niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 64

JUSTIN

- Chodź mała.

- Idź pierwszy, wrócę niebawem.

- Nie po to podałem Ci dłonie byś szła sama do domu, idziemy razem, nie patrzmy na to czy ktoś na widzi czy nie. Nie narzekaj.

- Nie, nie chcę narzekać. Tylko dlaczego skarbie?  A kariera?

- Nie zostawią mnie przecież z Twojego powodu. Chcą bym był szczęśliwy, tak? Tak, chcą. Więc nie marudź tylko chodź.

Cały czas trzymałem ją za dłoń nie zamierzałem puścić. Czułem jej zmarznięte dłonie w swoich rozgrzanych do czerwoności. Pod domem niestety zastaliśmy spory tłum fanek, które tylko czekały na to bym dał im swój autograf, czy zrobił sobie z nimi zdjęcie.

Taki miałem zawód, nie miałem tyle życia prywatnego ile chciałbym mieć, trudno. Przywyknąłem do tego. Niestety Katherine chyba nie bardzo.  Puściła moją dłoń mimo próśb aby tego nie robiła.

Odsunęła się od nas, a po chwili zniknęła z horyzontu, nie było jej już widać. Przynajmniej na moim horyzoncie, uznałem, że zmęczona poszła do domu... Moi przyjaciele, którzy mi towarzyszyli, mieli dla nas już plany na wieczór.. Nas? Czyli mnie i ich, nie wliczyli w to Kate... Przykre.

Nie wiem tylko czy specjalnie czy zapomnieli... Wsiadłem do limuzyny, która podjechała pod dom. Właściwie zostałem do niej wepchnięty.

Za mną wsiadło trzech moich kolegów, dwie koleżanki... Hm za dużo powiedziane, nie znałem ich, kojarzyłem tylko z ryja.

Wsiadłem więc do tej taksówki, mój telefon, nie wiem gdzie się podział. Nie mogłem znaleźć go w kieszeniach spodni, nie miałem więc jak napisać do Katherine gdzie jadę, chociaż sam nawet nie wiedziałem gdzie...

Koledzy podali mi szklankę z napojem. Bardzo wysoko procentowym. Napiłem się i moje wnętrze było kompletnie rozgrzane. Wypiłem po drodze jeszcze kilka szklanek alkoholu.  Nie wiedziałem gdzie jedziemy, ale bardzo chciałem się dowiedzieć. Nie lubiłem niepewności.

Dojechaliśmy na miejsce, gdzie już miałem odrobinę zamglony obraz. Dojechaliśmy pod klub który nazywał się Hell. Czyżby to była jakaś aluzja? Moje życie będzie piekłem po tym wieczorze? Przekonamy się...

Wchodząc do środka mijaliśmy kilku paparazzich rzucających się z aparatami jakby pierwszy raz widzieli kogoś sławnego. Przebijali się przez siebie, starając się nas zaczepić. Ochrona jednak starała się ich odgonić od nas.

Weszliśmy do środka, cały czas miałem na sobie okulary, gdyby ktoś robił zdjęcia, nie widział moich oczu, nie mógł zobaczyć mojego szalonego wzroku, który mnie ogarnia gdy wypiję alkohol.

Kelner zaprowadził nas do własnej loży, gdzie nikt nie miał dostępu, nikt z otoczenia, gdzie mogliśmy napić się w spokoju, z prywatną obsługą kelnerską, gdzie mogliśmy być sobą, bez fleszy, paparazzich, obejrzeć telewizję, potańczyć, pograć na automatach.

Tak więc usiedliśmy przy stoliku, kelnerka podała nam wódkę w koszyku z lodem, whisky, piwo, wszelki alkohol jaki mogliśmy sobie zażyczyć, leżał na naszym stole, kilka soków na stojaku, i szklanki.

Następnie przyszła kolejna kelnerka, która miała nam zapewnić atrakcje. Nie brałem udziały, bo taką atrakcją jaką było podawanie kostek lodu z jej ust, do ust chłopaków nie chciałem się nasycić.

Katherine chyba by mnie zabiła gdybym to zrobił. Gdyby się dowiedziała, o co bym się postarał, ale wolę żyć z nią bez sekretów. Przyglądałem się jak chłopacy są zadowoleni z tego, że tak ładna dziewczyna podaje im kostki lodu.

Następnie robiła drinki z piersi. Dosłownie. Wsadziła między piersi butelkę z wybranym alkoholem i pochylając się nalewała do wcześniej podanych kostek lodów. Ja piłem piwo, do niego nic nie można przecież było wymyślić, lodu się nie dodaje, w szklance nie piję, więc nie nalałaby go z biustu.

Przyglądałem się tylko temu jak kumple napalają się na kelnerkę/barmankę. Jeden z nich - Kyle, podszedł do niej po skończonym pokazie przerzucania butelek, żonglowania nimi, wykręcania swojego ciała by je łapać. Poprosił ją o numer telefonu, po czym wrócił do nas.

- Dała Ci? - zapytał Tim

- Numer, owszem - odpowiedział Kyle

- Nic przecież innego by mu nie dała - dodałem popijając piwo

- Dobrze, że Twoja Ci daje - zaśmiał się Kyle

- A daje - odpowiedziałem natychmiastowo, wiedząc, że Kate by się nie podobała ta odpowiedź, nie lubiła gdy odpowiadałem tak łatwo na zaczepki - Najlepiej. Nie znam żadnej dziewczyny która potrafi zrobić tyle co Ona - dodałem. Po czym ugryzłem się w język.

- Patrzcie i płaczcie - powiedział Kyle rzucając serwetką z numerem na środek stołu, chwyciłem ją natychmiast

- Haha - roześmiałem się

- Co?

- To numer koreańskiej restauracji za rogiem - odpowiedziałem - Mówiłem, nie dałaby Ci nic, poza takim numerkiem.

- Pójdę do niej.

Kyle wstał z siedzenia i zniknął za drzwiami do naszej prywatnej sali. Czekaliśmy na niego z niecierpliwością. Na naszej sali pojawiła się nowa kelnerka. Znałem ją, bardzo dobrze, nie sądziłem, że kiedykolwiek spotkamy się jeszcze. Miała płaski brzuch, gdzie powinna być w ciąży... Ellie.

Wstałem do niej i zszedłem z naszej loży. Ellie miała strach w oczach. Wiedziałem, że oszukiwała z ciążą, kto chciałby z nią być. Stała w miejscu jak wbita w ziemie.

- Czy mogę coś Panom podać - zapytała jak gdyby nigdy nic.

- Tak, ja poproszę tacę wyjaśnień - powiedziałem sarkastycznie

- Jaki smak? - brnęła w swoje

- Kurwa, Ellie. Po co były te kłamstwa?

- Nie nazywam się Ellie tylko Julie.

- Tak dobra, Julie. Sobie możesz nawet być Miriam z penisem, nie pytam o imię. Tylko o to po co były te wszystkie kłamstwa?

- Nie sądzę, żeby to było odpowiednie miejsce na takie rozmowy.

- Mów, po co tyle kłamałaś? Chciałaś moich pieniędzy?

- Nie chcę od Ciebie niczego.

- Czegoś chciałaś, dlatego wymyśliłaś te kłamstwa.


Ellie wymierzyła cios i uderzyła mnie w twarz.

- Nie kłamałam, poroniłam. Nic więcej nie powinno Cię interesować.

- Poroniłaś czy sama spowodowałaś śmierć?

- Spierdalaj.

Gdy Ellie tudzież Julie jak kazała mówić wymierzała kolejny cios w moją szczękę, złapałem jej ręce.

- Zabiłaś to dziecko? Odpowiedz suko.

- Poroniłam. Puść mnie.


Jak nakazała puściłem jej ręce, zostawiając dookoła nich czerwone ślady.

- Widzisz co mi zrobiłeś?! Przez Ciebie poroniłam, przez Ciebie mam teraz te ślady i taką pracę, jestem dziwką. Tak, musiałam jakoś zarobić. Zostałam prostytutką, musiałam zarabiać, nie powiem seks był przedni. Wszystko zaczęło się od Ciebie, wtedy rzuciłam tamtą pracę, i w końcu trafiłam tutaj. Tak jesteśmy restauracją, barem de lux, ale świadczymy inne usługi także, jest kilka dziewczyn, które muszą uprawiać seks z klientami. I jestem w nich ja! Przez Ciebie. Nie myśl sobie, że to dobrze, bo nigdy nie chciałabym być prostytutką.


Julie wymierzyła kolejny cios w moją szczękę, podstawiłem jej haka pod nogami, i obaliłem na podłogę. Usiadłem na niej i uderzyłem ją. Nie biję dziewczyn, ale moja dzikość zwierzęca wzięła nade mną górę. Ellie była mi równa. Przybrała na masie, miała większe piersi, ważyła pewnie z osiemdziesiąt kilo.

Nie czułem się winien tego, że uderzyłem ją w twarz, w końcu oddała mi tak czy tak. Obróciła mnie i wymierzyła kilka ciosów, w tym momencie na salę wszedł ochroniarz. Był zły, na nią. W końcu wyglądało jakby to Ona mnie zaatakowała, nie przeczyłem nawet. Wyniósł ją z sali, po czym wrócił.

- Pan wybaczy, Julie często traci kontrolę.

- Powinniście ograniczyć jej kontakt z klientami, to może Wam zaszkodzić, zwłaszcza gdy ktoś o moim statusie powie w mediach cokolwiek.

- Przepraszam za nią, zmienimy to. Niech będzie, kolacja i drinki na nasz koszt, w końcu jest Pan gościem, musimy zadbać.

- Dziękuję.

Wstałem z podłogi i wróciłem do swoich kumpli. Przy stoliku siedział już Kyle, nie wyglądał na zadowolonego.

- I co? - zapytałem

- Jej koleżanka powiedziała, że nie pracuje tutaj taka dziewczyna, i że nie może podejść, nigdy.

- Uuu

Szczerze nie dziwiłem się czemu ta dziewczyna nie chciała. Kyle nie był ani zadbany, ani do kobiet hmm uprzejmy, traktował każdą jak dziwkę, dało się to wyczuć.

- Kyle mam dla Ciebie kogoś, idź do baru i zapytaj o Julie, Ona się z Tobą umówi.

- Kogo?

- Zapytaj o Julie, Ona się zgodzi na randkę.

Do końca imprezy obaliliśmy jeszcze dwie flaszki. Do samochodu przeszedłem pod czarnym kocem, nikt nie widział stanu w jakim byłem. Nie domyłem krwi z twarzy, nie dałem rady.

