku, nie powinieneś mieć chyba przede mną żadnych tajemnic.
- Chcesz na prawdę to wiedzieć?
- Tak chcę - powiedziałam stanowczo.
- Ilu ludzi zabiłem?
- Tak.
- Z dziesięciu.  A do rozprawienia się mam jeszcze kilku.
- Nie zrobisz tego.
- Dlaczego nie? Zrobię.
- To możesz się ze mną pożegnać.
- Kate!
- Justin, tamte dziesięć osób, okej, zalazło Ci za skórę w porządku, ale to przeszłość. Teraz liczy się to co jest i ja nie pozwolę Ci już zabić kogokolwiek. Inaczej możesz się ze mną pożegnać.
- To cześć Kate.

Justin wstał z łóżka i skierował się do drzwi.

- Więc wolisz zabijać ludzi?
- Nie, nie chcę. Ale ja chciałem zabić tych co Tobie robili krzywdę. Nawet jeśli miałbym Cię stracić. Poświęcę to co mamy na ich męczarnie.
- Justin, ja się ich już pozbyłam.
- Jak to?
- W ten dzień co uciekłam ,ja zabiłam ludzi.
- Kate, na prawdę, byłaś w stanie zabić kogoś? - zapytał z zaciekawieniem
- Tak, nie jestem taka miękka jak Ci się może wydawać.
- Nie chodzi o to, nie sądziłem,że będziesz w stanie nacisnąć spust.
- A jednak, byłam. Walczyłam o nas , w przeciwieństwie do Ciebie Justin.

Przesunęłam się na jego stronę ,gdzie wcześniej siedział. Justin cofnął się do mnie na łóżko i był nade mną. Przechylił mnie na łóżko tak ,że leżałam. Nie opierałam się, mimo,że wiedziałam,że seksu z tego nie będzie. Justin spojrzał mi w oczy i powiedział.

- Wiem,że zrobiłem źle, rozdarłem Ci serce ,czy tak własnie postępują diabły? Zachwiałem Twym wewnętrznym aniołem. A teraz wyłaniam się ku Tobie, muszę teraz wiedzieć,czy możesz mnie znów kochać? Wiem to niewybaczalne, ukradłem i wypaliłem Twoją duszę, obalałem takie anioły jak Ty, ale skarbie do cholery ,powiedz mi czy możesz znów mnie kochać, pokochać tak jak kiedyś?
- Justin, ja Cię nie przestałam nigdy kochać, w odróżnieniu do Ciebie i Twoich uczuć do mnie. No bo to było tak ,że - zaczęłam się rozgadywać , a Justin ani chwili nie czekając wpił się w moje usta
- Kate,nie mów już tak dużo.

Ucałował mnie jeszcze raz,zamknęłam się, nie chciałam psuć tej sytuacji. Justin położył się obok mnie i ułożył moją głowę na swoim torsie. Tak, to było moje ulubione miejsce, bezpieczne, wygodne. Justin podciągnął się troszeczkę wyżej, by mieć wygodnie.

- Kochanie - zaczął - A co tam masz?

Justin podciągnął mój sweterek i  podniósł moją bieliznę.

- Długo mnie tam nie było,hm?
- Dzisiaj rano kochanie.
- Stanowczo za długo.

Justin lekko wsunął swoją dłoń i zaczął delikatnie masować. Jęknęłam. A Justin zaczął pieścić mnie swoją dłonią, nie pozostawałam mu dłużna, moja dłoń również zawędrowała w jego bokserki. Więcej niestety nie mogę opowiedzieć ,Justin by się wściekł, ale możecie się domyślać.  Około dwudziestu minut później,po całej sytuacji ,wróciliśmy do swoich normalnych pozycji.

- Wyglądasz bardzo ponętnie w tym stroju, dlaczego tak u nas w domu nie chodzisz?
- Bo jest małe dziecko,może dlatego.
- To jak śpi, mogłabyś.
- Gdybym tam mieszkała, to może.
- Kochanie, doskonale wiesz,że mieszkasz tam, nawet nie musisz pytać,czy możesz się wprowadzić, proszę.

Justin wyciągnął z kieszeni dodatkowy klucz i mi go dał.

- Dziękuję, zastanowię się - zaśmiałam się.
- Ty już dawno podjęłaś decyzję skarbie. Kilka lat temu.

Justin doskonale sam wiedział co czuję. Położyliśmy się w wygodnej pozycji, Justin przytulił mnie do siebie. Położyłam dłoń na jego brzuchu i usnęłam. Jak kiedyś... Znów bezpieczna i chroniona.

Następnego dnia  około dziesiątej gdy już nikogo nie było, wyszykowani, ubrani w pełni ,wyszliśmy normalnie drzwiami z domu. Wsiedliśmy do auta Justina i pojechaliśmy do domu. Zajeżdżając zauważyłam znaną mi twarz. Podjechaliśmy pod dom ,wysiadłam z auta i podeszłam do Justina.

- Skarbie, kto to jest? I czemu parkuje u Ciebie?
- Kochanie to jest David , mój  współpracownik. Poznam Was, chodź.

Moje dłonie zaczęły się pocić. A oddech i puls zdecydowanie przyspieszyły...


________________________________________________________________________\

I jak kochani 10 rozdział ? :)


Komentujcie! <3 


Oglądajcie  to ważne : 
1. http://www.youtube.com/watch?v=gtWdKviucAU
2. http://www.youtube.com/watch?v=TxuWfcDnDOk

Plus ,dodatkowo zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie 
 LINK DO KONKURSU ---- >  KLIK 




















środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 9

JUSTIN

Znów wyszło tak jak nie miało. Znów zachowałem się jak dupek. Kurwa! Nie chciałem. A wyszło nie po mojej myśli. Chciałem być zabawny , a Kate wzięła wszystko do siebie. Zapomniałem jak łatwo ją zranić. No ,ale moja wina w tym też jest. Mówiłem z poważną miną. Trudno, co się stało to się nie odstanie. Poszedłem do Shadow

- Mały, pojedziesz gdzieś ze mną?
- Gdzie? - pytał z pełną buzią
- Po kwiatki dla mamusi. Zgoda?
- Tak! - powiedział zadowolony.

Po chwili już siedzieliśmy w samochodzie i jechaliśmy do kwiaciarni po róże dla Kate. Wysiedliśmy przed sklepem i skierowaliśmy się do niego. Wszedłem do środka , Shadow zaczął latać po kwiaciarni i wąchać kwiaty.  Ja podszedłem do sprzedawczyni.

- Przepraszam - powiedziałem
- Tak? - kobieta odwróciła się a mój wzrok skłonił się ku ziemi

Za ladą stała w  płomiennie  czerwonych włosach urocza dziewczyna, Ariana. Moja była przyjaciółka, była dziewczyna, ta co zniszczyła mi związek.

- O! Justin - powiedziała z entuzjazmem - Co Ty tu robisz?
- Co Ty tutaj robisz? - zapytałem zdziwiony
- Pracuję, jak z resztą widać.
- Czy podrywasz klientów?
- Nic z tych rzeczy. Chodzę z własnym szefem, i tyle starczy. Co mogę Ci podać.
- Trzy tuziny czerwonych róż. Ozdobionych.
- Znów dla tej Twojej? Oj Justin, kiedy Ty się zmienisz.
- Nie pouczaj mnie,tylko rób swoje.

Odwróciłem się i szukałem wzrokiem, sam nie wiem czego,ale szukałem.  Shadow podszedł do mnie i podał mi kwiatka

- Tego ja dam mamie, dobrze?
- Dobrze synku.

Shadow jest na prawdę najsłodszym dzieckiem na świecie.  Myślał o mamusi zawsze, i zawsze dba o nią.  Jest na prawdę opiekuńczy.  Tak jak jego tatuś. Gdy tak rozmyślałem Ariana przerwała moje kontemplowanie.

- Twoje kwiaty.
- Ile płacę?
- 150 zł. Są na prawdę piękne.
- Postarałaś się, chociaż raz - zaśmiałem się
- Idź już sobie.

Złapałem Shadow za rękę i wziąłem kwiaty w dłonie. Shadow trzymał swojego kwiatka , otworzyłem samochód i wsadziłem go na fotelik. Wciąż trzymał swojego kwiatka w dłoni. Ja swoje kwiaty położyłem na tylne siedzenia. Około dwudziestu minut później wysiadaliśmy już pod domem. Auta Kate wciąż nie było. Zabranie rzeczy nigdy tyle nie trwało. Zadzwoniłem do niej,ale odezwała się tylko poczta głosowa. Odłożyłem telefon na półkę i bawiłem się z małym. Wyszliśmy do ogródka pograć w piłkę nożną i wykąpać się w basenie. Siedzieliśmy na zewnątrz ,aż usłyszałem szarpnięcie klamki i stukanie szpilek.  Wróciłem do domu z małym. Kate była zła, widziałem to, wręcz wściekła.

