sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 75

KATHERINE 

Myślałam, że reakcja mojej mamy będzie gorsza, ale o dziwo zaskoczyła mnie pozytywnie. Zbiegła do nas i zaczęła rzucać śniegiem. Przerwało nam moje kuzynostwo. Przyszli do nas i powiedzieli, że czekają pod domem, bo brama się nie otwiera.

Mama oznajmiła o zmianie kodu na bramę wjazdową. I machnęła ręką na nas. Poszła wpuścić naszą rodzinę, ja z Justinem prędko wbiegliśmy na górę i przebraliśmy się. Nie mogli nas przecież zastać w takim stanie. Przebrałam się w białą koszulę z czarnymi wstawkami, i legginsy, by nie opinać zbytnio brzucha na spodniach. Justin zaś założył koszulę w kratkę i luźne spodnie.

Justin złapał mnie za rękę i poprowadził na dół gdzie zebrała się cała rodzina. Justin najwyraźniej wydawał się speszony, ale pogłaskałam go delikatnie po ramieniu by się nie bał. Mojej rodziny nigdy w tak licznym gronie nie widział.

Przedstawiłam go, i opowiedziałam trochę, kim jest, co robi, i oczywiście, że będzie tatą. Wszyscy słysząc te słowa zaczęli się cieszyć jak małe dzieci. Moje kuzynki oczywiście młodsze, znały Justina, z telewizji, i internetu. Uwielbiały go. Każda zrobiła sobie zdjęcie i dostała autograf.

Dziewczynki przez cały dzień były pod wielkim wrażeniem. Słuchały go uważnie, prowadziły dyskusje, każda by najchętniej czymś zabłysnęła, byleby Justin się zakochał. Niestety nic nie wskórały.

Zjedliśmy razem śniadanie, po czym Justin niestety musiał iść. Chciał iść do mamy, żeby sama ze swoją nową rodziną nie była, chciał być częścią tego. Pożegnałam go ciepłym pocałunkiem i przytuleniem.

- Wrócę jeszcze, na kolacji już będę.  Na pewno nie idziesz ze mną?

- Nie mogę, muszę posiedzieć trochę z nimi, długo się nie widzieliśmy. Wiesz co o tym sądzę. Ale mama prosi bym została. Trudno, jakoś sobie dam radę bez Ciebie do wieczora.

- Koło osiemnastej powinienem już być.

- Będę wyczekiwała, kocham Cię.

- Ja Ciebie też - pocałowałam go.

Justin uśmiechnął się i wziął mój samochód. Wyjechał sprzed garażu  i pojechał w kierunku domu swojej mamy. Zamknęłam drzwi. Paparazzi oczywiście znów się kręcili w okół domu, gdzie Justin, tam i paparazzi. Wszystko o dupę rozbić.

Wróciłam do domu i zostałam zasypana pytaniami od moich kuzynek. Jaki Justin jest prywatnie, czy dobrze całuje, jak się poznaliśmy, jaki jest w łóżku - co było przesadą oczywiście, zareagowałam odpowiednio - czy jest taki słodki jak w telewizji, jak się z nim mieszka.

Pytały dosłownie o wszystko co przyniosła im ślina na język. Nie chciało mi się ich słuchać. Już lepiej byłoby mi przebić sobie bębenki  niż słuchać bzdur jakie mówią.  Przewróciłam tylko oczami i poszłam na górę do swojego pokoju. Brzuch zaczął mnie niemiłosiernie boleć, położyłam się na łóżku z nadzieją, że gdy zasnę ból przejdzie.

Myliłam się. Ból się nasilał, ledwo co mogłam się ruszyć, ale byłam na tyle silna, dla siebie i dziecka, że wstałam do łazienki i poszłam wziąć tą cholerną tabletkę na ból. Jak ręką odjął, po dziesięciu minutach całkowicie nie czułam bólu. Położyłam się do łóżka i jeszcze na chwilkę przed przyjściem Justina zasnęłam.


JUSTIN


Dojechałem w końcu do swojego rodzinnego domu. Mama jak zwykle ciepło mnie przywitała, jej mężczyzna także, i dziecko. Mama wpuściła mnie do domu i podzieliła się ze mną opłatkiem.

Zasiadłem z nimi do stołu i zjedliśmy razem obiad. Moja mama opowiedziała mi co ostatnio robiła, gdzie była, jak się czuła. Jej drugie dziecko pokazało mi swoje prezenty z wczoraj, udawałem zainteresowanego. Bo mimo wszystko, lalki nadal mnie nie interesują. Gdy tylko poszła odłożyć swoje prezenty moja mama oznajmiła mi, że mnie Święty także odwiedził.

Po czym podała mi dwa prezenty, pierw kazała otworzyć ten zapakowany w czerwoną paczkę. W środku były nasze zdjęcia i koszulki dla mnie. Ucieszyłem się, bo zapamiętała jakie bym chciał. Drugiego prezentu kompletnie bym się nie spodziewał. Mama dała mi najlepszy prezent jaki mogłem wymarzyć.

Albo i nie, nawet o tym nie marzyłem, to było poza moimi kanonami. Dostałem swój stary pamiętnik... Nie nie pamiętnik, notatnik, coś gdzie wylewałem swoje myśli, piosenki, wspomnienia.
Przytuliłem się do mamy, po czym wyszedłem do swojego starego pokoju, gdzie wisiały koszulki hokejowe.
Wszystko stało takim jak to pozostawiłem kilka lat temu wyjeżdżając.

Usiadłem na swoim łóżku i skupiłem się na wpisach.

Powiedz coś bo poddaję się i pozwalam Ci odejść. Jeśli zechcesz będę tym jedynym dla Ciebie
Przecież podążałbym wszędzie za Tobą. Powiedz coś bo rezygnuję z Ciebie

I czuję się taki mały.To mnie przerosło, nie potrafiłem tego pojąć. Nic nie wiem i nie rozumiem
Potknę się i upadnę, wiem, bo wciąż uczę się kochać. Jak małe dziecko dopiero zaczyna uczyć się chodzić

Powiedz coś bo poddaję się i rezygnuję z Ciebie. Przykro mi, że nie mogłem do Ciebie dotrzeć
Przecież podążałbym wszędzie za Tobą, powiedz coś bo poddaję się i pozwalam Ci odejść

I przełknę swoją dumę, bo jesteś jedyną, którą kocham
I z Tobą się żegnam

Powiedz coś bo przestaje mi zależeć na Tobie. Przepraszam, nie umiałem do Ciebie dotrzeć
A mogłem podążać dokądkolwiek aby tylko z Tobą, ach, powiedz coś bo poddaję się i pozwalam Ci odejść. 
Powiedz coś bo rezygnuję z Ciebie
Powiedz coś 


Było tego znacznie więcej... Ten wpis akurat wiązał się z dziewczyną. Nie Kate, ale jednak w tamtym okresie dla mnie bardzo ważną jak widać.

Pewnie gdybym wtedy nie wyjechał, nie miałbym tego co mam dzisiaj. Możliwe, że nigdy bym się z Katherine nie spotkał, nigdy bym jej nie poznał, nie chciałbym się ożenić...

Wpisy były dość stare więc nic takiego nie oznaczały. Już... Chociaż to było całe moje życie na papierze. Wszystko co zdarzyło się przed wyjazdem. Tak Katherine  mogłaby się dowiedzieć kim jestem. Sam nie wiem czy to byłoby dobre czy raczej masakryczne.

Wszystkie imprezy, dziewczyny, seks opisany w jednym notatniku... To mogłoby ją zabić, widząc, że codziennie miałem inną. Ale przecież nie liczy się to co było, lecz to co jest, prawda?
Może powinienem jej pokazać? A co jeśli to znów zniszczy nasz związek?

Nie wiedziałem co zrobić, chciałem jej pokazać, ale wiem jaka jest, wszystko by wzięła do siebie. Ten czas co teraz mamy nie może być zachwiany. Nie możemy teraz zniszczyć tego co tak długo budowaliśmy. Postanowiłem zawieźć swój pamiętnik do swojego domu i dopiero pojechać do Kate.

Kilka miesięcy później. 

Wszystko nam się tak doskonale układa, niebawem rodzi się nasza córka. Jesteśmy w trakcie przemyśleń jakby ją nazwać. Myślałem o Emily, Tifanny, Natalie. Wszystkie trzy brzmią podobnie, ale jednak są zupełnie inne. Postanowiliśmy z Katherine, że będziemy wymieniać imiona po urodzeniu się małej.
I to na które zareaguje, te otrzyma.

Kate dokładnie o trzeciej nad ranem zaczęła rodzić. Zawiozłem ją do najbliższego szpitala, gdzie od razu została przyjęta, jej mama przyjechała z popakowanymi wcześniej rzeczami. I kilkoma ubrankami dla dziecka, babcia - znaczy mama Katherine - była przygotowana  na to już od dwóch tygodni.

Kupiła z nami wszystko, ale niestety załamała ją wiadomość, że Katherine, mała i ja, zamieszkamy w moim domu a nie z nimi. Ostrzegała mnie przed wszystkim, powiedziała co powinienem a czego nie mogę.
Wiem, że przestrzegała mnie dla naszego dobra.

Weszliśmy do sali gdzie była Kate, dali jej znieczulenie i oznajmili, że dziecko niebawem będzie z nami. Dopiero wtedy poczułem presję i to jak się denerwuje. Złapałem Katherine za rękę i pocałowałem w czoło.
Była dzielna, wiedziała, że ma dwie opcje do wyboru, i mogła albo urodzić przez cesarkę albo naturalnie.

Wszyscy mówili, że cesarskie dla niej będzie bezpieczniejsze, ale uparła się przy naturalnym. Skoro tak chce, to niech tak będzie. Lekarka sprawdziła rozwarcie Kate, które było już najszersze. Tak więc zaczął się poród naszej księżniczki.

Kate parła i parła. Trzymałem ją za rękę, czułem wszystko jak na sobie, tak mocno ściskała moją dłoń.  Dobre dwie godziny później pojawiła się na świecie moja córeczka. W oczach pojawiły mi się łzy, była taka idealna, taka mała. Miała ciemne włoski na głowie, miała 2800 wagi, i 50 cm. Pozwolono mi odciąć pępowinę. Po czym zabrano małą do opłukania i sprawdzenia wszystkich parametrów.

Pocałowałem Katherine i pogratulowałem jej, że była taka dzielna tego nigdy bym się nie spodziewał. Wiem jaki to musiał być ból i zmęczenie. Po chwili podano nam małą. Aniołek! Cichutko leżała na rękach Kate, i co chwila otwierała oczka by sprawdzać czy jesteśmy.

Wsłuchiwała się w bicie serca swojej mamusi.

- To co wybieramy imię? - zapytałem

- Tak, już.

Katherine przytuliła małą i przełożyła na swoje ramie, lekko podtrzymując pod główką, plecami i pupcią.
Po czym zaczęła wymieniać wszystkie imiona jakie były możliwe.

- Megan, Andrea, Emily, Natalie...

I w tym właśnie momencie mała uśmiechnęła się do nas. Najpiękniejszy uśmiech pod słońcem, najśliczniejsza buźka. Od dzisiaj w naszym domu zagości nowa księżniczka, Natalie.

____________________________________________

I jak 75?  Przyspieszam akcję, to konieczność.


 TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 

























wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 74

JUSTIN

- Wiesz, że jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką?

- Wiem, a Ty jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem - wyjęczała

To był idealny wieczór wigilijny, a dopiero się zaczynał. Czułem, że to było coś w stylu przepraszam. Tak mogę częściej, jeśli to ma się tak skończyć. Oczywiście Katherine nie pozostała mi dłużna, mimo, że wysuszyła włosy, ukucnęła i dała przyjemność mojemu przyjacielowi i ponownie zmoczyła włosy.