Poprosiłem kierowcę o zawiezienie do domu. Była chyba czwarta nad ranem, może trzecia, nie pamiętam dokładnie. Świat kręcił się niczym karuzela. Słyszałem w głowie wszystkie rozmowy z klubu. Moja głowa pękała, samochód nie oszczędzał jechania po górkach.

Pamiętam tyle, że gdy wróciłem do domu, położyłem się na łóżku u Kate i przytuliłem się do niej. Od razu zasnąłem w przeciągu kilku sekund. Obudziłem się dopiero o dziesiątej nad ranem. Kate siedziała obok mnie. Widziałem te pytające oczy, lekko rozwarte czerwone usta... Chciała się dowiedzieć wszystkiego co działo się zeszłego wieczora...

- Justin, wyjaśnisz mi krew na buzi?

- Pobiłem się.

- Z kim?

- Z Julie.

- Jaką znowu Julie? Znam ją?

- Znasz, bardzo dobrze, i niechętnie.

- Kto to ta Julie, jakaś moja koleżanka?

- Nie, nigdy nie zadałabyś się z nią.

- Możesz przestać grę w szarady i powiedzieć mi kto to?

- Ellie.

- Co z Ellie? Julie, nie rozumiem.

- Ellie zmieniła imię na Julie. Spotkałem ją, pobiliśmy się...

- Pobiłeś kobietę?! Justin! Nie sądziłam, że się do tego posuniesz. Ona w ciąży chyba jest, tak?

- Nie, już nie, poroniła, i tak uważam, że zabiła to dziecko. Jeszcze się tego dowiem.  Ona waży chyba ze sto kilo, powiększyła sobie biust, jest większa ode mnie, więc musiałem jakoś sobie radzić.

- Biciem kobiety? Nie ważne czy sto kilogramów czy sześćdziesiąt, to wciąż kobieta, a Ty zachowałeś się chamsko.  Musiałam o czwartej wstać i zmywać z Ciebie krew, Justin wymiotowałeś krwią.

- Nie pamiętam...

- Wiem, byłeś w takim stanie, że nic nie mogłeś zapamiętać. Wróciłeś tak śmierdzący! Zapach alkoholu unosił się w całym pokoju. Wybacz, ale nie mogłam tu spać. Podstawiłam Ci miskę i przez całą noc czuwałam. Wchodziłam co jakiś czas do Ciebie sprawdzić czy żyjesz.

- Kate, ja nie wiedziałem...

- Ależ oczywiście, no bo skąd mogłeś wiedzieć. Byłeś tak pijany, że nie byłeś w stanie nic zrobić. Można było Tobą rzucać jak zabawką, nie zareagowałbyś. Ile Ty wypiłeś?

- Litr wódki, kilkanaście piw, trochę whisky, gin, absynt...  Za dużo zmieszałem. Nie upijam się przecież wiesz.

- Tak, właśnie pokazałeś ostatnią nocą, jak się nie upijasz. Abstynent kurwa.


Katherine wstała i wyszła z pokoju. Nie miałem sił by zejść za nią po schodach. Widziałem na fotelu uszykowane nowe czyste ubrania, pustą miskę koło łóżka, którą za pewne czyściła. Widziałem czystą poduszkę, którą pewnie wymieniała. w łazience uszykowaną szczoteczkę, pastę, kubek z wodą, nowe bokserki, ręcznik czekający na mnie. Koło łóżka stała butelka wody, kilka tabletek. W tym również na kaca giganta.

Wstałem z łóżka, było mi niedobrze, wziąłem tą tabletkę i poszedłem pod prysznic. Musiałem się ochłodzić. Umyłem włosy, w których znalazłem kilka kłębków kurzu. Umyłem je miętowym szamponem i dokładnie spłukałem upewniając się czy wszystko zniknęło.

Umyłem ciało żelem do mycia, dokładnie każdą część ciała, penisa również. Wyszedłem spod prysznica, wysuszyłem ciało ręcznikiem, po czym nałożyłem bokserki. W pokoju czekały jeszcze na mnie ubrania. Umyłem dokładnie dwa razy zęby. Wyczyściłem je nicią dentystyczną, po czym dodatkowo wypłukałem płynem do mycia jamy ustnej.

Wszedłem do pokoju wycierając jeszcze włosy ręcznikiem. Na łóżku czekała na mnie taca ze śniadaniem. Plus dodatkowo dużo soku pomidorowego na kaca. Założyłem ręcznik na szyję i uśmiechnąłem się do siebie.

Wiedziałem, że takiej kobiety jak Kate nigdzie nigdy nie znajdę. Mimo swoich drobnych złości, była w stanie zrobić mi śniadanie i zaopiekować się mną.  Zszedłem na dół z tacą, postawiłem ją na stoliku w kuchni. Dom był pusty, nikogo prócz mnie i Kate w nim nie było. Poszukałem jej, jedyne miejsce w którym mogła się schować...

Jej ulubione miejsce, uwielbiała tam siedzieć dopóki ja nie wkroczyłem do jej życia. Domowa biblioteczka z książkami...


_______________________________________________________________


TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 


















czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział 63

JUSTIN


Wiedziałem, wiedziałem, że Kate po prostu boi się, boi się zaangażować w to co ja robię. Wiem, że zrobiłem źle pozbawiając ją tej koszulki. Nie powiem, widok kuszący, ale nie w tych okolicznościach.

Wyszedłem i skierowałem się na swoją plażę. Modliłem się tylko o to by nikt mnie nie poznał. Nie chciałem by ktoś widział mnie teraz w tym stanie, widział, że coś jest nie tak, że jestem zły, czy coś podobnego.

Poszedłem na skałki, zawsze tam się chowałem, czy to z Kate, czy sam. Zawsze o każdej porze roku. Poszedłem tam gdzie mnie nikt po prostu nie widział. Schowałem się między kamieniami i usiadłem na piasku, w takiej małej wnęce.  Zacząłem przerzucać piasek w swoich dłoniach.

Nie siedziałem tam nawet dziesięciu minut, a Kate już siedziała wtulona we mnie.


- Po prostu boje się, że pewnego dnia odejdzie, zapomnisz, że miałeś Kate i skupisz się tylko na karierze.

- Nie przesadzaj. Nigdy. Chciałem tylko zapytać, czy dołączysz do mnie podczas trasy. Zapytam Scootera.

- Przecież nikt nie może wiedzieć, że się spotykamy. Nie to zły pomysł. Nie możemy tak, Twoi fani, Oni wywęszą wszystko.

- Nie wiedzą, że jesteśmy razem, i póki co nie będą wiedzieć. Powiem im w odpowiednim czasie. Obiecuję Ci, ale proszę Cię dołącz się. Proszę proszę...

- Justin - zawahała się - Ja...Jestem, boje się latać.

- Przecież już latałaś samolotem.

- Tak, ale teraz tyle słyszy się o tych wypadkach, boje się latać. Boje się o swoje życie. Nie polecę. Mogę jechać, jak już.

- Ale chcesz być ze mną tam, tak?

- Chcę, ale po prostu zaczęłam bać się latać, nie zmienisz tego skarbie.

- Czym to spowodowane?

- Telewizją. Nie martw się, kiedyś się przełamie, ale nie teraz, nie zmusisz mnie do tego.

- A do tego?

Chwyciłem ją lekko za podbródek, po czym złączyłem nasze usta w pocałunku. Miała tak delikatne usta, pachniała nieziemsko, dawno tego nie czułem, takiego ciepła. Od wewnątrz. Jej skóra lśniła niczym gwiazdy na niebie...

- Justin, kiedy znów będzie normalnie?

- Normalnie? - zapytałem zdziwiony

- Normalnie, Ty, ja... Bez "szpiegów", w spokoju, po prostu... We dwoje. Kiedy będziemy mogli być sami?

- Kochanie, możemy się pokazywać, nic się nie stanie. Ja się Ciebie nie wstydzę, jesteś moją narzeczoną, kocham Cię. Sami... Przecież teraz jesteśmy, mamy dla siebie czas.

- Tak, w domu, albo na plaży w skałkach, co wyglądają niczym jaskinie, na plaży gdzie prawie nigdy nikogo nie ma, i tu gdzie musieliśmy iść osobno.


KATHERINE


Justin nie odezwał się przez kilka minut. Postanowiłam nie drążyć tematu, nie chciałam mu zbędnych kazań znowu robić. Miałam huśtawki nastroju, może dlatego co chwila byłam ciut inna.

Nie chciałam lecieć samolotem. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest banalna. Boje się o swoją ciążę.
Nie boję się  już tak jak kiedyś, że stracę malucha, tylko boje się tego, że mogą później wystąpić komplikacje.  Nie chciałam po prostu na nic narażać siebie czy malucha.

Jeśli bym jednak zdecydowała się przed trzecim trymestrem lecieć musiałabym udać się do lekarza. Za dużo komplikacji w związku z jednym wyjazdem. Miałam nadzieję, że Justin przekona ekipę by tym razem podróż odbyła się autobusem. Też nie będzie dla mnie to komfortowe, ale wolę tą opcję niż lecenie nad ziemią.

Justin spojrzał na mnie, wstał z piasku, otrzepał spodnie i ręce. Po czym podał mi swoje dłonie. Wyciągnęłam swoje przed siebie. Justin chwycił mnie za nie i podniósł.

- Chodź mała.

- Idź pierwszy, wrócę niebawem.

- Nie po to podałem Ci dłonie byś szła sama do domu, idziemy razem, nie patrzmy na to czy ktoś na widzi czy nie. Nie narzekaj.

- Nie, nie chcę narzekać. Tylko dlaczego skarbie?  A kariera?

- Nie zostawią mnie przecież z Twojego powodu. Chcą bym był szczęśliwy, tak? Tak, chcą. Więc nie marudź tylko chodź.


Więcej się nie odezwałam. Tylko ruszyliśmy w drogę. Justin cały czas trzymał mnie za rękę, ani na chwilę nie puszczając. Wiedziałam, że to dla mnie taka ochrona, wiedziałam, że jest pewny tego co robi. Mimo wiedzy, że na pewno nie jest tego pewny. Wiedziałam, że może być to złe w skutkach, ale ten kto nie ryzykuje nie zyskuje.

