poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 18

KATHERINE


Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam po karetkę. Przyjechali po dziesięciu minutach, tłum gapiów zebrał się naokoło ,z moich oczu płynęły łzy.

W tłumie pojawił się Jake, podszedł do mnie. Wtuliłam się w niego mocno i obserwowałam zachowanie ratowników.

Chwycili dłoń Ashley i sprawdzili jej puls,lekarz powiedział  Godzina zgonu - 12,37

Te słowa złamały moje serce , z oczu słona substancja zaczęła płynąć jeszcze szybciej. Moja wina, tu powinnam stać ja, ja byłam winna tej całej sytuacji, gdybym nie była z Jakiem ,gdybym nie siedziała z nim w tej pieprzonej stołówce, Ona by żyła.

Z drugiej strony, żyję tylko dzięki Justinowi, zagadał mnie, dzięki niemu tutaj stoję.

Gdy usłyszałam słowa o godzinie zgonu ,wtuliłam się jeszcze mocniej w Jake'a i wypłakiwałam się w jego ramię. Widziałam ,że mu jest równie przykro co i mnie ,ale starał się być silny.  Musiał mnie teraz wspierać.

Musiał? Nie musiał. Doskonale bym poradziła sobie jakoś sama, chciał. To chyba odpowiednie słowo.

Kucnęłam jeszcze do ciała Ashley i ucałowałam ją w głowę. Moje oczy były czerwone, podkrążone, zapłakane, tusz spływał mi po policzkach i kapał na ziemię.

Widziałam jak Justin wychodzi ze szkoły ,usłyszał o tym co dzieje się na dworze. Ruszyłam w jego stronę.

- Gdzie idziesz Kate? - zapytał Jake

- Do Justina - powiedziałam pewnie

- Po co?

- Muszę mu coś przekazać. Od moich przyjaciółek.

- Ach, dobrze.


Było mi głupio, znów musiałam go okłamać. Stał wśród tych wszystkich płaczących ludzi. Był moją opoką, tak mogłam to powiedzieć w stu procentach pewnie.  Podeszłam do Justina.


- Dziękuję.

- Za co?

- Za to,że mnie uratowałeś.

- Ja ? Uratowałem Cię?

- Tak, dzięki temu ,że zagadałeś mnie ,dzięki Tobie teraz tutaj stoję - stanęłam na palcach i przytuliłam się do Justina

Obok przechodzili jego znajomi, Justin mnie odepchnął.

- Daj spokój maleńka ,nie w tym miejscu - powiedział

- O co Ci chodzi?

- Jeśli chcesz mój numer to powiedz.

- O co Ci chodzi? Ty do mnie dzwoniłeś, mam Twój numer.

- Nie zawracaj mi głowy mała.

Kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi, czułam się zdezorientowana, przymrużyłam oczy a Justin stał chwilę obok mnie. Jego znajomi odeszli. Justin  pochylił się do mnie i szepnął mi na ucho

- Poza tym świetnie wyglądasz, nawet zapłakana. Nie ma za co.

Odchodząc klepnął mnie w pośladek... W ogóle go nie rozumiałam. Liczyłam jednak,że Jake całej sytuacji nie widział. Zastanawiałam się o co mu chodziło. W jednej sekundzie pożąda mnie,w drugiej nienawidzi.

Wróciłam do Jake'a. Ciało Ashley włożyli do czarnej jakby torby na zwłoki. Włożyli do karetki i odjechali. Kierowce autobusu przesłuchiwała policja.


Bolało mnie to ,cholernie bolało. Straciłam przyjaciółkę na rzecz chłopaka i jedzenia z nim lunchu? Co za pojebany świat, dlaczego Ona? Nikomu nigdy nic złego nie zrobiła. Jake stał równie smutny co ja.

Zdałam sobie sprawę jakie życie jest. Nie mamy zbyt wiele czasu by być szczęśliwymi.  Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla.  Nie mamy wtedy żadnego wyboru.

Jeżeli  nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?

A prawda jest taka,że najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same. Podobnie jak te najgorsze. Myślisz,że przeżyjesz wszystko, a szansę na cokolwiek odbiera Ci cholery wypadek.


Który nigdy nie powinien mieć miejsca.  Przetarłam dłońmi twarz i pożegnałam się z Jakiem , nie mogłam tam teraz stać i udawać,że nic się nie stało. Poszłam do parku, usiadłam nad brzegiem stawu i rzucałam kaczkom kawałki chleba  ze śniadania.

Długo myślałam i trawiłam całą tą sytuację, wciąż nie mogłam pogodzić się ze śmiercią Ashley.

Siedziałam tak około dziesięciu minut ,a obok mnie znalazł się Justin.

- Co tu robisz?

- Widziałem ,że siedzisz sama. Pomyślałem ,że możesz zrobić coś głupiego ,więc lepiej Cię przypilnuje - zaśmiał się .

Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech, mimowolny, ale szczery.

- Nic sobie nie zrobię. Nie chcę ,żeby na grobie napisali " Zginęła w stawie dla kaczek ". Nie brzmi zbyt ciekawie.

- Masz rację. Przepraszam - dodał po czasie

- Za co?

- Wybacz, ale musiałem tak postąpić. Moi znajomi by nie zaakceptowali tego ,że się z Tobą zadaję, w sensie pozytywnym. Oni woleliby jakbyśmy się tylko cisnęli i nienawidzili. Sama rozumiesz, wolałbym żeby nas nie widzieli,bo znów będą się panoszyć.

- Wstydzisz się, tak?

- Nie ,nie to nie tak ,że się wstydzę. Po prostu nie chce mieć u nich srania ,że zadaję się z Panią Perfekcyjną.

- Jezu! Możecie skończyć z tym wszystkim? To są jakieś wyolbrzymione faktu. Nauczyciele tak mówią ,bo wzięłam udział w kilku olimpiadach, konkursach i wielce mam stać się ulubienicą szkoły i mózgiem? Mam nagle być taka jak moi rodzice? Nigdy. Ja jestem Kate a Oni do tej szkoły nie chodzą od wieków, dlaczego wszyscy mnie porównują do nich. Żadna ze mnie Pani Perfekcyjna, ani kujon. Nie jestem ani idealna ani perfekcyjna.

- Dla mnie jesteś. Co sprawia ,że jesteś tak piękna to to,że nie wiesz jaka jesteś piękna dla mnie. Nie starasz się być ideałem, nikt nie jest idealny. Ale Ty jesteś, dla mnie. To jak odbierasz mój oddech...


Justin pochylił się do mnie ,a nasze usta złączyły się w pocałunku. Nie przerwałam go. Poczułam jego gorące wargi. Nagle wszystko przestało istnieć . Związek z Jakiem , nicość.  Usta Justina były chłodne ,ale słodkie.  Oddaliłam się od Justina, ale wciąż byłam blisko jego twarzy, czułam jego oddech, a On mój.

Potrząsnęłam głową , położyłam rękę na klatkę piersiową Justina. Oddychał szybko, jego klatka ruszała się niespokojnie w górę i w dół. Wstałam i otrzepałam spodnie z okruszków. Popatrzałam chwilę na Justina.

- To nie powinno się zdarzyć - skomentowałam

- Mnie się podobało.

- Ja mam chłopaka Justin. Dzień i już go zdradziłam.  Ugh... Musiałeś!?

- Nic nie zrobiłem - uśmiechnął się cwaniacko

Odwróciłam się i uciekłam z parku. Wbiegłam do swojego domu i poszłam na górę, byłam sama. Na szczęście.  Wzięłam prysznic chcąc zapomnieć o tym wszystkim. W mojej głowie rodziły się przebłyski i retrospekcje z Justinem. Pocałunki, to wszystko.  Wysuszyłam się i położyłam na łóżko starając się zasnąć.



Dwa dni później ,to był ten dzień. Pogrzeb Ashley... Od rana byłam blada. Coraz bledsza z każdą upływającą sekundą. Wstałam około ósmej nad ranem . Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, ułożyłam włosy zrobiłam makijaż. Na zewnątrz nie byłam od poniedziałku, od sytuacji w parku, nie widziałam się z nikim, nie rozmawiałam, byłam sama w swoim centrum zainteresowania.
Po makijażu zeszłam na dół zjeść śniadanie, siedziałam sama, mama spała, tata w pracy, a Casie w szkole.

Zjadłam omlety i poszłam na górę ubrać się. Na zegarze była już 10:20 . Pogrzeb był na jedenastą. Miałam jeszcze trochę czasu. Do oczu co chwila spływały mi łzy, robiło mi się przykro gdy pomyślałam o tym co się wydarzyło. Ubrałam na siebie czarny sweterek i wyszłam z domu. Słońce pieściło twarze, założyłam okulary przeciwsłoneczne i powędrowałam do kwiaciarni po jedną czerwoną różę. To były jej ulubione kwiaty, jak każdej z nas. Wybrałam odmianę American Beauty.  Zapłaciłam i powędrowałam do kapliczki niedaleko cmentarza.  Usiadłam w drugim rzędzie zajmując miejsce obok Vanessy i Sidney.

Vanessa miała oczy pełne łez. Podobnie jak i ja. Złapałyśmy się za ręce wierząc ,że będziemy we dwie silniejsze.  Tak było, każda dawała sobie wsparcie. Mama Ashley odwróciła się do nas z pierwszego rzędu, z prośbą. Prosiła nas o to byśmy wypowiedziały się o Ashley, zgodziłyśmy się bez chwili zawahania.

Nie wiedziałam co powiem, czy powinnam powiedzieć o wypadku, ale wiedziałam,że powiem o uczuciach jakie między nami były, była dla mnie jak siostra, kochałam ją, była mi bliska.

Wybiła jedenasta, dzwony zaczęły bić, w kapliczce pojawił się pastor, który czytał słowa księgi. Po jego wypowiedzi ,zaczęli podchodzić ludzie by się wypowiedzieć o Ashley. Pierwsza podeszła jej mama, mówiąc o tym jak wspaniałą córką była Ashley, co robiła dla niej, i jaka uzdolniona była. Jej tato podobnie się wypowiedział, kończąc słowami,że ta najjaśniejsza gwiazda będzie zawsze między nami. Jej brat Kyle również się wypowiedział, mówił o ich sprzeczkach ,że dzięki nim byli za sobą  jeszcze bardziej, mówił o braterskiej więzi.

Następnie podeszła jej babcia i dziadek, później Vanessa. Chciałam wstać, ale mama Ashley powstrzymała mnie mówiąc ,że przede mną jeszcze jest jedna osoba. Usiadłam ponownie i czekałam na swoją kolej.

Nie mogłam uwierzyć w ten widok.  Teraz wypowiadał się mój chłopak... Jej były.

Nic mi nie powiedział, teraz zrozumiałam dlaczego był tak przygnębiony tym,że odeszła.. Jego druga połowa ,hm? Miałam być ich spoiwem czy jak?  Chciał z nią być czy na prawdę coś do mnie czuł?

Jake zaczął swoją wypowiedź : Ashley , była wspaniałą osobą. Była mi bardzo bliska,mimo,że już nie byliśmy ze sobą  od pewnego czasu miałem nadzieję na odbudowanie naszych relacji. Pamiętam jak za każdym razem mnie rozśmieszała gdy byłem przygnębiony. Pamiętam jej zapach,uśmiech, spojrzenie. Każdego sknerę by to ociepliło i rozbawiło. Mam nadzieję,że mimo tego,że odeszła ,będzie nad nami, będzie nas strzegła , będzie trzymała za mnie kciuki na każdym meczu. Mam nadzieję,że zaakceptuje każdy mój związek, mimo,że nie rozstaliśmy się w pokoju, mam nadzieję,że mi wybaczyła. Ashley, nasza gwiazdo, wszyscy Cię kochamy. 

Jake uśmiechnął się i zszedł z podestu, spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął puszczając mi oczko.

Teraz była moja kolej... Wstałam z miejsca i poszłam się wypowiedzieć.  Podeszłam do mikrofonu i pochyliłam się do niego.


" Ashley, była dla mnie jak siostra. Wciąż jest. Nigdy nie zapomnę jak mnie wspierała. Była przy mnie od kiedy miałyśmy po pięć lat. Nie zawsze nam było wesoło. Ale wspierałyśmy się. Byłyśmy niczym małżeństwo, na dobre i na złe ,w zdrowiu i chorobie. Zawsze przy sobie. Gdy u siebie nocowałyśmy nie było  mowy o spaniu. Śmiałyśmy się tak głośno ,że Pani Benson musiała nas za każdym razem uciszać. Gdy tylko wchodziła do pokoju kładłyśmy się i udawałyśmy ,że śpimy, zawsze nam odpuszczała wszystko. "

Rozejrzałam się w tłumie i zobaczyłam Justina wchodzącego do kapliczki. Zrobiło mi się gorąco , serce zaczęło szybszą pracę a oddech ,niekontrolowanie przyspieszał...