Tak, zrobiła mi dobrze. Nikt nie robił tego tak doskonale jak moja kobieta, żadna nie potrafiła doprowadzić mnie do takiego szaleństwa. Ponownie podarowałem jej ciepłą dawkę siebie. Po czym obydwoje razem wzięliśmy prysznic. Zawinięty w szlafrok poszedłem do samochodu po swoją koszulkę i spodnie. Przy okazji wziąłem prezent dla Katherine. Ona zaś poszła wysuszyć włosy i się ubrać.

Postawiłem go pod choinką gdy Katherine jeszcze się ubierała. Wbiegłem na górę by zatrzeć różnicę czasu, i wszedłem do jej pokoju. Kate była właśnie w trakcie zapinania swojej sukienki. Podszedłem do niej i zapiąłem jej sukienkę obejmując w pasie.

- Wyglądasz pięknie - pocałowałem ją w szyję

- Mógłbyś?


Zapytała mnie Katherine podając naszyjnik.

- Oczywiście


Zapiąłem jej naszyjnik po czym odwróciła się do mnie.

- Wyglądasz nieziemsko - złapałem ją za pośladki

- Dziękuję, ale Justin, moi rodzice za chwile będą. Może później, chociaż nie wiem czy my tak powinniśmy, z naszym krasnalkiem w brzuchu.

- Ponoć wtedy czuje się szczęśliwsze.

- Tak i na pewno mówi Mamusiu tak, tatusiu, więcej - roześmiała się

- Musi mieć to po mnie - zaśmiałem się głupawo i klepnąłem ją w pośladek

Na co usłyszałem ciche odkaszlnięcie, w progu stała mama Katherine, która się śmiała.

- Kochani, skoro wszyscy się już zebraliśmy, to może i Wy pojawicie się na dole za dziesięć minut?

- Dobrze mamo - odparła Kate

Oboje z Katherine się zawstydziliśmy, ale tylko odrobinkę. Kate wzięła prezenty dla wszystkich i schodząc na dół, gdy ja zagadałem jej rodziców Ona podłożyła upominki pod drzewkiem, jak nakazuje tradycja.
Po czym wszyscy spojrzeliśmy w niebo, jakby to było ustalone, dokładnie z naszym spojrzeniem pojawiła się pierwsza gwiazdka.

Wszyscy przełamaliśmy się opłatkiem, składając sobie życzenia przy dźwiękach kolęd. Po czym zasiedliśmy do stołu, i zajadaliśmy się przepysznym przygotowanym przez mamę Kate jedzeniem, fakt, teraz było odgrzane, ale jednak wciąż dobre, nie było czasu by cały czas ktoś stał przy garnkach.
Ale przez ostatnie dwadzieścia minut tata Katherine nadrobił wszystko i przygotował całą zastawę.

Zajadałem się pierogami, rybą, nie pogardziłem także barszczem, czy pasztecikami z farszem. Kate również jadła podobne rzeczy te co ja.

- Już nie mogę - powiedziała kończąc zupę

- Nic prawie nie zjadłaś - dodała jej mama

- Zjadłam znacznie za dużo, mamuś nie mam takiego spustu jak faceci, nawet teraz nie zjem tyle co Justin czy tata.

- Mogłabyś jeść więcej, i lepiej, niż przez ostatnie dwa tygodnie.

- Kate, jadłaś mniej, przeze mnie? - zapytałem

- Nie, mama wydziwia, nawet jej nie było. Prawda tato?

Tata Katherine spojrzał speszony popijając wino z kieliszka. Przełknął ciężko i spojrzał na nas wszystkich.

- To co, czas na prezenty.  Pozwólcie, że ja rozdam, jako Pan domu - zaśmiał się

Po czym poszedł do choinki pod którą stała sterta prezentów pięknie popakowanych swoją drogą.

KATHERINE

Miałam nadzieję, że Justinowi spodoba się prezent wybrany przeze mnie. Miał pod spodem wygrawerowane nasze imiona. Miałam nadzieje, że to będzie ulubiony zegarek Justina.

Chciałam by mnie miał wszędzie ze sobą, zawsze o każdej porze. Bym tylko mu się przypominała gdy spojrzy w zegarek. Mój tata podawał pakunki do każdego, kilka dla mnie, kilka dla Justina, oczywiście, moi rodzice nie mieli prawa o nim zapomnieć. Ja dostałam przepiękną złotą bransoletkę z zawieszką, na której były nasze inicjały w wielkim serduszku.

- Oo, dziękuję Justin! - przytuliłam się do niego

- To ja dziękuję skarbie, piękny zegarek

Uśmiechnęłam się do niego. Bransoletka jaką mi podarował... Nie do opisania, widać było, że jest niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju, i tylko taka dla mnie. Justin musiał długo się o nią starać by wyglądała tak jak ostatecznie wygląda.

Nasz wieczór? Zaliczam do najlepszych wieczorów w tym roku. W pokoju, u mnie, gdy już zapadł zmrok po tym udanym dniu, położyliśmy się do łóżka. Moi rodzice jeszcze siedzieli na dole przed telewizorem i oglądali wigilijną telewizję, tak można to nazwać.

Zaś ja z Justinem położyliśmy się u mnie na łóżku. Można powiedzieć, że Panowała cały czas romantyczna atmosfera. Zdjęłam z siebie sukienkę i założyłam na siebie bluzkę, wcześniej lekko zmoczoną przez romantyczny prezent pod prysznicem.

Ułożyłam się wygodnie na ramieniu Justina, po czym lekko się wtuliłam. Justin cały czas bawił się moimi włosami, patrzał na mnie. Boże jak On pięknie pachnie, jak ten zapach roznosi się w pokoju. Magia, kompletna magia. To jakby utknąć w sklepie z zapachami, wszystko delikatnie w Ciebie tak uderza i zaspokaja.

Jak już wcześniej wspomniałam, wtuliłam się w Justina i ułożyłam wygodnie na ramieniu. Spojrzałam na niego w górę i otrzymałam delikatny całus w  nos, jeszcze raz zerknęłam na niego w górę i dostałam więcej całusów w usta.

Justin uśmiechnął się seksownie i zamknął oczy. Nie musiałam długo czekać by usłyszeć jak słodko śni. Słyszałam jak mówi przez sen, nie budziłam go, bo nie przeszkadzało mi to, nie w jego wykonaniu.
Obróciłam się w drugą stronę i spojrzałam w okno.  Śnieg prószył z nieba, żaden płatek opadający na parapet nie będzie taki sam, nigdy.

Ważne są tylko te chwile, dla nich właśnie żyje, właśnie dziś, dla nich odnalazłam życia sens. Jeśli tylko się chce, drugiemu coś od siebie dać. Bo prawdziwy życia sen dla nas brzmi... To co sam byś dostać chciał.

Wstałam delikatnie z łóżka i poszłam do okna. W domach pogasły już światła, jedyne światło dawały lampki mieniące się różnymi kolorami. Spojrzałam na swoją dłoń, na której wisiała bransoletka od Justina. Okazały się to być najlepsze święta jakie miałam do tej pory. Nie zamieniłabym tego co do tej pory przeżyłam na nic innego. Może to nas czegoś nauczy, na przyszłość, ponoć wspólną.

Zaczęłam się zastanawiać jak to ma wyglądać, jak mamy wieść życie, będąc ciągle w rozjazdach, nie mówię, że mi przeszkadza praca Justina. Ale... Z drugiej strony, jakoś optymistycznie nastawiona nie jestem. Nazwałabym to lepiej strachem przed byciem samą z dzieckiem. Nie chciałam tego dla niej, czy dla niego.

Wróciłam do łóżka, dopiero wtedy gdy zaczęłam ziewać. Nie czułam wcześniej zmęczenia, aż do teraz. Położyłam się obok Justina i wtuliłam się w niego, czując ten zapach lekko drażniący moje nozdrza.
Na dworze nadal było biało, zupełnie jakby pory dnia się ze sobą starły. Biel, wszędzie, pokryła cały świat, to co mi się najbardziej w święta podobało.

Myśląc o samych pozytywnych rzeczach usnęłam w objęciach swojego mężczyzny. Obejmował mnie tak mocno, czułam się tak bezpieczna, wiedziałam, że nic mi nie grozi.  Spaliśmy w takiej pozie, podobnej jak co wieczór, ale prawie identycznie ubrani w pierwszy dzień, gdy ze sobą spaliśmy.

Moja mama zapukała około dziewiątej nad ranem delikatnie i weszła do pokoju. Na paluszkach, by żadnego z nas nie budzić. Niestety, chcąc nie chcąc przebudziłam się i spojrzałam na nią.

- Mamo? Co tu robisz?

- Kochanie, około dziesiątej będzie śniadanie, i rodzina przyjedzie, jakbyście mogli wstać, to proszę Was bardzo, wstańcie i ubierzcie się.

- Ćś, nie budź Justina, zrobię mu inną pobudkę.

Uśmiechnęłam się łobuzersko, następnie wstałam z łóżka i po wyjściu z mamy otworzyłam okno.Założyłam na siebie świąteczny szlafrok, który wczoraj dostałam od rodziców oraz kompletowe skarpetki. Wzięłam w rękę śnieg i ulepiłam z niego śnieżkę. Spojrzałam na Justina wahając się tego rzutu, ale w końcu, przemyślałam sprawę i zamykając głośno okno rzuciłam w niego śnieżką.

Justin potrząsnął głową i zleciał z łóżka na podłogę. Na jego twarzy wymalował się grymas.

- Co kochanie, coś się stało? - powiedziałam zmartwionym głosem

- Kurwa, Kate - zaśmiał się - To nie było zabawne. Chcesz żebym padł na zawał?


Justin podszedł do mnie i przełożył mnie przez ramie. Zszedł ze mną ze schodów.

- Dzień dobry Państwu - przywitał moich rodziców

- Justin postaw mnie.

- Za chwilę.

Justin otworzył drzwi od tarasu, ubrał swoje klapki i wyszedł ze mną na zewnątrz i rzucił mną we śnieg. Nie miał tak dobrze, bo pociągnęłam do za sobą.

- Masz szczęście, że nie jestem na samej koszulce, bo zabiłabym Cię. Jestem w ciąży!

- To nie choroba maleńka - zaśmiał się

Spojrzałam na niego z przekąsem.

- Rozchmurz się słonko.


Na te słowa automatycznie pojawił się uśmiech na mojej buzi. Kompletne rozpromienienie.
Justin obrócił się i ujrzał miny moich rodziców.

- Kate, prosiłam Cię byście się ubrali, rodzina przyjedzie.

- To nie było planowane mamo.

- Na górę, już.

- Tak, tak, dobrze.

Roześmiałam się i wstałam ze śniegu pomagając Justinowi. Nie chciałam tego robić ale coś mnie podkusiło. Mój tata akurat był w domu, a moja mama stała do nas odwrócona.

 - Tato, czy mama będzie bardzo wkurzona jeśli w nią rzucę śnieżką?

- Oj tak, będzie. Ale co z tego? Mamy święta rzucaj.


Zaśmiałam się, mama usłyszała to i obróciła się w moją stronę. Moje śnieżka była właśnie w trakcie lotu do niej. Po czum trafiła ją prosto w sam środek twarzy.