- Nie puszczaj mnie, nigdy - dodał Justin

Wracaliśmy do domu. Czułam na sobie wzrok ludzi. Wiedziałam, że wiedzą kim jest Justin, i pewnie pytali się w duchu kim jestem. Wiedziałam, że wszyscy znają tutaj Justina, był charakterystyczny... A pod moim domem? Znów tłumy ludzi.

Tym razem kilku ludzi z ekipy Justina, fani, rodzina. Dochodziliśmy do domu, gdy wszyscy dostrzegli Justina, trzymającego mnie za rękę. Widziałam jak cała "armia" rusza w stronę Justina. Ścisnęłam dłoń mocniej, przyciskając jednocześnie jego rękę.

Wszyscy zebrali się w okół Justina. Mi zaś zaczęło brakować powietrza. Czułam się osaczona, bałam się o swój brzuch, bałam się, że ludzie coś zauważą. Puściłam dłoń Justina i uciekłam z tego tłumu.
Wiedziałam, że nie wróci tak szybko do domu. Nie chciałam go puszczać, ale nie dałabym sobie rady w takim tłumie, to było dla mnie za wiele.

Nie radziłam sobie z takimi sytuacjami, nie byłam przyzwyczajona do takich tłumów dookoła mnie. Nie to co Justin, po ponad miesiącu spędzonym w tym świecie, wiedział co i jak. Unikając wzroku wszystkich odizolowałam się do domu. Zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam przez okno.

Justin cały czas się uśmiechał. Nie do wiary, że w tak krótkim czasie zmieniło się wszystko, w takich chwilach  zaczynam czuć się na prawdę źle. Nigdy przecież nie chciałam odciągać Justina od tego co kocha...

Miałam wyrzuty sumienia, że robiłam mu takie kazania, a On? Chciał tylko spełniać swoje marzenia.
Chciał być kimś, chciał mieć coś za co będą go wszyscy doceniali...A ja? Gasiłam go.

Bałam się mu teraz powiedzieć o ciąży, bałam się, po prostu tego, że będzie chciał zrezygnować z kariery dla mnie i dziecka. Nie mogłam przecież na to pozwolić. Nie chciałam znów czuć się winna...

Zasłoniłam wszelkie okna i schowałam się na górze. Czekałam na powrót Justina, zastygłam w swojej pozie na łóżku. Leżałam na prawej stronie łóżka, na swoim prawym oku, byłam wpatrzona w niebo... I tak zleciało mi do wieczora, Justin nie pojawiał się w domu, nie przyszedł.

Czekałam do pierwszej w nocy, nie było go. Łyknęłam tabletkę przeciwbólową, popiłam wodą, umyłam się
 i przebrałam w piżamę. Zasłoniłam się kołdrą i zasnęłam.

Około czwartej nad ranem poczułam ciepły uścisk na swoim ciele. Poczułam zapach mocnych męskich perfum, i lekki swąd alkoholu. Obróciłam się do Justina. Jego twarz była cała we krwi. Justin nie kontaktował już tak dobrze. Pochyliłam się nad nim, nie otwierał oczu, nie odzywał się, zasnął w przeciągu kilku sekund.

Wstałam z łóżka nie budząc Justina, wiedziałam, że się nie obudzi. Padł jak mucha. Poszłam do łazienki i przyniosłam apteczkę, waciki namoczyłam wodą utlenioną i przemyłam jego twarz, nic nie poczuł.

Nie wiedziałam co robił, z kim był... Obmyłam go dokładnie, z całej krwi. Nie czuł kompletnie nic, nie poruszył się nawet, nie zmarszczył czoła z bólu. Nic.... Jakby zastygł.

Bałam się o niego, bałam się, że znów będzie o coś oskarżony. Za dużo stresu...

___________________________________________________________

Wiem kochani, krótkie, ale im krótsze tym dłużej do końca! :)




TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 

















poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 62

JUSTIN

Nie poddawałem się, nie chciałem żeby miała mnie za dupka, który wykorzysta jej córkę. Nie byłem takim facetem. Może byłem kiedyś zły, groźny, niebezpieczny... Ale do kobiet nigdy bym się nie zwrócił tak by je zranić.

Zwłaszcza Kate, nie zrobiłbym jej nic co mogłoby ją w jakikolwiek sposób zranić. Nie sądziłem, że mogę jej tyle krzywdy wyrządzić tylko tym, że spełniam swoje marzenia.

Miałem nadzieje, że tym porankiem odbudujemy wszystko co między nami się przerwało, co wypłowiało między nami. Siadłem koło Katherine, słodko spała, była ubrana w moją koszulę, którą tu kiedyś zostawiłem. Pachniała, wręcz idealnie, niczym truskawki.

Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się. Tak długo jej nie widziałem, nie czułem, nie dotykałem. Tak długo się wstrzymywałem, pragnąłem jej.

Gdy tylko przebudziła się, obydwoje przeszliśmy do rzeczy, Kate ani trochę nie wyglądała na śpiącą, wręcz odwrotnie, była pobudzona.

Obsypałem ją milionem pocałunków. Odwzajemniała je, a nasze oddechy przyspieszyły.


- Kochanie, masz moją koszulę...

- Tak, wiem, specjalnie dla Ciebie.

- Myślisz, że mnie to pociąga?

- Mam nadzieję.

- To dobrze myślisz, bardzo pociąga. Nie ma nic bardziej kuszącego niż kobieta w koszuli, którą można zdjąć. Więc - złapałem za guzik - Muszę Cię jej pozbawić.

- Ach tak..

- Tak powoli guzik po guziku

Cały czas dawałem jej do zrozumienia, że jestem blisko, że może na mnie polegać. Pozbyłem się wszystkiego z nas obojga.

Kochaliśmy się, tak jak za dawnych czasów, czułem ją blisko siebie, jak jej nogi i dłonie mnie oplatały, jak była na mnie i ujeżdżała. Czułem bliskość dwóch ciał, naszych ciał.

Chciałem poczuć bliskość jej ciała, dziś, wyciągiem pożądania znowu być. Bez zbędnych słów, bo szkoda było dnia, pokazaliśmy na co nas stać. Wiedziałem, czułem, obydwoje nie wyszliśmy z wprawy.

Kate po stosunku, wtuliła się w mój tors jak w zwyczaju miała to robić. I obydwoje zamknęliśmy jeszcze na dwie godzinki oczy. Gdy przebudziłem się, zauważyłem, że Katherine nie ma. Poszedłem jej szukać, moja królowa siedziała w kuchni i robiła mi śniadanie.

Kate kazała mi usiąść i podała tosty francuskie, naleśniki z syropem klonowym.

- Żebyś poczuł się jak w domu kochanie.

Tak bardzo ją kochałem, wiedziała czego mi aktualnie potrzeba, wiedziała co chcę, czego potrzebuje. Znała każde moje odczucie w każdej sekundzie życia, które razem spędzaliśmy. Nie mogłem się doczekać by zapytać jej o to czy dołączy do mnie podczas trasy.

Ona jest moją jedyną, wiedziałem to od początku, na dobre i na złe w deszczowy lub słoneczny dzień. Za nią wszedłbym w ogień, bym walczył jak lew. Nie mam w życiu bliższej z kobiet, tylko Ona.
Otoczę ją ciepłem gdy nadejdzie noc.


KATHERINE

Pierwszy raz od długiego czasu poczułam się kochana, bezpieczna, i jakby pełna. Nie obchodziło mnie nic innego poza tym, że mam go teraz przy sobie, i jest mój. Nie menadżerów, dziennikarzy, czy też fanów, tylko cały mój.

Cieszyłam się, że mimo tego całego gwaru który był przy nim, znalazł trochę czasu dla mnie. Nie oczekiwałam wiele po związku z nim, szczególnie teraz, ale póki co miałam nadzieję, że chociaż na kilka dni ze mną zostanie, i powspiera mnie w niektórych decyzjach. Niestety myliłam się, rano gdy zasnęliśmy, ciche piski, krzyki pod moim domem obudziły mnie.

Założyłam więc jego koszulkę, legginsy, i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i ujrzałam kilka dziewczyn wyczekujących z aparatami. Zamknęłam drzwi i uświadomiłam sobie, że to fanki Justina. Zastanawiałam się czy każdy poranek tak będzie wyglądał. Miałam nadzieję, że nie.

Poszłam do szafy i założyłam na koszulkę Justina, którą miał wczoraj na sobie sweter, by nie mogły jakkolwiek poznać czy jest tu czy go nie ma.  Wyszłam do nich na zewnątrz i zapytałam z pewną powagą i przekonaniem.

- Przepraszam, ale co tu robicie? Pod moim domem?

- Czekamy na Justina Biebera.

- Kogo?

- Nie znasz go?

- Nie, nie znam. Nie mieszka tutaj, więc proszę Was bardzo, idźcie sobie stąd. Zakłócacie mój spokój,a ja sławna nie jestem, ani jakkolwiek rozpoznawalna.  Nie ma go tu, nie było, nie będzie. Nie wolno Wam wchodzić na prywatną posesję. Do widzenia.

Wiem, że skłamałam, ale widziałam przemęczenie Justina, chciałam pozwolić mu trochę odetchnąć odespać te noce w które musiał pisać, nagrywać, śpiewać, czy do późna koncertować.

- Ale miałyśmy informację od paparazzich, że On dzisiaj nad ranem tu wchodził. Mamy zdjęcia - pokazały

- Musiałyście coś pomylić. Niestety na zdjęciach to nie był mój dom. Ktoś musi sobie żarty robić. Sprawdzajcie najpierw swoje informacje, nie róbcie czegoś na marne, przykro mi, ale zmarnowałyście czas. Żegnam.

Cały czas byłam poważna, ani na chwilę nie przestawałam brnąć w to co mówię. Chciałam by Justin na chwilę miał trochę swojej prywatności. Gdy upewniłam się, że wszyscy poszli zamknęłam drzwi i zamknęłam bramę od podjazdu i wszelkich wejść do swojego domu.

Weszłam do środka i zdjęłam sweterek. Wszyscy odeszli z mojego podjazdu. Pozasłaniałam wszelkie okna do których ktoś mógł zajrzeć i zrobiłam swojemu mężczyźnie śniadanie.

Zrobiłam mu ulubione naleśniki z syropem klonowym, w końcu Kanadyjczyk, zasługiwał na swój syrop klonowy.  Gdy kończyłam zszedł na dół, pocałował mnie w ramie po czym usiadł do stołu.


- Żebyś poczuł się jak w domu kochanie - dodałam.

Justin uśmiechem podziękował mi za to śniadanie i zabrał się do pałaszowania.
Ja wzięłam butelkę wody z szafki i usiadłam obok niego.