" Jak już wszyscy wspomnieli - zawahałam się - Ashley była naszą gwiazdą, mam nadzieję,że jej światło zawsze będzie nas prowadziło we właściwym kierunku, kocham Cię Ashley, przepraszam za wszystko ... "

Zeszłam z podestu i unikając wzroku Justina usiadłam na swoje miejsce. W tym momencie ta ceremonia mogła trwać wieczność, bylebym mogła uniknąć konfrontacji z Justinem. Niestety, chwilę później ceremonia się skończyła.

Podeszłam prędko do Jake'a i pocałowałam go. Starałam się cały czas unikać Justina... Jak na razie szło dobrze. Miałam nadzieję,że do końca ceremonii odpuści sobie i nie podejdzie. Zagadywałam Jake'a.

- Kochanie, dlaczego żadne z Was mi nie powiedziało o tym ,że byliście razem?

- Bo ukrywaliśmy to, to nie był taki związek typowy, żadne się do siebie nie przyznawało. Ale czas po lekcjach wspólnie spędzaliśmy.

- Mhm.

- Nie dąsaj się.

- Nie dąsam. Ale jeśli myślałeś,że nasz związek miał Waszą znajomość odbudować ,jesteś w wielkim błędzie.

- Kate, szacunku, Ona nie żyje, teraz już nic nie zrobisz.

- Więc jednak?  Miałam?

Jake milczał, uznałam to jako odpowiedź twierdzącą.

- Super,na prawdę ekstra Jake - fuknęłam.

Odwróciłam się i szukałam wzrokiem Vanessy , stała niedaleko trumny. Podeszłam do niej, i przytuliłam mocno do siebie.



- Nie chciałam,żeby to się tak skończyło - powiedziałam

- Wiem Kate, to nie Twoja wina.

- Kate ,możemy porozmawiać?

Poczułam stukanie w ramię.

- Jake, daj mi na razie spokój. Pomyśleć muszę.

Odwróciłam się, za mną stał Justin... Zrobiłam większe oczy. Otarłam łzy i zapytałam :

- Justin, o czym chcesz rozmawiać? - powiedziałam wahając się

- O tym co się ostatnio stało. Nie odzywałaś się potem

- Bo ja nie mam  Ci na ten temat nic do powiedzenia.


_______________________________________________________________________

I jak kochani 18 rozdział ? :)

KOMENTUJCIE! <3


ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez

TT : https://twitter.com/KateAnnGomez























niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 17

KATHERINE

Gdy Jake zadał mi to pytanie, coś w mojej głowie mi podpowiadało,że wyzbyłam się wszelkich uczuć do Justina. Mimo,że były wyśnione... Zagryzłam wargę i spojrzałam na Jake'a.

- Nie, nie kocham go - wypuściłam powietrze z płuc

- To czemu tak długo się zastanawiałaś?

- Możemy jechać do domu?

- Kate, ja przepraszam.

- Możemy jechać, proszę?

- A zostaniesz moją dziewczyną?

- Co? - zapytałam zdziwiona

- Chciałem już zapytać jak byliśmy wtedy u Ciebie w domu, ale miałem trening, sama rozumiesz... Zostaniesz moją dziewczyna?

- Jake ,chcesz ze mną być mimo tych wszystkich plotek,pomówień?

- Tak, chcę, zostaniesz moją dziewczyną?

- Zostanę.

Uśmiechnęłam się, a nasze usta złączyły się w pocałunku. Może nie była to najbardziej romantyczna propozycja, w takiej chwili,ale cieszyłam się. Może tak miało właśnie między nami być?

Może to On miał być moją miłością? Tą najprawdziwszą, zżerającą , zabierającą dech? Może... Nie dowiem się dopóki nie spróbuję. Prawda?

Usiadłam między noga Jake'a , jego ręce spoczęły na moim brzuchu, podbródkiem opierał się o moją głowę.

Nastał wieczór, siedzieliśmy wtuleni w siebie na wzgórzu. Słońce padało na nasze blade twarze. Promienie zaś pieściły nasze skronie i policzki.

Jake trzymał mnie pewnie przy sobie. Jego uścisk był silny, troskliwy, bezpieczny. Cholernie bezpieczny. Ramiona ciepłe i męskie.

To było to co uwielbiałam, przytulanie.

Miałam bliską mi osobę u swego boku. Jake co jakiś czas całował mnie w głowę.  Jak na razie było za wcześnie na wyznawanie sobie miłości.

Około osiemnastej słońce zaczęło chować się za horyzontem. Byliśmy tam  , w miejscu gdzie Słońce styka się z Ziemią. Razem, tylko On i ja.

Tuż po zachodzie , gdy gwiazdy zaczęły witać niebo , my pożegnaliśmy się z tym miejscem. Jake zawiózł mnie do domu, powoli usypiałam na tym siedzeniu, gdy głaskał moją dłoń. W końcu byliśmy pod domem. Pożegnałam go całusem i poszłam do środka.

Moja mama siedziała na kuchennym krzesełku obok blatu. Była zajęta rachunkami. Nie chciałam jej przeszkadzać. Więc tylko podeszłam od tyłu i przytuliłam ją i pożegnałam całusem na dobranoc.


- Ładne męskie perfumy - zaśmiała się

- Dziękuję. Jake takie używa. Widocznie się z moimi zmieszały...

- Jesteście razem? - zapytała zaciekawiona

- Na to wygląda.  Nie będę przeszkadzała, dobranoc mamuś.

- Dobranoc Kate.



Weszłam do siebie i zamknęłam za sobą drzwi ,przekluczając je.  Zdjęłam swoje ubrania i skierowałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało arbuzowym żelem pod prysznic. Po czym dokładnie spłukałam wodą resztki żelu. Wychodząc zawinęłam się w ręcznik i wysuszyłam ciało.

Ubrałam na siebie luźną koszulkę i spodenki w kratkę. Kilka minut później usiadłam do zadań domowych przy laptopie. Chwilę sprawdziłam swoje konto na Twitterze i włączyłam google.

 Na ekranie mojego telefonu wyświetlił się nieznany numer. Nie chciałam odebrać, nie zamierzałam...

Dobijał się i dobijał. Za siódmym połączeniem odebrałam.

- Halo?

- Halo, Kate? Tu Justin. Możemy się spotkać?

- Teraz?

- Tak teraz.

- Justin, nie jestem na każde Twoje zawołanie. Więc nie , nie spotkamy się. Możemy jutro na przerwie, podczas lunchu , porozmawiać, jeśli to konieczne, chociaż nie widzę potrzeby.

- To pilne.

- Nie, nie. Nie będę na Twoje  zachcianki, do jutra.

Rozłączyłam się i dokończyłam pracę domową. Około dwudziestej- trzeciej położyłam się spać. Odpłynęłam w błogą krainę snów.

Nazajutrz w szkole, w trakcie lunchu. Usiadłam do stolika ze swoim chłopakiem. Siedzieliśmy na przeciw siebie, On koło swoich kolegów grających w naszej drużynie. Ja zaś koło cheerleaderek. Od tyłu zaszła mnie Ashley z Vanessą.

- Kate usiądziesz z nami?

- Chętnie ,ale już zajęłam miejsce, ze swoim chłopakiem i koleżankami.

- Kate, zawsze olewałaś ich i te miejsca, a teraz nie chcesz usiąść z nami? Swoimi przyjaciółkami.

Wstałam od stolika i odeszłam kawałek z nimi.

- To nie tak jak myślicie, siedzę ze swoim chłopakiem, nowym ,same wiecie jak u mnie wyglądały związki. W sumie ich nie było, więc może cieszcie się ze mną. Chcę przy nim pobyć trochę.

- Ja się zmywam stąd - fuknęła Ashley - Nigdy tak nie robiłaś.

- O i teraz ze mną się pokłócisz bo ja mam faceta ,a Ty nie?

- Nie schlebiaj sobie - powiedziała smutnym tonem

Zważywszy na to,że niedawno się rozstała ze swoim chłopakiem, z którym planowała całą przyszłość, była z nim cztery lata...

- Ashley przepraszam , nie chciałam.


Odeszła, wyszła ze stołówki. Tyle ją widziano.

- Widzisz Kate, tak jest zawsze jak facet wchodzi między przyjaciółki.

- Odpuść mi trochę.

Vanessa uśmiechnęła się i poszła sobie, wróciłam do Jake'a.  Usiadłam mu na kolana.



Zza szyby wyłonił się Justin, pokazał mi gest ,żebym przyszła. Wstałam i ucałowałam swojego mężczyznę.

- Gdzie idziesz?

- Poszukać Ashley, pokłóciłyśmy się.

- Wrócisz?

- Wrócę jeszcze przed końcem przerwy.

Jake pocałował mnie i wrócił do rozmowy z kolegami.

Wyszłam ze stołówki i odeszłam kawałek za ścianę by Jake nie widział  ,że rozmawiam z Justinem. Czułam się z tym fatalnie. Nie chciałam go oszukać. Ale wolałam obejść się bez awantur.

Stanęłam koło ściany a Justin na przeciw mnie.

- Co chciałeś?

- Zrozumiałem Twoje sny. To siła wyższa, chcą żebyśmy byli razem.

-  Mam chłopaka.

- Niby jak? Dwa dni temu nie miałaś , kochałaś mnie, całowałaś, śniłaś o mnie.

- Chodzę z Jakiem. Od wczoraj ,ale chodzę. Nie nabijaj się ze mnie. To były realistyczne sny.

- Za to Ty mnie się śniłaś ,więc uznałem to za znak.

W oddali zauważyłam Ashley.

- Muszę iść, mam coś do załatwienia. Ashley zaczekaj. Pa Justin.

Ashley odwróciła się do mnie i machnęła głową, zaczęła iść do wyjścia. Justin złapał mnie za rękę.

- Kate, zrozum no. To musiało coś znaczyć.

- Puść mnie Justin,mam krzyczeć ? Masz urojenia. To wszystko przez to,że nie możesz mnie mieć?

- Nie. I mogę. Nie udawaj niedostępnej ,skarbie.

- Nie ,nie możesz. Jeszcze wczoraj był wstyd jak się ze mną pokazywałeś, teraz big love ma być? O nie, nie jesteśmy już na tym etapie. Daj mi spokój i trzymaj się z daleka ode mnie. I mojego związku.


Justin spuścił wzrok i puścił moją dłoń. Odwróciłam się i pobiegłam do wyjścia za Ashley.
Pchnęłam wielkie brązowe drzwi i wyszłam na zewnątrz. Rozejrzałam się dookoła. Nigdzie jej nie widziałam. Zeszłam ze schodów i skręciłam w prawo na parking. Przyspieszyłam kroku.

Widok który padł przed moimi oczami,był straszny...

Ashley leżała na ziemi a z jej głowy leciała krew. Podbiegłam i ukucnęłam w kałuży krwi.

- Ashley ,proszę ! Obudź się.

Nie miała pulsu, nie oddychała, słone łzy pociekły mi z oczu...


To mogłabym być ja ,powinnam być ja, gdyby Justin mnie nie zagadał...


________________________________________________________________________________



I jak kochani 17 rozdział ?


KOMENTUJCIE! <3 

Follow na TT  : https://twitter.com/KateAnnGomez

ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez












sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 16

KATHERINE


Wyszłam z Justinem przed salę, ciągnęłam go. Nie dałabym mu teraz uciec ,mój uścisk był zbyt mocny by gdziekolwiek mógł teraz uciec.  Nie rozumiałam nadal jak można być takim zarozumiałym samolubnym egoistą.

- Justin!

- Nie drzyj się, znów... - westchnął

- Jak mogłeś powiedzieć wszystkim wszystko?

- Przecież mówiłem ,że to zrobię, nie rozumiem o co Ci chodzi. Wyśmiałem i powiedziałem,że wszyscy się dowiedzą - poczerwieniał ze złości

Z sali wyszła nauczycielka ze złością  zaczęła mówić.

- Justin , Kate, romanse zostawcie sobie na przerwę, pod salą nie ma krzyczenia,wracajcie na lekcje!

- Przepraszamy Panno Jones, już kończymy.