- Shadow skarbie ,idź na górę się pobawić - powiedziała przez łzy - Rodzice muszą porozmawiać.



KATHERINE


Podjechałam pod dom Vanessy. Wiedziałam,że będę żałowała, ale weszłam do niej i przywitałam się z nią całusem w policzek. Uśmiechnęła się i poszłyśmy do jej sypialni.  Usiadłam na łóżko. Vanessa zniknęła na chwilę a ja rozejrzałam się po pokoju. Miała mnóstwo swoich zdjęć z wakacji, te cztery lata ją tak zmieniły. Miała zdjęcie z wakacji z chłopakiem,ale nie jej, całował ją w policzek,ale nie widziałam jego twarzy, aczkolwiek wiedziałam,że znam skądś tego chłopaka, tylko jeszcze nie mogłam wpaść na to skąd.
Odstawiłam zdjęcie, i spojrzałam odrobinkę na lewo, na ścianie wisiało nasze zdjęcie. Uśmiechnęłam się, to było największe zdjęcie w pokoju.  Cieszyłam się ,że jeszcze w jej pokoju po tylu latach widnieje.
Vanessa wkroczyła do pokoju z ogromnym pudłem.


- Co tam masz?  - zapytałam zdziwiona
- Dowody na tego skurwysyna.
- Kogo?
- Justina.
- To mówi normalnie Justin, to nie jest skurwysyn.
- Powiesz co innego ,jak to zobaczysz.

Vanessa wyciągnęła kilka płyt DVD ,po czym włożyła je do laptopa i pokazała mi wszystkie filmiki.
Tak był w nich Justin, uprawiający seks co noc z inną dziewczyną.  Otworzyłam szeroko usta, nie wiedząc co powiedzieć.

- Same dziwki.
- A co je łączy?
- Justin... Ale co to ma wspólnego ze mną?
- On przyjechał do Nowego Jorku na podryw. Byłaś nagrodą w zakładzie.

Byłam zszokowana. Nie spodziewałam się tego co Vanessa mi pokazała.

- Czy to wszystko prawda?
- Tak. Przyjaciel Justina mi to dał.
- Kto?
- Blaze.
- Ech, Vanessa Oni się nienawidzą. To kłamstwo.
- Ja z Twoim tatą to wszystko sprawdziliśmy. Kochana, nie da się być kim innym na nagraniach. Możemy teraz zadzwonić do Blaze i zapytać go o ten zakład, albo możesz uciec i żyć w błogiej nieświadomości.
- Zadzwoń.

W trakcie gdy Vanessa próbowała dodzwonić się do Blaze ,ja przeszukiwałam jeszcze pudełko. Było w nim pełno zdjęć Justina z różnymi laskami. Zdjęcie Justina jak bierze narkotyki,pali marihuanę.  Nie wiedziałam,że aż taki zły był zanim poznał mnie. Swoją nagrodę w zakładzie.

- Masz Blaze chce Ci coś powiedzieć.
- Halo?
- Kate?
- No tak.
- Kilka lat temu z Justinem jak jeszcze mieszkaliśmy w Los Angeles ,założyliśmy się ,że po przeprowadzce do Nowego Jorku,założyliśmy się o to który poderwie najładniejszą w szkole. Jechaliśmy z założeniem, sama wiesz, seks, cipki, seks. I tak wyszło,byłaś najładniejszą dziewczyną w szkole. Więc padło na Ciebie.
- Nie kłam.
- Dlaczego miałbym?
- A Nadin?
- Ona była na doczepkę, z Los Angeles.
- Blaze ,wiesz ,że jeśli kłamiesz to masz przejebane.
- Wiem,Kate, Twój tata sam to sprawdził ,może Ci potwierdzić.
- Dzięki...

Rozłączyłam się.

- Pójdę po coś do picia - dodałam
- Wiesz gdzie się kierować - odpowiedziała Vanessa
- Jeszcze nie zapomniałam.


Zeszłam na dół, i skierowałam się do kuchni.  Wyciągnęłam z szafki szklankę a z lodówki wodę. Wlałam ją do szklanki i wzięłam łyka. Obejrzałam się w lewo a woda z moich ust prysnęła na ścianę.
Zdjęcie Vanessy jak daje całusa Justinowi. Przyjacielski? Nie wiem. Nie ma języczka ani nic. Wzięłam zdjęcie w dłonie i schowałam do kieszeni spodni. Poszłam na górę po swoją torebkę i pożegnałam się z Vanessą pod pretekstem rozmowy z Justinem. Która w sumie i tak musiała się odbyć. Wsiadłam do samochodu i wyciągnęłam zdjęcie z kieszeni. Nie mogłam w to uwierzyć. Dwójka najdroższych mi ludzi. Nie mogli mi tego zrobić. Miałam nadzieję.  Do domu , znaczy do domu Justina pędziłam jak szalona. Byłam tam w niecałe dwadzieścia minut. Niemalże wbiegłam do domu. Rzuciłam torebkę na ziemię. Justin stanął przede mną razem z Shadow.

- Shadow skarbie ,idź na górę się pobawić - powiedziałam przez łzy - Rodzice muszą porozmawiać.


Byłam wściekła, złość rodziła się we mnie z sekundy na sekundę coraz mocniej. Byłam cholernie wściekła, gdybym tylko mogła powybijać wszystkich co stoją mi na drodze. W tej chwili zrobiłabym to.

- Co ja Ci takiego zrobiłam?!
- O co Ci chodzi? - podszedł do mnie i złapał za ramie.
- Nie dotykaj mnie - zagroziłam mu palcem - To wszystko prawda?
- Co takiego?
- Te zdjęcia, Justin byłeś narkomanem, alkoholikiem, dziwkarzem. Przyjechałeś do Nowego Jorku tylko na podryw i po to by zaliczyć cipki?
- Co ? Nie ,znaczy tak,ale Kate
- Ale Kate, co ? - powiedziałam głośniej
- To nie tak. Przyjechałem bo w L.A były same dziwki. Żadna się nie chciała wiązać na dłużej.
- Och,a  Ty tutaj znalazłeś jedną?! Mnie?! Musiałeś latać do każdej dziewczyny ,która przed twarzą Ci zamacha cipką? Nie możesz trzymać go na wodzy?! Dlaczego ,dlaczego ja byłam nagrodą w zakładzie.
- Na początku chodziło o ten głupi zakład,ale do jasnej cholery,zakochałem się. Kate, to zakład sprzed pięci lat.
- Justin,nie powiedziałeś mi o tym! Byłam jak zabawka!
- Kate ,uspokój się.
- Nigdy nie mów,żebym się uspokoiła. Jestem oazą spokoju,jeśli jeszcze tego nie zaważyłeś!!
- Kochanie, przepraszam. Minęło tyle lat, a Ty teraz wszystko to wygrzebujesz

Justin podszedł do mnie i przytulił mnie, wciąż płakałam. Łzy ściekały po jego koszulce, tusz się na niej rozmazał. Nie przeszkadzało mu to. Schował moją głowę w swoim torsie. Oparł się brodą o moją głowę. Tulił mnie jeszcze kilka minut zanim się uspokoiłam.

- Ja tak ćpałem, piłem,ale tam wszyscy to robią.
- Sypiałeś z innymi, to jest bolesne.
- A Ty nie?
- Nie zachowałam siebie dla Ciebie.
- Skąd w ogóle wiesz takie rzeczy?
- Od Vanessy. A swoją drogą. Byłeś z nią?

Justin zamilkł, co było dla mnie jednoznaczną odpowiedzią. Po chwili otworzył usta i zaczął mówić. Coś co kompletnie wybiło mnie z rytmu.  Justin puścił mnie ze swoich objęć ,wzięłam swoją torbę. I wyszłam mówiąc.

- Zobaczymy się niedługo,w końcu ja tu nie mieszkam. Do zobaczenia.

Potrzebowałam miejsca ,gdzie będę mogła swobodnie myśleć. Gdzie pobędę sama. I to właśnie miałam w domu. U siebie w pokoju, z kubkiem gorącej czekolady i piankami. Mogłam swobodnie myśleć. Spięłam swoje włosy w niechlujnego kucyka i założyłam na siebie luźny sweterek. Nasunęłam grube skarpety i usiadłam na parapecie. Powinnam myśleć o przeszłości czy przyszłości?  To co było zdaje się nie być już ważne, ale jednak wpłynęło na to co mamy teraz. Jak mam być pewna jego uczuć teraz, skoro to co było po moim porwaniu... Ech...
Dzisiejszą noc spędziłam u siebie na oknie, znów nie śpiąc. Nie dałam rady...