- Były dzisiaj tu Twoje fanki.

- Ii? Powiedziałaś im, że jestem tutaj?

- Nie.

- Uff - odetchnął z ulgą - Nie miałabyś już spokoju, gdybyś przyznała nasz związek.

- Tak, wiem. Zrobiłam to dla Ciebie.

- Dla mnie?

- Tak. Dla Ciebie, chciałam żebyś odpoczął od pracy. Wiem, że są dla Ciebie ważne, ale martwię się, że jesteś troszkę wyczerpany. Więc zamiast budzić Cię do nich, powiedziałam, że Cie tu nie ma, pomyliły dom, nie znam Cię.

- Nie musiałaś.

- Prościej byłoby gdybym na prawdę Cię nie znała. Justin, ten ból mnie rozkłada, nie mogę przestać płakać, powoli zaczynam wariować, nie wiem co stanie się później. Zaczynam akceptować to, że czas ciągle nas łapie.

- Chcesz żebym odpoczął a robisz mi takie coś?  Jakieś swoje wywody teraz będziesz odprawiała?

- Justin!

- No co?! Zaczynasz robić coś z niczego.

- Tak, dlatego jestem od niedawna nikim specjalnym! Świetnie.

- Wiesz doskonale dlaczego to powiedziałem. Kazali mi.

- Zrobisz wszystko dla Scootera? Cokolwiek nie powie to Ty to zrobisz. Chcesz stać się marionetką?

- Chcę spełniać marzenia, tylko tyle. Dla Ciebie to tak wiele?! - powiedział wbijając widelec w stół - Pozwól, że zabiorę swoją koszulkę.

- Proszę bardzo - zdjęłam koszulkę i rzuciłam mu prosto w twarz.

Zasłoniłam piersi i pobiegłam na górę. Usłyszałam tylko jak Justin zatrzasnął za sobą drzwi. Zasłonił się i wyszedł. Założyłam na siebie biały t-shirt i usiadłam na łóżku.

Dlaczego tak ciężko było mi przywyknąć do tego, że Justin będzie znikał raz na jakiś czas, dlaczego było mi tak ciężko z tą myślą? Wiedziałam dokładnie gdzie Justin poszedł, zawsze tam znikaliśmy.
Poczekałam aż odejdzie dalej, nie chciałam by nas kojarzono. Przecież Scooter zabronił Justinowi...

Założyłam balerinki, tregginsy, białą koszulkę i sweterek. Wzięłam ze sobą tylko telefon i wyszłam z domu. Poszłam inną ścieżką by nie było, że szłam za Justinem. Doszłam do plaży kilkanaście minut później, weszłam na nią i powędrowałam pod skałki gdzie spodziewałam się Justina.

I tak zastałam go tam. Siedział w swojej czapce, okularach, z kapturem na głowie. Siedział i przerzucał piasek w dłoniach. Usiadłam obok niego i bez słowa oparłam głowę o jego ramie.

Justin otrzepał piasek z dłoni i objął mnie swym ramieniem.

- Po prostu boje się, że pewnego dnia odejdzie, zapomnisz, że miałeś Kate i skupisz się tylko na karierze.

- Nie przesadzaj. Nigdy. Chciałem tylko zapytać, czy dołączysz do mnie podczas trasy. Zapytam Scootera.

- Przecież nikt nie może wiedzieć, że się spotykamy. Nie to zły pomysł. Nie możemy tak, Twoi fani, Oni wywęszą wszystko.

- Nie wiedzą, że jesteśmy razem, i póki co nie będą wiedzieć. Powiem im w odpowiednim czasie. Obiecuję Ci, ale proszę Cię dołącz się. Proszę proszę...

________________________________________________

I jak 62?

TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 





piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 61

KATHERINE

Siedziałam na plaży i ciekawiłam się co Justin robi w tym Los Angeles... Zastanawiałam się jak sobie radzi beze mnie. Jak robi wszystko, chciałabym móc go odwiedzić... Ach o wilku mowa... Zadzwonił.


- Kochanie, gdzie jesteś? Wróciłem do Los Angeles, a zastałem pusty dom.

- Justin... - powiedziała cicho łkając - Nic nie mówiłeś, ja wyjechałam, miałam dość bycia samej w tym stanie. Nie chciałam kłaść się do łóżka codziennie sama, w pustym domu.

- Kochanie, pamiętam te wszystkie momenty spędzone z Tobą, wciąż czuję miłość, choć nadal jestem dzieckiem. I myślę, jeśli kiedykolwiek nauczyłaś mnie trochę życia. Dzisiaj dedykuję Ci każdą swą piosenkę.
Z Tobą przecież chcę śnić, rozmawiać, dla mnie nie jesteś daleka, i chociaż nie mogę Cię dotknąć, przysięgam nie zapomnę o Tobie.

- Codziennie owijam się wspomnieniami o nas i tym co było... Codziennie byłeś dla mnie wszystkim, tak czuje się samotna, tak bardzo. Do Ciebie mi daleko.

- Kochanie, powiedz mi tylko co Ci jest. I gdzie jesteś. Niebawem tam będę...

- Justin bo ja jestem w....

- W?

- W domu, w Nowym Jorku. Tu jestem...


Nie miałam odwagi powiedzieć mu, że jestem w ciąży, nie chciałam psuć niespodzianki. Miałam zaplanowane to na inny dzień i tego będę się trzymała.

Tęskniłam za Justinem, bardziej niż za kimkolwiek na tym świecie. Nie marzyłam o niczym innym od miesiąca jak przytulić się do jego ciepłej piersiowej klatki. Jak poczuć bicie jego serca. Poczuć znów ten zapach... Zapach jego ciała.

- Kochanie, jutro będę przy Tobie.  Czy tego chcesz czy nie.

- Nie rozumiesz, że to jest jedyna rzecz jakiej teraz chcę? Byś był blisko mnie? Tylko o tym marzę.

- Prześpię się, Ty też, będę wcześnie rano...

- Dobrze.


Czułam, widziałam, wiedziałam, że Justin teraz się uśmiecha, jest zadowolony... Widziałam to jakby przed sobą, jego uśmiech, szczere spojrzenie.

Rozłączyłam się i wróciłam do domu. W domu było cicho, wszyscy usnęli. W końcu mieli ciężki dzień. Weszłam do domu cicho, zawiesiłam kurtkę na wieszaku i powoli po schodach, cicho weszłam na górę.

Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. Zasłoniłam wszystkie okna i poszłam do łazienki. Pozbyłam się z siebie ubrań. Weszłam do pokoju i otworzyłam swoją szafę. Ukucnęłam, i z samego spodu wyciągnęłam koszulę Justina.

Nadal pachniała nim, zostawił ją tu pierwszej nocy gdy po raz pierwszy poczułam jego ciało przy swoim. Pachniała  tym wieczorem, tą sytuacją... W szufladzie sięgnęłam po majtki.

Wróciłam do łazienki i zrzuciłam z siebie bieliznę. Weszłam pod prysznic i umyłam swoje ciało truskawkowym żelem pod prysznic. Włosy ulubionym szamponem Justina, zawsze mówił, że pachnę słodko. Więc i tym razem go nie zawiodę skoro będzie tak wcześnie.

Po spłukaniu z siebie resztek żelu, wyszłam i osuszyłam się. Założyłam bieliznę, oczywiście tylko dolną jego partię. Od czasu gdy nie ma Justina... Mam coraz większa ochotę by poczuć go w sobie, i tą jedność jaką się stawaliśmy. Założyłam jego koszulę na siebie,poczułam jakby mnie okrywał. Chciałam poczuć ciężar jego ciała na swoim, wiedzieć, że jest...

Umyłam jeszcze zęby, rozczesałam włosy, zapięłam koszulę i poszłam do łóżka. Telefon odłożyłam na nocny stolik, okryłam się kołdrą i włączyłam film. Nie leciało nic ciekawego co by zapierało dech w moich piersiach.  Znużyło mnie natychmiastowo.

Zasnęłam od razu, z zapalonym światłem, włączonym telewizorem. Około trzeciej nad ranem dostałam wiadomość od Justina, że już jedzie na lotnisko. Wyłączyłam telewizję i światło.

Usnęłam ponownie w przeciągu trzydziestu sekund, nawet nie zdążyłam odpisać Justinowi. Obudziłam się o ósmej nad ranem. Telefon leżał na mojej klatce. Moje nozdrza podrażnił zapach mocnych męskich perfum...

Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Justina. Był opalony, miał białe zęby niczym perły, wyglądał idealnie, wręcz perfekcyjnie. Justin pozbył się swojej koszulki i czapki, butów także.

Pochylił się nade mną i pocałował mnie w usta, delikatnie, z namiętnością i czułością jednocześnie...
Obydwoje zaczęliśmy szybciej dyszeć, nie czułam się tak, tak dobrze od ponad miesiąca.

Justin leżał bardzo blisko mnie, jedną dłonią gładząc moje piersi i brzuch, moje obawy w tym momencie zanikły, Justin leżał obok mnie i całował delikatnie me usta.

- Kochanie, masz moją koszulę...

- Tak, wiem, specjalnie dla Ciebie.

- Myślisz, że mnie to pociąga?

- Mam nadzieję.

- To dobrze myślisz, bardzo pociąga. Nie ma nic bardziej kuszącego niż kobieta w koszuli, którą można zdjąć. Więc - złapał za guzik - Muszę Cię jej pozbawić.

- Ach tak.. - powiedziałam przedłużając, gdy Justin odpinał po kolei moje guziki od koszuli

- Tak powoli guzik po guziku - powiedział odpinając guziki od koszuli, spoglądając w moje oczy i całując delikatnie w usta


Justin zdjął ze mnie całą moją garderobę, swojej także się pozbył. Justin delikatnie połaskotał główką swojego penisa wejście do mojej pochwy i zwilżył je śliną pocierając swoją dłonią o moje czułe miejsca.


I tak, kochaliśmy się. Było doskonale... Dawno nie czułam tego co dzisiaj, nie czułam dawno tej jedności którą byliśmy...

JUSTIN


Tak bardzo od dawna pragnąłem być w niej, tak długo wstrzymywałem się by dzisiaj poczuć to co się działo.  Wyleciałem stamtąd czym prędzej, miałem dość nachalnej recepcjonistki...