Nie kończyłam,miałam jeszcze pełno tekstów Justinowi do wrzucenia. Wykorzystał sytuację, uciekł.  Uśmiechnęłam się do nauczycielki która patrzyła na mnie wrogo. Przeprosiłam ją za całe zamieszanie i poszłam jak mi kazano do dyrektora. Byłam wściekła ,że sama u niego ląduje, pierwszy raz. Nikt się nie spodziewał ,że Pani Perfekcyjna, tak to ja, potrafi takie rzeczy robić, ale nie byłam już taka sama jak kiedyś, te sny, dzisiejsza sytuacja, wszystko mnie zmieniło. Nie patrzę na nic już tak jak kiedyś.  Dyrektor trochę się burzył ,że zrobiłam na lekcji szum i mówiłam do nauczycielki jak do koleżanki, oraz ,że nie powinnam tak robić. Musiał mi to powiedzieć, ale w gruncie rzeczy gdy kończył wypowiedź i wychodziłam powiedział do mnie : Cieszymy się,że znów jesteś. Znów będziemy mieli asa w rękawie na olimpiadach i zawodach. Uśmiechnęłam się delikatnie i wyszłam z gabinetu dyrektora. Wszyscy mają do wielkie oczekiwania, że zawsze i wszędzie będę perfekcjonistką , a to staje się męczące.  Nigdy nie chciałam wyrobić sobie takiej opinii. Fakt dla moich rodziców zawsze było ważne,żebym była w każdym klubie, naukowym, sportowym, miałam być wszędzie o każdej porze. Miałam być perfekcjonistką w każdym calu i wszędzie.

Dlaczego ?

Dla rodziców, Oni zawsze mi opowiadali jak byli w liceum, gdzie się udzielali ,co robili dla szkoły.

Chodzili do tego samego liceum co ja, nauczyciele którzy ich uczyli są jeszcze w mojej szkole i co chwile porównują moje dokonania z tym co Oni robili.

Czasem miałam ochotę krzyknąć DOŚĆ. Ja jestem Kate a moi rodzice to rodzice, już tu nie chodzą, to co osiągnęli powtórzyło milion ludzi. Każdy jest indywidualistą, każdy jest osobną jednostką a nie osiągnięciami innych.



Tak myśląc szłam na parking szkolny, gdzie miała czekać na mnie Vanessa. W oddali zobaczyłam Justina. Jak chwali się swoim samochodem, w okół niego pełno lasek śliniących się. Nienawidziłam takiego widoku. Blachary, tipsy, mocny makijaż, blondynki.


Ubranie było chyba dla nich zbędną rzeczą. Żałosny widok. I tak to te laski dodawały Justinowi pewności siebie. Nie cierpiał jak którakolwiek mu odmawiała czegokolwiek.  Wiedział ,że te blondynki będą dla niego rezerwą , za każdym razem gdy pstryknie palcami będą leżały z rozłożonymi nogami i cipką na wierzchu czekając na niego i to jak je zadowoli. One przeżywają orgazm za każdym razem gdy się do nich odezwie a co dopiero jak coś włoży. Dupy wszędzie, Justin zaliczy każdą przecież która tu się pojawi i jest gotowa ,żeby rozłożyć nogi.  Żal mi ich było ,przecież to nie miało szansy jakiegokolwiek powodzenia.

Justin zabawiał się nimi niczym marionetkami na sznurkach, pociągał za który chciał gdy tylko miał ochotę.
Czy każda z nich była taką zabawką?  Tak, każda. Niby każdy wiedział ,że to się skończy na jednym numerku,ale brnął w to,bo myślał ,że może jednak ,tak będę tą w której się zakocha, a Justin? Zlewał je ,bo tylko do bzykania się nadawały. To były istoty zwyczajnie marnujące tlen.

Stanęłam przy samochodzie Vanessy ,która dopiero co podjechała ,przywitałam się z nią. Ale nie chciałam jeszcze odjeżdżać. Powiedziałam Vanessie co chcę zrobić, starała się mnie odciągnąć. Na marne, uparłam się.

A gdy kobieta się uprze to musi być po jej myśli, nie ma innej opcji, prawda?

Podeszłam do Justina, jego koledzy zaczęli gwizdać. Wiem,że byłam ładna, ale bez przesady,nie byłam jak te blondynki ,że polecę za nimi, bo wygwizdali moją dupę czy cycki.

- Justin,mogę Cię poprosić? - zapytałam grzecznie

- Nie sądzę.

- Uu laseczka, znów się zakochałaś w Justinie?

- Nie, ja to za wysokie progi na jego nogi. Ja mogę go mieć, On mnie nie może, i tu go boli. Nie jestem jak te wasze blond cizie co liżą Wam pałę gdzie popadnie. Jeszcze bym się czymś zaraziła.

- Pedantka się odezwała, słyszałaś , Justin nie chce z Tobą rozmawiać - powiedział jeden z kolegów Justina złośliwie

- Cicho przydupasie, gdyby i Tobie Justin kazał wylizać tyłek zrobiłbyś to ,nie? Tak boisz się,że stracisz pozycję. Justin nie ma własnego głosu,że odzywasz się za niego. Justin,porozmawiamy? - zapytałam

- Jezu, a dasz mi wtedy spokój?

- Owszem. Znaczy tak ,będziesz miał już spokój.


Justin i ja oddaliliśmy się na szkolną ławkę ,mieszczącą się niedaleko głównego wejścia do szkoły i parkingu. Stała w samym centrum.

- Justin, możesz mi powiedzieć dlaczego to zrobiłeś?

- Jesteś taka zarozumiała! Myślisz tylko o sobie i o to co o Tobie powiedzą.

- Co!? Czy ja kiedykolwiek martwiłam się tylko o siebie?! Zawsze o wszystkich myślę. Nawet idąc wczoraj myślałam o tym co Ty powiesz, co inni powiedzą,jak zareagujesz.

- Widzisz, i tu się sprowadza do jednego punktu, Ciebie i martwienia się o to co kto powie.

- Justin , nie moja wina, a Ty lepszy jesteś?

- W dupie mam to co kto powie. Pokazując się teraz z Tobą chyba coś udowodniłem ,hm?

- Niby co takiego?

- Pokazuję się z Panną Perfekcyjną, przecież, to hańba dla Ciebie,że pokazujesz się z takim dupkiem jak ja.

- Chyba sama Cię tu poprosiłam,wiem co robię. Wczoraj też liczyłam się z tym ,że wygadasz wszystkim. Ale myślałam,że może odrobinę szacunku do mnie masz i zachowasz to do siebie. Przecież poświęciłeś mi wczoraj tyle czasu. Myślałam,że to coś znaczy, że chcesz tego wysłuchać, że nie zrobisz tego o co Cię posądzałam,a jednak, jesteś taki jak każdy.

- Czyli jaki?

- Już Ci mówiłam. Egoistyczny ,samolubny dupek - Justin spuścił wzrok i wyciągnął papierosa

- Skończyłaś? - wsadził fajkę do buzi i odpalił ją

W tym momencie podeszła do nas blondynka, cycki na wierzchu, tapety na twarzy masa, odsłonięte ciało.

- Justin skończyłeś już? - zaśmiała się idiotycznie

- Tak ,skończyłem.

Justin wstał i odszedł. Nie reagował na moje żadne słowa.. Chyba nigdy go nie zrozumiem. Obydwoje mamy do siebie wystawiony wielki mur, żadne z nas nie chce go zburzyć przed sobą. A nawet chyba nie ma takiej potrzeby.

Wracając do samochodu Vanessy zaczepił mnie Jake.

- Spieszysz się?

- Nie, nie ,a co ?

- Dasz się gdzieś zabrać ?

- Teraz ?

- Tak, teraz. Można?

- Dobrze, pożegnam się tylko z przyjaciółką, i już do Ciebie idę.


Pobiegłam do Vanessy i opowiedziałam jej co teraz zamierzam zrobić. Jak zwykle, powiedziała co o tym uważa i ,że jest przeciwna. Przytaknęłam jej,ale i tak zrobiłam swoje. Pocałowałam ją w policzek i poszłam do Jake'a.

- Już możemy - powiedziałam uśmiechnięta

- Wskakuj - otworzył mi drzwi od swojego samochodu.

Wślizgnęłam się na miejsce pasażera, Jake zajął swoje miejsce. Odpalił silnik i ułożył dłonie na kierownicy. Odjechaliśmy, Jake jechał spokojnie co chwila nieśmiało spoglądając na mnie. Odwzajemniałam to uśmiechem.

- Spodoba Ci się tam.

- Gdzie? - zapytałam zaciekawiona

- W tym miejscu, spodoba na prawdę, pięknie jest.


Jake uśmiechnął się cwaniacko i jechał przed siebie. Jakieś dwadzieścia minut później skręciliśmy w lewo w leśną alejkę. Przejechaliśmy przez mały zagajnik. Jake zatrzymał się na wzgórzu. Wysiedliśmy z samochodu. Jake stanął za mną i zakrył mi oczy.

- Nie bój się, nic Ci się nie stanie.

I tak uwierzyłam mu, od tak, wierzyłam ,że będę bezpieczna, poddałam się tej wierze, i nie zawiodłam się. Jake zatrzymał się w pewnym momencie i odsłonił moje oczy. Otworzyłam je.  Ukazał mi się najpiękniejszy widok na świecie, tam gdzie słońce spotyka się z ziemią , gdzie łamie się linia świata.  W okół nas rosły kwiaty, wszelkie gatunki, widziałam stąd całe nasze miasto, wydawało się takie małe, wszyscy ludzie zabiegani a ja ponad nimi. Rozejrzałam się, to był na prawdę piękny widok. Jake zniknął, odwróciłam się i szukałam go wzrokiem, przyszedł, z kocykiem, i koszykiem piknikowym.

- Co byś z tym zrobił gdybym się nie zgodziła pojechać? - zaśmiałam się

- Wyrzuciłbym w cholerę. Albo zostawił na później.

- Sam zjadłbyś tyle?

- Tak, spokojnie,dałbym radę.


Uśmiechnęłam się i rozłożyłam z Jakiem koc. Usiedliśmy na nim i podziwialiśmy piękną panoramę miasta. Czułam się niezręcznie ,ale i jednocześnie dobrze, jakby coś mi w żołądku latało, motylki i te sprawy, ale jednocześnie czułam jakby mi ktoś te motyle niszczył kamieniami.. Nie rozumiałam kompletnie tego uczucia.

Nie wiedziałam sama co się dzieje, jednocześnie coś mnie ciągnęło do Jake'a ale coś jakby nie pozwalało mi się przed nim otworzyć i dać całej siebie.

Jake wyjął z koszyka truskawki, bułki, arbuza, kanapki, sałatkę.

- Przyszedłeś nakarmić całe wojsko?

- Nie - zaśmiał się - Tylko nas, jesteś taka chuda, pewnie brakowało Ci jedzenia w szpitalu.

- Dało się przeżyć. Byłam w domu, też nabrałam masy.

- Nie bardzo widać.

- Wezmę to za komplement - uśmiechnęłam się.


Jake wyjął sok i nalał nam do kubków. Sączyliśmy go.

- Kochasz Justina ?

Zachłysnęłam się ,i spojrzałam na niego ciężkim wzrokiem.

- Co masz na myśli?

- Dobrze wiesz Kate. Słyszałem o tych Twoich snach, o tym jak się wobec niego zachowałaś. O tym jak go traktujesz, o pocałunku, i w dodatku dzisiaj  rozmawiałaś z nim.

- Jake, po prostu wyjaśniałam sobie z nim kilka spraw. Jest po prostu zarozumiałym dupkiem, bzykającym każdą laskę która oddycha. Pieprzony egoista...

- Nie odpowiedziałaś na pytanie. Kochasz go?


___________________________________________________________________

I jak kochani 16 rozdział ? :)

KOMENTUJCIE! <3


Jeśli się pogubiliście, przeczytajcie od początku 14 rozdziału aż do teraz, może sytuacja dla Was stanie się jaśniejsza. Tak zmieniłam piętnasty rozdział. Dlaczego?
Wtedy pisałam jak Wy chcieliście moja koncepcja była inna. Więc zmieniłam, chcę pisać tak jak serce mi podpowiada , tak jak czuję ,nie pod publiczkę. Nawet gdybym miała pisać sama dla siebie.
Wiem,że każdy oczekuje happy endu ,ale moje opowiadanie jest inne niż wszystkie ,więc nie może być cały czas sielanka.

Tym którzy ze mną zostali mimo zmian wielki uścisk ! <3

obserwujcie mnie na TT : https://twitter.com/KateAnnGomez














czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 15

KATHERINE


Pamiętałam ,że jest zarozumiały,ale nie ,że aż tak bardzo. To było w pewnym sensie pociągające, bo wiedziałam jaki potrafi być, mimo,że to były moje wyobrażenia ,miałam nadzieję,że są prawdą. Bo przecież sny to miejsca gdzie zabiera nas nasza dusza.  Chciałam w głębi wierzyć,że On to ta sama osoba co w moich snach.  Miałam cichą nadzieję,że kiedykolwiek może spojrzy na mnie innym wzrokiem niż jak wróg na wroga. Mógłby... Justin odwrócił się i zaczął iść w stronę wyjścia. Pomyślałam sobie, że muszę coś samej sobie udowodnić. Chciałam coś sprawdzić, pamiętałam jak smakują jego pocałunki w snach, jak delikatne wargi ma, jak patrzał na mnie podczas pocałunku.  Zaczęłam iść za nim.