________________________________________________________________________

I jak 9 rozdział?  <3

KOMENTUJCIE <3 



oglądajcie : http://www.youtube.com/watch?v=gtWdKviucAU















wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 8

JUSTIN

Około dwudziestej wróciłem do domu.  Poszedłem na górę i zmieniłem koszulkę. Moja była cała mokra od kąpieli w morzu. Wiem,jeszcze nie pora, ale trudno.  Przebrałem się w suchy t-shirt. Poszedłem na dół i zrobiłem sobie omlety, naleśniki, jajecznicę z bekonem i koktajl truskawkowy. Mieszanka nie za ciekawa ale cóż. Wszystko było smaczne w każdym razie. Trochę się ubrudziłem ,ale nie przeszkadzało mi to. I tak nie miałem komu się podobać. A nawet nikomu nie chciałem. Zdrzemnąłem się godzinkę na swojej kanapie. Obudziło mnie stukanie do drzwi. To była Kate, wstyd mi było za mój strój,ale trudno, w końcu była z Jakiem. Tak mi się wydawało, przynajmniej. Do domu wbiegł Shadow i poleciał przed telewizję rzucając za sobą plecaczek. Usiadł  przed ekranem i oglądał bajki. Ja miałem czas by porozmawiać z Kate, mimo,że obydwoje byliśmy zażenowani. Nie mogłem stać tam bezczynnie. Chciałem zejść jej z oczu i nie wtrącać się w jej życie.

- Mam nadzieję,że  Ty  i Jake, mam nadzieję,że będziecie szczęśliwi.
- Justin, ja.. Może Ci pokaże.

Katherine pochyliła się do mnie i złączyła nasze usta w pocałunku. Oczywiście odwzajemniłem bez wahania. Ręka Kare gładziła moje włosy i przeczesywała je. Całowaliśmy się jak kochankowie,którzy nie widzieli się przez wiele ,wiele lat. Przywarłem do niej, całowałem bez opamiętania, nie trzymałem się wytyczonych granic. Trzymałem ją w biodrach, i opierałem o ścianę. Po czym moje dłonie wędrowały po jej całym ciele. Jedno mi nie dawało spokoju

- A Jake?
- Zamknij się już. Nie jestem z nim.



Odetchnąłem z ulgą, czułem jak powietrze ze mnie uchodzi. Ponownie wpiłem się w jej usta. I tak bez tchu kontynuowałem pocałunek. Zrozumiałem ile dla mnie znaczyła, jak źle ją potraktowałem jakim dupkiem byłem.  Kate wtuliła się we mnie a ja pogładziłem ją po włosach.

- Zostaniesz?
- Zdecydowanie tak.

W domu wciąż ulatniał się jej zapach. Wszystko przez rozbity flakonik.

- Justin,czym się tak ubrudziłeś?
- Jedzeniem.
- Wciąż masz z tym problemy?
- Troszkę - zaśmiałem się - Pójdę się przebrać.

Po pięciu minutach wróciłem , Shadow powoli usypiał, zaniosłem go na górę.  I wsadziłem do łóżka. Od razu okręcił się do ściany i nie drgnął. Spał mocno. Ucałowałem go w główkę i poszedłem na dół do mojej kochanej dziewczyny. Znów nią była, i tylko dziewczyną... Będzie to trzeba zmienić w najbliższym czasie.
Wszedłem do salonu, Kate siedziała na kanapie z miską chipsów. Znów czuła się jak u siebie, i prawidłowo.
Usiadłem obok niej i wciągnąłem rękę do miski. Zabrała mi ją nie dając chipsa.

- Moje!
- Nie podzielisz się? - powiedziałem słodko
- Nie. Chyba ,że tak.

Kate wsadziła chipsa między swoje wargi i pochyliła się do mnie. Ugryzłem go, całując ją.  Nasz wzrok połączył się. Nagle miska znalazła się na ziemi, chipsy przestały być ważne. Byłem nad Kate, Ona opatuliła mnie swoimi nogami i przyciągnęła do siebie.  Podobało mi się to.  Niestety sam zepsułem ten wieczór.

- Justin,zrobimy to? - zapytała
- Kate, nie mogę.
- Dlaczego?
- Nie dam rady. Przepraszam.

Wstałem i poszedłem do łazienki. Dlaczego uciekłem ,płuca zaczęły cholernie mnie boleć. Nie byłem w stanie niczego zrobić. Usiadłem na brzegu wanny i starałem się złapać oddech.  Nic nie skutkowało.
Po chwilce usłyszałem ciche pukanie do drzwi.

- Justin,wszystko w porządku? Mogę wejść?
- Nie Kate. Nie wchodź. Proszę.


KATHERINE

Nie posłuchałam go, weszłam do łazienki i zobaczyłam jak cierpi. Widziałam ból przeszywający go od klatki piersiowej aż do opuszków palców. Podeszłam do niego bliżej i ukucnęłam między jego nogi.

- Hej hej, Justin, co się dzieje?
- Boli.
- Oj skarbie, tyle to widzę, od czego boli ? To mnie bardziej interesuje.
- Morze, ja no ten ,wszedłem do niego.
- Justin! Sam doskonale wiesz,że nie masz zdrowych płuc do końca, a jeszcze włazisz do zimnej, cholernie zimnej wody?!
- Nie złość się.


W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. To była Tasha. Odebrałam.

- Halo?
- Kate?
- Tak.
- Przyjedź do studia. Musisz nagrać coś.
- Mam coś ważniejszego na głowie. Przepraszam. Nie przyjadę.
- Kate, musisz.
- Ja nic nie muszę. Mam ważniejsze rzeczy na głowie.
- Niby co takiego?
- Zdrowie mojego chłopaka jest dla mnie ważniejsze niż dzisiejsza sesja nagraniowa.
- A kariera?
- To też zaczeka. Przeproś wszystkich, pa.

Rozłączyłam się i wróciłam do Justina.

- Kochanie - zaczął Justin - Już mi lepiej,jedź do tego studia. Nic mi nie będzie.
- Nie udawaj Justin, nie zostawię Cię.

Justin ucałował mnie i poszedł do sypialni. Widziałam,że nadal go boli. Lekko pomasowałam mu klatkę. Justin usnął. Wciąż słyszałam jak ciężko oddycha, martwiłam się o niego. Gdybym mogła z chęcią przejęłabym ten ból na siebie. Ale niestety, to było niemożliwe. Całą noc spędziłam siedząc obok niego, sprawdzając jak oddycha. Chciałam go obudzić i zawieźć do szpitala. Ale zapewne wkurzył by się na mnie.
Położyłam się obok niego i głaskałam o po torsie. Czułam jak ciężko oddychał,jakby mu coś zalegało. Bardzo się martwiłam. Całą noc robiłam mu okłady, przykrywałam go, wcierałam maść w klatkę. Chciałam czuć się pomocna i przydatna, mam nadzieję,że wyszło. To takie istotne by razem przeżywać.
Za pięć siódma lekko mi się przysnęło. A już koło dziesiątej obudził mnie Justin całujący moje policzki.

- Wstawaj skarbie - powiedział zachrypnięty.
- Oj, jeszcze Ci nie minęło?
- Nie, ale nie boli już tak. Czuje się jakby ktoś opiekował się mną całą noc.
- To byłam ja skarbie.
- Nie spałaś całą noc?
- Nie mogłam,nie umiałabym wiedząc,że w każdej chwili coś może Ci się stać
- Moja kochana dziewczynka. Chyba coś Ci się w nagrodę należy.
- Co takiego? - spojrzałam zaintrygowana

JUSTIN

Znów byłem nad nią. Byłem jej wdzięczny ,że przesiedziała całą noc i opiekowała się mną. Robiła okłady, zmieniała temperaturę w pokoju, okrywała mnie, odkrywała.  Była na prawdę kochaną dziewczyną.  Chciałem się odwdzięczyć. Tak ,zrobiliśmy to. Ponownie z uczuciem. Gdy rozpaliłem ją, zwilżyłem lekko jej szparkę i wszedłem w nią. Nogi Kate lekko się ugięły, a jej paznokcie wbiły się w moje plecy. Mój ból odszedł w zapomnienie. Nie dałem mu się ogarnąć. Kate cicho pojękiwała za każdym wsunięciem penisa.  Przyspieszałem i zwalniałem i tak na okrągło.  Po około trzydziestu minutach obydwoje doszliśmy. Ale nie chciałem zostawiać jej tylko z jednym, pchałem jeszcze chwilę i zafundowałem Kate jeszcze dwa orgazmy.
Ucałowałem ją i wyszedłem z niej. Katherine zasłoniła się i powędrowała pod prysznic , a ja poszedłem do Shadow. Mały siedział na ziemi i bawił się swoimi zabawkami.