Po rozmowie z Kate spędziłem trochę czasu na Twitterze, obserwowałem swoich fanów, wrzuciłem nowy "teledysk", który pokazywał moją ekipę i to co robimy pomiędzy. Napisałem kilka tweetów o nowej płycie, wrzuciłem kilka zdjęć i wyłączyłem laptop.

Wtedy usłyszałem pukanie do drzwi, bardzo ciche. Wstałem leniwie  z łóżka i poszedłem do drzwi.
Otworzyłem je i zobaczyłem dziewczynę z recepcji.

- O co chodzi?

- Jestem już po zmianie, ale nie mam gdzie iść, trafiłam tu przez przypadek...Mogłabym tu zanocować?

- Jak to? Pracuje Pani, ale nie ma gdzie spać, ciekawe.

- Do tej pory trafiały mi się nocne zmiany, wtedy wszystko sobie prałam, spałam tutaj, podjadałam. W dzień jednak łatwiej się gdzieś skryć.

- Jak może Pani pracować w takim razie w pięciogwiazdkowym hotelu?

- Przez przypadek, koleżanka mnie tu poleciła, zrobiłam fałszywe CV i tak zostałam. Nie wiedza o mnie prawdy, więc... Pan wydawał się taki przyjazny, i sławny przede wszystkim, może mógłby Pan mi pomóc?

- Może Pani wejść, apartament jest opłacony do jutra, więc może Pani zostać, ale ja wyjeżdżam o trzeciej. Nie mam chyba jak pomóc.

- Rozumiem - zaczęła płakać.

Wpuściłem tę dziewczynę do środka. Pozwoliłem spać w drugim pokoju, jaki ten apartament posiadał.
Chwilę później w pokoju pojawił się mój room service. Zapłaciłem i zjadłem jedno danie. Wziąłem talerz i poszedłem do jej pokoju.

- Można? - zapukałem.

- Proszę.

- Pomyślałem, że jesteś głodna, proszę. Zjedz coś.


Podałem jej talerz z jedzeniem i wyszedłem zamykając drzwi. W swojej sypialni wyciągnąłem bluzkę, spodnie i buty na jutro. Z torby wypadło moje zdjęcie i Kate. Poleciało pod jej drzwi.

- Kurwa, tyle drogi - skomentowałem.

Wstałem z podłogi i poszedłem pod jej drzwi. Ukucnąłem po zdjęcie gdy przed oczami pojawiły mi się jej stopy.

- Podsłuchujesz mnie?

- Nie. Kucałem po zdjęcie ze swoją narzeczoną.

- Eee - powiedziała jakby coś ją zatkało - Narzeczoną? W telewizji zawsze mówiłeś, że singiel. Wciąż szukasz miłości...

- I co? Równie dobrze mogę powiedzieć, że jestem rozwiedziony. Dziennikarze we wszystko uwierzą.

- Okłamałeś fanki?

- Nie. Po prostu mówiłem, że nie spotykam się z nikim specjalnym. A to nie oznacza, że nie spotykam się w ogóle. Więc o co chodzi?

- O nic, fanki nie będą zadowolone jeśli cokolwiek im powiem.

- Zaraz możesz stąd wyjść, wiesz? A ja mogę powiedzieć wszystko Twojemu szefowi co mi powiedziałaś. O CV. Nie będziesz chyba zadowolona?

- Ja będę cicho i Ty będziesz cicho.

- Ty będziesz cicho. Ja wyjeżdżam. Możesz zostać tu na dwie doby. Masz, zapłać sobie za pokój. Jeśli dobrze to wykorzystasz to i na miesiąc w jednoosobowym starczy.

Wiem, miałem za dobre serce. Ale nie mogłem patrzeć na to jak ktoś cierpi. A ta dziewczyna właśnie wydawała się taka szczera. Wydawała się być szczerą osobą.

Spakowałem się do końca. I gdy tylko zobaczyłem, że światło w jej pokoju zgasło położyłem się spać. Obudziłem się o drugiej nad ranem, umyłem zęby, schowałem szczoteczkę, ubrałem wcześniej przygotowane rzeczy i założyłem buty.

Nie miałem kompletnie sił, ale musiałem jechać do Kate, nie pozwolę dłużej by była sama...
Wsiadłem do taksówki i pojechałem na lotnisko. Przełożyłem lot, były wolne miejsca. Może gdyby nie ta sytuacja z dziewczyną, zostałbym dłużej, ale nie chciałem narażać się jakikolwiek bliższy kontakt z jej strony.

Z mojej nic by nie wynikło, sama by się tylko nakręcała, niepotrzebnie.
Napisałem będąc już w drodze Kate, o tym, że niebawem będę. Po czym zapłaciłem kierowcy i poszedłem po swój bilet.

Całą procedurę już znacie, tak często latam. Leciałem ponownie ponad osiemset mil. Byłem na miejscu przed ósmą rano. Wsiadłem w najbliższą taksówkę. I pojechałem do swojego domu. Zostawiłem tam wszystkie swoje rzeczy. Po ubraniach Kate nie było żadnego śladu. Wszystko wzięła do Los Angeles po czym do swojego domu.

Wsiadłem w swój samochód. Tak, brakowało mi mojego miejsca, tego chłodu na zewnątrz.
Ruszyłem spod garażu i pojechałem do domu Kate. Miałem o tyle szczęście, że jej rodzice akurat ruszali do pracy. Jej tata miał zamiar zakluczyć drzwi. Podbiegłem do niego i poprosiłem by tego nie robił.

Powitał mnie ciepło i oddał swoje klucze. Mama Kate uśmiechnęła się sztucznie i powiedziała, że miło mnie widzieć. Odpowiedziałem jej tym samym po czym wszedłem do domu.

Wiedziałem, że mnie nie lubi, wiedziałem, że chciałaby bym zniknął z życia Kate. Nie rozumiała miłości... Była kompletnie bez serca.

_________________________________________________________

Jak 61? :)


TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 






















środa, 6 listopada 2013

Rozdział 60

JUSTIN


Wyglądałem świetnie, miałem wszystko... Ale nie miałem najważniejszej osoby u mojego boku. Kate, wiem, powiedziałem w wywiadzie, że z nikim szczególnym się nie spotykam, skłamałem.

Była dla mnie cholernie ważna. Wiem, że to ją zraniło. Nie odbierała moich telefonów. Nie dzwoniła, nie odzywała się do mnie. Sam teraz nie wiedziałem, czy jesteśmy razem czy jednak nie... Nie było mi łatwo, ale musiałem udawać... Nie chciałem, wiem to złe, wobec wszystkich.

Wystąpiłem z dwiema piosenkami na żywo w telewizji, widziała mnie cała Ameryka. Miałem nadzieję, że Kate i mama także.... Cieszyłem się mając taką szansę. Cieszyłem się, że los mnie obdarował tym wszystkim.

Po wyłączeniu się kamer rozdałem jeszcze kilka autografów. Dziewczyny które przyszły były mega prze szczęśliwe. Zrobiłem sobie z nimi zdjęcie i wróciłem do swojej ekipy.

-  Świetnie Justin! Gratuluję - powiedział Scooter - Jutro rano mamy kolejny wywiad i będziesz musiał zagrać jedną piosenkę czy ze dwie. Potem rozstajemy się na dwa tygodnie,wrócisz w początku grudnia  i tak do dwudziestego grudnia znów będziesz z nami, na święta w domu, a Sylwester w Nowym Jorku.

- Jutro po występie będę wolny?

- Tak jak najbardziej. Możesz lecieć do rodziny.

- W końcu.

- Ale to nie koniec takiej pracy. Tak będzie zawsze - dodał.


Nie wyobrażałem sobie być bez Kate przez tak krótkie okresy czasu. Po powrocie zapytam Scootera czy będzie mogła do nas dołączyć. Nie dopuszczam odmowy.

Wróciliśmy wieczorem do hotelu, i zrobiliśmy sobie seans filmowy, który trwał do drugiej nad ranem. Wszyscy zasnęliśmy tak jak film się skończył. Na fotelach, kanapach, siedziskach. Wszyscy zasnęli w takich pozycjach jak skończyli oglądać film. Rano obudził nas Scooter śpiewający swoją poranną arię.


- Dobra, dobra starczy - powiedziała Kim, asystentka - Nie Ty tu jesteś od śpiewania - zaśmiała się

- Ale przyznaj, jestem całkiem dobry - odparł Scooter

- Nie. Nie jesteś - zaśmiała się Kim i wyszła z pokoju gdzie jeszcze kilka osób leżało.

- Coś tam jednak umiem - próbował obronić się Scoot

- Nie, nie umiesz - krzyknęła Kim z łazienki


Scooter zrobił grymas na twarzy i poszedł do swojego pokoju. Czasem bycie w takim zespole jaki ja mam jest świetne. Nigdy się nie nudzimy, zawsze jest co robić, o czym pogadać. Ale brakuje jednak tej drugiej osoby, która Cię wesprze.

Często wątpię czy dobrze było poświęcić związek dla kariery i wtedy przypomina mi się ta dziewczynka co dwa tygodnie temu przyszła na spotkanie ze mną i powiedziała mi, że dzięki mnie żyje, że już się nie tnie, że porozmawiała z rodzicami, i teraz jest jej lepiej w życiu.

Zdałem sobie sprawę, że nie śpiewam dla jednej osoby, czy stu osób, a jednak, zaczynam przechodzić w miliony osób, które słuchają tego co mam do powiedzenia.

Każdy potrzebuje inspiracji, każdy potrzebuje piosenki, pięknej melodii... Gdy noce się dłużą, nikt nie obiecał ,że to życie będzie łatwe.

 Kiedy mój świat się rozpada, kiedy żadne światło nie chce przełamać ciemności, patrzę na jej zdjęcie... Ja patrzę na nią, czuję blisko siebie... Kiedy fale zalewają brzeg, i nie mogę znaleźć już mojej drogi do domu, patrzę na jej zdjęcie.

Pojawia się dla mnie po prostu jak marzenie, tylko dla mnie. Jak kolory w kalejdoskopie, które mnie otaczają. Wszystko czego potrzebuję, oddech którym oddycham. Wiem, że jestem nie tylko jej potrzebny. Wierzę w to, że sobie poradzimy. Wierzę w każdy lepszy dzień.

Taki też miał nastać, dzisiaj. Gdy zobaczę ją po tak długiej rozłące.  Rano o dziesiątej byliśmy w studiu gdzie mieliśmy nagrać mój wywiad. Reporterka ponownie zadawała mnóstwo pytań.