JUSTIN

Powiedz coś bo poddaję się i pozwalam Ci odejść. Jeśli zechcesz będę tym jedynym dla Ciebie
Przecież podążałbym wszędzie za Tobą. Powiedz coś bo rezygnuję z Ciebie

I czuję się taki mały.To mnie przerosło, nie potrafiłem tego pojąć. Nic nie wiem i nie rozumiem
Potknę się i upadnę, wiem, bo wciąż uczę się kochać. Jak małe dziecko dopiero zaczyna uczyć się chodzić

Powiedz coś bo poddaję się i rezygnuję z Ciebie. Przykro mi, że nie mogłem do Ciebie dotrzeć
Przecież podążałbym wszędzie za Tobą, powiedz coś bo poddaję się i pozwalam Ci odejść

I przełknę swoją dumę, bo jesteś jedyną, którą kocham
I z Tobą się żegnam

Powiedz coś bo przestaje mi zależeć na Tobie. Przepraszam, nie umiałem do Ciebie dotrzeć
A mogłem podążać dokądkolwiek aby tylko z Tobą, ach, powiedz coś bo poddaję się i pozwalam Ci odejść. 
Powiedz coś bo rezygnuję z Ciebie
Powiedz coś 


_____________________________________________________

I jak 74?
Jak myślicie skąd się wzięły ostatnie słowa Justina?

 TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 
























piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 73

JUSTIN

Dnia dwudziestego czwartego grudnia  znaleźliśmy się oboje gdzie mieliśmy się znaleźć od początku naszej drogi. Byłem od rana w kościele gdzie mieliśmy się spotkać... Znaczy spotkanie nie było ustawione, po prostu znałem Kate na tyle dobrze, że wiedziałem, że się pojawi.

Ten pocałunek, dotknięcie warg, było tym czego potrzebowałem od tak dawna. Poczułem tę miłość, wiedziałem przecież, że mnie kocha, ale nie może być ze mną, bo wszystko schrzaniłem, jak zawsze ja.

Na szczęście kilka dni wystarczyło by ściągnąć tu moją "żonę" i papiery, które robią z nas znów wolnych ludzi. Mimo, że każde z nas miało własne życie, musiałem ją tu sprowadzić dla Katherine, by udowodnić jej to, że jest tylko Ona, zawsze.

Wiem, była zdziwiona stojąc na zewnątrz widząc moją przeszłość tak przed sobą, tak twarzą w twarz.

- Katherine to właśnie jest ta o której Ci opowiadałem Darcy. Ze swoim mężem Seanem.

- Co? Nic nie rozumiem.

- Mówiłem Ci, że nasz związek to tylko formalność w papierach, nieaktualnych tutaj.

- Nie Justin, nie rozumiem skąd w ogóle się wzięliśmy wszyscy tutaj w tym samym czasie. Zaplanowałeś to?

- Jak mogłem to zaplanować skoro jesteś tu w piżamie? Gdybym ja planował byłabyś w białej sukni.

- Nie to miałam na myśli.

- To co? Czy specjalnie na Ciebie tu czekałem, bo wiem jaka jesteś sentymentalna, i wiedziałem , że będziesz tutaj. Wiedziałem, że będziesz czuła jakąś pustkę tego dnia, bo mówiłem o ślubie a w nocy wspominałem właśnie o tym kościele?  Nie nie zrobiłem tego specjalnie.

- Justin - powiedziałam uśmiechając się

- Każdy jeden dzień, i każde słowo, które wypowiesz Każdą grę w jaką grasz. Każdą noc, na którą zostajesz, będę Cię pilnował. Och, czy nie widzisz, że należysz do mnie?
Tak boli moje biedne serce . Z każdym twoim krokiem, z każdym twoim ruchem, z każdą złamaną przysięgą
Każdym uśmiechem, który udajesz, każdą twoją skargą .Będę Cię obserwować.

- Czy Ty właśnie zacytowałeś piosenkę, która ma urzec me serce?  - zaśmiałam się

- Nie Kate, powiedzmy, niech będzie, sprowadziłem Cię tu by Ci pokazać kobietę, dzięki której żyje

- Myślałam, że dzięki mamie żyjesz.

- Kurwa, Kate, zamknij się i posłuchaj.  Ona ma męża, nasze małżeństwo nie jest już zawarte, masz ten papier co chciałaś, więc proszę Cię uwierz mi, kocham Ciebie, tylko Ciebie, te trzy tygodnie... Były marne, wciąż pracowałem, szukałem jej by mieć ten papier i tak w kółko - zwrócił się do niej - Możesz iść, już sobie poradzę, dziękuję. Kate nie rozumiesz, że należę tylko do Ciebie? Od kiedy odeszłaś przepadłem bez śladu.Marzę nocami, by móc ujrzeć twoją twarz, rozglądam się, ale nie potrafię Cię nikim zastąpić
Jest mi tak zimno i tęsknię za Twoimi objęciami, wciąż płaczę, kochanie, proszę.

- Justin...


Katherine chwilę się zastanawiała, ale nie była to tak długa chwila, że nie dało się wytrzymać, Kate uśmiechnęła się i pocałowała mnie w usta. Po czym ja gdy tylko się otrząsnąłem wpiłem się w jej wargi i odwzajemniłem. Kate objęła mnie swoimi dłońmi i uśmiechnęła się.

Dosłownie czułem jej uśmiech na swoich ustach, był taki szczery i prawdziwy, taki dla mnie. Kate spojrzała się na mnie swoimi pięknymi wielkimi oczami.

- Kate, jesteś w stanie mi to wybaczyć?

- A to na co wyglądało, na nie?

- Nie. Ale może...

- Żadnych ale Justin, powiedz mi po prostu wszystko o sobie, wszystko czego nie wiem.

- Wszystko już wiesz.

- Żadnych ukrytych dzieci, żadnych pięciu żon, rodzeństwa, nic, kompletnie nic?

- Nic.


Kate zamilkła na chwilę, po czym wstrząsnęła głową i spojrzała na mnie.

- Justin, muszę już iść, mam nadzieję, że będziesz na Wigilii?

- Mogę?

- Zapraszam, bądź na osiemnastą.


KATHERINE


Kompletnie zapomniałam o prezencie dla swojego mężczyzny. Miałam zamiar zahaczyć jeszcze chociażby o jakiś sklep, jeszcze nie było za późno, nawet nie było dwunastej. Nie marnowałam czasu na przebieranie się, malowanie, krzątanie po domu.

Spod kościoła pojechałam do domu, w domu wzięłam swój portfel i pojechałam po zegarek dla Justina, wiem jak bardzo go chciał, a z tego co wiem, nie miał zamiaru sobie kupować, bo twierdził, że ma za dużo... Ale trudno, chciał dostanie, zwłaszcza z takim gestem ode mnie, będzie nosił.

Kupiłam mu bardzo ładny, złoty zegarek, z nadzieją, że przyjmie taki prezent. Moi rodzice będą dopiero w domu około dwudziestej, więc między ich powrotem a przyjściem Justina do mnie minie troszkę czasu, będę miała okazje się wyszykować.

Gdy tylko wróciłam do domu, zastałam już nakryty stół, mama wszystko przygotowała zanim pojechała do rodziny. Jedzenie wystarczyło podgrzać, choinka w rogu stała wystrojona, cieszyłam się na ten dzień zawsze jak małe dziecko, bo przecież nie chodzi tylko o prezenty, a o bycie z bliskimi, tymi których się kocha.

Dobiegał wieczór, Justin zapukał w momencie kiedy suszyłam swoje mokre, brązowe  przed chwilą myte włosy. Justin wszedł do środka.

- Hej kochanie - wyszeptał i podszedł do mnie obejmując mnie w pasie z tyłu.

Spojrzałam w lustro, w którym oboje się odbijaliśmy i dalej zajmowałam się suszeniem włosów. Justin ucałował mnie w szyję gdy tylko przerzuciłam włosy na jedną stronę. Po czym zakończyłam czynność.

- Dobry wieczór - uśmiechnęłam się w stronę lustra

Obróciłam swoją głowę w jego stronę i obdarowałam pocałunkiem.

- Kochanie, zanim usiądziemy do stołu, mógłbym wziąć prysznic? Przyniosłem swoje ubranie, leży w samochodzie z tyłu, nie zdążyłem nic zrobić, mógłbym?

- W porządku Justin, mamy czas.

Uśmiechnęłam się, po czym Justin zaczął iść, ciągnąc dłoń po moich plecach. Justin wszedł do łazienki, po czym zamknął drzwi za sobą i puścił cicho wodę.

Poszłam do swojego pokoju, obok łazienki, by wyjąć swoją sukienkę na ten wieczór. Póki co byłam ubrana w czerwoną bluzkę i legginsy, nic specjalnego. Usiadłam na łóżku by przy lusterku spokojnie dokończyć makijaż. Długo mi nie zajęło myślenie nad tym co Justin tam robi, wydając takie dźwięki z łazienki. Prawdopodobnie Justin nie zdawał sobie sprawy z tego, że ściany są cienkie.

Zadecydowałam, że zabawię się w szpiega i podejrzę go, co robi. Spojrzałam się przez drzwi w pokoju, które były lekko uchylone, by dojrzeć go w łazience, i pozostać niezauważoną. Jego jęki stawały się coraz głośniejsze i głośniejsze, Justin stanął profilem w moją stronę, i mogłam już wtedy dojrzeć jego dużego penisa.

Justin obejmował go ręką i "jeździł" w przód i z powrotem, jego jęki stawały się coraz bardziej intensywne, gdy zaczął ręką poruszać coraz szybciej. Justin odgiął głowę w tył i obrócił się lekko w moją stronę i dał mi pełny widok.

Skradłam się ciut bliżej, czego pożałowałam, bo zahaczyłam nogą o stolik który stał obok drzwi niedaleko łóżka. Stolik upadł na ziemię, wraz ze mną. Ja niestety upadłam nieszczęśliwie na drzwi rozchylając je, przy czym otwierając szerzej przestrzeń Justina.

Zaczęłam się coraz głośniej śmiać, siedząc na podłodze w łazience, przy Justinie.

- Ups? - przygryzłam wargę i dostrzegłam, że Justin nie przestał robić tego co robił.

Justin podarował mi uśmiech, ten niegrzeczny uśmiech.

- Próbowałaś mnie podejrzeć?

Przygryzłam lekko w ustach swój palec, co zawsze oznaczało, że jestem napalona.

- Próbowałam, ale nie udało mi się, jak sam widzisz.

- Chodź tu - skinął głową


Dopełzałam się do prysznica w swoich ubraniach, moja koszulka stawała się coraz bardziej mokra, przez co było widać stanik, Justin przygryzł swoje wargi i zatrzymał się na tym widoku.
Justin wciąż poruszał swoją ręką wartko, prawie zmuszając się do orgazmu.

- Otwórz usta

Justin nakazał, ze swoim zadziornym uśmieszkiem. Uwielbiałam gdy był stanowczy, ale się tak uśmiechał, to był jeden z najlepszych uśmiechów jakie mi dawał. Justin naprężył swoje ciało, gdy tylko lekko rozwarłam usta. Woda spływała po jego całym ciele, wprowadzając ciepłą dawkę Justina.

Justin przyglądał mi się jak smakuję jego soki, jego oczy wpatrywały się w moje. Postanowiłam mu zrobić przyjemność i podarowałam mu seksowny wzrok jednocześnie oblizując swoje usta.

Jus podniósł mnie z kolan na których klęczałam, przycisnął mnie do ściany. Ubrania kleiły mi się do ciała, stając się jeszcze bardziej mokre. Justin pocałował mnie w usta stanowczo, jestem pewna, że mógł poczuć siebie liżąc i eksplorując moje usta. Zupełnie jakby to był nowy świat.

Cicho jęknęłam czując to seksualne uczucie jego języka w moich ustach. Mogłam poczuć penisa Justina wznoszącego się ponownie, błagającego mnie o uwagę, błagającego mnie o więcej. Zaczęłam pocierać dłońmi główkę jego członka, robiąc go twardszym.

Justin lekko odsunął się od moich ust, by móc je lekko skubać, kąsać.

- Czas by Tobie sprawić przyjemność.

Jego usta zaczęły wędrować po mojej szyi, Justin rozpiął moją czerwoną bluzkę i zaczął pocierać dłońmi moje piersi. Justin całował każdy nowy cal mojego ciała, rzucił moją bluzkę na podłogę i uklęknął.