- Już  wstałeś synku?
- Niedawno. Chciałem się już pobawić.
- A na dwór nie idziesz?
- Chcę, ale mama nie pozwala w piżamce.
- Przebiorę Cię, hm?
- Dobra.

Przebrałem małego i poszedłem z nim na podwórko. Otworzyłem mu piaskownicę , mały wszedł do niej i zaczął budować tunele. Uśmiechnąłem się do siebie.

- Głodny jesteś?
- Troszeczkę. Zrób mi parówki i kanapkę.

Obróciłem się i wróciłem do domu, wyciągnąłem z lodówki parówki i wstawiłem do mikrofalówki. Nie chciało mi się gotować, za dużo czasu.  Zrobiłem mu kanapki i położyłem na stół. Zawołałem go, mały przybiegł do domu i zabrał się za jedzenie. Katherine w tym czasie zeszła na dół. Z wyrazem na twarzy jakby ktoś umarł.

- Co się stało kochanie?
- Justin,zabezpieczyliśmy się?
- To zależy co masz na myśli - powiedziałem żartobliwie.
- Ostatnie dwa stosunki, miałeś gumkę?
- Nie - przeciągnąłem niewinnie
- Justin!
- Nie bój się skarbie. Nie zaszłaś. Na pewno nie. A nawet jeśli tak, to będziemy szczęśliwi ,prawda?
- Zadzwonię do lekarza, umówię się na wizytę.
- Skarbie, doskonale wiesz,że teraz szybko się nie dowiesz, dopiero 3-6 dni po zapłodnieniu.
- Ginekolog się znalazł , to umówię się na przyszły tydzień .

Odwróciła się i poszła na górę. Po dwudziestu minutach zeszła gotowa.

- Gdzieś jedziesz?
- Po swoje rzeczy do domu.
- Po co?
- No chyba mam tu zostać,choćby na trochę,tak ?
- Nie prosiłem,żebyś się wprowadziła.
- Och, to przepraszam. W takim razie jadę do domu - uśmiechnęła się.
- Żartowałem Kate, żartowałem.
- To nie było zabawne, znów zachowujesz się jak dupek.

Kate pożegnała się z Shadow i wyszła z domu, nie spoglądając już na mnie.


KATHERINE


Było mi przykro, cholernie przykro, za to co powiedział, jak mnie potraktował. Zadzwoniłam do Vanessy by się jej wyżalić.

- Powiedział ,że nie prosił bym się wprowadziła. A potem ,że niby żartuje. Powstrzymałam się od płaczu ,ale wyć chciało mi się niezmiernie.
-  Naprawdę chcesz z nim być? Skoro wszystko co On robi, doprowadza Cię do płaczu? I myślisz ,że potrafisz znieść prawdę dziewczyno? Skoro wszystko co mówi to kłamstwa?  Całuje,ale nie traktuje tego poważnie. I nie patrzy w Twoje oczy, i nie widzi rzeczy,które wszyscy widzą. Twój chłopak jest dupkiem. Twoja mama też Ci to powie. Wiesz czego my się dowiedzieliśmy przez te wszystkie lata? Kim był,co robił.
Wiesz ,że ma kogoś po swojej stronie kochana. I w sposób jaki mówi do nas ,jest grzechem. On po prostu cały czas grzeszy. Naprawdę myślę czas słonko,że powinnaś przestać go chronić.
- Zmieni się ,On żartował - dodałam
- Ciągle mi mówisz rzeczy ,że się zmieni. Tak,okej. Ale nie zmienisz mojego myślenia. Nie ma przez to drogi, naprawdę musisz to wiedzieć. To ukrywanie jest słodkie,ale ma ten cukrowy płaszcz nieprawdy. Więc spróbuj przyjąć prawdę. Wygląda jakby było dobrze. Grasz jak gwiazda Hollywood. Wiesz,że przeprasza,ale to nic nie znaczy. Jego usta biegają torami i polami. Zrozum, dlaczego to robisz?! Pozwól mu odejść.
- Vanessa, zmieniłaś się, dlaczego tak o nim mówisz?  Sama byłaś zawsze za nim murem.
- Zanim dowiedziałam się jaki był.
- Jaki w takim razie był?
- Przyjedź to się dowiesz, pokaże Ci wszystko co się dowiedziałam i każdy dowód na to.
- Będę za dziesięć minut.

Korciło mnie to co może mi pokazać. Chciałam się dowiedzieć co to jest. Moja ciekawość nie zostanie zaspokojona zanim nie dowiem co ciekawego ma mi do udowodnienia.


_______________________________________________________________________________


I jak kochani 8 rozdział ? <3

KOMENTUJCIE <3 




Mam nadzieję ,że się wzruszycie ! <3
Oglądajcie : http://www.youtube.com/watch?v=gtWdKviucAU













niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 7

JUSTIN


Chanel poszła na górę by zabrać swoje rzeczy. Po około godzinie zeszła i oddała mi pierścionek zaręczynowy. Po czym powiedziała

- Oddam Ci pieniądze,jak tylko sprzedam te rzeczy,dobrze?
- Nie musisz, zachowaj je sobie. Pieniądze nie są najważniejsze.
- Odebrała już?
- Nie ,wciąż nic. Dzwonię i dzwonię, albo rozłączyła albo nie odbierała. Może jest zajęta.
- Justin! Co Ty tu jeszcze robisz? Jedź do niej.
- Powinienem?
- Ty musisz to zrobić! A nie powinieneś. Jesteś facetem z tego co widziałam - zaśmiała się - Musisz być twardy! Poradzisz sobie.
- Chanel, gdybyś tylko była Kate, ożeniłbym się z Tobą - zaśmiałem się - Gdybym tylko Cię tak kochał.
- Oj Justin, teraz stać Cię na poważne wyznania.

Chanel roześmiała się i wyszła przed dom. Czekała na taksówkę. W końcu wsiadła i odjechała. Poczekałem ,aż zniknie zza horyzontu. Nie było mi żal naszego rozstania. Niczego nie żałuję.  Wróciłem do domu i ponownie zacząłem wykonywać połączenia do Katherine. Wciąż nie odbierała. Na dworze robiło się coraz później. To nic. Wstałem ,przebrałem się, wypachniłem i wsiadłem do swojego samochodu. Pojechałem prosto pod dom Kate. Stanąłem niedaleko by jeszcze przećwiczyć to co mogę jej powiedzieć. Nic prócz kochanie wróć do mnie,mogę uleczyć Twoje złamane serce, więc czy możemy zacząć wszystko od początku? Myślę ,że to będzie odpowiednie ,taka wypowiedź. Mam nadzieję,że zrozumie o ,ze się stresuję i nie wiem co powiedzieć. Mam nadzieję,że w ogóle mnie zrozumie, byłem zestresowany tak bardzo ,że usta odmawiały współpracy. Jeśli to nie zadziała, to po prostu ucałuje ją. Wziąłem się w garść i podjechałem bliżej jej domu. Rozejrzałem się ,i dojrzałem moja piękną Kate. Widziałam jak stoi z jakimś chłopakiem, cały czas się uśmiechała.  Chłopaka chyba nie znałem. Nie kojarzyłem go, światło z lampy przyulicznej padło na mnie, dzięki czemu Kate dojrzała mnie ,uśmiech zszedł z jej twarzy, wyglądała teraz na jakby przestraszoną? Nie umiem określić wyrazu jej twarzy, na pewno nie było to zadowolenie. Pokazałem Kate gest by przyszła ,bo chcę porozmawiać, po czym się uśmiechnąłem, Ona tylko machnęła głową na nie. I spuściła wzrok. Chłopak który z nią stał złapał ją za ręce, i odwrócił się. Wtedy dojrzałem ,że to Jake. Schowałem się, na co On odwrócił się ponownie do Katherine. Zrozumiałem wtedy ,że jestem tylko kłopotem, śladem nieudanej miłości, wyrzutem sumienia. Wzrok Kate co chwile schodził na mnie i moje auto. Jej oczy jakby chciały powiedzieć : Daj mi żyć,daj swobodnie iść drogą ,pozwól mi być kimś i jednocześnie sobą.
Chciałem tylko w tym momencie,żeby pokazała mi swoje granice, łamałbym każdą z nich.
Chwilę jeszcze przyglądałem się uśmiechniętej Kate, i gdy zrozumiałem ,że nie mam czego tu szukać,odjechałem. Pojechałem na naszą plażę. No ... naszą. Teraz to po prostu zwykła plaża.  Usiadłem nad brzegiem ,woda moczyła mi stopy. Schowałem głowę między kolana.