Pytała skąd pochodzę, jak się poznałem ze Scooterem, od kiedy śpiewam i gram, kiedy wyjdzie płyta, jak się będą nazywały piosenki, do kogo są kierowane, i czy zamierzam się z kimś umawiać.

- Jeśli będzie tą jedyną, jeśli będzie ze mną za to kim jestem prywatnie, nie tylko dlatego, że jestem rozpoznawalny, to tak, Ona może stać się osobą z którą chcę iść przez życie.


Kate właśnie taka była, była ze mną przed moją karierą, a ja zostawiłem ją tam samą na poczet swojego rozwoju. Dałem występ, nie wczułem się w te piosenki jak zwykle, ale zawsze to coś.

Samolot do domu, o 14,00. Wsiadłem w najszybszy lot jaki miałem od skończenia wywiadu i pożegnania się z ekipą. I około  dwudziestej pierwszej byłem już w domu.  Pokonałem ponad 2 tysiące mil. I znów jestem u siebie w mieście.


KATHERINE

Stałam z mamą w kuchni i rozmawiałyśmy o tym co się działo. Powiedziała mi, że wszyscy chcieli, żebym tu była. Powiedziała, że cieszy się z mojego dziecka.

 W końcu będzie babcią. A Justin ojcem...I tu się zaczęło...

- Sama dobrze wiesz, że z niego duży dzieciak. Nie będzie się umiał Wami zaopiekować, szczególnie teraz. Wyjeżdżając co chwila.

- Mamo, to się zmieni. On będzie, będzie przy mnie i przy dziecku, gdy tylko się o nim dowie.

- Może czas mu o nim powiedzieć? Może przestanie zachowywać się jakby mu nie zależało?

- Ale to ja wyjechałam, nie zostawiłam mu tam nic. Wyjechałam teraz bez słowa, nie zadzwoniłam do niego nawet.

- Ty masz prawo, po tym co zrobił, mogłaś tak wyjechać.  Sam na to sobie zapracował. Doskonale o tym wiesz, nie masz co go bronić, czy On kiedykolwiek bronił Cię u swojej matki? Nie. Nie bronił, Ona nadal robi z nim co chce i go kontroluje. Doskonale wiesz o tym. Nie masz co wstydzić się przyznać własnej matce racji, skoro obydwie wiemy jak jest, prawda?

- Mamo, to mój narzeczony, przyzwyczaj się do jego obecności w moim życiu.

- Póki co to go bardzo rzadko widzę przy Tobie. Na razie jest przy milionach innych dziewczyn.


Cicho westchnęłam i odstawiłam kubek z herbatą. Poszłam na górę zostawiając mamę samą w kuchni.  Nie miałam ochoty z nią stać i słuchać jak oczernia Justina.

Nie był w końcu też taki zły. Miał wady, ale i zalety. Nikt nie jest idealny, nikt nie spełnia naszych wszystkich oczekiwać. Przecież nie jesteśmy perfekcyjni, jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy wszelkie błędy. Ale to na nich się uczymy...

Ubrałam się ciepło i wyszłam na dwór. Poszłam na plażę, gdzie zawsze działo się w moim życiu najwięcej. Plaża... A jak wiele potrafi zmienić w życiu.

Tu teraz, nadużycie, błędy, zbyty długo, zbyt głośno, za kogo się miałam by czekać... Tylko jedna szansa, jeden oddech, na wypadek gdyby tylko jeden pozostał.

Tęsknię za nim, gdy zbyt długo jestem daleko, marzę o tym, że będzie ze mną, i nie odejdzie. Stracę oddech jeśli, nie zobaczę go już więcej... Wszystko za nas.. Oddam wszystko. Potrzebuję usłyszeć jak mówi, że mnie kocha.


JUSTIN




Wyszedłem poza lotnisko i do domu ruszyłem taksówką. Nie było Kate, nie czekała na lotnisku, nie wiedziała, że przybywam. Miałem zamiar zrobić jej niespodziankę. Ta, miałem zamiar....

Wróciłem do domu. Zapukałem do drzwi. Nikt mi nie otwierał, światła były pogaszone. Siedziałem tam z nadzieją, że śpi i po prostu mnie nie słyszy. Albo, że nie otwiera bo się  gniewa, że ją tak zostawiłem...

Z nadzieją zadzwoniłem do drzwi, mocno waliłem, kopałem, stukałem. Zadzwoniłem z dziesięć razy, nie wierzyłem, że jej nie ma, że po prostu się gniewa. Gdyby była otworzyłaby chociaż po to by nakrzyczeć.
Niestety, myliłem się. Nie było jej w domu wcale.

Nie miałem kluczy, nie wziąłem ich, nie myślałem, że jej nie będzie, nie zostawi nikomu kluczy. Pod moim domem pojawiło się kilku paparazzich, słyszałem ich dźwięki aparatu, szelest między krzakami, nie wysilili się nawet o wyłączenie fleszy.

Na dworze rozpętała się burza. Tak, teraz wiem, tutaj też się to zdarza. Padał deszcz, grzmociło nieziemsko, wsiadłem ponownie do taksówki która mnie tu zawiozła. Poprosiłem o podwiezienie do najbliższego pięciogwiazdkowego hotelu.

Zapłaciłem kierowcy za podwiezienie, dałem mu dwadzieścia dolarów i pobiegłem do wejścia. Same drzwi otworzył mi portier, wszedłem do środka. I skierowałem się do recepcji.

Za ladą stała młoda dziewczyna, w podobnym wieku do mojego. Czuła się najwyraźniej zawstydzona, widząc znaną osobę, czyli mnie. Zaśmiałem się i dałem jej swoje dokumenty do zakwaterowania. Postanowiłem zostać do jutra, po czym zadzwonić do Kate i dowiedzieć się gdzie jest.

Nie będę siedział tutaj bez niej. Nie chcę już dłużej. Wziąłem swoje dokumenty i poszedłem do swojego pokoju, który znajdował się na pierwszym piętrze. Musiałem się osuszyć bo woda ze mnie ściekała.

Wszedłem do pokoju i postawiłem bagaż przy łóżku. Wziąłem bokserki, czystą koszulkę i spodenki. Poszedłem pod prysznic i tam się wygrzałem. Umyłem ciało czekoladowym żelem do mycia i włosy hotelowym szamponem robionym na zamówienie dla vip-ów.

Wytarłem się dokładnie ręcznikiem i ubrałem swoje bokserki, spodenki i biały podkoszulek. Poszedłem na łóżko i włączyłem telewizję. Zadzwoniłem po jedzenie do pokoju, tzw. room service.

Zamówiłem sobie kebaba i kurczaka z rożna z frytkami. Powiedzieli, że za dwadzieścia minut będą pod pokojem. Odłożyłem słuchawkę od telefonu. I do ręki wziąłem swój telefon.

Odblokowałem go i zadzwoniłem do Katherine. Odebrała szybko. W tle słyszałem szum wody, wiatr, i cichy płacz. Jakby Kate płakała... Obiecałem sobie, że do tego nie dopuszczę a znów zawiodłem.

- Kochanie, gdzie jesteś? Wróciłem do Los Angeles, a zastałem pusty dom.

- Justin... - powiedziała cicho łkając - Nic nie mówiłeś, ja wyjechałam, miałam dość bycia samej w tym stanie. Nie chciałam kłaść się do łóżka codziennie sama, w pustym domu.

- Kochanie, pamiętam te wszystkie momenty spędzone z Tobą, wciąż czuję miłość, choć nadal jestem dzieckiem. I myślę, jeśli kiedykolwiek nauczyłaś mnie trochę życia. Dzisiaj dedykuję Ci każdą swą piosenkę.
Z Tobą przecież chcę śnić, rozmawiać, dla mnie nie jesteś daleka, i chociaż nie mogę Cię dotknąć, przysięgam nie zapomnę o Tobie.

- Codziennie owijam się wspomnieniami o nas i tym co było... Codziennie byłeś dla mnie wszystkim, tak czuje się samotna, tak bardzo. Do Ciebie mi daleko.

- Kochanie, powiedz mi tylko co Ci jest. I gdzie jesteś. Niebawem tam będę...

- Justin bo ja jestem w....


______________________________________________________

I jak 60 ? :)



TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 
















niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 59

JUSTIN

Cieszyłem się, że jednak postanowiła mnie odwieźć na lotnisko. Wiedziałem, że dzieje się coś o czym mi nie mówi, ale nie pytałem, nie drążyłem tematu, nie lubiłem gdy się wkurzała. Zwłaszcza wtedy gdy musiałem jechać.

Ale podjąłem decyzję. Wyjadę, zrobię karierę. Wrócę przecież niebawem...
I tak moje niebawem zamieniło się w ponad miesiąc.

Harowałem... Można to tak nazwać. Codziennie miałem wywiady, nagrywanie płyty, sesje fotograficzne, występy, performance. Dzwoniłem do Kate wtedy tylko gdy miałem czas. Nie było go za wiele, ale zawsze to coś, lepsze te dwa telefony w tygodniu, dwóch tygodniach niż wcale.

Tęskniłem za nią, nie miałem z kim spać. Co wieczór w innym hotelu, co noc występ. Miałem fanów, dość liczne grono... Fanek, fanów. Nikt na szczęście z nich nie znał mnie z tej złej strony. Wszyscy myśleli, że moje życie od zawsze było takie proste... Niech tak myślą, nawet nie zaprzeczałem. Mieliśmy połowę listopada, i przyszedł czas na wywiad, który zostanie puszczony na żywo. Scooter miał do mnie prośbę.

- Wiem, masz narzeczoną, ale tutaj musisz się wszystkiego wyprzeć. Nie możesz zrazić do siebie fanek.

- Ale nie mogę powiedzieć, że jestem sam, Kate by się załamała.

- Powiesz, że nie widujesz się z nikim specjalnym. Zadzwoń do niej i wszystko wyjaśnij. Wszystko na mój koszt.

- Dobrze.


Scooter poszedł ustalać wszystko z organizatorami wywiadu. Ja zaś wyszedłem za budynek i usiadłem na kartonach. Zadzwoniłem do Kate i czekałem aż odbierze.


- Halo?

- Kochanie, tu Justin.

- Oo, miło Cię w końcu słyszeć.

- Skarbie... Kocham Cię bardzo bardzo bardzo mocno, chcę tylko byś wiedziała, że jesteś moją księżniczką. Jesteś warta całej miłości na świecie, jesteś miłością mojego życia...

- Ale? Co chcesz powiedzieć. Mów, nie owijaj w bawełnę...