Justin całował od początku, od moich piersi - lekko je skubał i ssał, po czym kontynuował czynność na moim brzuchu. Justin obmacał moje legginsy, które niemalże przykleiły się do moich nóg. Starał się je delikatnie ściągnąć, niestety ta próba nie powiodła się, więc zdarł je ze mnie, pozostawiając mnie w samej bieliźnie.

- Nie przejmuj się skarbie, kupie nowe - uśmiechnął się głupawo

Spojrzałam się w dół do niego, a jego oczy spojrzały się seksownym wzrokiem na mnie, zupełnie jakby chciały powiedzieć Zerżnę Cię tak ostro... To spojrzenie wywoływało dreszcze.

- Kogo to obchodzi - cicho jęknęłam, ciągnąc go lekko za włosy

Justin w końcu pozbył się moich legginsów, jego usta były niemalże przyczepione do mojego ubrania, i linii bikini. Spojrzał się ponownie na mnie i posłał swoje spojrzenie, po czym jego oczy skierowały się na moje fioletowe majteczki. Jego ulubiony kolor to fiolet, więc wiedziałam, że doprowadzą go do szaleństwa.

- Wiesz, że to mnie kręci - wyszeptał

- Więc lepiej się ich pozbądź - odparłam namiętnie

Justin zaczął ściągać je swoimi zębami, ale to zabierało mu za dużo czasu. Więc jego dłonie miały powinność ściągnąć je do końca.  Justin głaskał wnętrze moich ud, a jego usta całowały obszar w okół mojej kobiecości, co sprawiało, że stawałam się coraz bardziej wilgotna dla niego.

Mój mężczyzna zauważył to, i włożył jeden palec do środka, po czym wsuwał go głębiej jakby szukał ukrytego skarbu.

- Tak! - wyjęczałam

Justin zaczął poruszać swoim palcem, co sprawiało, że nie do końca kontrolowałam swoje ciało, oddawałam się ukrytej przyjemności jaką mi sprawiał.

- Mm, lubisz to skarbie? - zapytał z uśmieszkiem na twarzy, ten uśmiech był taki seksowny.

- Tak! - wydyszałam

Justin pchał palec, lekko rozciągając moją dziurkę, spojrzałam w dół by zobaczyć jego reakcję, dostrzegłam jego ogromnego penisa, który stawał się większy niż kiedykolwiek, a to wszystko przeze mnie. Justin odnalazł mój czuły punkt, który zaczął lekko lizać i ssać. Nasze oczy nie zrywały ze sobą kontaktu ani na chwilę. Jego uśmiech z twarzy spłynął, a zastąpił go uśmieszek mówiący Jestem niegrzecznym chłopcem...

Co oczywiście było prawdą. Justin nadal ssał moją łechtaczkę, i lizał ją doprowadzając mnie do szaleństwa, w nowej sensacji.

- Tak dobrze Justin!

- Kurwa! Kochanie sprawiasz, że jestem taki napalony.


Justin jęknął, drgania jego głosu niemalże wysłały mnie na krawędź, Justina palce poruszały się w stałym tempie, ale moje jęki stawały się coraz bardziej intensywne i coraz częstsze, poruszał palcami coraz szybciej.

- Justin! Szybciej, szybciej! Tak, tak - zaczęłam wyjękiwać rozkazy

Powoli zaczęłam wszystko wykrzykiwać, a mój brzuch stawał się coraz bardziej napięty, a moja głowa coraz szybciej zaczęła się jakby kręcić, Justin przyspieszał i przyspieszał, delektując się mną w największy sposób.

- Och, tak! Justin, tak - zaczęłam mówić piskliwym głosikiem

Całym ciałem reagowałam na jego wykwalifikowane palce, nie mogłam opuścić tego napięcia jakie budował w moim żołądku. Justin zacisnął swoje usta w okół mojej łechtaczki i zaczął ją ssać, co sprawiało, że krzyczałam z rozkoszy. Napięcie w brzuchu zniknęło natychmiastowo, mogłam czuć  jak moje mięśnie zaciskają się w okół, że odpoczywał we mnie. Justin wyciągnął swoje palce i je oblizał.

- Wiesz, że jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką?

- Wiem, a Ty jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem - lekko wyjęczałam, moja głowa wciąż kręciła się od najlepszego orgazmu na świecie



_________________________________________________

Ach, która by nie chciała być na miejscu Kate...
Niebawem 74! :)


 TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 

































środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 72

JUSTIN

Katherine nie wpuściła mnie, po prostu, nie odzywała się. Zamilkła z nadzieją, że sam pójdę, ale nie kazałem jej się męczyć, poszedłem. W końcu dałem jej wolność, nie wiem co będzie. Dni będą płynąć wolno, będę widział ją wszędzie, ale wiem, że muszę zakończyć to fikcyjne małżeństwo by ją odzyskać.

Poszedłem na górę do swojego pokoju, wiem, że to jeszcze nie jest koniec związku z Kate, ale póki co to nie widzę przyszłości dla nas, przeze mnie, przez moje głupie zachowanie, nieodpowiedzialność.

Chciałem by to wszystko się zakończyło, chce po prostu ją kochać, już z nią być, do końca naszych dni, bez zbędnych ludzi w naszym związku. Nie byłem nigdy tak nieuczciwy, kłamliwy jak do niej, nie wiem co to spowodowało. Strach, że ją stracę? Pewnie tak, gdy co dzień budzisz się z myślą, że możesz stracić tak bliską Ci osobę, myśli się zupełnie inaczej.

Wizja, że kiedyś może jej zabraknąć jest przerażająca, ale wiem co zrobiłem, a czego nie powinienem robić, i tak właśnie nie powinienem się z nią wiązać mając  "tą drugą". Powinienem to przemyśleć.

Byłem wieczorem na kolacji, ciężko było mi cokolwiek przełknąć, cofnąłem się do pokoju po kartę kredytową, która leżała w sypialni. Zjadłem kolacje, wróciłem do pokoju, dostałem sms od Kate. Zacząłem szukać swoich kluczyków od auta, ale nie było ich...

Podejrzewałem, że Kate mogła je wziąć gdy wychodziła, nie wiedziałem, miałem się dowiedzieć. Więc od razu popędziłem do niej, wziąłem swoje rzeczy, zapłaciłem za kasę Scootera za pobyt, wsiadłem w taksówkę  i pojechałem do Katherine. Widziałem te obrazy, które czekają mnie...

Pusty dom, zero dźwięku, echo.  Dojechałem pod jej dom. Paparazzi stali na zewnątrz i czaili się na mnie. Przetarłem dłońmi twarz zastanawiając się czy wyjść czy jednak odjechać.

Zdobyłem się na odwagę i wyszedłem, przebrnąłem dzięki kierowcy do bramy wejściowej, wbiłem kod i wszedłem. Podszedłem do jej drzwi i zapukałem.




- Kate?

- Tu jestem

Wszedłem do środka trochę przygnębiony, ale jednocześnie wdzięczny, że nie jest tak chamska by kazać mi stać na mrozie wśród paparazzich. Nie pozwoliła im patrzeć na to jak się kłócimy... Mimo, że wtedy nie wiedziałem jeszcze jak to wszystko będzie wyglądać.


- Justin, wiesz, że nie będziemy razem, tak?

- To po co mnie tu ściągnęłaś?

- Tylko po to byś wziął swoje rzeczy.

- Kate . Gdy zakończę tamten związek, będę mógł wrócić?

- Nie wiem. Nie myślałam jeszcze o tym, ale jednak uprzedzam, że gdy urodzę, będziesz mógł odwiedzać dziecko, jeśli będziesz chętny. I znajdziesz czas, ze swoją żoną.

- Kate, to było potrzebne tylko dla mojego bezpieczeństwa.

- To tak bliska przeszłość, Justin, wciąż nie jest do końca zakończona.

- Jest zakończone. Tutaj nawet ten ślub nie jest ważny.

- Dla mnie jest, w związku nie liczą się papiery, tylko to co zaszło. Proszę Cię, zapomnij, że istniałam. Wymaż mój numer, wymaż mnie ze swoich wspomnień. Ach i jeszcze jedno.

- Tak?


- Kate, nie proszę Cię, tylko nie to. On należy do Ciebie - dodałem

- Nie, do Ciebie, mi przywołuje za dużo wspomnień

W tym momencie włączył mi się instynkt, przytuliłem ją, pogłaskałem. Kate pocałowała mnie swoimi idealnymi wargami w polik. Niemalże i ja bym rozpłakał się jak małe dziecko, czując ostatni pocałunek.

- Pa Justin

- Do zobaczenia, mam nadzieję.


- Kocham  Cię, i tylko Ciebie

- Zamknij drzwi za sobą jak wyjdziesz, i bramę też. Powiedz im, żeby za mną nie chodzili.

- Przepraszam.


Wziąłem swoją walizkę i skierowałem się do czekającej na mnie taksówki. Przekazałem paparazzim, że ten dom nie jest publiczny, ani osoba będąca w nim także, nie mają prawa jej fotografować, jeśli nie chcą mieć kłopotów z prawem.

Wsiadłem do taksówki i pojechałem do domu. Gdy już przy nim byłem, wszedłem do środka chowając się przed paparazzi i przed całym światem. Wszedłem do domu i postawiłem walizki na korytarzu.

Rozejrzałem się dookoła i kopnąłem w jedną, zupełnie z niemocy. Poszedłem do największego w domu okna, gdzie rozpościerał się widok na Nowy Jork. Nigdy już nie zobaczę go z tej samej perspektywy co kiedyś. Nie będzie już taki sam, skoro nie ma się przy sobie tej osoby, która pokaże jednak te uroki. Które istnieją, mimo, że kiedyś byś się zapierał, że jest wręcz przeciwnie.

Było późno, nie miałem ani ochoty na myślenie, ani na zadręczanie się. Jedyne czego chciałem i pragnąłem to sen, wszystko czego chciałem to kilka chociażby minut snu. Ściągnąłem z siebie  ubrania, i w bokserkach schowałem się pod kołdrą. Otuliłem się nią cały, czułem jeszcze perfumy swojej kobiety... No niegdyś mojej. Od razu odpłynąłem w krainę snów. 


KATHERINE

Siedziałam jeszcze chwilę na schodach. Marzłam, ale... Właściwie nie wiem na co czekałam. Myślałam, że wróci, otworzy je, powie, że wszystko jest okej i załatwione.

Niestety miałam mylne pojęcie, a tak bardzo chciałam by wszystko okazało się snem. Miało być fikcją, miało być tak pięknie, miało jak mawiali, nie wiać w oczy nam.  Nie chciało mi się już myśleć, pragnęłam tylko snu, jak zwykle wtuliłam się w jego poduszkę. Teraz nie miał już kto się na mnie wkurzać o kradnięcie poduszki.

Mimo wszystko to miłe wspomnienia, zawsze jak podkradałam jego poduszkę, uśmiechał się i rzucał na łóżko, łaskotał, po czym brał ją do siebie.  Dlaczego tak musiało się stać?

Nie wiem kompletnie czy sobie z tym poradzę. Totalny dołek, dno, iluzja. Pieprzona iluzja, z której tak bardzo chciałabym wyjść. A nie umiem, chcę mieć z nim kontakt, a jednocześnie nie chcę. Kocham a nienawidzę. To normalne?

Zasnęłam... Następne dni, nie mieliśmy ze sobą kontaktu, Justin nie pisał, ja nie pisałam.
Byłam zajęta kupowaniem prezentów, urządzaniem świątecznej atmosfery. Justin z tego co wiem był zajęty koncertowaniem, rodziną, także swoim światem.

