niedziela, 13 października 2013

Rozdział 49

JUSTIN

- Nigdy nie dowiedziałaś się dlaczego go zostawiłaś. Ale ta odpowiedź domaga się pytania. Za ślepe by ujrzeć jutro. Za złamane ,żeby pomagać czy pożyczać, błagać.

- Młode i głupie. Serca są zmarnowane - odpowiedziała.

- O jedną kłótnię więcej. Potrzebuję interwencji, nadchodzące uczucia zdenerwowania, zdradzenie mojej krótkiej uwagi, dystans, most granicy, błaganie o przebaczenie, okrągły kąt.

- Zawsze kiedy na Ciebie patrze słońce sunie w dół, i ja potykam się o całość rzeczy tu na ziemi.

- Zostawiłem jeszcze jedną wiadomość, ale nigdy nie odpisałaś. Będzie jeszcze ostatni raz kiedy wyjdę, proszę zamknij drzwi.

- Dam Ci więcej czasu na boku, kilka miesięcy więcej na dyskutowanie, jest to za dużo na bezpośrednie życie. Zawsze wydaje się za daleko do przejażdżki. Miejsce domu, wyślę więcej listów, módl się o jutro, skończy się lepiej.

- Nigdy nie zrobiłem czegoś więcej, o co Ty byś nie zapytała. Nigdy nie dopuściłem do tego co miało miejsce w przeszłości. Nigdy nie zrozumiałem całkowicie tego co miałaś na myśli. W złośliwości wszystkiego...

- Mam wyjść? - zapytała

- Zostań ze mną, kochanie zostań ze mną. Tej nocy nie zostawiaj mnie samego, chodź ze mną ,przyjdź i chodź ze mną, na granicę którą znamy. Widzę  Cię tam za światłami pochodzącymi z miasta.  Dwa cienie stojące przy drzwiach sypialni. Nie nie mógłbym Cię bardziej pragnąć niż pragnę.



Cóż nie wiem co to będzie, ale z zamkniętymi oczami widzę wszystko. To niebo za oknem, księżyc nad Tobą i miasto pod Tobą.



- Wstrzymuję oddech gdy się poruszasz. Smakuję Twoje usta, czuję skórę, kiedy czas nadejdzie, kochanie nie uciekaj. Po prostu mnie powoli pocałuj - pocałowała



Ona wszystko o mnie wie,wiedziała... Ramki zdjęć, krajowe drogi, kiedy dni odchodzą, i świat był mały.
Ona stanęła nieruchomo, gdy wszystko się zawaliło,aby oddzielić pokoje. Ciężko jest pokochać po raz kolejny, kiedy jedyna droga już za Tobą, kiedy jedyna miłość którą znałeś, po prostu odeszła.

I to jest coś czego pragniesz.

- Kochanie nie musisz uciekać, nie musisz odchodzić.

Staliśmy tam gdzie wszelkie głosy cichły, tam gdzie nie dochodził nikt prócz nas.
Kate milczała ,przez dłuższą chwilę...

- Kate, możemy już stąd iść?


KATHERINE 


Nie wierzyłam w to,że był tu ze mną. Nie sądziłam,że mimo wszystko poszuka mnie.
Minęło troszkę czasu,ale znalazł... I chyba warto było.

Justin wbiegł do domu i od razu skierował się do piwnicy w której byłam. Nie było najgorzej, który
"przestępca"  daje swojej ofierze ciepłe posiłki i wygodne łóżko?  Jedyny minus to zamknięcie.
Mimo,że jego plan nie był do końca dopracowany. Nie pozbawił mnie telefonu.

Mogłam łatwo się skontaktować z Justinem. Który najwyraźniej dzięki pomocy swoich fachowców wiedział gdzie skierować.

To czas, gdy słyszę,że może dać, dać wszystko. Spełnij swoje marzenie tego wieczoru, kiedy otworzysz swoje oczy, kiedy światła są jasne.

- Będę tutaj - dodał Justin - Zaczekam.

- Chodźmy, po prostu stąd wyjdźmy. Nie szukaj Dominica, On nie był świadom co robi.

- I tak się z nim policzę, obiecuję Ci.


Justin złapał mnie mocno za rękę bym nie uciekła. Uwielbiałam gdy dawał mi znak,że jestem bezpieczna.
Jego czekoladowe oczy odbijały światło które padało ze śniegu. Na dworze powoli ciemna aura witała się z niebem.


- Kochanie zasługujesz na wszystko, co chcesz. Chcę przyłożyć swoje uszy do Twojej piersi, słyszeć melodie, gdy Twoje serce bije. Masz na sobie moją ulubioną sukienkę, wyglądasz dobrze. Nawet gwiazdy na niebie, nie mogą przewyższyć blaskiem Twych oczu. Chcę być Twoim największym prezentem.

- Wszystkie rzeczy jakie chciałabym Ci powiedzieć, po prostu płyną nieprawidłowo, podróżuję po słowach, powodujesz ,że moja głowa wiruje.


Weszliśmy z Justinem na górę. Było na prawdę romantycznie. Gwiazdy świeciły na niebie , Justin trzymając mnie za rękę. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową czując jak ciężko oddycha, jakby się denerwował.