- Kate gdzie idziesz?

- Coś muszę sobie udowodnić. Zaraz wrócę.

Justin wyszedł pomarańczowymi drzwiami, ja od razu za nim.

- Justin, zaczekaj - krzyknęłam

- Czego jeszcze?

- Tego



Wraz z kończeniem tego słowa moje usta znalazły się na jego. Justin nie pozostawał mi dłużny ,od razu zabrał się do pocałunku, pieścił moje podniebienie, a dłońmi wodził po ciele. Po kilku minutach oderwałam się od niego.

- Wiedziałam.

- Co takiego?

- Wiedziałam ,że tak całujesz.

- Niby skąd? Śledzisz mnie? Bawisz się w psycholkę czy jak?

- To już nie ważne. Każdą tak całujesz?

- Nie, nie każdą. Tylko te ładne i zadziorne.

- Haha - roześmiałam się w głos - Czyli w sumie każdą która jeszcze oddycha.

- Kate, przyszłaś żeby mi tu dogadywać czy czegoś ode mnie chcesz ?

- Zrobiłam już to co chciałam  - uśmiechnęłam się.

- To cześć - odpowiedział Justin


Zrobiło mi się go żal ,nie sądziłam,że potrafi do mnie się odzywać bez obrażania, odgrażania itp.
Usiadłam na parapet przed salą. Zastanawiałam się czy powinnam opowiedzieć Justinowi cały mój sen.. Chyba nie powinnam... Nie znamy się aż tak dobrze, wziąłby mnie za jakąś wariatkę, rozpowiedziałby wszystkim wszystko, i w szkole byłabym kompletnie spalona.
Wstałam z parapetu i pobiegłam do szatni. Wzięłam swoje ubrania i schowałam je do torby. Zamknęłam swoją szafkę, torbę założyłam na ramie i wyszłam przed budynek. Zawsze dla wszystkich byłam numerem jeden ,każde zawody, każda olimpiada, byłam dla nich niby doskonała, sama wiedziałam,że tak nie jest. Moja ciężka praca, prawie codziennie zarwana noc.. Nikt na to uwagi nie zwracał.
Myślałam wracając do domu wciąż czy mówić czy nie. Biłam się z myślami.  Wróciłam do domu i wypakowałam wszystkie rzeczy z torby.

- Mamuś - zawołałam

- Tak skarbie?

- Powinnam Justinowi powiedzieć co się wydarzyło?

- Niby kiedy?

- Co się działo w mojej głowie... Powinnam mówić?

- Zrób jak uważasz.

- Jak zawsze pomocna ,dzięki - fuknęłam

Mama podniosła ręce w bezczynności i wyszła z pokoju. Usiadłam na łóżko i przypomniałam sobie wszystko to co się działo, to co było. Kocham go, ja na prawdę go kocham... Ej ej, co? Jak po śnie mogę kogoś kochać? Zdecydowałam ,że powiem Justinowi , mógł mnie wyśmiać, mógł rozpowiedzieć wszystkim to co mu powiem. Mógł zrobić co chciał, mnie bynajmniej nie będzie gryzło sumienie.  Założyłam trampki, luźną bluzę i legginsy. Wyszłam z domu i intuicyjnie skierowałam się do domu Justina. O dziwo ,wiedziałam gdzie iść... Wszystko wiedziałam, wszystko było takie realistyczne.. Dwadzieścia minut później ,stałam pod drzwiami Justina. Podniosłam rękę by zapukać, i znów ją opuściłam , ponowiłam próbę z pięć razy,aż w końcu zdecydowałam się zapukać. Zastukałam w drzwi trzy razy ... Za dużo? Zdenerwowałam go? Otrząsnęłam się. Nikt nie otwierał.. Odwróciłam się i odeszłam kawałek.

- Kate?


Odwróciłam się i zobaczyłam zaspanego Justina.

- Musimy porozmawiać - odpowiedziałam - Mogę wejść ?

- Zapraszam.


Zdenerwowana weszłam do jego domu. Beże ,biel, czerń, dokładnie takie samo ustawienie jak wtedy..
Wszystko było tak jak kiedyś..  Kompletnie nic nie rozumiałam. Usiadłam na kanapę, Justin zajął miejsce koło mnie.

- Justin musimy porozmawiać

- O czym chcesz rozmawiać ?

- Śniło mi się coś, wiesz pewnie ,że miałam wypadek.

- Tak,każdy wiedział, musieliśmy się za Ciebie modlić nawet, dyro kazał.

- Ech.. Nie ważne, przyszłam ,żeby Ci coś opowiedzieć.

-  Mów, jeszcze słucham, jak się rozgadasz to przestanę.

- Ale to naprawdę ważne!

- Co,co takiego może być ważne ,żebym musiał Cię słuchać?! Przecież Ty mnie nienawidzisz, od zawsze mamy na pieńku. Nigdy mnie nie lubiłaś i z wzajemnością, ja Ciebie też nie!

-  Justin! Zamknij się chociaż raz i posłuchaj,co ktoś mądrzejszy ma do powiedzenia.

- I widzisz, znów zaczynasz! Jak kiedykolwiek mamy się dogadać?

- Nie musimy się dogadać, po prostu mnie teraz posłuchaj.

- Mów, masz pięć minut.

- Myślisz ,że w tylu się zmieszczę? Wątpię. Zamknij się ,siadaj i mnie posłuchaj, chociaż raz.

Justin ucichł a ja zaczęłam opowiadać mu wszystkie moje sny, wydawał się zaciekawiony. Przetwarzał każde moje słowo które do niego powiedziałam. Opowiadałam mu znacznie dłużej , około pięciu godzin nam zajęło streszczenie i zrozumienie wszystkiego. Justin pytał, ja odpowiadałam, i tak na okrągło. Opowiadałam, opowiadałam. Justin siedział cicho a ja wciąż gadałam i gadałam co jakiś czas popijając wodą z butelki ,którą Justin przyniósł podczas pięciominutowej przerwy na papierosa.


- To chyba wszystko co chciałam Ci powiedzieć.

- Hahahahaha, dziewczyno! Słyszałem już wiele rzeczy i pragnień ze mną związanych ,ale nigdy takiego wyznania. Jak się zakochałaś to mogłaś powiedzieć. Wszyscy to muszą wiedzieć, haha , Ty myślisz,że ja kiedykolwiek poleciałbym na taką zarozumiałą ,ujadającą , przemądrzałą dziewczynę jak Ty? Nigdy, nawet gdybyś została ostatnią dziewczyną na świecie , nigdy w życiu nie tknąłbym Cię kijem przez szmatkę.

- A Ty wciąż jesteś takim chujem jak byłeś.  Czy Ty masz jakieś przerośnięte ego!? Bo nie sądzę by cokolwiek innego było przerośnięte.

- Wyjdź Kate.

- Właśnie tak zamierzałam zrobić.  A Ty żyj dalej w swoim małym zakompleksionym świecie.

- Wracaj do swoich książek , tylko one Ciebie lubią.

- Dusza towarzystwa się odezwała. Nie przesadzaj. Mam znajomych. Ja po prostu otaczam się tymi ludźmi których cenię, a nie którzy cenią moje pieniądze i popularność. Myślisz,że wszyscy są przy Tobie bo jesteś zabawny, seksowny ,czarujący czy te sprawy? Nie, Justin Oni są tam dla Twoich pieniędzy. Powodzenia.

Wzięłam torbę z podłogi i wstałam. Wyszłam z trzaśnięciem drzwi. Boże! Co za buc. Jeden wielki wał.
Jak można być tam zapatrzonym w siebie. Odetchnęłam z ulgą wiedząc ,że mam już wszystko za sobą. Cieszyłam się z jednego, jutro będę już mogła wrócić do ludzi ,których kocham. Z którymi chcę spędzać czas. Wróciłam do domu i zaszyłam się w swoim pokoju, sięgnęłam pod łóżko po swój pamiętnik , zapisałam w nim swoje dzisiejsze przemyślenia, sytuacje, reakcje, i swoje samopoczucie.
- Jak się czujesz?
- W ogóle się nie czuje.

Schowałam go ponownie pod łóżko ,do pokoju weszła mama.

- Jak córeczko?

- W porządku, powiedziałam mu wszystko, wyśmiał mnie ,ale poradziłam sobie z tym. Nie zamierzam niczego robić pod publiczkę, będę szła za głosem serca.

- Mądra dziewczynka, mówiłam,pierwsza myśl zawsze najlepsza.

- Powiedział mi o przyjaciołach.. Prawda mamo jest taka,że jeśli dowiedzą się o tym wszystkim to tylko Ci prawdziwi zostaną, a reszta to blade tło.

- Słuszna decyzja słoneczko, śpij dobrze.

- Ty też mamuś, dobranoc.

Mama wyszła ,a ja poszłam pod prysznic. Umyłam się truskawkowym żelem pod prysznic, spłukałam go wodą i wytarłam się ręcznikiem. Wróciłam do pokoju i położyłam się spać.
Mój cel?  Spokój. Odpłynęłam w krainę snów.

Nazajutrz obudziłam się pełna werwy , byłam nabuzowana ,chciałam iść do szkoły. Spakowałam wszystkie książki potrzebne na zajęcia, umyłam włosy. Poszłam przed lustro gdzie umalowałam się delikatnie. Zeszłam na dół zjeść śniadanie. Tosty francuskie! Pycha. Po śniadaniu skierowałam się ponownie do łazienki. Wysuszyłam i ułożyłam burze swoich włosów. Wróciłam do pokoju i ubrałam się.  (lewy obrazek )
Zbiegłam na dół zauważając już 7,40 na swoim zegarku. Pożegnałam się z rodzicami i poszłam do szkoły. Przed wejściem czekały na mnie przyjaciółki, Ashley i Vanessa. Ucieszyłam się ,że teraz każdy dzień będziemy spędzać razem.  Przywitałam się z nimi całusem w policzek i weszłyśmy do szkoły. Kierowałyśmy się do sali numer 213 ,szłyśmy środkiem korytarza. Czułam palący wzrok wszystkich na sobie, wiedziałam,że Justin im opowiedział wszystko, plotki w szkole tak szybko się roznoszą.  Dzwonek zadzwonił, wszyscy rozeszli się do swoich sal, tak samo jak i my. Zaczynałam lekcją biologii. Nauczycielka przywitała mnie mile ,uprzejmie, do czasu. W końcu zaczęła opowiadać co na dzisiejszej lekcji będziemy mieć

- Dzisiaj porozmawiamy o rozmnażaniu. Kate może zechciałabyś nam opowiedzieć? Ponoć się na tym znasz. - zaśmiała się

- Chyba nie powinna Pani tak mówić do uczennicy.

- Nikt nikomu nic nie udowodni. Ty miałaś takie sny nie my słoneczko.

- Mnie bynajmniej w śnie ktoś częściej brał niż Panią przez całe życie. Podejrzewam ,że w snach nawet Pani nikt nie zechciał? Pewnie chodzi Pani na rodzinne spotkania, gdzie matka wciąż próbuje Panią zeswatać z jakimś starymi oblechami ,mającymi lepkie dłonie, ale niech Pani się nie martwi i tak na tym się zakończy.

- Kate do dyrektora.

- Spodziewałam się.  Nie nie musi mnie Pani odprowadzać, sama dojdę, jak zawsze - zaśmiałam się  z podtekstem, klasa podobnie załapała żart.

Nie ,nie poszłam do dyrektora, poszłam zobaczyć plan wiszący na korytarzu. Poszukałam klasy Justina. Niech nie myśli ,że zostawię to bez konsekwencji. Znalazłam! Sala 303. Pobiegłam na drugie piętro. Spojrzałam przez okienko w drzwiach czy Justin jest w sali. Był. Złość we mnie narastała. Otworzyłam jednym szarpnięciem klamki drzwi i weszłam do środka.

- Justin! - krzyknęłam podchodząc do jego ławki

- Co jest skarbie?

- Nie nazywaj mnie tak! Jak mogłeś wszystkim wszystko opowiedzieć?

- Przecież mówiłem ,że to zrobię.

- Nie myślałam,że jesteś takim dupkiem.

- Katherine Ann Gomez ,wróć na swoje zajęcia - powiedział nauczyciel fizyki

- Za chwilę, teraz tu musimy coś załatwić. Proszę Pana czy jeśli mu walnę zaliczę ten projekt o sile i mocy?

- Nie.

- A jednak zrobię to.