KATHERINE


- Kate muszę Ci coś wyznać
- Tak? - zapytałam przyjaźnie
- Nigdy nie przestałem o Tobie myśleć. Więc może Ty i ja, no .. ech. Moglibyśmy spróbować jeszcze raz?
- Jake...
- Nie śpiesz się z decyzją.
- Ja już ją dawno podjęłam - uśmiechnęłam się

Spojrzałam przed siebie i dojrzałam samochód Justina a w nim moją miłość życia. Justin spojrzał na mnie i pokazał mi gest bym przyszła do samochodu. Wiedziałam,że będzie chciał porozmawiać. Jednak postanowiłam zostać tu gdzie jestem. Boję się ,boję się,że będzie mnie ranił. Że będzie miał inne. On ma taki charakter... Boję się,że zrani mnie, że będzie źle, że teraz się nie ułoży. Jake złapał mnie niespodziewanie za ręce i obejrzał się za siebie. Dałam Justinowi sygnał,że nie przyjdę, spuściłam wzrok i wpatrywałam się w chodnik. Czekałam ,aż Justin odjedzie. Starałam się nie rozpłakać. Chciałam być silna,ale gdy odjechał emocje wzięły górę. Każda z nas chciałaby w takim momencie zachować spokój,ale to niemożliwe.
Gdy Justin odjechał z moich oczu poleciały łzy.

- Hej hej, mała. Co się dzieje?
- Jake, nie chcę być z Tobą. Ja jestem zakochana w jednym mężczyźnie. I przy tym się będę trzymała.
- Co On ma ,czego ja nie mam?
- Mnie. Jake, jesteś wspaniały, ale dla innej kobiety będziesz lepszy, dla mnie nie. Możemy się przyjaźnić. Nic więcej, nie chcę, przepraszam.
- Kate,a te krzywdy?
- Nie ma miłości bez bólu . Ja cierpię, ale to minie, bo go kocham.
- To powodzenia.
- Dzięki Jake.

Pożegnałam się z nim i weszłam do domu. Mój telefon ponownie zaczął wibrować. Tym razem była to Kim.
Odebrałam natychmiastowo.

- Kate, mam dla Ciebie dobre wiadomości. Bądź u mnie w gabinecie punkt ósma rano
- Dobrze Kim.


Nazajutrz około ósmej rano stawiłam się w gabinecie Kim tak jak mi nakazała. Shadow został z moimi rodzicami. Byłam na siebie zła ,że jestem tak zabiegana. Ale na szczęście moi rodzice nie widzieli świata poza swoim wnukiem i cieszyli się,że mają go przy sobie.  Usiadłam na przeciwko Kim i  zapytałam ją o co dokładnie chodzi, po co chciała się spotkać.

- Kate, producenci muzyczni są zachwyceni Twoimi piosenkami. Chcą ,żebyś nagrała je w profesjonalnym studiu. Zrobili Ci już podkład. Musisz jechać tylko do nich teraz i tam z nimi wszystko załatwić. Nagrasz piosenki, ułożycie nowe i rozpoczniesz karierę , wchodzisz w to?
- Zdecydowanie tak!


W tym momencie nie czułam nic więcej jak szczęście. Około dziesiątej znalazłam się w studiu. Poznałam tam Raymonda, Tashe, Teddiego , Jaya. Opowiedzieli mi o swojej koncepcji na tą płytę i jakby chcieli ,żeby wyglądała. Na co ja im powiedziałam wszystkie swoje pomysły. Byli zachwyceni. Nagrałam im swoje piosenki , bity były dobre, słowa także. Przy piosence ,która najbardziej trafiła w moje serce, musiałam wyjść. Nie dałam rady. Chwyciłam butelkę z wodą i uciekłam na dach budynku.  Nie wiem co mi się stało. Nigdy tak nie miałam.

" Teraźniejszość to wszystko co mamy. I czas nie może być kupiony, wiem wewnątrz mojego serca ,że to wszystko na zawsze będzie nasze, nawet jeśli będziemy próbować zapomnieć. Miłość będzie pamiętać. Powiedziałeś,że mnie kochasz, powiedziałam,że ja Ciebie też, co się z tym stało? Wszystkie Twoje obietnice, nasze wspólne plany, co się z tym stało?  Bum! Zniknęło. Musimy iść do przodu. Nawet jeśli spróbujemy zapomnieć, miłość będzie pamiętać Ciebie, miłość będzie pamiętać mnie.
Wyprawy o których marzyliśmy ,znaczniki postawione na mapie. Co się z tym stało?
Kiedy wszystko co miałeś było niczym, i jedyne co mieliśmy to śmiech. Zburzmy mury, wpuśćmy tam niebo, gdzieś w wieczności, znowu zatańczymy ,kiedyś byliśmy nierozłączni, kiedyś myślałam,że jestem nie do zastąpienia, rozświetliliśmy świat, zanim go wysadziliśmy, nadal nie wiem po prostu jak to zniszczyliśmy. Miłość będzie pamiętać."

Te słowa trafiły w mój czuły punkt, Justina. Dach był wyłożony białymi kamykami, i miał posadzone róże.  Był piękny. Podeszłam do barierek i się oparłam. Odetchnęłam trochę. Chciałam pobyć sama.  Kilka minut później wyrwałam sobie jedną różę. Wąchałam ją, pięknie pachniała. Niby taka piękna ,ładnie pachnąca, a jednak kłóć potrafi... Ciernista róża. Uosobienie piękna a jednocześnie potrafi sama siebie obronić...
Po chwili na dach przybiegła do mnie Tasha.

- Hej, mała co się stało?
- Nic ,nic. Słabo mi się po prostu zrobiło.
- Możemy już wracać ?
- Możemy.


Tasha poszła przodem , ja wyrzuciłam różę za siebie i dołączyłam do niej wolnym krokiem. Spojrzałam jak róża upada i wbija się w podłoże. Kilka dni i będzie po niej. Uschnie pozostawiona sama sobie. Podobnie jest z ludźmi. Bez miłości ,troski, opieki innych giną.  Tego dnia spędziłam jeszcze kilka godzin w studiu.  Około piętnastej wróciłam do siebie do domu. Shadow był cały zmoczony ,ale i zadowolony.

- Co tu się stało? Pobojowisko jakieś.
- Dziadek i ja ,strzelaliśmy z pistoletów na wodę ,musiałem uciekać przed nim.
- Oj synku.

Kucnęłam do Shadow i spojrzałam na niego.

- To co skarbie ,jedziemy do tatusia?
- Tak!

Shadow widocznie stęsknił się za swoim tatą. Pobiegł na górę i wybrał sobie ubrania. Pomogłam mu je założyć. Ułożyłam mu włoski i kazałam iść pożegnać się z dziadkami . Mały zbiegł na dół a ja przebrałam się.  Po chwili byłam już na dole.

- To co jedziemy synku, pożegnałeś się?
- Pożegnałem. Wziąłem misia, możemy jechać mamusiu.

Shadow chwycił mnie za rękę i poszliśmy do samochodu. Otworzyłam mu drzwi od auta a On wskoczył do niego i usiadł na swoim foteliku. Zapięłam  go i wsiadłam na swoje miejsce. Odpaliłam silnik i ruszyłam do domu Justina.

- Mamo
- Tak synku ?
- Czemu ostatnio tak powiedziałaś o tacie?
- Byłam zła skarbie. Nie myślę tak.
- Czyli między Wami jest w porządku?
- Tak

Było? Nie było wszystko w porządku. Nic nie było w porządku. Po około dwudziestu minutach byliśmy pod domem Justina. Denerwowałam się. Ale miałam nadzieję,że chociaż będzie się normalnie zachowywał ,mimo tego co wczoraj zrobiłam. Odpięłam Shadow z fotelika i wyjęłam go z samochodu.  Shadow grzecznie czekał ,aż z nim podejdę. Miałam ochotę powiedzieć mu. Idź skarbie sam, zaczekam,aż tata otworzy i odjadę. Ale wtedy byłabym tchórzem.  Założyłam Shadow na plecy jego ulubiony mały plecaczek w którym miał swoje rzeczy, takie jak zabawki,pieluszka, smoczek. Shadow chwycił mnie za rękę, i tym samym dał znak,że nie puści mnie nigdzie. Zamknęłam samochód jednym naciśnięciem guzika i poszłam z małym przed drzwi domu Justina.  Shadow zapukał. Chwilę później Justin stanął w drzwiach. Shadow wbiegł do środka i pobiegł przed telewizję zauważywszy bajkę. Justin i ja staliśmy skrępowani ,żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Nagle Justin zrobił pierwszy krok i powiedział.

- Mam nadzieję,że Ty i Jake, mam nadzieję,że będziecie szczęśliwi.
- Justin,ja.. Może Ci pokaże

Pochyliłam się do Justina i pocałowałam go w usta tak jak kiedyś. Justin odwzajemnił mój pocałunek, nie opierał się, przywarł do mnie i trzymał mnie w biodrach.