- Mam wywiad, i Scooter powiedział, że padnie pytanie o moim związku... I mam powiedzieć, że jestem sam...

- W porządku, skoro musisz. To niech tak będzie. Jaki to kanał? Będzie na żywo?

- Kanał siódmy.

- Będę oglądała. W końcu jakoś Cię zobaczę.

- Na prawdę nie przeszkadza Ci to?

- Nie, cieszę się, że jesteś szczęśliwy.

- Kocham Cię.


Katherine nie odpowiedziała. Rozłączyłem się wiedząc, że nie chce się odzywać... Ciężko mi było z tą myślą, że ją tracę poprzez spełnianie swoich marzeń.

Znalazłem zdjęcie które włożyła pod moje koszulki, było ze mną wszędzie. Kate była ze mną wszędzie... Duchem.


KATHERINE


Był wtorek, Justin zadzwonił do mnie, z dziwnym pytaniem... Czy może powiedzieć, że jest sam? Bo tak mu nakazali...  Co miałam zrobić?

Zgodziłam się, powiedziałam,  że mnie to nie rusza, nie przeszkadza mi, ale bolało mnie to, że musiał ukrywać to, że ma mnie... W dodatku w ciąży.. No ale nie wiedział, nie jest winien.

Włączyłam kanał siódmy jak powiedział. I pojawił się obok dziennikarza. Był taki szczęśliwy, cały czas uśmiechnięty, wyglądał lepiej niż kiedykolwiek. Widziałam jednak, że jest przepracowany.

Jest moim  złym chłopcem z bajki, przysłania nawet złą stronę, chciałam być jego złą dziewczyną, budzi moją dziką stronę. Te oczy, te usta, jego dotyk... Jego mowa, sadystyczna gorączka, ten seksowny rodzaj swagu. Najlepsze co kiedykolwiek miałam.

Mój buntownik z aureolą... A teraz? Poddany presji telewizji... Nie wiedziałam kompletnie jak przebrniemy przez to co mamy... Przez to jedno wielkie gówno.

Justin był lekko zestresowany. Odpowiadał na każde zadane mu pytanie tak mądrze... Nigdy nie słyszałam z jego ust tak dokładnie sprecyzowanych słów.

- Justin, teraz najważniejsze pytanie - powiedział dziennikarz - Pewnie wszystkie Twoje fanki są tego ciekawe. Spotykasz się z kimś? - wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć.

- Nie, z nikim specjalnym się nie spotykam - odpowiedział na luzie



Kompletnie mi nie odpowiadało bycie nikim specjalnym... Nie pasowało mi to, ta odpowiedź zupełnie przeczyła naszemu związkowi... Myślałam, że pogodzę się z tym a jednak... Nie umiałam.

Tak a mama mi mówiła, że będę jeszcze kiedyś przez niego płakała... Miała racje. Dzisiaj był ten dzień.
Siedziałam przed tym telewizorem i oglądałam jak Justin się uśmiecha, jaki jest zadowolony, jak dla niego wszystko gra.

Pokazywali jak odpowiadał na pytania fanek, jak robił sobie z nimi zdjęcia. Wierzyłam, że tak jak ja On kocha też, wierzyłam, że już mnie nie skrzywdzi... Robił to. Cały czas grał, szukał nowych wrażeń...

Może nie wie co to miłość? A ja? Byłam jedną z zabawek...
Sama nie wiem co po tym wywiadzie sądzić o naszym związku.. Nie chciałam dłużej o tym myśleć. Nie powiedziałam Justinowi nic o tym, że się wyprowadzam ponownie do Nowego Jorku.

Wracam tam skąd pochodzę. Nie potrafię tutaj być sama. Poszłam spać, nie chciałam myśleć o tym co mówił Justin, ale dałam radę. Zasnęłam szybko. Lot miałam już o dziewiątej rano.

Wstałam po szóstej, dopakowałam kilka rzeczy, zjadłam tabletkę, schowałam kilka wód do torebki, wszystkie dokumenty. Umalowałam się, ubrałam w luźne rzeczy i zjadłam śniadanie. Powyłączałam korki, gaz, wodę, wszystko co trzeba było.  Zniosłam rzeczy na dół i spakowałam je do bagażnika.

Wróciłam na górę tylko po swoją torbę, telefon. Spojrzałam na niego, było kilka nieodebranych połączeń od Justina.. Nie oddzwoniłam. Nie chciałam słuchać jego wyjaśnień.

Wrzuciłam telefon do torebki i zamknęłam dom. Przejechałam dwadzieścia minut drogi.  Samochód zostawiam u znajomego taty, mieszkającego niedaleko lotniska. Przeszłam kawałek i po dziesięciu minutach oddawałam już bagaż do sprawdzenia.

Dałam bilety do sprawdzenia i poszłam na odprawę. Myślałam cały czas o słowach Justina... Bolało mnie to coraz bardziej, powiedzieć, że jestem nikim specjalnym...  Nigdy nie sądziłam, że dorobię się takiego statusu w związku.. Być nikim. U swojego narzeczonego, to dopiero wyczyn.

Wsiadłam do samolotu i czekałam tylko na moment kiedy znajdziemy się w powietrzu i kiedy tylko będę już w domu... W moich oczach zbierały się łzy. Z każdą chwilą gdy pomyślałam o słowach Justina.

Wiedziałam, że tak czy inaczej nawet gdyby z gorszymi słowami do mnie podszedł, będę na niego czekała.
Usiądziemy nad brzegiem morza, i będę mogła z nim iść pod rękę. I chociaż moje życie upłynie będę na niego czekała...

Wiem, że w jego oczach nadal jest miłość, że jego spojrzenie mówi : wrócę... 
Nie wiedząc kiedy wrócisz, myślę, że choć nie jestem taka sama i to przyznaję mam nadzieję, że w jego oczach pojawi się przebaczenie i modlę się do niego...

Chociaż jestem szczera i składam nam obietnice, On nie patrzy na mnie... Następnym razem otworzysz drzwi i mówię Ci, że jeśli sobie pójdziesz to już nie wrócisz.

Ogarnia Cię wściekłość a ja płaczę... Odchodzisz a moje życie rozpada się nie wiedząc kiedy. Przysięgam nie wiedziałam, ale gdybym wiedziała odbyłoby się to w inny sposób...

Czuję chęć, by do Ciebie dzwonić, ale nie odbierasz. Nie rozumiem dlaczego nie odbierasz, chociaż się pokłóciliśmy wszystko trwa dalej...

Czuję się tak jakby zabrali mi kawałek duszy, jeśli odejdziesz nic nie pozostanie. Oprócz serca bez życia. Czuję, że nie ma księżyca dla mnie jeśli nie ma Twej pieszczoty przy mnie. Będę na Ciebie czekać...

Moje myślenie mnie zabijało. Za dużo sobie wyobrażałam za mało robiłam. Cieszyłam się jedynie z jednej rzeczy. Tego, że wytrzymałam sześć godzin lotu ze samą sobą.

Moja mama czekała na mnie z tatą i moim samochodem. Cieszyłam się, że to Oni mnie odbierają. Jak kiedyś....

- Córeczko! - powiedziała mama

- Cześć mamuś - przytuliłam się do niej i do taty.


Tata podał mi kluczyki od samochodu i zabrał moje bagaże, które wpakował do bagażnika.
Wsiadłam za kółko i poczekałam aż rodzice wsiądą na miejsca pasażerów.

Pojechaliśmy prosto do domu. Po dwudziestu minutach byłam już z rodzicami w garażu od naszego domu. Tego prawdziwego domu, w którym się urodziłam, dorastałam... Gdzie pierwszy raz zrobiłam to z osobą, która jest teraz moim narzeczonym...

Zamykam oczy i mogę widzieć tamte dni.... Nie zamieniłabym tego na cokolwiek w świecie.
Rodzice wysiedli i poszli od razu do domu. Ja zaś wzięłam swoje bagaże i weszłam do domu.

Nic się nie zmieniło. Wciąż wszystko stoi tak jak stało. Weszłam na górę do swojego pokoju, zdjęcia, łóżko, książki, nic od wyjazdu nie było tknięte. Spojrzałam na półkę, zdjęcie z Justinem z naszego pierwszego wypadu stało najwyżej ze wszystkich...  Wszystko wyglądało jakbym nigdy stąd nie odchodziła.
A jednak... Mieszkałam u Justina, w Los Angeles, wszędzie byle nie tu.

To się nie zmieni tak szybko.. A może w ogóle się nie zmieni, już nigdy...




______________________________________________________________

I jak 59 rozdział ? :)



TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez

KOMENTUJCIE! <3 























sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 58

JUSTIN

Wszystko było zaplanowane, zapięte na ostatni guzik. Cieszyłem się, że Scoot poszedł po rozum do głowy. Wiedziałem, że wszystko tak wyjdzie. Póki co jestem na wygranej pozycji, bo jestem tym czymś, czego szukali.

- Tą piosenkę co grałeś, to będzie hit. Sprawimy, że każda uwierzy, że właśnie dla niej śpiewasz.

- To akurat osobista piosenka...

- Trudno. Nagramy ją, w tej tonacji, akustycznie. Rozumiesz to... Wszystkie laski będą wariować jak powiesz, że są tymi jedynymi, każda uwierzy.

- No dobrze - odpowiedziałem zakłopotany.

Mina Kate lekko posmutniała. Miałem nadzieję jednak, że nadal będzie wierzyła, że ta piosenka tak na prawdę jest dla niej, i tylko dla niej.

- Masz adres naszej siedziby na tej wizytówce którą Ci dałem, tam się widzimy za tydzień. O pierwszej?

- Pewnie, będę o 13,30.

- Powiedziałem pierwsza.

- Mogę mieć poślizg, korki są.

- To 13,30. Na razie. Miłej kolacji.

- Wzajemnie.


Kate tego wieczora nie odezwała się już. Wróciliśmy do domu, milcząc całą drogę powrotną. Nienawidziłem gdy gniewała się o coś czego jeszcze nawet nie zrobiłem, i nie powiedziałem, że zrobię.

 Nazajutrz dokładnie w poniedziałek, nie wstała nawet do szkoły. Leżała w łóżku, mówiąc, że się źle czuje. Ja wiedziałem po prostu, że chce spędzić ze mną czas.

- Kochanie wiesz doskonale, że nie musisz tego robić. Możesz iść do szkoły, pojadę tam i wrócę w ten sam dzień .