Chwyciłam Justina ławkę za brzegi i wywaliłam ją na lewo. Kartki z ławki rozwaliły się po całej klasie. Nikt nawet nie pisnął słowa na to co robię czy mówię.

- Kate ,do dyrektora.

- Oj zaraz pójdę, jestem w drodze.  Ty pójdziesz ze mną - wskazałam na Justina.




___________________________________________________________________

I jak 15 rozdział?

Tak tak wiem, skarciliście mnie za rozdział 14, ale to chyba moja inwencja i będę pisała jak będę chciała. Od razu wpadacie w szał macicy, zamiast poczekać na rozwinięcie. Chcecie, odchodźcie proszę bardzo. Piszę jak serce mi podpowiada nie pod publiczkę. Zdecydowałam ,że będę pisać tak jak chcę, choćbym miała pisać sama dla siebie.

oglądajcie : http://www.youtube.com/watch?v=kIdgWFX3znU

KOMENTUJCIE. 

PS. Dziękuję tym którzy się nie załamali i są tutaj dalej ze mną. I dla tego co tutaj piszę :)  Jesteście wielcy !











środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 14

REGULAR POV 


Rok 2013 , kwiecień. Liceum w Nowym Jorku. To miał być zwykły dzień, miał...
Ciemnowłosa ,wesoła dziewczyna o pięknych brązowych oczach i śnieżno-białym uśmiechu, właśnie miała swój trening cheerleaderski. Cała drużyna cheerleaderek zrobiła sobie przerwę. Dziewczyny usiadły na drewniane ławeczki ,które stały niedaleko szkolnego boiska.  Na dworze było bardzo parno, powietrze było tak gęste ,że można byłoby je ciąć nożem.  Piękna brunetka odizolowała się od swojej drużyny , ze swojej torby wciągnęła książkę , usiadła pod drzewem i otworzyła ją na stronie ,na której ostatnio przestała czytać.
Czytała  ,jedną stronę, drugą... Aż w końcu usłyszała tylko Uwaga! Piłka leci. Dziewczyna zasłoniła głowę dłońmi i rzuciła książkę pod nogi. Piłka wylądowała niedaleko niej. Przybiegł po nią jeden chłopak z drużyny. Miał ciemne włosy, ciemne oczy.

- Nic Ci nie jest?

- Nie ,nic. Powinniście dalej  od nas grać.

-  Tam jest nasze boisku. Ty nie powinnaś tu siedzieć - zaśmiał się - Jestem Jake.

- Katherine, widzę wygadany - uśmiechnęła się

- Tylko Ci się wydaje.

Zza pleców usłyszał Jake! Chodź już. Gramy.

- Wybacz, muszę iść. Mam nadzieję,że się jeszcze spotkamy.

- Chodzimy do jednej szkoły, myślę ,że to całkiem prawdopodobne.

- Lubię Cię - zaśmiał się - Bystra i zabawna, do zobaczenia.

- Do zobaczenia.

Dziewczyna uśmiechnęła się i sięgnęła po swoją książkę, po czym rozejrzała się i zobaczyła jak koleżanki po nią machają. Podbiegła do nich.

- Ćwiczymy dalej?

- Tak, teraz piramidy. Kate ,będziesz na samej górze.

- Okej, rozciągnę się odrobinkę i możemy próbować.

Kate ,tak było brunetce na imię. Odeszła kawałek od koleżanek i zaczęła się rozgrzewać, podobnie jak reszta drużyny. Podeszła do niej blondynka. Przyjaciółka Kate.

- Kate, skarbie, wiesz ,że to niebezpieczne? Nikt nie robi tak wysokich piramid.

- Dam radę, jestem z Was najlżejsza, kogo mieliby wziąć?

- Jak chcesz, jak spadniesz, nie proś mnie o pomoc.

- Ashley, zrozum, to moja szansa.  Mogę zabłysnąć.

- Ta - przeciągnęła - Albo zgasnąć nie w czas ,hm?

- Nie przesadzaj. Dramatyzujesz.


Ashley ucichła. Wszystkie dziewczyny stanęły w swoich pozycjach. Katherine zaczęła się wspinać na samą górę. Z lekką asekuracją koleżanek,doszła na sam szczyt. Uśmiechnięta, nie zdawała sobie sprawy z tego co się stanie.  Piłka z boiska sąsiadujących tam chłopaków z drużyny, trafiła w jedną dziewczynę, która stanowiła część stelaża.  Ludzka piramida zawahała się. A sam czubek piramidy, który tworzyła Katherine, spadł na ziemie. Dziewczyna upadła, słuchać było tylko chrzęst kości i krzyk dziewczyny. Wszystkie koleżanki zebrały się nad nią. Ashley, przyjaciółka Kate, wyciągnęła z kieszeni telefon i zadzwoniła po pogotowie... Jake ,chłopak,którego niedawno Kate poznała, podbiegł by zobaczyć co jest z brunetką.  Nie oddychała, nie dawała znaku życia, puls zanikał. Karetka przyjechała. ratownicy wybiegli ze środka i zabrali dziewczynę na noszach. Na dworze nie było w tym momencie słychać niczego więcej prócz cichych płaczów dziewcząt z drużyny. W powietrzu rozniósł się dźwięk syreny, która dawała znak ,że wiezie poszkodowaną...


TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

KATHERINE


Zaczęłam lekko się poruszać,i lekko otworzyłam oczy  słońce dobiegające zza okna podrażniło mój wzrok.  Ponowiłam próbę ich otwarcia, tym razem byłam oswojona ze światłem.

- Hej skarbie - dobiegł mnie cichy, delikatny i spokojny damski głos - Kate, nareszcie! - poczułam uścisk na ciele

- Mama?

- Tak skarbie, a kto inny?

- Co się stało?

Odepchnęłam się dłońmi o łóżko by podciągnąć się w górę ,po chwili pożałowałam tego. W karku, barkach, plecach, łopatkach przeszył mnie ból. Jakby ktoś mnie dźgał w plecy nożem.

- Kate, ostrożnie, nie ruszaj się, jesteś cała połamana jeszcze.

- Mamo, co się stało, gdzie Justin, Shadow, tata? Ktokolwiek inny? Gdzie Oni są?

- Tata jest w pracy, Twoja siostra także. Skarbie, o co Ci chodzi? Jaki Justin,jaki Shadow?

- Mój syn, mój chłopak, gdzie Oni są? Dlaczego nie przy mnie? Co się stało ,mamo? To potrącenie, nic kompletnie nie wiem - złapałam się za głowę.

- Syn? Chłopak?  Skarbie, od kiedy pamiętam od roku nie miałaś chłopaka, a co dopiero syna. Nie miałaś żadnego wypadku współgrającego, lub mającego cokolwiek z samochodami czy potrąceniem.

- Mamo ile ja tu spałam?

- Ponad tydzień słoneczko. Chyba wyśniły Ci się różne rzeczy,hm ?

-  Najwidoczniej. Ale wszystkie były takie realistyczne, mamo, byłam szczęśliwa, miałam cudownego chłopaka, wspaniałe życie, karierę,syna.

- Kate, masz dopiero siedemnaście lat, masz karierę, w swojej szkole, związaną z cheerleaderkami, i Twoim zespołem tanecznym, żadnej innej kariery.

- Justin, był przystojny, opalony, miał czekoladowe oczy, ciemne włosy, idealnie pasujące do jego karnacji, idealne rysy twarzy, wyrzeźbiony tors, na którym spałam co noc. Mamo, ja tam spędziłam około pięciu lat.

- Tydzień skarbie, a Ty już tyle wyśniłaś?

- Miałam kochanego syna, mały czterolatek, miał ciemne oczy po nas, styl po tatusiu, był wygadany za mną. Mamo ,wszystko było takie idealne, aż nazbyt idealne...

- Nie ekscytuj się tak, to tylko sny. Widzisz w nich coś czego nigdy nie było... Justin, jaki Justin? Tak a pro po ?

- Bieber...

- Kochanie, ten chłopak co chodzi do Twojej szkoły?

- Tak, o dziwo ,wszystko było w tym śnie jak tutaj, wszystko się działo w naszym mieście mamo. W Nowym Jorku, wszystko, dom ten sam, szkoła ta sama, ta sama okolica, mamo!

- Kochanie, z tego co pamiętam Justin i Ty od zawsze się nienawidzicie. Codziennie od roku jak jesteś w tej szkole, czepiasz się go a On Ciebie. Co chwila mówiłaś jak Ciebie denerwuje, co wygaduje, unikałaś go jak ognia, a teraz nagle kochasz go bezgraniczną miłością? To zdecydowanie był sen, a może masz gorączkę? Majaczysz skarbie.

- Mamo! Nic mi nie jest, czuję się dobrze. Jestem po prostu załamana. Mogę zostać sama?

- Na pewno?

- Tak ,chcę zostać sama.

- No dobrze. Cieszę się ,że już jesteś z nami, wśród nas.

Uśmiechnęłam się delikatnie , mama uchyliła się do mnie i ucałowała mnie w głowę. Wyszła z pokoju,a ja wypuściłam całe powietrze z płuc. Nie mogłam uwierzyć ,że to wszystko co przeżyłam, działo się tylko w mojej głowie, wszystkie wypowiedzi Justina, Shadow, kogokolwiek tworzyłam ja sama... Wciąż nie mogę uwierzyć,że to akurat przydarzyło się mnie.  Z moich oczu zaczęła sączyć się słona substancja. Fakt, słowa mojej mamy trochę mną wstrząsnęły, wciąż nie wiedziałam jak tu się znalazłam.

- Mamo ! - krzyknęłam

Moja mama znalazła się sali po dwóch minutach.

- Tak? Wybacz, rozmawiałam z lekarzem.

- Kiedy stąd mnie wypuszczą i jak ja się tu znalazłam?

- Jutro wychodzisz, ale w domu będziesz leżała jeszcze około dwóch tygodni.

- Jak się tu znalazłam? - zapytałam zaciekawiona

- Córeczko ,miałaś trening , tak słyszałam, nie było mnie więc Ci nie opowiem z każdym szczegółem tak dokładnie. Miałaś trening, robiłyście piramidę, to czego zawsze się obawiałaś. I stałaś na samym szczycie. W jedną z dziewczyn, Twoich koleżanek,trafiła piłka od chłopaków  z drużyny z sąsiedniego boiska, zawahało Wami i upadłaś, i potem Ciebie tutaj przywieźli.

- Ktoś w ciągu tego tygodnia przyszedł mnie odwiedzić?

- Tak, Jake, Ashley.

- Jake?

- Tak mi się przedstawił, chłopak z drużyny, powiedział,że poznał Cię dosłownie kilka minut przed wypadkiem. Ale dodał także,że nie jesteś mu obojętna, kazał mi to przekazać.


Uśmiechnęłam się szeroko, Jake był przystojnym szatynem,może to On właśnie w rzeczywistości miał być tym moim Justinem ze snu?

Leżałam już w domu ponad dwa tygodnie, zaczynało mnie to zabijać. To zajęcie zabójczo nudno, aż chce się popełnić samobójstwo,leżeć i leżeć, ile można?! Sama w pokoju, laptop, telewizja to Twoje jedyne życie. Całe dwa tygodnie, sama w domu, z rodziną... Ale to też zaczynało się nudzić. Tylko gdy Ashley bądź Vanessa mnie odwiedzały robiło się ciekawiej, opowiadały mi co się dzieje w szkole, od prawie miesiąca mnie tam nie było.. Szczerze stęskniłam się.  Tego dnia ,odwiedził mnie specjalny gość.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.


- Otworzy ktoś ? - krzyknęłam ,nikt się nie odzywał , wszyscy byli na zewnątrz

Wstałam z łóżka i wzięłam swoje kule ,jedna noga jeszcze się regeneruje, tydzień i będę mogła iść do szkoły. Nareszcie! Ech, dziwnie to brzmi... W każdym bądź razie, zeszłam o własnych siłach na dół. Otworzyłam drzwi, a w nich stojący z kwiatami Jake.

- Dzień dobry - uśmiechnął się
- Hej Jake, wejdź, zapraszam.

Jake podarował mi kwiaty i pocałował mnie w policzek. Zaprosiłam go na kanapę w salonie, nie musiałam się tyle męczyć z chodzeniem. Za każdym razem gdy chciałam wstać po cokolwiek do picia czy jedzenia, powstrzymywał mnie.

- Co Cię sprowadza? - zapytałam

- Chodzi o to ,że od całej naszej drużyny mam coś dla Ciebie .

Jake sięgnął do kieszeni w spodniach i wyciągnął pudełeczko, spojrzałam zdziwiona ,a jednocześnie zaciekawiona, co to może być? Jake otworzył, a w środku był piękny wisiorek, kryształowy ze złotym tyłem, na którym była wypisana data wypadku.