Jednak, dwudziestego czwartego grudnia, obudziłam się podekscytowana. Ale czułam jakby brak czegoś. To miało dzisiaj się stać, miałam dzisiaj za niego wyjść, i być bezpieczna już zawsze. Wiedziałam gdzie mieliśmy wziąć ślub, Justin także. Nie wiem czy załatwił już te papiery, które miały spowodować nasz powrót, ale nie dzwonił, nie pisał, więc sama odpowiedź się nasuwała.

Wstałam z łóżka, przejrzałam się w lustrze i zobaczyłam swój coraz większy brzuch... Wydawało się dziwne nosić w sobie małego człowieka, a z jego ojcem, nienawidzić się?  Poszłam do łazienki i przemyłam twarz, umyłam zęby i nałożyłam lekki makijaż. Spojrzałam na zegarek, była jedenasta... Każdego dnia o 11;11 Justin wysyłał mi sms, jeśli był daleko, a jeśli blisko, mówił tę godzinę i dawał całusa.

Zbiegłam na dół, założyłam na siebie kurtkę i buty emu, w buty włożyłam sobie piżamę, wiem pewnie źle wyglądałam, ale trudno. Zbiegłam na dół, wzięłam telefon i kluczyki. Wsiadłam do auta, i pojechałam do kościoła gdzie miałam z Justinem dzisiaj się związać. Dojeżdżając na miejsce, zadzwoniłam do niego.

- Halo?

- Jedenasta jedenaście.

- Pamiętałaś?

- Zawsze pamiętam, dzień w dzień...

Mówiąc te słowa weszłam do środka kaplicy. Nie przeszkadzał mi wzrok ludzi. Mogli się w tym momencie wypchać.

- Mówisz to w takich spodniach? - zapytał

- Jakich?

- Od piżamy.

- Co? To są moje domówki!


Poczułam klepnięcie na swoim ramieniu. Odwróciłam się.

- Justin! - przytuliłam się mocno i wpiłam w jego usta

Wiedziałam, że tak nie powinnam robić, zwłaszcza w tym miejscu, trudno. To był impuls, ale Justin nie przerwał tego pocałunku, przeciągnął go, tak by moje usta chciały więcej. Justin opuścił mnie w dół i poprowadził do pierwszej ławki. Usiedliśmy w niej razem.

Było cicho, milczeliśmy, żadne z nas nie chciało wychodzić przed drugie i cokolwiek wspominać. Ani o sytuacji sprzed trzech tygodni, ani sprzed chwili. Siedzieliśmy razem... Wyobrażałam sobie to jak mogłoby być, kiedyś... Jakbym kroczyła tutaj w swej pięknej białej sukni, Justin czekający na mnie przy ołtarzu.

Niestety, to za nami, nie ma nas, nie ma niczego. Justin siedział cicho, kompletnie nie wiedzieliśmy jak zacząć temat, cokolwiek byleby do siebie coś powiedzieć, nic, siedzieliśmy cicho, była wigilia, a my? Udawaliśmy obcych.

- Justin - usłyszałam krzyk w kościele

Obróciłam się i zobaczyłam niską blondynkę , całkiem podobną do mnie z rys twarzy , niebieskie oczy, około metra sześćdziesięciu. Weszła do kościoła, znalazła wzrokiem Justina i usiadła z nim w ławce.

- Po co mnie ściągałeś do USA?  - zapytała - Mieliśmy spotkać się na święta.

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że to jest jego kobieta, o której dowiedziałam się przez sms. Czułam, że cała zalewam się rumieńcem, nie chciałam nigdy jej widzieć. Miałam ochotę ją uderzyć, w dodatku poznała mnie w takim stroju.

Justin wstał i wyprowadził ją przed kościół, po chwili wstałam i poszłam za nimi, liczyłam, że mnie już nie zaczepią, głupie paradoksy. Justin złapał mnie za dłoń i przedstawił swoją żonę.

- Katherine to właśnie jest ta o której Ci opowiadałem Darcy. Ze swoim mężem Seanem.

- Co? Nic nie rozumiem.

- Mówiłem Ci, że nasz związek to tylko formalność w papierach, nieaktualnych tutaj.

- Nie Justin, nie rozumiem skąd w ogóle się wzięliśmy wszyscy tutaj w tym samym czasie. Zaplanowałeś to?

- Jak mogłem to zaplanować skoro jesteś tu w piżamie? Gdybym ja planował byłabyś w białej sukni.

- Nie to miałam na myśli.

- To co? Czy specjalnie na Ciebie tu czekałem, bo wiem jaka jesteś sentymentalna, i wiedziałem , że będziesz tutaj. Wiedziałem, że będziesz czuła jakąś pustkę tego dnia, bo mówiłem o ślubie a w nocy wspominałem właśnie o tym kościele?  Nie nie zrobiłem tego specjalnie.

- Justin - powiedziałam uśmiechając się

- Każdy jeden dzień, i każde słowo, które wypowiesz
Każdą grę w jaką grasz. Każdą noc, na którą zostajesz, będę Cię pilnował. 
Och, czy nie widzisz, że należysz do mnie?
Tak boli moje biedne serce . Z każdym twoim krokiem, z każdym twoim ruchem, z każdą złamaną przysięgą
Każdym uśmiechem, który udajesz. każdą twoją skargą
Będę Cię obserwować.

- Czy Ty właśnie zacytowałeś piosenkę, która ma urzec me serce?  - zaśmiałam się

- Nie Kate, powiedzmy, niech będzie, sprowadziłem Cię tu by Ci pokazać kobietę, dzięki której żyje

- Myślałam, że dzięki mamie żyjesz.

- Kurwa, Kate, zamknij się i posłuchaj.  Ona ma męża, nasze małżeństwo nie jest już zawarte, masz ten papier co chciałaś, więc proszę Cię uwierz mi, kocham Ciebie, tylko Ciebie, te trzy tygodnie... Były marne, wciąż pracowałem, szukałem jej by mieć ten papier i tak w kółko - zwrócił się do niej - Możesz iść, już sobie poradzę, dziękuję. Kate nie rozumiesz, że należę tylko do Ciebie? Od kiedy odeszłaś przepadłem bez śladu.Marzę nocami, by móc ujrzeć twoją twarz, rozglądam się, ale nie potrafię Cię nikim zastąpić 
Jest mi tak zimno i tęsknię za Twoimi objęciami, wciąż płaczę, kochanie, proszę.




______________________________________________________________________

i jak 72? :)

Musiałam zrobić krótszy bo w następnym na pewno się wiele zadzieje.



 TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 














niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 71

KATHERINE


nie musisz udawać, że jesteś silny. nie musisz udawać, że wszystko jest dobrze. nie martw się tym co pomyślą inni. jeśli musisz, płacz - to dobrze wypłakać łzy do końca, tylko wtedy wróci uśmiech.



Wróciłam do domu niedługo po tej wiadomości, do domu... Do hotelu. Do tej pieprzonej pułapki bez wyjścia. Winda, którą chciałam pojechać była zajęta, a druga nieczynna. Wbiegłam po schodach na swoje piętro. Otworzyłam drzwi od apartamentu, w którym siedział Justin.

Byłam wściekła, zła, obrażona... Mój oddech zdecydowanie przyspieszył. Był intensywny, zabójczo zły.
Gdybym mogła, zabiłabym wszystkich którzy stanęli mi na drodze. Czułam się jakby ktoś pociął moje serce, w drobne kawałki, rozbił je, rozerwał.

- Co to kurwa ma znaczyć?! - krzyknęłam

- Co ma znaczyć?

- Spójrz w telefon palancie.

Justin spojrzał w telefon i jego wzrok od razu skierował się na mnie. Kolory odpłynęły z jego twarzy a uśmiech zniknął i zamienił się w grymas.


- Kate, ja Ci wszystko wyjaśnię. Na prawdę... Tylko jeszcze nie wiem tak.

- Może tak, Kate oszukałem Cię, nigdy Cię nie kochałem?! Co kurwa było rok temu?

- Kate chodzi o to, że ja gdzieś tam w oddali, za granicami naszego kraju... Gdy byłem jeszcze innym sobą, wziąłem ślub, mam żonę... Ale to była tylko formalność, nigdy jej nie kochałem. Musiałem, żeby żyć. Ożeniłem się z nią, tylko dla swojego bezpieczeństwa. Kate, nie chciałem Cię zranić, u nas ten ślub nie jest już ważny.


Miałam ochotę go uderzyć, ale zdałam sobie sprawę z tego, że tym nic nie osiągnę. Był na tyle przybity, że nic go by nie dobiło tak mocno. Bolałyby go bardziej słowa, że to koniec, że nigdy go nie kochałam niż to, że go uderzyłam. Wierzę, że wolałby to niż te słowa.

Justin stał niczym sparaliżowany. Wyszłam z pokoju chwytając torebkę, telefon. Nie pożegnałam się, nie miałam na to sił. Windą zjechałam do recepcji, po czym wyjaśniłam sytuację recepcjonistce. Zgodziła się dać mi pokój.

Justin nie dał za wygraną, chwilę później też był na dole. Musi być taki uparty, byleby dowieść swojej racji?
Niepotrzebnie. Nie słuchałam go, nie chciałam robić awantur w hallu, ale nie było innej możliwości porozmawiania. Nawet szczerze mówiąc nie chciałam rozmawiać.


- Kate, na prawdę, to nic nie znaczy. Uwierz mi, to było tylko dlatego, że Ona była w tym wszystkim jedyną która mogła mnie uratować.

- Zamknij się już. Nie słucham Cię, dla Ciebie mnie nie ma.

- Co?

- Zapomnij, że dla Ciebie istniałam.

 Niestety na moje nieszczęście, nie zabrałam ze sobą  kluczyków od samochodu. Żałowałam tego, mogłam zabrać, leżały niedaleko torebki. Trudno, zadzwonię w najbliższym czasie po swoją mamę... Nie było jej teraz w domu, więc do jutra byłam skazana by być tutaj.

Na szczęście mogłam się łatwo ulotnić. Justin zagadał się ze swoim managerem, nie wiem skąd tu był, ale cieszyłam się pierwszy raz tak szczerze, że jest.

Wbiegłam do pokoju, usiadłam na łóżku, schowałam głowę w swoje dłonie i zaczęłam płakać, rzewnymi łzami... Leciały po policzkach niczym strugi rzeki. Tak bardzo chciałabym móc się do niego przytulić, wiedzieć, że jest tylko i wyłącznie cały mój.

Tak nie było... Nigdy. Okazało się, że muszę go dzielić z jakąś kobietą, która, ech no właściwie Ona dzieli go ze mną, to jego żona. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Ktoś zapukał do drzwi, wstałam z łóżka, otarłam łzy i poszłam otworzyć. Nawet nie chcę myśleć o tym jak wtedy wyglądałam.

Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Justina, zdyszanego, zmęczonego... Tak bardzo chciałam go przytulić. Ale zamiast tego nim rzekł słowo zamknęłam mu przed nosem drzwi.

Wiedząc, że nigdy nie poczuję już jego ciepła ciała, ciepła delikatnych warg, jego spojrzenia na mnie, tego ciepła jakie nas otaczało, załamałam się...

- Kate wpuść mnie - uderzał w drzwi z pięści

- Idź stąd, nie chcę Cię znać.

- Kate wpuść mnie! Mam coś co należy do Ciebie.

- Co życie!?


Odwróciłam się do drzwi i usiadłam na ziemi płacząc w niebo głosy. Nie miałam siły ani chęci na nic.
Płakałam siedziałam przy tych drzwiach, póki Justin nie odszedł. Wsunął pod drzwiami mój dowód osobisty. I po co mi to teraz? To miał być pretekst bym wróciła, czy co?

Mógł mi przynieść kluczyki do samochodu, byłabym bardziej optymistyczna. Chciałam natychmiast wrócić do domu. Chciałam przestać płakać, chciałam mieć spokój, co okazuje się nie być do końca łatwym zadaniem. Tak ciężko jest lekko żyć.