- Daj mi spokój - powiedziała obracając się w drugą stronę i okrywając się kołdrą.

- Kate, ale wiesz, że jeśli się będziesz na mnie gniewała nic miłego nie zrobimy i pojadę będąc z Tobą w gniewie? A co jak mi się coś stanie? Będziemy żałowali, że tak się stało.

- To nie jedź. A nie pierdolisz farmazony.

- Kate, nie możesz raz cieszyć się ze mną? Z mojego szczęścia.

-  To tak szybko się dzieje, że nie wiem czy się cieszyć czy płakać.

- Ciesz się, wrócę przecież. A nie będziesz siedziała całe dnie w domu, bo ja gdzieś jadę...

- Tak, wielka kariera, wiele lasek, każda Ci by loda zrobiła najchętniej. Piosenki nagle stają się piosenkami dla całego świata... Chyba nie tak miałoby to wyglądać.

- Kate! Nie wiem nawet jak to jeszcze będzie wyglądać. Jak tak Cię to boli, nie dam im tej piosenki. Podziękuję za współpracę, ale powiem, że moja narzeczona nie godzi się na nic co z karierą związane, bo jest zazdrosna, ale tak cieszy się z tego co robię, przecież...

- Świetnie - powiedziała z ironią

- Świetnie! - krzyknąłem

Wyszedłem z pokoju zostawiając ją leżącą na łóżku. Myślałem, że będzie się cieszyła z tego... Z tego, że spełniam swoje marzenia, że robię coś dla nas, dla siebie, dla niej...

Myślałem, że będzie zadowolona. Każdą piosenkę jaką bym napisał byłaby dla niej. W każdą bym przelał tylko nasze uczucie, nic poza nią, nic poza tym związkiem... Ale po co.

Cały tydzień starałem się... W domu panowała napięta atmosfera. Katherine wychodziła do szkoły, wracała, milczała, od czasu do czasu wymieniliśmy kilka zdań jak minął dzień... To wszystko...

KATHERINE

Czułam, że coś złego dzieje się z moim organizmem. Nie byłam po prostu w stanie się z nim cieszyć. Czułam jakby coś w nim zanikało... Nie chciałam więc go oddawać w ręce tego show biznesu...

Bałam się, że pojedzie, nie wróci... Zapomni o tym co było zanim stanie się kimś, na skalę światową.
Bałam się, że odejdzie... Wiem, powinnam się ekscytować z nim, ale tego dnia nie potrafiłam.

Chciałam się cieszyć, chciałam krzyczeć, chciałam cokolwiek powiedzieć, ale nie zabronię mu spełniać swoich marzeń. Nie chcę być taką dziewczyną. Nie będę go ograniczała. Siódmego dnia, w dzień kiedy miał wylecieć... Wyszedł rano pobiegać. Nie odzywaliśmy się do siebie prawie wcale.

Justina nie było w domu, ja czułam się... Wcale się nie czułam, nie byłam do życia od kilku dni. Jutro na szczęście jestem zapisana do lekarza, będę wiedziała co tam się dzieje, w moim organizmie.

Spakowałam walizki Justina, ubrania poskładałam w idealną kostkę, spakowałam mu kosmetyki, nasze zdjęcie schowałam pod trzecią koszulką od góry.  Schowałam mu trzy pary butów, miałam nadzieję, że starczy.

Walizkę postawiłam w przedpokoju, na górę położyłam jego dokumenty. Usiadłam na kanapę w salonie i okryłam się kocem. Gdy tylko wszedł do domu wstałam do niego.

Podeszłam bliżej i spojrzałam mu prosto w oczy.

- Bądź ostrożny, i wróć, dobrze? - powiedziałam ze łzami w oczach.

- Kate, obiecuję, wrócę prędzej niż myślisz.


Ucałowałam go w usta i uśmiechnęłam się, mimo, że było dla mnie to ciężkie w takiej chwili.
Ból w krzyżu nie dawał mi spokoju. Mam nadzieję, że jedyne co to powoduje, to ciąża.

Chciałam w tym momencie powiedzieć Justinowi, żeby został bo jestem w ciąży... Ale zaplanowałam to na inną okazję.

- Muszę już iść, nie odwieziesz mnie na lotnisko?

- Nie chcę patrzeć jak wylatujesz...

- Kochanie, byłoby mi miło gdybym widział Cię tam, ostatni raz w tygodniu.

- Tego chcesz?

- Tak.


I tak się stało, godzinę później byłam z Justinem na lotnisku. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał, bo wiedziałam, że może nie wrócić. Nie chciałam żyć ze świadomością, że poleci i nie wróci.

Wiedziałam, że jak go puszczę będę sama sobie winna, ale może się tak stać,a nie musi, może wrócić... Powinnam właśnie o tym myśleć, że wróci, a w Wigilię powiem mu, że jestem w ciąży.

Jeśli wróci... Miałam cichą nadzieję, że po tygodniu przyjedzie i powie, że ma dość... Nie życzyłam mu nieszczęścia, chciałam dla niego najlepiej. A może tylko dla siebie?  Myślałam o nas, ale bałam się. Sami wiecie jak to jest żyć z kimś w związku, i bać się o tę drugą osobę.

Stanęliśmy na płycie lotniska, Justin leciał tym samym samolotem co ja kiedyś w Alpy. Stanęliśmy tam, helikopter Justina rozwalił mi całą fryzurę.

Justin przyłożył dłoń do mojego policzka i ucałował mnie w usta.

- Już się nie gniewaj dobrze?

- Nie gniewam się, tylko smucę.

- Tego też nie rób, niedługo wrócę do domu skarbie.

- Obiecujesz?

- Obiecuję. Wrócę, i zostaniesz moją żoną, zgoda?

- Zgoda - roześmiałam się.


W oczach pojawiły mi się drobne łzy. Justin ucałował mnie delikatnie w usta i wsiadł z torbą i dokumentami do  helikoptera. Odeszłam i pomachałam mu. Schowałam się w budynku i patrzałam jak się oddala.

Teraz wiem, że zbyt bardzo chciałam mieć, wszystko to co nim jest. Dlaczego teraz to zrobił?
Czemu długo tak czekałam...


Nazajutrz musiałam iść do lekarza. Justin doleciał spokojnie, i miał już spotkanie, które także się powiodło. Cieszyłam się, że zaczyna spełniać swoje marzenia. Każdy był nim zachwycony, nic dziwnego...

Na szczęście dzisiaj moje myśli zajęło co innego. Bałam się tego co powie lekarz, że coś może dziać się z moją ciążą, że straciłam dziecko... To wszystko zbyt szybko przebijało się przez moje myśli...

Chciałam już jak najszybciej wyjść od lekarza i mieć święty spokój. Gdyby to było takie proste.
Obudziłam się o siódmej rano i chwilę spędziłam na tarasie. Ubrałam się, umalowałam, zjadłam śniadanie, wypiłam litr wody i ruszyłam do lekarza.

Nie widziałam co mi powie, nie wiedziałam co się dzieje... Trudno jest żyć z taką niewiedzą.
Czekając w poczekalni szpitalnej miałam przed oczyma różne czarne scenariusze. Miałam tylko cichą nadzieję, że się nie ziszczą.

Lekarka poprosiła mnie do gabinetu. Wstałam i powolnym krokiem weszłam do jej gabinetu.

- Dzień dobry Panno Gomez.

- Dzień dobry.

- Proszę usiądź. Wypiszę karty i zaraz zobaczymy co się dzieje.

- Dobrze.

- Pierwsza ciąża?

- Powiedzmy, że pierwsza udana.


Lekarka nic nie powiedziała, uśmiechnęła się i schowała nos między kartki. Wypisała wszystkie i poprosiła mnie na fotel gdzie miałam zrobić USG. Podciągnęłam koszulkę, wylała żel na mój brzuch i zobaczyła co się dzieje.

- Póki co płód rozwija się dobrze, mimo złej pozycji. Póki co skłaniamy się ku cesarskim cięciu.

- Ale nic mu czy jej nie zagraża?

- Nie, wszystko jest dobrze, może ten ból to po prostu z przepracowania, z nadwyrężenia? Przepiszę leki przeciwbólowe.

- Dziękuję - powiedziałam wycierając żel.

Pani Doktor wypisała mi receptę którą tego samego dnia odebrałam w aptece.
Od razu zażyłam jedną pigułkę. Ból? Jak ręką odjął. Nie można wziąć więcej niż jedna dziennie.

Te dni bez Justina mijały tak szybko... Kolejny miesiąc bez niego. Tak kochanie wrócę za tydzień. Takie pierdolenie o Szopenie. Nie było go i nie zapowiadało się na to by był. Mieliśmy połowę listopada a Justina nadal kręcił się w swoim świecie, dzwoniąc dwa razy w tygodniu.

Przeprosił? Skądże. Chyba liczy na to, że zrozumiem, że jest zajęty. Rozumiem, ale mógł mnie uprzedzić.
Z każdym telefonem mówi, że będzie niebawem w domu. Niebawem? Od trzech tygodni trwa to niebawem.

Piętnastego listopada Justin zadzwonił na skype. Usiadłam nisko tak by zasłonić brzuch, który robił się już troszeczkę większy. A mój ból? Pojawiał się od czasu do czasu.

Czasem był mocniejszy a czasem słabszy... Nasze dziecko miało już prawie dwunasty tydzień rozwijania się.
Jak już mówiłam Justin zadzwonił i cały czas się uśmiechał.  Widziałam, że jest w swoim żywiole. Wiedziałam ,że już wrócić do nas nie będzie mu tak łatwo.

Mówił, że da radę, ale ja czułam zupełnie co innego. Wiedziałam, że jeśli pojawi się na gwiazdkę będzie to cudem, że jest z nami. Opowiadał co robi, jak tworzy, że liczba jego fanów rośnie.


- Tęsknię za Tobą - powiedział.

- Cieszę się.


Zrobiło mi się przykro, nie dzieliłam już z nim łóżka, nie dzieliliśmy wspólnych dni, nie dzieliłam z nim jego szczęścia z tego co robi.

Rozłączyłam się. Wykupiłam bilety lotnicze na środę i postanowiłam wrócić do domu. Grudzień chciałam spędzić z rodziną. Nie pełną,ale zawsze rodziną.


_________________________________________________________

I jak 58 ?

Nie całkiem mi się podoba, ale brak warunków do pisania robi swoje.
Niebawem kolejny rozdział! :)
rozkręcamy się.

TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez

KOMENTUJCIE! <3