- Dziękuję, nie trzeba było.

- Trzeba, to przez nas to wszystko się stało. Gdybyśmy odpuścili sobie wtedy ten trening, przecież było tak parno, śliska trwa, nie powinniśmy tam grać, więc przepraszamy. Kwiaty są ode mnie, a od nas ,czyli całej drużyny wisiorek, mam nadzieję,że kiedykolwiek go założysz, a nawet jeśli nie ,to wyrzuć go, nie obrazimy się.

- Jake, założę go. Pomożesz? - wyciągnęłam z pudełka wisiorek

Uniosłam włosy a Jake zawiesił wisiorek na mojej szyi. Odwróciłam się do niego ponownie.


- Dziękuję,że mnie odwiedziłeś, chociaż ktoś. W końcu ktoś inny niż moja rodzina.

- Stęskniłaś się za szkołą ,co?

- O dziwo, tak, nawet bardzo. Nie sądziłam,że kiedykolwiek to powiem,ale tak, tęsknię za szkołą i ludźmi. Za normalnym życiem.

- Niedługo wrócisz, mam nadzieję, i już nic Ci się nie stanie.  Kate, muszę iść, sama rozumiesz, za godzinę mam trening.

- W porządku, Ashley ma dzisiaj jeszcze przyjść - kłamałam ,co oznacza ,że go lubię - Nie będę sama.

Jake uśmiechnął się i ucałował mnie w głowę i przytulił. Tak będę sama, rodzina siedzi w ogrodzie, a ja sama przed telewizorem w domu.


Minął kolejny tydzień, tym razem szybciej niż mogłabym przypuszczać. Codziennie ktoś mnie odwiedzał. Rodzina, poza moją mamą i tatą, Ashley, Vanessa, Jake, koleżanki z drużyny, nawet dyrektor, sprawdzał czy nadrobię wszystko. Mamy poniedziałek, a ja już bez kul! W końcu. Około jedenastej miałam zdejmowany gips z nogi. Gdy tylko mnie z tego uwolnili czułam się niezmiernie szczęśliwa. Przytuliłam lekarza i wyszłam ze szpitala. Lekkie kuśtykanie mi zostało.. Ale to nic, w końcu się odzwyczaję. Co mogę robić? Co mogę porobić ciekawego... Hmm, myślałam przez chwilę ,i wiedziałam co zrobić. Około dwudziestu minut później znalazłam się na sali tanecznej w domu kultury. Z torebki wyciągnęłam kluczyk od swojej szafki. Otworzyłam ją , numer 1, wyciągnęłam swoje dresy i luźną koszulkę.  Wzięłam pieniądze z portfela i po drodze do sali kupiłam wodę w maszynie. Weszłam na salę gdzie kilka moich koleżanek tańczyło. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi ,ich wzrok padł na mnie. Wszystkie piszczały z zadowolenia, przerwały swój taniec i podbiegły do mnie.

- Kate! Tak się cieszymy ,że już jesteś.

- Może bez owijania, pokażcie mi nowe kroki.

- Jesteś pewna ,że możesz tańczyć?

- Tak, nogę mam od ponad tygodnia zdrową, po prostu kazali mi nosić gips dłużej...

- To zapraszamy.

Cameron pokazała mi układ, po kilku próbach, i powtórzeniach umiałam go już w całości.

- To co, cały z muzyką?  Kate gotowa? - zapytała Cameron

- Gotowa, jak najbardziej.

Dziewczyny włączyły muzykę i zaczęłyśmy tańczyć. W połowie piosenki do sali wszedł wysoki ciemno włosy chłopak. Tak Justin. Moja nienawiść do niego nie była taka jak kiedyś... Wszystko przez te chore sny...

- Co tam laseczki? Kręcicie dupeczkami ?

O ! Właśnie sobie przypomniałam za co go tak nienawidziłam. Był gburowatym ,niedorozwiniętym dzieciakiem,ze zbyt wysokim ego,zbyt wysoką samooceną, zbudowaną na opiniach innych.


- Hej Justin - wychichotała Cameron - Co tu robisz?

- Przechodziłem usłyszałem muzykę, przyszłem się przywitać.

- Chyba przyszedłem - poprawiłam go

- Chyba wiem co zrobiłem? Panna mądralińska wróciła. Brawo! - zaśmiał się - Nóżka już nie boli?

- Nie ,nie boli - odparłam złośliwie - Jest na tyle silna by móc nią zrobić wszystko, dosłownie wszystko - zaakcentowałam powtarzając każdą sylabę

- Wyładniałaś - dodał - Ale nadal jesteś tak przemądrzała jak byłaś.

- Bynajmniej jestem sobą, a nie wykreowaną osobą, na podstawie opinii innych. Mi na tym nie zależy.

- Mała, słuchaj, zachowuj się może troszeczkę ,co? Myślisz,że mnie znasz? Nie spędziłaś ani jednego dnia ze mną ,więc nie udzielaj się, nie wiesz o mnie nic.


Wiedziałam... Wiedziałam więcej niż można sobie wyobrazić..Sądzę,że jest tą samą osobą co ją wyśniłam.. Po prostu jest schowany pod maską macho... Chowa się pod swoim pancerzem,nie daje nikomu dojścia... Boi się jakichkolwiek uczuć. Boi się okazać cokolwiek..

- Niestety. Nawet nie chcę Cię poznać Justin - dodała


_______________________________________________________________


I jak kochani 14 rozdział ?
Spodziewaliście się? Nie sądzę <3

KOMENTUJCIE! <3 

















wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 13

JUSTIN


Nigdy po Kate nie spodziewałbym się,że zaprosi Amber w nasze progi. Na szczęście podkreśliła ,że tylko na dwa dni. Ucieszyłem się. Mimo,że wiedziałem jak Amber potrafi się zachować.   Ale postanowiłem,że nie dam się uwieść. Jest Kate i tylko Ona się liczy,to co było dzisiaj już jest zamazanym tłem, przeszłością. Nieważną swoją drogą.  Kate opowiedziała co się działo z nią przez cztery lata, poczułem w sobie złość, gniew, ulgę, że już jest przy mnie,ale wciąż nie mogłem wybaczyć sobie,że przez rok nie znalazłem jej tutaj, w okolicy... Czułem rozgoryczenie w głosie Kate, wścibstwo Amber nie miało granic. Wiem co to za ból opowiadać o czymś co minęło, na co nigdy nie miało się ochoty, wiem jak to jest. Nie raz przymuszano mnie do wielu rzeczy, ale do tej pory się nie złamałem i nie zamierzam. Wieczorem gdy Kate pokazywała Amber dom i pokój poszedłem do kuchni, rozpakować wszystkie siatki jakie Katherine przywiozła. Shadow mi trochę pomógł, czym się zmęczył więc trzeba było odpocząć przy bajkach, prawda?  Po około dziesięciu minutach w kuchni u mego boku znalazła się Kate, zaczęliśmy rozmawiać. Oparła się o parapet przy oknie i zaczęła

- Justin,mam rozumieć ,że Cię do niej nie ciągnie ,prawda? - zapytała Kate

- Kate, głuptasie. Gdybym chciał z nią być ,rzuciłbym się jej na szyje po tym co powiedziała.

- Ona Cię kocha wiesz?

- Też ją kiedyś kochałem, kiedyś, a teraz kocham Ciebie.

- Twoja miłość jest na przyciski?

- Co? - zapytałem zaciekawiony

- Wyłączasz do kogoś uczucie, a do drugiego kogoś włączasz? Od tak jak gdyby nigdy nic? Przełączasz sobie i sterujesz uczuciami ?

- Kate to nie tak jak myślisz , dlaczego Ty wszystko tak dyplomatycznie komplikujesz?

- Taka jest prawda Justin - dodała - To tak zabrzmiało. Jakbyś mógł kogoś kochać a kogoś nie i od tak na pstryknięcie guziczka wyłączasz uczucie. 

- Kate - podszedłem do niej i chwyciłem w biodrach - Kate to nie tak, nie wszyscy są tak źli jak myślisz.

- Ale ja tak nie myślę.

- To skąd ta definicja skarbie? 

- Po prostu...

- Po prostu masz wrażenie ,że wszyscy z  Tobą prowadzą walkę? 

- Ostatnimi czasy ,tak ,mam takie wrażenie.

- To przestań , ja nie jestem Twoim wrogiem ,więc mnie tak nie traktuj ,dobrze?

- Dobrze.  Przestanę. 

- Ja na prawdę chcę z  Tobą spędzić życie.

- Ja z Tobą też skarbie - wtuliła się we mnie.

Staliśmy tam jeszcze trochę tuląc się w siebie. Sądziłem,że to będzie odpowiedni moment, że w tej chwili powinienem to zrobić. Zacząłem więc w kieszeni od spodni szukać pudełeczka. Niestety w nieodpowiedniej chwili do kuchni weszła Amber. Ja pierdole, zawsze tak jest, zawsze.  Nigdzie nie mamy spokoju ,będąc we własnym domu.   

- Justin, możesz mi tylko powiedzieć, gdzie jest najbliższa restauracja? - zapytała - Pójdę coś do jedzenia sobie kupić.
-  Zaraz coś zrobimy do jedzenia, nie musisz wydawać ostatnich oszczędności - powiedziałem  z przekąsem. 

Zrobiliśmy z Katherine pyszną kolację, Amber także smakowało, z tego co mówiła. Komu tortilla by nie smakowała ?!  Po posiłku, Amber się z nami pożegnała.

- Pójdę się umyć, i spać. Wymęczyła mnie ta podróż. Dobranoc - powiedziała
- Dobranoc - odpowiedzieliśmy równo 

Wstaliśmy od stołu i chowaliśmy naczynia do zmywarki, Shadow zjadł z nami ,poskubał, i skubał. I znów usiadł przed swoją wieczorynką, która właściwie go zmęczyła. Shadow usnął szybciej. Zaniosłem go do łóżka na górę i wróciłem do Kate. Wszedłem do kuchni ,Kate nie było, poszedłem do sypialni ,nigdzie jej nie było. Wyszedłem na taras, stała tam, paląc...


KATHERINE


Za dużo rzeczy w tym tygodniu się zebrało na moje barki, nie mogłam tak. Za dużo przeżyć, musiałam jakoś odreagować.  Wzięłam do ręki paczkę papierosów ,tak były w szafce Justina. Tej nocnej ,która stała koło naszego wspólnego łóżka.  Otworzyłam drzwi na taras i wyszłam, z kieszeni wyciągnęłam zapalniczkę, a z paczki jednego papierosa, wsadziłam go do ust i odpaliłam. Zaciągnęłam się, pierwszy, drugi ,trzeci raz. Czułam jak dym przepływa przez moje płuca, czułam jak cały stres ze mnie odchodzi.  Usiadłam na tarasie, i oddychałam głęboko.

- Kate,Ty palisz?

- Justin! Nie, nie palę, to nie tak jak myślisz. Nie palę, nie ,nie, nie, bez obaw. 

- To dlaczego zaprzeczasz jakbyś czegoś była winna? 

- Sama nie wiem. Boli Cię to ,że zapaliłam?

- Nie,skądże. Po prostu ,ech mogłaś mi powiedzieć.

- Justin ,ostatnio mam za dużo na swoich ramionach. Nie uleczę zła całego świata, nie pozbędę się swojej przeszłości. Dzisiejszy wieczór uświadomił mi ostatnie cztery lata, i to gdzie jestem. Czyli nigdzie. 

- Słonko, nikt Cię nie prosił,żebyś leczyła cały świat. Mnie też to zabolało co mówiłaś. Daj mi to.

Justin chwycił moją fajkę i sam się nią zaciągnął. Wypuszczał stopniowo dym z ust robiąc okręgi. 

- Nie pal - dodał - To nie przystoi takiej kobiecie jak Ty.

- Czyli jakiej?

- Zadbanej, pięknej, seksownej.

- Jestem seksowna?

- Żebyś wiedziała jeszcze jak 

Justin przysunął się do mnie, wyrzucił papieros i położył swoje dłonie ma moje pośladki. Jego usta momentalnie znalazły się na moich,a język pieścił podniebienie.  Moje d łonie znalazły się na jego karku ,a lewa dłoń pieściła jego włosy. Przejeżdżałam mu po głowie delikatnie, i drapałam go.  Jego wargi , czerwone, gorące, idealne, delikatne, pieściły moje wargi. Justin potrafił mnie rozpalić samymi pocałunkami. Umiał zrobić wszystko , ustami wychodziło perfekcyjnie. 
Justin wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.  Tam dokończyła się magia dzisiejszego wieczoru. Było nam  obojgu doskonale . Tak obydwoje dla siebie byliśmy skrojeni ,obydwoje dopasowani. Pasowaliśmy do siebie niczym dwie połówki jabłka.  Wieczór skończył się jak zwykle, na byciu jednością. Gdy Justin był we mnie i obydwoje szczytowaliśmy,będąc nade mną splótł nasze palce u dłoni i gdy doszedł ścisnął je mocniej. Opadł z sił na mnie. 