Nie chciałam znać Justina, przebywać z nim w jednym hotelu, a co dopiero później... Gdy wrócimy do miasta. Co to będzie, mijać się, wiedzieć, że sypiałam z tą osobą, z nim jestem w ciąży, czułam pocałunki, czułam dotyk... Tak ciężko będzie mi się powstrzymać od tego wszystkiego, ale jestem zmuszona.

Czekałam aż Justin opuści pokój, czekałam aż zejdzie na hotelową kolację. Umówiona byłam z recepcjonistką, że gdy tylko wyjdzie zadzwoni do mojego pokoju i poinformuje mnie o tym. Nie pytała dlaczego, nie ciągnęła tematu, tylko to zrobiła. Tak więc, gdy o godzinie dziewiętnastej Justin opuścił swój pokój, i gdy recepcjonistka go dostrzegła wchodzącego do restauracji, dała mi znać.  Wzięłam swoją torebkę, dokumenty i telefon, opuściłam pokój.

Wzięłam kartę do zeszłego apartamentu i weszłam do windy. Pojechałam na piętro gdzie znajdował się pokój. Oddech miałam ciężki, powietrze można było kroić nożem, moje zdenerwowanie sięgało zenitu.
Usłyszałam dźwięk stopu i wyszłam z windy. Otworzyłam apartament. To co zobaczyłam kompletnie mnie zdezorientowało.

Justin zdemolował wszystko, poprzewracał krzesła, rozbił lustro, pozrywał zasłony. Wszystko obróciło się jakby w proch, pobojowisko. Zobaczyłam na stoliku nocnym w jego sypialni kluczyki, wzięłam je. Nie zamierzałam tu zostać. Powrzucałam swoje rzeczy do torby. Zapięłam ją i postawiłam przy drzwiach. Usłyszałam tylko szarpnięcie za klamkę. To na pewno był Justin. Schowałam się do szafy w korytarzu. Bałam się, że mnie zauważy, ale nie miałam pod ręką lepszej kryjówki.

Justin wszedł do środka, rozejrzał się po pokoju, podniósł ramiona w geście obojętności i poszedł do sypialni. Nie wiem czy się po coś wrócił, ale w każdym bądź razie, nie wracał przez długi okres czasu, a mojej walizki nie zauważył. Cichaczem wymknęłam się ze swoją torbą z pokoju. Pobiegłam do windy i nacisnęłam przycisk piętra po czym szybkie zamykanie drzwi.

Cieszyłam się, że Justin nie usłyszał mnie, a może po prostu nie chciał usłyszeć. Gdy tylko wyszłam na dół, kartę od swojego pokoju pozostawiłam miłej recepcjonistce. Podziękowałam jej i wyszłam prędko z hotelu. Skierowałam się na hotelowy parking gdzie stało auto. Otworzyłam je i torbę wrzuciłam na tył samochodu, po czym sama usiadłam na miejscu kierowcy.

Odpaliłam silnik i wyjechałam spod hotelu. Moje łzy, wciąż płynęły. Ale to nie były już łzy smutku, raczej bezsilności, tej cholernej niemocy. Jechałam do domu rozpamiętując każdą chwilę naszego związku, każdą chwilę straconego czasu, straconego przy Justinie. Wszystko zaczęło być takie fikcyjne.

Nawet nie zdążyłam przeliczyć wszystkich zmarnowanych chwil, gdy dojechałam do domu. Auto pozostawiłam przed domem, przed bramą do niego. Zza rogu wyskoczyli paparazzi kręcąc mnie, i robiąc mi zdjęcia. Tak, dziękuję Justin. Za zrobienie ze mnie teraz maskotki mediów. Zawsze chciałam by moje życie znali wszyscy.

Wzięłam swoją walizkę, i przemknęłam za bramę zasłaniając cały czas twarz swoją dłonią. Nie chciałam by widzieli rozmazany tusz, kompletnie rozwalony makijaż. Zamknęłam bramę i pobiegłam do domu. Odsłoniłam dopiero wtedy swoją twarz i dostrzegłam w lustrze, że wyglądam jak kompletna masakra.

Moich rodziców nie było w domu. Jak wcześniej wspomniałam, byliby po mnie dopiero jutro. Poszłam więc na górę, spakowałam wszystkie rzeczy Justina, nasze zdjęcia wrzuciłam do jego walizki. W niektórych koszulkach wycięłam dziury, musiałam jakoś się  wyżyć.  Obejrzałam się w pokoju czy wszystko wrzucone jest do toreb... Było,w  pewnym sensie. Nasze życie spakowane w trzech walizkach w ciągu czterdziestu minut.

Spojrzałam na komodę pod telewizorem, stało tam pudełko od pierścionka zaręczynowego. To On przywoływał najwięcej wspomnień, na szczęście nie było jeszcze za późno.  Może tak miało być?
Napisałam do Justina sms, gdzie jestem. Chciałam by tu się pojawił, chciałam mu oddać rzeczy. I dokładnie pięć minut później, usłyszałam dzwonek do drzwi. Schowałam pierścionek w pudełko, a pudełko do kieszeni spodni.

Spojrzałam przez wizjer. Przed domem stała taksówka, a przed drzwiami Justin. Za nim stali paparazzi, nie wiedziałam czy go wpuścić czy jednak kazać mu stać i się kompromitować. Odkluczyłam drzwi i stanęłam na schodach.

- Wejdź.

Justin znał kod do bramy, może dlatego tak łatwo było mu się tu dostać. Za taksówkę musiał zapłacić majątek. Trudno, nie było mi szkoda.

- Kate? - zapytał otwierając drzwi.

- Tu jestem - odpowiedziałam stanowczo.

Justin wszedł do środka ze smutną miną, odwróciłam na chwilę wzrok by się uspokoić i uświadomić sobie to co ze mną robił. Wzięłam pięć głębokich wdechów i wydechów. Odwróciłam się do niego. Stał nadal przy drzwiach.

- Justin, wiesz, że nie będziemy razem, tak?

- To po co mnie tu ściągnęłaś?

- Tylko po to byś wziął swoje rzeczy - w połowie zdania głos załamał mi się

- Kate - dotknął mojego policzka, z którego spłynęła łza - Gdy zakończę tamten związek, będę mógł wrócić?

- Nie wiem. Nie myślałam jeszcze o tym, ale jednak uprzedzam, że gdy urodzę, będziesz mógł odwiedzać dziecko, jeśli będziesz chętny. I znajdziesz czas, ze swoją żoną.

- Kate, to było potrzebne tylko dla mojego bezpieczeństwa.

- To tak bliska przeszłość, Justin, wciąż nie jest do końca zakończona.

- Jest zakończone. Tutaj nawet ten ślub nie jest ważny.

- Dla mnie jest, w związku nie liczą się papiery, tylko to co zaszło. Proszę Cię, zapomnij, że istniałam. Wymaż mój numer, wymaż mnie ze swoich wspomnień - poleciała mi kolejna łza - Ach i jeszcze jedno.

- Tak?

Z kieszeni wyciągnęłam pudełeczko ze swoim pięknym pierścionkiem.

- Kate, nie proszę Cię, tylko nie to. On należy do Ciebie - dodał

- Nie, do Ciebie, mi przywołuje za dużo wspomnień - rozpłakałam się

Justin przytulił mnie do siebie mocno, pogłaskał mnie po plecach. Dałam mu całusa w policzek, wiedząc, że to koniec. Koniec wszystkiego. Jak nasze losy się potoczą... Zobaczmy, przecież to nie koniec życia.

- Pa Justin

- Do zobaczenia, mam nadzieję.

Justin odpowiedział mi ze smutkiem w oczach.

- Kocham  Cię, i tylko Ciebie - dodał

- Zamknij drzwi za sobą jak wyjdziesz, i bramę też. Powiedz im, żeby za mną nie chodzili.

- Przepraszam.


To było ostatnie słowo, które usłyszałam od Justina. Justin zabrał swoją walizkę i wyszedł. Gdy tylko usłyszałam zatrzaśnięcie drzwi, usiadłam na schodach i rozpłakałam się. Tym razem to był płacz smutku, niestety. Zakochałam się w nim, kocham go z całego serca, aż do bólu.

Zrobili mu kilka zdjęć, światło fleszy doleciało aż do moich okien. Usłyszałam trzaśnięcie bramy, rozmowę Justina z fotografami. Po czym wsiadł do taksówki i odjechał. A biały puch... Ponownie przykrywał ziemię, czułam zimę mojego życia.

Noszę w pamięci łzy spływające po twej twarzy, gdy rzekłam: "Nigdy nie pozwolę ci odejść",
Gdy te wszystkie cienie niemalże zgasiły twe światło.Tkwi w mej pamięci to, jak powiedziałeś: "Nie zostawiaj mnie tu samego". Lecz to wszystko umarło i dobiegło końca , i przeminęło dzisiejszego wieczoru.

Po prostu zamknij oczy, słońce chyli się ku zachodowi
Nic Ci się nie stanie. Nikt już nie może Cię skrzywdzić
Przybądź poranna jutrzenko, Ty i ja będziemy cali i zdrowi

Nie waż się wyjrzeć przez okno, najdroższy, świat stoi w płomieniach
Wojna wciąż szaleje pod naszymi drzwiami. Trzymaj się tej kołysanki,
Nawet gdy muzyka ucichnie... Ucichnie




______________________________________________________
 I jak 71?


 TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 















czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 70




KATHERINE

Gdy tylko dojechaliśmy do hotelu, zameldowałam nas i od razu poszliśmy do pokoju. W końcu, ciepły prysznic i spanie. Nie wyspałam się, ani trochę. Miałam podkrążone oczy, coraz większy brzuch, rosłam w szerz. Nigdy wzwyż.

Doszliśmy do pokoju. Gdy tylko bagażowi odnieśli torby, wzięłam z nich swoją piżamę, znaczy się legginsy i luźną koszulkę. Poszłam do łazienki i zdjęłam z siebie wszystko. Puściłam ciepłą wodę i weszłam do środka.

Gorące strużki wody spływały po moim zmarzniętym ciele. Czułam jak dopiero zaczyna nabierać odpowiedniej temperatury, jak się nagrzewa, i ociepla mnie coraz bardziej.
Dopiero w tym momencie nałożyłam żel pod prysznic, o zapachu brzoskwiń. Namydliłam ciało i zmyłam zbędne mydło.

Po czym do łazienki zapukał Justin, pozwoliłam mu wejść do środka, kończyłam brać prysznic, jeszcze tylko umyłam włosy, i byłam gotowa.


- Już kończę, dwie minuty i będziesz mógł wejść.

- Zaproszenie?

- Do kabiny tak, do mnie, nie - roześmiałam się


Po czym zmyłam szampon z włosów. Wyszłam z kabiny, ucałowałam go. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam do lustra. Zmyłam makijaż, pamiątkę dnia wczorajszego z twarzy, po czym nałożyłam krem nawilżający i odżywkę do rzęs.

Umyłam zęby, po czym ubrałam się w swoją wcześniej wyszykowaną piżamkę. Na chwilę wyszłam z łazienki i poszłam do minibaru po butelkę wody, ponownie wróciłam do łazienki. Wyciągnęłam z pudełka swoją pigułkę i połknęłam ją, popijając wodą.



- Kate na co to?

- Na ból.

- Boli Cię coś?

- Profilaktycznie biorę, żeby nie bolało.

- Kate, w ciąży jesteś. Nie powinnaś.

- Wiem co powinnam, a czego nie.



Justin zamknął się w kabinie i nie odezwał się do mnie. Wyszłam więc z łazienki i ubrałam sweterek i wygodne emu. Wyszłam na balkon i podziwiałam widok oddychając świeżym powietrzem.