- A Jake? - zapytał?
- Zamknij się już. Nie jestem z nim.

Justin wpił się mocno w moje usta i bez tchu całował mnie... Tego dnia zrozumiałam ,jak mocno go kocham. I jak bardzo się za sobą stęskniliśmy..

____________________________________________________________________

I jak kochani 7 rozdział ? <3

KOMENTUJCIE! <3
















sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 6

JUSTIN

Zapewniałem,że nigdy bym jej nie opuścił. Jej dłonie pasowały do mnie jak mój t-shirt. Język wciąż plątał mi się przy dwóch słowach. Przeczesuję moje myśli. Moje ciało doskonale współgrało z jej ustami. Jeśli udajesz w ten sam sposób od początku, z mocnymi uściskami, moimi pocałunkami ,wiedz ,że mogę skleić Twoje złamane serce. Chciałbym z nią ruszyć tą samą drogą co cztery lata temu. Około dwunastej do domu weszła Chanel z siatkami od zakupów.  Rozejrzała się w salonie dookoła.

- Co tu się działo,Justin?

Odstawiła siatki na ziemie i podeszła do mnie, przyjrzała mi się prosto w oczy.

- Masz przekrwawiony wzrok. Piłeś?
- Trochę. Owiało mnie. To nic takiego.
- A rozbite lustro ?
- Wypadek. To tylko lustro, nie przejmuj się.
- A telefon? - wskazała na rozwalające się części telefonu - Też wypadek?
- Tu akurat tak, wypadł mi z kieszeni gdy rzuciłem się na kanapę,czekając na Ciebie.
- Kłamiesz.
- Nigdy. Co tam masz? - zmieniłem temat
- Zakupy. Byłam z dziewczynami, proszę to Twoje - podała moją kartę kredytową - Użyłam jej kilka razy, niewielkie kwoty, chyba się nie gniewasz ,co?
- Nie. Mogłaś zapytać chociaż, a wzięłaś bez zapytania.
- Co moje to i Twoje kotku. Zgadza się?
- Mhm.

Chanel pocałowała mnie w polik i wzięła swoje torby. Louis Vuitton , Prada, Tommy Hilfiger ,Gucci,  Yves Saint Laurent , sami znani projektanci, same drogie marki. Codzienne takie zakupy. Złapałem się na głowę i wyszedłem na taras. Przypomniały mi się różne sytuację z Katherine.  Biegałem za nią, starałem się, chciałem ,żeby było dobrze, a wyszło tak jak zawsze. Teraz już nie robię tak i jest hm, gorzej ,lepiej ? Zależy jak dla kogo. Poszedłem do sypialni gdzie Chanel była pochłonięta rozpakowywaniem swoich zakupów.

- Chanel - zacząłem - Nie uważasz ,że przesadzasz?
- Z czym ?
- Z zakupami, szastasz kasą na prawo i lewo, a sama nie zarabiasz.
- Justin ,będziesz mi teraz wyliczał?  Ile wydałeś na swoje ubrania, ile na dzieciaka i ile na tą szmatę Kate!?
- Ona sama zarabia ,to po pierwsze.  Shadow nie dzieciak. Ja zarabiam,ja sobie mogę pozwolić, poza tym nie wydaję tyle co Ty! Czyjeś pieniądze łatwo wydawać, hm?
- Nie wyliczaj mi. To ja co noc funduje Ci raj, zakładam bieliznę jak dziwka a Ty teraz takie rzeczy wygadujesz? Justin! Wstydź się.
- Proszę Cię, za seks nie muszę płacić, u nikogo. Uwierz mi ,nikt nie żąda tyle co Ty.
- Justin! - łza pociekła jej z oczu.


Chanel wstała z podłogi , kopnęła karton z butami i wymijając mnie wyszła z pokoju. Nie zbiegłem za nią. Słyszałem tylko jak bierze swój telefon i trzaska drzwiami. Odetchnąłem i poszedłem na dół. Po dziesięciu minutach usłyszałem dzwonek do drzwi. Wiedziałem,że wróci ,nie poradzi sobie bez kogoś kto ją utrzymuje. To nie ten typ dziewczyny . Poszedłem do drzwi i chwyciłem za klamkę. Otworzyłem je ,a moim oczom ukazała się mocno wymalowana dziewczyna o czerwonych ustach .


KATHERINE


Położyliśmy się z Shadow na łóżku i usnęliśmy. Przebudziłam się około ósmej nad ranem, mój telefon wibrował. Na ekranie widniał Justin. Nie odebrałam ,ponownie zasnęłam. Około dziesiątej sytuacja się powtórzyła. Justin był uparty, o jedenastej wciąż starał się nawiązać kontakt. Rozłączyłam go na znak,żeby dał mi spokój. Po chwili dostałam tylko sms z pustym słowem Przepraszam. Jakby to przepraszam miało nagle uleczyć całe zło na świecie. Jakby miało odmienić wszystko, to było zwykłe słowo. Nic nie znaczyło w tym przypadku. Ale zaplanowałam sobie coś i tego dzisiaj dopnę. Odpisałam mu tylko : Wiedziałam,że tak się stanie. Nie wiem czemu ponownie Ci zaufałam. Zniknij z mojego życia. 
Wiedziałam,że to nie był jeszcze koniec. Dopiero dzisiaj po południu się tak stanie, że zdobędę to czego chciałam. Znów poczułam się jak zabawka. Justin grał ze mną. Tym razem jak rozłożę karty na stół, i to ja rozegram tą talię.  Około dwunastej ,Shadow siedział ze mną na łóżku i układał klocki.

- Mamo, pachniesz tatą, wiesz?
- Tak? Nie wiem czemu.
- Bo mnie przytulałaś, a ja pachnę jak tata.

Zaśmiałam się i poszłam pod prysznic. Shadow zszedł na dół do moich rodziców. Umyłam się żelem marakuja- pomarańcze , pachniałam niczym sałatka owocowa. Przebrałam się w jakieś dresy zanim się porządnie wyszykowałam. Zeszłam na dół do mamy by poprosić ją by została z Shadow , zgodziła się i dała mi przestrogę bym nic głupiego nie robiła. Zaśmiałam się i poszłam na górę. Ubrałam na siebie seksowną sukienkę, tą którą Justin uwielbiał , nałożyłam ciężki makijaż, wrzuciłam do torebki perfum, to był mój klucz do celu  i autem dostałam się pod jego dom. Widziałam jak wchodzi do niego Chanel a po chwili wybiega z płaczem i wsiada na motor jakiegoś kolesia.  Po chwili wysiadłam i stanęłam u progu drzwi Justina. Zastukałam pewna siebie. Po chwili Justin otworzył mi z cwanym uśmieszkiem. Spojrzałam na niego rozkojarzona. Znów był w szoku. Nie przejmowałam się tym ,tylko przejęłam inicjatywę. Pocałowałam go namiętnie w usta i wepchnęłam do łóżka.

- Kate, co Ty - przerwałam mu pocałunkiem
- Znam drogę, chodź.

Weszliśmy na górę do jego sypialni.

- Poczekaj tu chwilę Justin, poprawię się tylko.

Wzięłam swoją torebkę i weszłam do łazienki, z torebki wyjęłam swój perfum i postawiłam go na półkę między ich kosmetyki.  Wróciłam do Justina i dokończyliśmy dzieła. Justin nie opierał się wcale. Pchał jakbym znów była z nim. Nie przejmował się niczym, a gdy oboje doszliśmy ,usłyszeliśmy szarpanie za klamkę.

- To Chanel - powiedział Justin - Ubieraj się i wyjdź tylnymi drzwiami
- Jakbym nie wiedziała . Pasuje Ci takie rozwiązanie ,hm?
- Jakie?
- Seks bez zobowiązań. Zawsze wiedziałam ,że taki jesteś. Może kiedyś zrozumiesz dlaczego - dodałam zapinając sukienkę.


Zbiegłam na dół  i wyszłam tylnymi drzwiami. Justin wpuścił do domu Chanel. A ja odjechałam zadowolona z siebie i z tego co zrobiłam.

JUSIN


Chyba wciąż nie znam dobrze Kate, nie spodziewałem się ,że coś takiego zrobi.
Ale podobało mi się to, mimo,że w sumie potraktowała mnie tak ja ją ostatnio. Może taki był jej plan? Bym znów zapragnął jej ciała? Bym znów zechciał z nią się kochać... Chyba zadziałało..  Gdy tylko uciekła , ubrałem się, uspokoiłem i poszedłem otworzyć drzwi. Stała tam Chanel.

- Wiedziałem,że wrócisz.
- Kocham Cię to wracam. Nie chciałam się tak kłócić.
- Wejdź mała.