- Kate, jesteś wspaniała. Uwielbiam jak jęczysz, jak wypowiadasz moje imię. Tak błogo, seksownie, z uczuciem. 

- Zawsze - zaśmiałam się 

-  Uwielbiam to jak już szczytujesz, Twoja mina, te ruchy, mrr , Kocham Cię.

- Ja Ciebie też kocham Justin, z całego serca.

Złączyliśmy się w pocałunku. Justin wyszedł ze mnie i położył się obok. 


- Wezmę prysznic - ucałowałam go i wstałam  z łóżka

Poszłam do naszej łazienki i  weszłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało żelem truskawkowym , namydliłam się po czym spłukałam z siebie całą pianę wodą. Wyszłam spod prysznica i ubrałam na siebie koszulkę Justina z motywem koszykarskim. Założyłam czerwone koronkowe majteczki i wróciłam do sypialni.  Chciałam powiedzieć głośnie tada , ale zobaczywszy to co było w pokoju zamilkłam. Justin już spał. Wtulił się w poduszkę i spał. Słodko,niczym dziecko.  Bezszelestnie przedostałam się do łóżka. Położyłam się obok Justina i obróciłam się w jego stronę. 

- Nie zasnąłem , chodź bliżej - dodał

Przysunęłam się najbliżej jak mogłam i wtuliłam się w jego silne ramiona. 



TYDZIEŃ PÓŹNIEJ 


Obudziłam się podekscytowana, dzisiaj miałam wizytę u ginekologa. Od rana chodziłam jak na szpilkach.
Amber przeniosła się do hotelu, o dziwo ,nie wywinęła żadnego numeru. Była spokojna, spędzała z nami czas, zajmowała się Shadow, pozwoliliśmy jej mieszkać do czterech dni, rodzice wysłali jej pieniądze,dzięki czemu mogła zamieszkać w hotelu. Pożegnaliśmy się z nią i wróciliśmy do normalnego życia. Justin, nie przejął się jej odejściem ,prawie wcale, unikał jej jak ognia.  Aż minęły cztery dni ,zszedł tylko by podać jej dłoń i powiedzieć cześć. Amber tym samym odwzajemniła to. Nie rzuciła mu się na szyje, nie było żadnych wyznać, zwykłe przyjacielskie cześć. I teraz jesteśmy w tym miejscu, dwie godziny do wizyty u ginekologa. Jak ten czas wolno płynie.. Wolałabym teraz już być po badaniach i wiedzieć wszystko co się tam dzieje.  Justin wspierał mnie, ale niestety nie mógł ze mną pojechać. Miał nagranie w studiu jakiejś piosenki. Tajnej, dlatego nie mógł mi nic zdradzić. Rano wstaliśmy jak w zegarku, ósma zero zero. Justin dał mi całusa na dzień dobry i zszedł robić nam śniadanie.  Ja zaś poszłam wyszykować się do łazienki, wzięłam prysznic, ogarnęłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Po czym zeszłam na śniadanie do moich chłopców. Shadow siedział z Justinem już w kuchni zajadając płatki  z mlekiem.

- Za godzinę będzie Twoja mama
- Tak ,wiem.
- Znów dzisiaj z babcią - zaczął Shadow
- Nie cieszysz się?
- Cieszę,lubię babcie.
- A kochasz?
- Też - zaśmiał się - A co będziecie dzisiaj robić?
- Ja jadę do Pana Doktora a tatuś będzie nagrywał.
- A po co do Doktora?
- Na badania synku

Shadow przytaknął i wrócił do pałaszowania swojego śniadania. Ja wzięłam sobie dwa tosty francuskie na słodko i dosiadłam się do nich.

- Na pewno nie jesteś zła ,że nie jadę z Tobą? - zaczął Justin jedząc swój omlet.
- Tak Justin, na pewno. Nagrywaj w spokoju. Po badaniach zadzwonię.
- A jak myślisz,jaki jest wynik?
- Wynik czego? - zapytał Shadow
- Wczorajszego meczu.
- Tato! Ty i nieoglądanie meczu?
- Tak wypadło ,miałem coś ważniejszego - Justin spojrzał na mnie ze swoim uśmieszkiem na buzi
- Myślę,że wpadło 1:0 skarbie - dodałam

Po zjedzonym posiłku wstaliśmy od stołu. Ja schowałam naczynia do zmywarki, Shadow pobiegł przed telewizję z kakaem,a Justin poszedł na górę się ubrać. Około dziesiątej do drzwi zapukała mama Justina. Zaprosiliśmy ją do środka. Porozmawialiśmy chwilę ,po czym wyszliśmy z domu. Justin pocałował mnie na pożegnanie, odwzajemniłam pocałunek. Każde wsiadło do swojego samochodu i pojechało w swoim kierunku. Trzydzieści minut później leżałam już w gabinecie ginekologicznym z rozwartymi nogami. Lekarz pobrał wszelkie potrzebne próbki i zrobił mi test.

- Może się już Pani ubrać. Panno Bieber
- Gomez, Panno Gomez
- Oj ,przepraszam, w karcie jest napisane,że...
- W porządku, rozumiem. Bez urazy,nie musi Pan dokańczać.
- Za dziesięć minut będą wyniki.

Wstałam z kozetki i ubrałam się. Stresowałam się... Bałam, sama nie wiem. W brzuchu czułam coś podobnego do kłucia. Oddychałam głęboko i tak na okrągło, całe dziesięć minut. Najbardziej stresujące dziesięć minut życia. W końcu lekarz zaprosił mnie do swojego gabinetu. Weszłam do niego. Usiadłam na małym białym krzesełku i słuchałam co lekarz do mnie mówił.  Wsłuchiwałam się w każde jego słowo.  Przetwarzałam słowa, starałam się je wszystkie zapamiętać. Pod koniec rozmowy lekarz wręczył mi małą kopertę w której były moje wyniki. Podziękowałam mu, wstałam z krzesła. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy i wyszłam z gabinetu. W drodze do wyjścia szukałam telefonu,by dowiedzieć się jakie są wyniki równo z Justinem.

REGULAR POV.


Ciemnowłosa kobieta pędząca do wyjścia, chaotycznie szukająca mobilnego urządzenia w torebce.  W końcu! Szepnęła wyciągając swój telefon z torebki. Wybrała numer do swojego chłopaka, chciała przeczytać wyniki równo z nim. Chciała ,żeby był w pewnym sensie obecny w tej chwili, żeby duchowo ją wspierał. Chłopak odebrał, mimo ,że był kilkadziesiąt kilometrów stąd czuła jakby stał obok niej. Mogła się z nim podzielić, dobrą ,bądź złą wiadomością. Dziewczyna szła ulicą nie zważając na nadjeżdżające pojazdy. Dziewczyna zaczęła rozdzierać kopertę paznokciem, w końcu miała. Wyciągnęła papiery z niej i rozwinęła. Przystanęła na chwilę, a jej wzrok padł na słowo POZYTYWNY.
Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech. Przyłożyła telefon do ucha i chciała powiedzieć chłopakowi o tym co przeczytała.

- Justin, ja....

Nadjeżdżający samochód jechał ze zbyt dużą prędkością, dziewczyna znalazła się w niewłaściwym miejsc o niewłaściwym czasie. Dziewczyna upadła na ziemię, telefon wyleciał jej z dłoni i spadł kilka metrów dalej...
Kierowca srebrnego Audi wysiadł i podszedł do dziewczyny , krzyknął pomocy. Na zewnątrz stali ratownicy medyczni, na szczęście?
Założyli jednorazowe rękawiczki i podbiegli do ciała dziewczyny. Z głowa brunetki zaczęła sączyć się krew, płynęła strugą, nie oddychała.  Ratownicy przyłożyli dłonie do jej gardła ,by sprawdzić czy był puls. Ledwie wyczuwalny...


_______________________________________________________________________________


I jak kochani 13 rozdział?

KOMENTUJCIE! <3 

PS.  Nie martwcie się to jeszcze nie koniec. Niestety nie mogę Wam powiedzieć, czy opowiadanie dalej będzie kończył sam Justin ,czy Kate przeżyje. Wyczekujcie następnego rozdziału ! <3 


















poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 12

JUSTIN

Nie chciałem tak źle się do niej odezwać, ale nie dała mi wyboru. Nie wiedziałem jak ująć inaczej to co myślę. Kate wyszła, nie krzyczała na mnie jak zwykle, zareagowała spokojniej. Dziwiłem się jej reakcji, nie sądziłem,że umie tak spokojnie załatwiać dorosłe sprawy. Ale musiała zrobić swoje. Wyszła i poszła na górę. Zaczekałem aż zostanę sam z Dawidem by dowiedzieć się jak ją poznał. I po kilkunastu minutach tak się stało. Siedziałem na przeciwko niego.\

- Więc Dawid - zacząłem
- No ?
- Jak poznałeś Kate?
- Przed chwilą, przedstawiłeś mi ją, nie pamiętasz?
- Znakomicie pamiętam, ale Kate mówi co innego, mówi ,że Cię zna.
- Może ma jakieś zaburzenia?  Nie znam kobiety.
- Dawid, widzę,że się denerwujesz, spociłeś się, powychodziły Ci żyły, czymś się stresujesz.
- Niczym, daj spokój.
- Skąd ją znasz?
- Muszę iść.
- Dopiero co wszedłeś.
- Trudno, muszę. Cześć.

Dawid wstał nerwowo i pognał do wyjścia ,hacząc o stolik. Wyglądało to komicznie. Uciekał jak laska po nocy za którą się wstydzi. Trudno, i tak w końcu się dowiem, jutro jest próba, a On musi być na niej obecny, bo inaczej go zwolnią. I tak zawsze wyjdzie na moje.  Dawid wyszedł , nie wiem czego tak na prawdę się wystraszył, przecież nie zamierzałem mu nic takiego zrobić.  Jeszcze, chyba ,że wyszłoby coś gorszego to przyjebałbym  mu. Po wczorajszej nocy z Kate do głowy nasunął mi się nowy tekst piosenki. O lizaku, haha, wiecie o co chodzi,prawda? Tak, postanowiłem nagrać duet ze znajomymi. O kobietach, o tym jakie są, co lubią robić, haha. Kate zawsze mówi ,że uwielbia mojego lizaka. Że kocha go całować...
Dobra, nieważne. Jak się Kate dowie będę miał przejebane, to zostaje między nami. Zgoda?
Więc wracając do wątku, gdy Dawid wyszedł zostałem sam na sam z synkiem, musiałem mu wynagrodzić wczorajsze ucieknięcie do mamusi. Shadow podszedł i zapytał

- Tato,dlaczego Ty z mamą tak często macie coś do siebie?
- Nie mamy nic do siebie, po prostu jej tak długo nie było ,że musimy dogadać się jeszcze w pewnych kwestiach skarbie
- Ale będzie wszystko już dobrze?
- Tak, już jest.
- A gdzie mama wyszła?
- Po zakupy, musimy coś jeść - zaśmiałem się

Prawda była taka ,że Katherine wyszła bo była na mnie zła, trudno. Jak woli uciekać zamiast rozwiązywać problemy to nie mój interes co robi i jak się uspakaja, ważne ,żeby w ogóle się uspokoiła. Shadow poszedł na zewnątrz a ja skierowałem się do lodówki, otworzyłem ją i sięgnąłem po napój energetyczny. Wziąłem kilka łyków i odstawiłem na stolik ,wyszedłem na zewnątrz do małego i zacząłem z nim grać w piłkę nożną, ech ,ogrywał mnie, jak to dzieci. Graliśmy tak chyba ponad godzinę,w końcu usłyszałem stukot butów ,Kate wróciła, nie pobiegłem do niej od razu, czekałem aż przyjdzie i tak się stało. Gdy tylko weszła na taras odwróciłem się do niej i  z pozycji wstającej powiedziałem

- Kate, no w końcu jesteś, chciałem Cię przeprosić.
- Spokojnie kochanie, chodź, mam coś dla Ciebie - powiedziała i wyciągnęła dłoń przed siebie.
- Co?

Zastanawiałem się co Ona może dla mnie mieć,przecież ponoć na nic nie zasłużyłem ,prócz czerwonego policzka. Słyszałem jak Kate szepcze coś do siebie pod nosem.

- O co Ci Kate chodzi? - zacząłem
- Mam coś dla Ciebie. Tyle starczy.