Takie coś robiło dobrze na myślenie, na odstresowanie się. Wolałam to niż uderzanie w poduszkę czy kłócenie się z Justinem o pierdoły. Tak, najczęściej się kłócimy o takie błahe rzeczy, nie widząc, że na świecie jest gorzej niż nam. 


Robimy to, co musimy, kiedy się zakochujemy Gdy to nie wystarcza, mówimy, co trzeba i się wymigujemy.
Czy to dla siebie, czy dla kogoś innego.

Wszyscy kłamią, czasem to jedyna prawda. Nie ma znaczenia, czy szczerość gdzieś drzemie czekając na ujawnienie, lub została głęboko pogrzebana. Będąc szczerymi, gramy na korzyść obojga.
Łatwo jest nam oszukiwać, gorzej, gdy to nasze zaufanie zostanie zawiedzione.
Na dobre i na złe- szczęśliwi czy zranieni.





Tak dokładnie tak jak opisane jest wyżej, tak się czułam. Czułam, że i Justin i ja wzajemnie się okłamujemy mówiąc, że wszystko jest w porządku, że jest okej, że będzie dobrze. A przecież żadne z nas w tym związku w tym momencie nie czuło się dobrze.

Przebywaliśmy ze sobą zdecydowanie za często, za długo. Za dużo rozmów i sekretów, za dużo tajemnic wychodziło na zewnątrz, pokazywało swoje szpony w ciągu dnia.

Ciągle pada śnieg, niech zasypie nas... W zimowy sen mogłabym zasnąć, nie zwracać na nic uwagi. To byłoby pożyteczne. Mogłabym się żywić kroplówką, a obudzić się dopiero wtedy gdy zacznie się poród. Przecież wiem, że teraz zacznie się dla nas najgorszy okres... Okres buntu moich hormonów.

Wróciłam do pokoju, nie było jeszcze w nim Justina. Nie chciałam ciągnąć rozmowy o tabletkach, o tym co mi dolega, czy cokolwiek mi jest. Przecież nic nie było... Profilaktycznie.  Wzięłam swój telefon, założyłam emu, sweterek, kurtkę i wyszłam z pokoju nim Justin wyszedł z łazienki.

Wchodząc do windy zawinęłam szalik na swojej szyi. I założyłam na głowę nauszniki. Zjechałam piętra w dół, i wyszłam koło recepcji. Podeszłam do recepcjonistki, była ta sama co wcześniej.

- Dzień dobry. Chciałabym się dowiedzieć, czy gdzieś w okolicy są jakieś sklepy, stoiska, cokolwiek gdzie można coś kupić?

- Oczywiście, od razu gdy wyjdzie się z hotelu, trzeba skręcić w prawo i iść prosto około sześciuset metrów, będzie wielki rynek, z choinką na środku, obok są stoiska z różnymi ozdobami, słodkościami, czy upominkami. A jeśli przejdzie Pani przez ten właśnie rynek, znajdzie Pani market, ten świątecznie oświetlony. Jest tam w środku kilka sklepów z odzieżą, i restauracji.

- Dziękuję bardzo.

- Nie ma za co, miłego spaceru życzę.

Podziękowałam tej kobiecie uśmiechem i powędrowałam we wskazaną mi drogę. Zdałam sobie sprawę, że mamy grudzień, i w końcu będę musiała dać Justinowi prezent od Mikołaja. Który przecież istnieje.

Postanowiłam iść na ten rynek i kupić jednak mu coś z okazji świąt. Stanęłam przy wejściu, a dech w piersiach mi zatkało... Był to najpiękniejszy obraz jaki widziałam. Piękna wielka choinka z milionem lampek, bombek, cukrowych lasek, bałwanków, gwiazdorków. Wszystko jednak się ze sobą zgrywało.

Oczy na ten widok  zeszkliły się, serce jakby... Zmiękło i powiększyło się. W mojej kieszeni rozbrzmiał dzwonek telefonu. Wyciągnęłam go i odebrałam.

- Śnieg spada na ziemię, widzę jak pada. Dookoła wielu ludzi, kochanie, proszę, wróć do domu
Kościelne dzwony w mieście, wszystkie dzwonią naszą melodię
Pełną szczęśliwych dźwięków . 
Śpiewają "Deck the Halls"
Ale w ogóle nie czuć świąt, pamiętam, kiedy tu byłeś
I ile zabawy mieliśmy rok temu. Piękne lampki na choince
Patrzę jak świecą. Powinieneś być tu ze mną



- Słucham? Pomyłka...

- Justin, to Ty? - usłyszałam w telefonie

Rozłączyłam się. Zorientowałam się, że nie mam swojego telefonu, a Justina. Że ten telefon nie był do mnie, a do niego... Zrozumiałam, że może mieć jeszcze kogoś.

Starałam się to wyrzucić z głowy, nie wierzyć w to co usłyszałam. Jaki rok... Jakie lampki na choince. Nie wiedziałam kompletnie co o tym myśleć. Nie miałam już nawet sił na kupowanie czegokolwiek. Chciałam po prostu skryć się i schować pod kołdrą, pod ciepłym kocem, gdziekolwiek.





JUSTIN


Czy kiedykolwiek kochałeś kogoś tak bardzo, że dałbyś sobie uciąć za niego rękę? Nie, nie w przenośni, 
dosłownie - czy oddałbyś za niego rękę? Kiedy wiedzą, że są twoim sercem. I ty wiesz, że byłeś ich zbroją. I zniszczysz każdego, kto spróbowałby je skrzywdzić. Lecz co gdy twa karma się odwraca i cię kąsa. I wszystko, o co walczyłeś, obraca się przeciwko Tobie? Co, gdy stajesz się głównym źródłem bólu?




Pod prysznicem nachodziło  mnie wiele myśli. Nie miałem ochoty rozmawiać z Kate, przecież i tak nic do niej nie dochodziło. Cokolwiek bym nie powiedział z myślą o niej, zawsze wychodziło, że dbam przecież tylko o siebie.

Starałem się udawać , że mnie to już nie rusza. Niestety nie było tak łatwo. Wiedziałem, że wyjdzie, pierdolnie focha i będzie miała mnie dość.  Wiedziałem też jednak, że wróci, i przestanie się gniewać.

Umyłem się dokładnie, i osuszyłem ciało ręcznikiem, włosy wysuszyłem suszarką i  ułożyłem je odpowiednio. Po czym wróciłem do pokoju, i ubrałem bokserki. Na to spodenki i białą luźną koszulkę z nadrukiem.
Poszedłem do naszego aneksu kuchennego, czyli imitacji prawdziwej kuchni. Wziąłem sobie z lodówki puszkę coli Dr. Peppera i usiadłem w salonie przed telewizorem.

Przełączałem kanały, przełączałem, nic ciekawego na żadnym kanale nie leciało. Zdecydowałem się wejść na laptopa. Sprawdziłem swoją pocztę, na której był mail od Scootera, że jutro to jest 5 grudnia, mam być w studiu. Wrócimy bliżej naszych domów.  Odpisałem mu, że oczywiście, obowiązkowo będę, a być może nawet z Kate.

Na co Scooter odpisał mi, że będzie dokładnie za dwadzieścia minut w hotelu, bo musi mi pokazać nowe projekty, które mamy do zrealizowania. Wziąłem do ręki telefon by zadzwonić do Kate, ale zobaczyłem na tapecie siebie, a przecież nie mam siebie na tapecie, nie jestem takim narcyzem.

Wiedziałem, że zabrała mój telefon. Chciałem zadzwonić do Scoota i powiedzieć mu, żeby mi dzisiaj odpuścił, ale trudno, widocznie tak miało być. Zaczekałem aż wróci do hotelu. I owszem była po dziesięciu minutach w hotelu. Wpadła do pokoju niczym rakieta, ze wzrokiem szatana, jakby miała kogoś zabić.

Kate oddychała szybko, nerwowo. W oczach miała łzy, wściekłość, wkurzenie, jakby miała wszystko rozbić, spalić. Spojrzała na mnie i rzuciła we mnie telefonem.

- Co to kurwa ma znaczyć?! - krzyknęła

- Co ma znaczyć?

- Spójrz w telefon palancie.


Spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem zdradliwy sms... Wiedziałem, że powinienem powiedzieć jej wszystko od początku, to miałem na myśli mówiąc o problemach, o sobie prawdziwym.

- Kate, ja Ci wszystko wyjaśnię. Na prawdę... Tylko jeszcze nie wiem tak.

- Może tak, Kate oszukałem Cię, nigdy Cię nie kochałem?! Co kurwa było rok temu?

- Kate chodzi o to, że ja gdzieś tam w oddali, za granicami naszego kraju... Gdy byłem jeszcze innym sobą, wziąłem ślub, mam żonę... Ale to była tylko formalność, nigdy jej nie kochałem. Musiałem, żeby żyć. Ożeniłem się z nią, tylko dla swojego bezpieczeństwa. Kate, nie chciałem Cię zranić, u nas ten ślub nie jest już ważny.


Kate nie odezwała się ani słowem. Podeszła do stołu chwyciła swoją torebkę, telefon, i wybiegła z pokoju.
Nie miałem siły jej łapać, ale przecież nie pozwolę jej odejść. Wyszedłem za nią z pokoju, wsiadła do windy, która zdążyła się zamknąć nim dobiegłem.

Poczekałem chwilę na windę, wiedząc, że na tym czasu nie zyskam, pobiegłem do schodów i zbiegłem z samej góry aż do recepcji przy której stała właśnie Kate. Podszedłem do niej i starałem się jej wyjaśnić.

- Kate, na prawdę, to nic nie znaczy. Uwierz mi, to było tylko dlatego, że Ona była w tym wszystkim jedyną która mogła mnie uratować.

- Zamknij się już. Nie słucham Cię, dla Ciebie mnie nie ma.

- Co?

- Zapomnij, że dla Ciebie istniałam.


Kate zdążyła się już przenieść do innego pokoju. Nie miała póki co jak się dostać do domu. Wzięła pokój na dole, z dala od mojego apartamentu. Czułem się winny, miałem ochotę sobie podciąć żyły, ale przecież mam dwie osoby dla których muszę być. Kate, dziecko... Ewentualnie trzy, licząc z moją mamą.

Do hotelu wszedł Scooter. Podszedł do mnie, dzięki czemu pozwolił uciec Kate do jej pokoju. Nie wiedziałem w jakim zamieszkała...
Wieczorem jednak gdy Scooter pojechał do domu, zszedłem na dół by powiedzieć recepcjonistce, że mam coś dla Katherine, i chciałbym wiedzieć w jakim pokoju jest. Na początku nie mówiła mi gdzie jest, przecież nie mogła. Ale gdy dowiedziała się, że mam jej dowód, skruszyła się i dowiedziałem się, że jest w pokoju 216.

Podziękowałem jej, po czym poszedłem do windy i wjechałem na drugie piętro gdzie znajdował się pokój Kate. Zapukałem do jej drzwi. Otworzyła je, po czym zrobiła wystraszoną minę i od razu zatrzasnęła drzwi.

- Kate wpuść mnie - zacząłem walić w drzwi pięściami

- Idź stąd, nie chcę Cię znać.

- Kate wpuść mnie! Mam coś co należy do Ciebie.

- Co życie!?

 ________________________________________________________

I jak 70?

Powoli zbliżamy się do końca opowiadania.

 TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 









W

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 69

KATHERINE

Nie cieszyło mnie to, że Justin pali, że niszczy sobie płuca. Ale niestety, nawet ja nie miałam na to wpływu i nie mogłam mu nic powiedzieć. Nie byłam zadowolona z tego, że pali cokolwiek, ale lepsze to niż narkotyki. Chociaż... Nic z tego nie jest dobre.