Chanel weszła do środka z zapłakanymi oczami. Pogłaskałem ją po głowie i ucałowałem w nosek. Zacząłem żałować sytuacji sprzed chwili. Przecież Ona nic mi takiego nie zrobiła. Dlaczego ja jej coś takiego wyczyniam? Jestem złym człowiekiem. A może po prostu chciałem .. chciałem się poczuć tak jak kiedyś?  Jak sprzed czterech lat, chciałem czuć ciało Kate, jej piersi, jej gorący dotyk.  Nic nie sprawi ,że poczuję się tak jak przy niej. Ale nie musiałem się aż do tego posuwać...  Ale przecież to był tylko seks, nic nie znaczący, bez uczuć. Nie angażowaliśmy się w niego. Chanel poszła do łazienki zmyć makijaż. Pamiętam,że lata temu ktoś powiedział mi ,że powinienem być ostrożny jeśli chodzi o miłość. Tak zrobiłem. Moje złudzenie, mój błąd. A teraz, kiedy wszystko jest skończone ,nie mam nic do powiedzenia. Odeszłaś, bez wysiłku. Wygrałaś. Wszystko co mieliśmy,przepadło. Byłem szczęśliwy, moje serce zostało złamane. Wszystkie moje rany znów są otwarte. Wszystko to na co liczyłem jest niemożliwe. Trudno jest się odkochać, uwierzyć w wyimaginowaną miłość. Utracone zaufanie, złamane serce.

- Justin! - krzyknęła Chanel i pojawiła się natychmiast w salonie - Co to kurwa jest!? - pokazała butelkę z perfumą
- Perfum ,a co ma być?
- Twój?
- Nie.
- Mój? Też nie! - krzyknęła - Co za dziwka tu była?! Znam ten zapach.
- Nikogo tu nie była. Może kupiłaś a zapomniałaś.
- Takich rzeczy nie zapominam. Dziwkarzu! Zdradziłeś mnie?!
- Nie
- Nie kłam! Z kim? Z Kate?!

W mojej głowie narodził się mętlik i zmieszanie. Nie wiedziałem czy mam się przyznać czy okłamać ją. Postanowiłem postąpić zgodnie z tym co nakazuje mi serce.

- Tak, z Kate.
- Jesteś świnią - rzuciła flakonem o ziemie ,rozbił się - Dlaczego!? - w jej oczach pojawiły się łzy
- Chanel, ja nie chciałem.
- To byś tego nie zrobił.
- Chciałem poczuć się jak za dawnych czasów, jak cztery lata temu. Przepraszam,skarbie.

Podszedłem do Chanel i przytuliłem ją do siebie mocno. Wypłakała się w moje ramie i powiedziała kilka zdań ,które ruszyły moje serce.

- Wiesz Justin, szczerze, nie dziwię Ci się,że to zrobiłeś.  Miałabym pewnie tak samo gdybym znów miała okazję spotkać swoją starą miłość. Wiem, kochasz ją. Nigdy nie chciałam i nie chcę Ci jej zastąpić. Wiem,że ją kochasz całym sercem. I wiem,że zrobiła to specjalnie zostawiając swój perfum, chciała ,żeby tak się stało. Ona w ten sposób Justin chciała o Ciebie zawalczyć. Wiem,że to nie jest pierwszy raz kiedy to się stało. Wiem,że będzie się powtarzać, dlatego aniele ,leć ,odzyskaj swoją kobietę, a przynajmniej zawalcz o Waszą miłość. Mnie już tu za godzinkę nie będzie.
- Chanel, ja.. Nie wiem co powiedzieć. Jesteś wspaniała ,dziękuję. Chyba mi coś uświadomiłaś
- To ,że ją kochasz? Każdy to wie. Tylko Ty jeden byłeś takim żółtodziobem i udawałeś ,że nic nie czułeś. A ja widząc te Wasze wszystkie zdjęcia, nie umywam się do tego, i do tego co Was napotkało. Powodzenia.

Chanel pocałowała mnie w policzek. A ja? Już wiedziałem co powinienem zrobić.


KATHERINE


Wybiegłam jak poparzona z domu Justina.  Poczekałam aż Justin wpuści Chanel do domu. Wtedy ulotniłam się stamtąd niezauważalnie. Mogłam przejść przed ich drzwiami niezauważalnie. Wsiadłam do samochodu i pojechałam na plażę. Wbiegłam na nią wpadając w ramiona pewnego chłopaka.

- Przepraszam
- Nie szkodzi ,Kate.
- Skąd znasz moje im... - spojrzałam w górę i zobaczyłam swoją starą miłość
- Co Ty tu robisz w takim stroju?
- Jake, to długa historia.
- Mam czas, opowiadaj.
- Zaczęło się od tego ,że żyję, jak widzisz.
-  Wiem, widziałem Cię już dwa dni temu, i do teraz nie mogę uwierzyć. Usiądziemy?
- Chętnie.

Usiadłam z nim na piasku i opowiedziałam mu całą historię od początku aż do końca. Jake słuchał mnie uważnie i komentował niektóre sytuacje.  Nie podobało mu się to jak Justin zachował się wobec mnie , widziałam złość rodzącą się w nim. Ale uspokoiłam go. Chyba pierwszy raz od tych czterech lat tyle się uśmiechałam, powoli zaczynała mnie już boleć szczęka.  Mój telefon nie dawał spokoju co chwila wibrował. Wyciągnęłam go z torebki , na ekranie był Justin. Odrzuciłam chyba z jedenaście połączeń.

- Co może być tak ważnego ,że teraz mi przerywa... Nagle mu się zebrało na dzwonienie.
- Odbierz,poczekam - dodał Jake
- Nie, On poczeka.

Rozłączyłam Justina i wyłączyłam telefon.  Około dwóch godzin później Jake odprowadził mnie do samochodu.

- Kate, muszę Ci coś wyznać.
- Tak? - zapytałam przyjaźnie
- Nigdy nie przestałem o Tobie myśleć. Więc może, Ty i ja, no.. ech, moglibyśmy spróbować jeszcze raz?
- Jake...


____________________________________________________________________________


I jak kochani 6 rozdział ?
Mam nadzieję,że Wam się podoba <3

wybaczcie,że krótki,ale rodzinka się zjeżdża, więc wole dodać krótszy niż nie dodać wcale. Chyba się ze mną zgodzicie?

KOMENTUJCIE <3
















piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 5

JUSTIN


Tak wiem, zdziwiło Was ,że ją pocałowałem. Musiałem , to siedziało we mnie zdecydowanie za długo. Jej usta, moje usta, aż się o to prosiły, by w końcu wykonać pierwszy ruch.  Katherine wzięła Shadow do siebie do domu. Ja zaś wróciłem do swojego pustego kąta. Na dworze deszcz ustał. Było około dwóch godzin przerwy zanim deszcz znów zaczął padać i obijać się kroplami w ziemię.  Przez dwie godziny zdążyłem pospać, pomyśleć. Zwłaszcza pomyśleć. Nagle zadzwonił mój telefon, to była Chanel . Przesunąłem palcem po ekranie i przyłożyłem telefon do ucha.

- Halo ? - zapytałem
- Hej skarbie. Nie gniewaj się na mnie,ale dzisiaj zostaję na noc u Alison. Pokłóciła się z chłopakiem, sam rozumiesz. Będę jutro w południe.
- Nie gniewam się..
- Kocham Cię. Do jutra, buziaki.
- Do jutra.

Jakoś dziwnie odetchnąłem z ulgą. Nie miałem najmniejszej ochoty spędzać wieczora z Chanel. Wiem,dziwne,własna narzeczona a mówię takie rzeczy. Postanowiłem coś zrobić. To będzie dla jednej z dwóch stron bolesne,ale muszę się przemóc. Nie mogę tkwić w jednym martwym punkcie. Przebrałem koszulkę i wyszedłem z domu. Na dworze znów zaczęło padać. Taka sceneria mi bardzo pasowała.
Wsiadłem do samochodu lekko moknąc i odpaliłem go włączając ogrzewanie. W mgnieniu oka ponownie byłem suchy. Ale szczerze, chciałem ,żeby padało.  Miałem swój plan. Powinien wypalić. Podjechałem pod dom Kate i wysiadłem , podszedłem do jej drzwi i cicho zapukałem. Po chwili czekania w końcu mi otworzyła.

- Co Ty tu robisz? - zaczęła
- Byłem w okolicy.


Złożyłem pocałunek na jej ustach. Wiem,to była zdrada na Chanel,ale zacząłem się zastanawiać,czy czasem jej nie zależy na jej moich pieniądzach. Jaka kochanie Twoja cena? Gdybym nie miał tego co posiadam to nawet nie chciałabyś ze mną gadać. Takie słowa rodziły się w mojej głowie.