Weszliśmy do salonu trzymając się za ręce.  Ujrzałem Amber, moją dawną ,pierwszą, prawdziwą  miłość. Pierwszą za którą oddałbym życie, pierwszą z którą cokolwiek się działo, która mnie akceptowała, nie zmieniała nic we mnie. Pierwszą miłość,która mnie zostawiła dla innego. Kate puściła moją rękę i stanęła niedaleko. Właściwie oparła się o brzeg szafki która stała w salonie,cały czas obserwowała co się dzieje. Chcąc przerwać milczenie, powiedziała

- To może ja Wam nie będę przeszkadzać, może się poczujecie swobodnie.
- Kate, zostań - poprosiłem
- Ale może Amber to nie pasuje?
- Nie ,nie ,możesz zostać - dodała Amber

Ten głos, te gesty, tak jak kiedyś. Przypomniało mi się wszystko, każdy nasz wypad na plażę, każdy wypad do wesołego miasteczka, wspólne święta, które spędzałem z mamą i Amber. Wtedy nie liczyło się nic, aż w końcu odeszła, do innego, to bolało.


- Justin - zaczęła Amber opierając się o szafkę w korytarzu - Niedawno do mnie dzwoniłeś, więc postanowiłam Cię odnaleźć.

- Dzwoniłem do Ciebie?

- Tak, dzwoniłeś do mnie chyba z pięćdziesiąt razy, za każdym razem gdy byłeś urżnięty w cztery dupy.

- Nie chciałem dzwonić. Zawsze robię głupoty jak jestem pijany, gdybyś tylko mnie znała...

- Znam - przerwała Amber - Ja byłam na każdych Twoich zawodach z piłki nożnej, ja spędzałam z Tobą każde i Twoje i moje urodziny, ja za każdym razem byłam u Ciebie w święta gdy wypłakiwałeś brak ojca.

- Kate go sprowadziła,dla mnie specjalnie dla mnie, w dniu naszego ślubu.

- To Wy jesteście małżeństwem?

- To długa sprawa - westchnąłem - Powiedzmy, nie możemy Ci tego opowiedzieć.

- Justin, ja spędziłam ponad pięć lat na szukaniu Ciebie.

- Uu,to się lala naszukałaś - dodała Kate, zaśmiałem się i zakryłem usta by tego nie było widać

- Ty się oszustko nie wtrącaj, jakbyś od razu pod sklepem nie mogła powiedzieć,że to Twój facet.

- Nie miałabym tyle zabawy słodziutka co teraz - odparła

- Cicho, nie rozmawiam z Tobą, oszukałaś mnie.

- Nie oszukałam, dbam o swoje, po prostu chciałam wiedzieć więcej. Myślisz ,że przywiozłabym Cię do naszej posiadłości gdybyś mi powiedziała kogo szukasz?  Wiesz ile ludzi Justina szuka ,ilu potrzebuje jego adresu, ile fanek by się tu znalazło?

- O i znajdzie się,jak im powiem - dodała Amber

- Nie powiesz, zadbamy o to,chyba ,że chcesz dobrowolnie milczeć - dodała Kate

- Justin, nie powiesz jej nic? Jak Ona się do mnie odzywa? - krzyknęła Amber

- Tak jak powinna. Wchodzisz z buciorami w nasze życie, a nikt Cię tu nie spraszał. Oczywiście cieszę się ,że mnie odwiedziłaś. Ale mam nadzieję,że nie liczyłaś na nic więcej? Na żaden romans, związek ani nic w tym stylu?

- Spójrz na mnie i popatrz przez całą dumę, znajdziesz cały ból i strach w środku. Wiem,że popełniłam błędy,jestem tylko człowiekiem, wszyscy jesteśmy tacy sami. Ale kim jesteś ,żeby mnie za to winić? Nie mogę wziąć świata na swoje ramiona.

- Nikt Ci nie kazał brać moich problemów do siebie. To co mówiłem po pijaku to brednie.

- Nie wiesz ,że ludzie jak są pod wpływem mówią prawdę?

- Nie, nie mówią prawdy, to po prostu bełkot.

- Bez Ciebie przy mnie nie mogę znaleźć spokoju. Puste miejsca, wypełniają mnie. Odległe twarze, bez miejsca gdzie mogę iść ,a dokąd zmierzam nikt nie wie.

- Znajdziesz hotel ,zatrzymasz się tam i zapomnisz o tym co dzisiaj się stało.

- Szkoda,że nie mam za co. Przyjechałam na stopa, autobusami i straciłam wszystko.

- Justin, myślę ,że nie powinniśmy być tak okrutni - powiedziała spokojnie Kate - Możesz się u nas zatrzymać na dwa dni ,tak myślę.

- Kate ,jesteś pewna ? - podszedłem do niej i objąłem w talii

- Spróbować możemy, z łóżka mi nie uciekniesz, będę pilnowała - zaśmiała się


KATHERINE


Widziałam zaskoczenie w oczach Justina. Kompletnie się nie spodziewał tego co się stało po chwili gdy wszedł do salonu. Miał przy sobie swoja starą miłość... Dziwnie o tym mówić. Bo boję się ,że odżyje do niej jakieś uczucie w nim do Amber. Ale mam nadzieję, a nadzieja będzie mnie trzymała przy moim toku myślenia ,że teraz liczę się tylko ja dla Justina. Gdy usiedliśmy wszyscy na kanapie , Amber czuła się już swobodniej. Położyłam nogi na uda Justina, po czym zaczął drapać mnie w łydki. To było przyjemne. Czuliśmy się swobodnie nawet będąc przy niej. Po chwili do salonu wszedł Shadow.

- Ach Amber, musisz go poznać,to Shadow  - ucichłam na chwilę - Syn Justina i mój.

- Macie dziecko?
- Tak ,od czterech lat.
- To Wy już jesteście razem tyle?
- Nie. Mówiłem Ci to skomplikowane - dodał Justin
- Wal śmiało ,zniosę wszystko.
- To ja może opowiem - dodałam

Wstałam z kanapy i usiadłam na stole, dokładnie będąc na przeciw Amber.

- Wyobraź sobie,że masz zamiar lecieć szybciej po zabiegu do swojego mężczyzny, do swojej miłości życia, poza którą nic nie widzisz, i do kilkutygodniowego dziecka ,kochasz dziecko ponad życie, jego oczka, uśmiech,maleńki nosek ,chcesz lecieć do nich do domu i być z nimi , taki masz plan. Jesteś na lotnisku ,sprawdzają Ci bilet, w porządku, idziesz na odprawę. Później czekasz chwilę aż wezwą Cię do niego. W porządku, bierzesz swój bagaż i idziesz do samolotu, kładziesz go w miejsca wyznaczone dla bagaży i zajmujesz swoje miejsce. W samolocie jest ciasno, ciepło, i jest przede wszystkim mało osób. W samolocie są same kobiety, około trzydziestu kobiet. Do samolotu wsiada siedmiu uzbrojonych mężczyzn krzyczących ,żebyś skończyła pierdolić, krzyczeć i piszczeć. A jednak, bezwolnie robisz to krzyczysz, piszczysz, wrzeszczysz, byleby ktoś Cię usłyszał i Ci pomógł,masz nadzieję,że ktoś usłyszy Twoje błaganie o pomoc,że to cokolwiek da. Jesteś w wielkim błędzie  ,jesteś uwięziona w tej małej klatce, nie ma z niej wyjścia. I tak padło na mnie, wtedy jeszcze po raz ostatni rozmawiałam z Justinem,ostatni raz zdążyłam powiedzieć mu,że go kocham, zanim mnie wzięli do przodu, bo byłam podejrzana o złe zachowanie. Usadzili mnie przed sobą i zaczęli obmacywać. Tak w ten dzień stałam się ich własnością, tak w ten dzień zdecydowali ,że będą miesiąc zaczynać ode mnie. Że będę pierwszą w miesiącu którą zgwałcą. Masz pojęcie jaki to ból? Jak boli to gdy musisz to robić,byleby Cię nie zabito. Masz cichą nadzieję,że jednak ktoś Cię kiedyś odnajdzie, albo ,że chociaż uciekniesz. Wiesz jak to jest być rozpoczynającą miesiąc dziwką, zabawką?! Nie ,nie wiesz ,nie masz pojęcia - krzyknęłam ze łzami w oczach - Masz pojęcie ile razy musiałam to zrobić?! Czterdzieści-osiem razy! Prawie pięćdziesiąt, boli co!? Wiesz jak cierpiałam, nie masz pojęcia. I zacząłby się tego dnia czterdziesty - dziewiąty raz, gdyby nie to,że dziewczyny które tam były pomogły mi uciec, poświęciły siebie, wiedziały ,że nie zostawię ich i wrócę po nie. A jak nie ja ,to ktoś przeze mnie wyznaczony. Wiesz jak to jest być  pomiataną, bitą ,kaleczoną, przypalaną niedopałkami papierosów, zapalniczką, bitą z paska, zakuwaną w kajdanki i wystawianą na wystawę by móc się pochwalić innym zbrodniarzom?  Nie wiesz!  Każdego dnia poniżana, dotykana, bawiąc się w służącą.. Nie to nie jest miłe uczucie. Musisz pokonać kilku ludzi by mieć to co masz teraz, i nie nie dasz sobie tego już ani razu odebrać. Nigdy więcej, nigdy. Rozumiesz,nigdy! Teraz zaspokoiłaś swoją ciekawość ?

Amber siedziała cicho ze łzami w oczach i rozwartą szczęką.

- Zamknij buzię, nie będziesz teraz lodów robiła - zaśmiałam się.
- Kochanie, nawet ja nie wiedziałem przez co przeszłaś - dodał Justin
- Nigdy nie pytałeś. To skąd miałeś wiedzieć.
- Muszę się teraz bardziej tym zainteresować.
- To już przeszłość kiciuś. Ale gdybyś miał pytanie to odpowiem.

Wstałam ze stołu i podeszłam do Justina. Ukucnęłam i złapałam go za dłonie. Justin pochylił się do mnie i pocałował mnie w czoło.

- To ja pokażę gdzie będziesz spała - wstałam i pokazałam gestem by Amber szła za mną
- Już idę.
- Kochanie weź siatki z samochodu dobrze ?
- Lecę - dodał


Justin poszedł z małym po siatki. Wchodząc na górę widziałam jak Shadow niesie jedną małą siatkę, zaśmiałam się.  Weszłyśmy na górę. W domu mieliśmy kilka pokoi gościnnych, ale ,postanowiłam dać pokój na najwyższym piętrze, byle dalej od nas. Weszłyśmy na trzecie piętro.

- Tu będziesz spała.
- Tak wysoko?
- Ciesz się,że w ogóle możesz spać u nas. Że Cię "przygarnęliśmy"
- Z łaski bo łaski, ale dziękuję.

Otworzyłam drzwi i pokazałam Amber pokój. Spodobał się jej. Miała go na dwa dni więc niech się cieszy póki może. Wychodząc Amber złapała mnie za dłoń.


- Kate - zaczęła niechętnie
- No?
- Wzruszyła mnie Twoja opowieść, i wiem,że  te ostatnie słowa o tym,że nie wypuścisz ich już. Wiem,że były do mnie. Ale ja zawsze dostaje tego czego chce,więc mimo tak ckliwej opowieści nie złamię swojej obietnicy. Po coś tu przyjechałam, prawda?
- Ja rozumiem Twoją chcicę,ale uwierz mi. Zadarłaś z niewłaściwą osobą dziewczynko - ścisnęłam jej poliki jedną ręką,palcem wskazującym i kciukiem ,wbijając się paznokciami w nie,  tak ,że zrobiła się czerwona - Nie próbuj nawet - odepchnęłam ją - Nie dasz sobie rady, jesteś za słaba na mnie.
- Jeszcze zobaczymy - powiedziała cicho
- Coś chciałaś jeszcze dodać? - zapytałam - To ,że mnie tyle trzymano nie znaczy ,że jestem słaba, po prostu nie miałam pola do popisu.
- Nie ,nic.

Uśmiechnęłam się złośliwie i zeszłam na dół do kuchni ,gdzie Justin rozpakowywał siatki.

- Justin, mam rozumieć ,że Ciebie do niej nie ciągnie, prawda?
- Kate, głuptasie. Gdybym chciał z nią być ,rzuciłbym się jej na szyje po tym co powiedziała.
- Ona Cię kocha wiesz?
- Też ją kiedyś kochałem, kiedyś, a teraz kocham Ciebie.
- Twoja miłość jest na przyciski?
- Co? - zapytał zaciekawiony
- Wyłączasz do kogoś uczucie, a do drugiego kogoś włączasz? Od tak jak gdyby nigdy nic? Przełączasz sobie i sterujesz uczuciami ?


_____________________________________________________________________________

I jak kochani 12 rozdział?

KOMENTUJCIE <3