Nie dość, że drogie, zbędne, to jeszcze niszczy ciało i portfel. Robi wielką dziurę w budżecie. Nie popierałam, zwłaszcza teraz, że dla dziecka to nie jest dobre. Nie mogę tego wąchać ani palić. Tym bardziej, że jestem skłonna do straty dziecka.

- Kate, ciesz się bynajmniej, że nie joint.

- Tak, rzeczywiście pocieszenie. A wymówka taka jak zawsze?  Na coś trzeba umrzeć?

- Prędzej umrę od strzału niż tego.

- Nie mów tak - powiedziała zasmucona

- Oj skarbie. Chodź daj buzi.

- Nie. Nie całuję popielniczek. Dzięki, tym razem się obejdzie.

- Scooter dzwonił

- I co chciał?

- Kate, wiesz co sądzę o Dustinie, On wie gdzie mieszkasz, wie gdzie ja mieszka. Scooter wynajął nam pokój w  hotelu poza miastem. Cieszysz się?

- Mam jechać, bo się boisz?

- Profilaktycznie Kate. Rozprawie się z nim i wrócimy, proszę. Zrób to dla mnie.

- A Ty dla mnie co zrobiłeś?

- Może to, że żyjesz - powiedział cicho

Słyszałam to, mimowolnie, dziękowałam mu co dzień, że żyje, że mnie uratował, że jest tak jak jest. Cieszyłam się, że to On mnie uratował, jestem mu wdzięczna, ale nie będę codziennie się płaszczyła.


Justin odwrócił wzrok, papierosa wyrzucił w śnieg i odszedł od okna.

- Na dziewiątą rano miej gotowe walizki. Wtedy wyjedziemy.


Nie wiedziałam czemu ma to służyć, nie chciałam jechać, nie widziałam powodów dla których miałabym to robić. Nie czułam się zagrożona ze strony Dustina, nic by mi nie zrobił, nie odważyłby się. Jedyne co mógł ode mnie chcieć, to związek. Ale na to było już za późno, oboje mieliśmy swoje życie, z kimś nowym.

Spakowałam mnie i Justina, do swojej torebki wrzuciłam tabletki, gdyby ból ponownie powrócił. Schowałam wszystkie nasze rzeczy, buty. Od czasu gdy Justin powiedział mi, że wyjeżdżamy zaczęło mnie dręczyć to, że jestem w ciąży. Wolałabym mu powiedzieć... Kołatało mi się to po głowie cały czas.

Nie chciałam się mu wygadać, mimo swych ogromnych chęci. Wyszłam z pokoju na całą noc, posiedziałam w biblioteczce, w której zostawiliśmy lekki raban. Posprzątałam tam by nie było śladów. Spakowałam sobie kilka potrzebnych kosmetyków do torebki i na godzinę czy dwie usnęłam na fotelu w salonie. W nocy zrobiłam jeszcze test ciążowy, by pokazać Justinowi dowód mojej ciąży, schowałam go w kieszeń od spodni. Nie byłam jeszcze pewna czy chce mu go pokazać.

O dziewiątej rano równo z zegarami  w domu, schowałam wszelkie bagaże do auta i usiadłam na miejscu pasażera. Wciąż milczałam, nie mówiłam nic, moja mimika także zastygła. Cały czas w kółko i od nowa męczyła mnie ta ciąża. Chciałam mu powiedzieć, bałam się reakcji, wiedząc, że nie lubi dzieci... No może nie tyle co nie lubi, nie chce, póki co.


- Justin, Kate - zaczęliśmy równo

- Mów

- Zacznij Ty - odparł

- Mów, zaczekam...

- Nie chciałem nic konkretnego. Chciałem po prostu zagadać, siedzisz taka cicha, jakby coś wielkiego się stało, a przecież nic się nie stało. Przeprowadzka, wyjazd czy wycieczka to dla Ciebie normalność, nic nowego.

- Wiesz chciałam w domu być na święta, niebawem będą, jeśli nie pamiętasz.

- Pamiętam, skarbie,codziennie będziemy w Nowym Jorku, codziennie, na święta też. Po prostu gdyby nas szukał u Ciebie czy u mnie, będziemy bardziej bezpieczni. Dobrze, że nie mamy dziecka, nie wytrzymałoby z Tobą i naszymi sprzeczkami. I z tym życiem jakie prowadzimy.

- Justin, chodzi właśnie o to.

- O co? O dzieci? Już myślisz o tym?

- Justin, jestem w ciąży. Tak myślę o tym.

Nie mogłam znieść dłużej myśli, że On o tym nie wie, że siedzi w niewiedzy i może narażać mnie na stratę dziecka. Bałam się jego reakcji, nie wiedziałam co powie, co czuje...

Justin nie odpowiadał mi na znaki. Milczał, byliśmy w połowie drogi, a On, zjechał na pobocze, na jakiś parking. Stanął pomiędzy zaspami śniegu i spojrzał na mnie...

- Jesteś w ciąży?

- Tak Justin, jestem w ciąży. Proszę - powiedziałam podając mu test ciążowy.


Justin spojrzał na niego i w oczach jakby pojawiły mu się łzy...

- Wiem, nie chciałeś dzieci, nie zmuszam Cię byś z nami został, ale na prawdę...

- Cicho kochanie, cieszę się, że jesteś w ciąży - powiedział przytulając mnie mocno do swojego torsu.


Nie spodziewałam się tak pozytywnej reakcji z jego strony. Aż do czasu, gdy wyszedł z auta nieoczekiwanie... Nie wiedziałam czego się spodziewać. Justin przeszedł przez przód auta, otworzył moje drzwi, i wyciągnął mnie na zewnątrz.

- Justin co Ty..

Justin w tym samym momencie podniósł mnie na rękach i przytulił mocno do siebie. Z jego oczu poleciały łezki, wzruszyłam się. Gdy tylko stąpnęłam na ziemię spojrzałam prosto w jego czekoladowe oczy.

Otarłam jego łzy.

- Czemu płaczesz?

- Nie płaczę, po prostu mimowolnie poleciały mi łzy, ze szczęścia, i smutku.

- Smutku?

- Bo nagadywałem Ci tak, że nie chce dzieci. A wiem teraz, że na pewno Cię to zabolało. Prawda?

- Nie, mówiłeś, że nie jesteś teraz gotowy. Może za te pięć miesięcy będziesz.

- Czekaj co? Jesteś w czwartym miesiącu? Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?  Dlaczego ukrywałaś to? To moje dziecko? Dlaczego nic nie zauważyłem?

- Chciałam Ci na gwiazdkę dać taki prezent, ukrywałam to właśnie do 24 grudnia... Miałam ukrywać, ale ciągle mnie gdzieś ciągniesz, stresujesz, bałam się, że stracimy dziecko, wolałam Ci powiedzieć. Wiesz doskonale, że mogę nie donosić ciąży. Więc nie rób mi przykrości takimi pytaniami czy to Twoje, bo tylko z Tobą sypiałam i sypiam. Proszę - dałam mu test ciążowy - Jeśli jeszcze mi nie wierzysz o ciąży, to masz test, dla pewności. Nie zauważyłeś... Hm. Bo może nie zwracasz na mnie takiej uwagi jak powinieneś, na jaką zasłużyłam. Nie było Cię przez większość czasu. A jeśli jeszcze nie wierzysz, że jesteś ojcem, to po urodzeniu jak tak bardzo pragniesz zrobimy test na ojcostwo, skoro już tak bardzo mi nie ufasz.

- Kate...

- Jak w ogóle mogłeś coś takiego pomyśleć? Nigdy nie dałam Ci powodu do takiego sądzenia. Posądzania mnie.


Wsiadłam zezłoszczona do samochodu. Zamilkłam, wiedziałam, że Justin cieszy się z ciąży, ale nie sądziłam, że mógłby pomyśleć, że ja z innym... Będę miała maleństwo.

Nie wierzyłam, że On to powiedział. Wsiadł do auta z miną zbitego psiaka.

- Przepraszam - dodał - Cieszę się, z dziecka, na prawdę. Ze swojego dziecka.

Justin pocałował mnie w policzek i ruszył z parkingu.


JUSTIN

Nie spodziewałbym się, że Kate zaszła w ciążę. Jedna noc, przed wyruszeniem we wrześniu do szkoły, a tyle się zmieniło. Zaszła w ciążę...

Boję się po prostu. Nie mam zamkniętych wszystkich kart z przeszłości... Nie powinienem być też w takim razie sławny. Nie powinienem, wystawiam się wtedy na łatwy cel, poniekąd, mimo ochrony.

Po dojechaniu na miejsce, Kate poszła nas zameldować a bagażowi wnieśli nasze walizki na górę. Dołączyłem do niej gdy odeszła od lady recepcyjnej. Przeszliśmy szybkim krokiem do windy i pojechaliśmy do swojego apartamentu prezydenckiego na samej górze hotelu. Złapałem Kate w biodrach.

Po pięciu minutach jazdy usłyszeliśmy znaczący dzwonek. Dojechaliśmy na górę, wyszliśmy z windy a za nami bagażowi. Wnieśli torby do środka, dałem im napiwek, po czym opuścili nasz pokój.

Katherine oznajmiła mi, że idzie pod prysznic, przytaknąłem i powiedziałem, że za chwilę po niej pójdę.
Z kieszeni spodni wyciągnąłem telefon, na tapecie miałem Kate.  Przetarłem ekran i spojrzałem na swoją księżniczkę...



Co, gdybym powiedział Ci, kim tak naprawdę byłem. Co, gdybym wciągnął Cię w moją tajemnicę

Co, jeśli powiedziałbym Ci, co się rzeczywiście dzieje. Nigdy więcej maskowania się, nigdy więcej tej gry

Jest tak wiele rzeczy, które chcę powiedzieć, ale tak bardzo boję się wyznać Ci te wszystkie małe sekrety, które ukrywam. Czy chcesz zobaczyć mnie innego?
Czy byłoby to takie… cholernie złe? I zastanawiam się, co stałoby się  gdybym Ci powiedział

Co, jeśli powiem Ci, że to jedynie sposób , by ukryć wszelkie moje niepewności
Co, jeśli powiem Ci, że nie jestem tak silny, jak chciałbym, abyś wierzyła, że jestem


Nie zawsze jestem tym kim myśli, że jestem. Nie mam pozamykanych wielu spraw, i to ciąży mi jak kamień na sercu. Ale nie mogę jej obarczać wszystkim. Nie mogę jej powiedzieć, że w każdej chwili mogę zginąć... To chyba by ją zabiło.

Odłożyłem telefon z jej zdjęciem i poszedłem do łazienki. Zapukałem lekko do drzwi...

- Proszę

Wszedłem do środka, w kabinie stała moja księżniczka. Nic się w niej nie zmieniło. Każdy centymetr ciała był ten sam gdy wyjeżdżałem.

- Już kończę, dwie minuty i będziesz mógł wejść.

- Zaproszenie?

- Do kabiny tak, do mnie, nie - zaśmiała się


Uwielbiałem jej śmiech... Był taki szczery, kojący, taki prawdziwy. Przez śmiech można było rozpoznać jak na prawdę się teraz czuje.

Kate wyszła z kabiny i pocałowała mnie po czym założyła na siebie ręcznik i umyła sobie twarz, zęby, zrobiła nowy makijaż i wzięła tabletki... No właśnie, wielkie pigułki.

Wszedłem do kabiny i umyłem swoje ciało. Kate  jeszcze krzątała się po łazience, wróciła z butelką wody i właśnie wtedy wzięła tabletkę.

- Kate na co to?

- Na ból.

- Boli Cię coś?

- Profilaktycznie biorę, żeby nie bolało.

- Kate, w ciąży jesteś. Nie powinnaś.

- Wiem co powinnam, a czego nie.

_______________________________________________

I jak 69?


 TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3