- Musiałem przyjść,za długo się nie widzieliśmy.
- Nie jestem sama - dodała

Zamarłem w bezruchu, bałem się cokolwiek już powiedzieć. Ale z czystej ciekawości ,musiałem.

- A z kim? - spojrzałem zdziwiony
- No  - zawahała się - Jest Shadow, telewizja, ja.
- Uff, myślałem ,że z jakiś facetem.
- Nawet gdyby ,to chyba nie Twój interes?
- Mój nie mój, czy to ważne? Pozwól do mnie - wyciągnąłem rękę
- Justin, to pada. Poza tym, nie powinno Cię tu być.
- Dlaczego? Nie chcesz mojego towarzystwa?
- To nie tak, po prostu ciężko mi tak.
- Proszę pozwól do mnie - ponownie wyciągnąłem dłoń.


Kate nie opierała się za długo,  w końcu złapałem jej ciepłą dłoń i wyciągnąłem na zewnątrz.
Objąłem ją w pasie i zapytałem cicho do ucha.

- Widzisz tą gwiazdę? - wskazałem w niebo
- Którą? Jesteś niepoważny! - zaśmiała się
- Tą najjaśniej świecącą.
- Niech będzie ,że widzę. Co z nią?
- Błyszczy tak jasno jak Ty.
- Powiadasz? Czyli się świece ? - zaśmiała się

Uśmiechnąłem się i pominąłem dalszy temat. Spojrzałem na nią, i wiedziałem ,że to co teraz się stanie,jest właściwe.  Pochyliłem się do Kate i pocałowałem ją jak za dawnych czasów. Sięgnąłem do kieszeni po swój telefon i z niego puściłem piosenkę . Kojarzyła mi się z nami. Z tym co było, co nas spotkało. Z tym co złamało nasz związek. Kate wtuliła się do mnie, a ja przytuliłem ją do siebie mocno. Zaczęliśmy lekko bujać się w rytm piosenki.

Cóż, potrzebujesz światła, tylko wtedy gdy robi się ciemno. Tęsknisz za słońcem tylko wtedy ,kiedy zaczyna padać deszcz.  Pojmujesz ,że ją kochasz, tylko wtedy kiedy pozwalasz jej odejść. Nienawidzisz drogi,tylko wtedy ,gdy tęsknisz za domem. Pojmujesz, że ją kochasz, kiedy pozwoliłeś jej odejść.
Gapisz się na dno swojej szklanki mając nadzieję,że pewnego dnia spełnisz swoje marzenie. Ale marzenia przychodzą powoli, a znikają szybko. Widzisz ją gdy zamykasz oczy. Może pewnego dnia zrozumiesz dlaczego, wszystko czego dotykasz, umiera. Gapisz się w sufit ciemności, to samo panuje w Twoim sercu. To samo uczucie pustki. Ponieważ miłość przychodzi wolno, ale odchodzi szybko. Widzisz ją gdy zasypiasz, ale nigdy nie dotykasz i nie możesz zatrzymać. Kochałeś ją zbyt mocno i zanurkowałeś zbyt głęboko.

- Kate - powiedziałem cicho dysząc
- Nie mów nic.


KATHERINE



Tańczyliśmy w deszczu,zawsze to uwielbiałam.  Nie sądziłam ,że znajdziemy się w tym punkcie dwa dni później. Dlaczego? Chyba obydwoje siebie pragnęliśmy. Złapałam Justina za rękę, ścisnął ją mocno,więc wiedziałam ,że chce. Justin stanął na przeciw mnie i zaczął całować ,namiętnie z impetem.
Chodź do środka, zdejmij płaszcz, sprawię,że poczujesz się jak w domu. Nalej kieliszek wina, jesteśmy przecież sami.

- Czekałem na Ciebie dziewczyno. Pozwól mi się objąć.  Kochanie sprawiasz ,że czuję się naprawdę dobrze. Chcę uprawiać z Tobą seks. Zdejmę Twoje wszystkie ubrania, wyłączymy telefony, nikt nie będzie wiedział. Będziemy mogli zrobić to lepiej.
- Shadow śpi na górze.
- Nie musi nic wiedzieć, to będzie nasza słodka tajemnica. Nikt nie musi wiedzieć - dodał - Uprawiajmy miłość, aż zatoniemy

Wiedziałam czego w tym momencie chcę. Jego. Wiedziałam,że długo nie będę się opierała.  Bałam się bólu,ale chciałam to zrobić. Justin wziął mnie na ręce i zaniósł na kanapę do salonu. Powoli ściągnął z siebie wszystkie ubrania, ja z siebie także.

- Na pewno tego chcesz Kate?
- Chcę.
- A ból?
- Z Tobą go nigdy nie miałam, nawet za pierwszym razem.

Justin uniósł mnie i lekko zwilżył śliną swoje palce,po czym przejechał po mojej kobiecości by ją także uczynić wilgotną.  Po czym wszedł we mnie delikatnie. Jęknęłam,co dało mu znak ,że może zacząć szybciej się poruszać. Justin tak uczynił. Ale był zarazem delikatny, czuły i dbał o ból. Dzisiejszego wieczora nie bolało mnie nic. Zapomniałam o tym co było, nie bałam się. Justin wpychał swojego penisa we mnie delikatnie, po czym złożył mnie na kanapie i dokończył ze mną równo. Kochaliśmy się około godziny. Obydwoje szczytowaliśmy w jednym momencie, zawsze tak było. Po prostu do seksu byliśmy idealnymi partnerami. Po stosunku Justin wyszedł ze mnie i usiadł obok, ubierając się szybko. Ja zrobiłam podobnie, nie chciałam siedzieć naga przy nim. Usiadłam obok niego. Justin spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Po czym wstał i wyszedł. Zdenerwowałam się, czułam się sfrustrowana, zażenowana. Nie sądziłam,że Justin się do tego posunie. Zastanawiałam się czemu tak zrobił? Bez słowa ,wyszedł. Z moich oczu popłynęły łzy, nie rozumiałam ,czemu to zrobił. Czemu ja na to pozwoliłam. Boże! Jaka głupia jestem.
Z oczu zaczęły płynąć mi łzy. Godzinkę później zszedł do mnie Shadow. Trzymając się barierek zapytał

- Co się mamusiu stało?
- Zdałam sobie synku z czegoś sprawę.
- Z czego?
- Nie będziemy już z tatą razem, nigdy.


JUSTIN

Nie potrafiłem. Nie mogłem zostać i siedzieć z nią jak gdyby nigdy nic. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do domu. Zapach jej ciała unosił się w samochodzie i długo pozostawał na moim ciele. Jej perfumy ,jej spojrzenie, zostało na mnie przez wiele godzin. Około szóstej nad ranem ,wszedłem pod prysznic i zmyłem zapach jej ciała,by Chanel nic nie podejrzewała.  Umyłem się mocno pachnącym arbuzowym żelem. Może to coś da , pomyślałem. Wytarłem się ręcznikiem i wypsikałem dezodorantami i perfumami ,czuć było je w całym domu. Odetchnąłem z ulgą. Zacząłem czuć się winny. Ale mam nadzieję,że Katherine zdaje sobie sprawę z tego ,że to tylko był seks, nic więcej.  Podszedłem do lustra , a w moich oczach pojawiły się łzy. Przecież zawsze gdy zamykam oczy widzę ją i jej uśmiech,a zrobiłem takie świństwo.  Wyciągnąłem rękę i pięścią uderzyłem o lustro. Rozpadło się na milion drobnych kawałków.  Lustro znów na podłodze. Na mojej dłoni pojawiły się liczne krwawe rany. Nie przejąłem się nimi, zmyłem zimną wodą krew z rąk i  usiadłem na kanapę. Około ósmej nad ranem uznałem,że wypadałoby zadzwonić do Kate i przeprosić. Chwyciłem telefon i zadzwoniłem do niej. Nie odbierała. Uznałem ,że śpi. Wyszedłem na taras i usiadłem na fotelu. Około dziesiątej ponowiłem próbę i ponownie zadzwoniłem do Katherine. Wciąż nie odbierała, rozumiem,może była wyczerpana. O jedenastej wciąż się nie poddawałem , zadzwoniłem jeszcze raz i znowu. Usłyszałem tylko beep beep beep. Rozłączyła mnie. Nie miała ochoty ze mną rozmawiać. Wysłałem więc sms z krótką treścią, zwyczajne  Przepraszam. 
Około dwunastej dostałem odpowiedź.
 Wiedziałam ,że tak się stanie. Nie wiem czemu ponownie Ci zaufałam . Zniknij z mojego życia. 


____________________________________________________________________________


I jak kochani 5 rozdział ? :)

KOMENTUJCIE! <3