Przyłożyłam głowę i skupiłam się na tej chwili. Cieszyłam się,że tu jest. Zawsze chciałam być w górach, w dodatku z osobą,którą kocham.

- Gdyby nawet walił się świat i słońce nagle zgasło nam, nie porzucaj marzeń bo wiesz,że jest ktoś kto bardzo pragnie Cię, bo każdy szuka kogoś, by pójść tą samą drogą, i kochać dniem i nocą do utraty tchu i tak na zawsze już. Z kimś, z kimś takim jak Ty na koniec świata mogę iść. Czasem myślę czy to nie sen, czy los dziś uśmiechnął się, nie raz pewnie lunie ma deszcz, lecz ja wiem,że nam uda się. Kate, więc jeśli chcesz, to na prawdę mogę oddać Ci wolność, i usunąć się.

- Powiedz ile chwil zostało nam? Powiedz za ile dni będę znowu sama, jak w najgorszym śnie,gdzie koszmarów deszcz. Nie zapomnisz mnie, mimo tylu łez? Dni płyną wolno, widzę Cię wszędzie.

- Myślisz,że to odpowiedni moment do którego dobrnęliśmy bym mógł Cię zapytać...

- O co?

- Skarbie, wiesz. W Twoich oczach widzę blask, który daje mi siłę na samotne dni, słońcem kiedy wstaje dzień, nocą gdy zapadam w sen,jesteś wszystkim tym co mam, nigdy nie chcę być sam. Za Twój uśmiech milion gwiazd, za Twój dotyk słońca blask, zrobię wszystko by ta miłość żyła w nas. Może czas stanie w miejscu, może nic nie zmieni nas, uwierzę w moje szczęście pierwszy raz. Chciałbym poznać Twoje sny, chciałbym objąć Ciebie i być przy Tobie, jak Twój cień, w każdą noc i w każdy dzień.  Nauczysz mnie kochać?

- Nauczę. To wszystko o co chciałeś zapytać?


JUSTIN

Jej oczy były coraz bardziej łzawiące, nos stawał się coraz bardziej czerwony z zimna. Mimo wszystko wyglądała perfekcyjnie.

Staliśmy tam ja i Ona, Ona i ja, nic do zrobienia nic do stracenia. Nie wiem czemu nie potrafię oderwać od niej wzroku. Wszystko co Ona robi jest piękne, wszystko co Ona robi jest prawidłowe. Spojrzałem na tarczę swojego zegarka, ten czas nigdy nie był tak pobudzony.

- Kate, kurde, muszę zapytać o coś innego.

- Tak? Mów, przecież wiesz,że nie ugryzę.

- Wyjdziesz za mnie?  Pytam ponownie...

Kate uśmiechnęła się szczerze, z jej oczu popłynęły łzy , machnęła głową na tak i wykrzesała z siebie ciche słowa potwierdzenia.
Przytuliłem ją mocno do siebie, i pocałowałem namiętnie w usta jak kiedyś.

Kate położyła dłoń na moim poliku. Po czym przerzedziła drugą moje włosy. I spojrzała w moje oczy.

- Kocham Cię skarbie - powiedziała

- Też Cię kocham, najmocniej na świecie.

Podniosłem ją wysoko, Ona opatuliła swoje nogi w okół moich ud i pocałowała mnie.
Uśmiechnęła się i pocałowała w nos. Niespodziewania z drzewa spadł nam na głowę śnieg, i obalił nas na ziemie.

Kate roześmiała się głośno ,jej śmiech był zaraźliwy. Na mojej buzi także pojawił się uśmiech.
Leżeliśmy na ziemi, gałązki spod śniegu wbijały mi się w plecy. Jednak była dla mnie to najlepsza sytuacja tego dnia.

Po kilkunastu minutach leżenia wstaliśmy z twardej ziemi i otrzepaliśmy się ze śniegu.


- Piękny pierścionek. Co z tamtym?

- Zasłużyłaś na taki bez wspomnień. Tych złych.

- Dziękuję. Wracajmy już, co? Szukają nas jeszcze?

- Chyba nie, wiedzą doskonale czemu to zrobiliśmy.

- Dziękuję za ochronę skarbie.

- Zawsze, możesz na mnie liczyć... Obiecuję.


O tej samej godzinie następnego dnia byliśmy już w domu. Cieszyłem się ,że jednak została ze mną.
Leżeliśmy na łóżku. Wybiła godzina dwudziesta...

- Justin , dlaczego mnie szukałeś?

____________________________________________________________

I jak 49? :)
Tak wiem,wielu z was nie może pewnych rzeczy zrozumieć, po prostu czytajcie między wierszami, musicie trochę pomyśleć nad tym co czytacie kochani.

KOMENTUJCIE! <3 


CZYTELNICY OPOWIADANIA OGLĄDAJCIE! : http://www.youtube.com/watch?v=K5XTSuj-Aps INNYCH TAKŻE ZAPRASZAM! <3

TWITTER ! https://twitter.com/NewYorkDream_s























piątek, 11 października 2013

Rozdział 48

KATHERINE


Czułam się jakbym była w innym świecie. Wszystko co mnie otaczało przestało mnie interesować...
Wszystko co zrobiłam, jakby prysnęło w tym momencie... Nie czułam ani bólu,ani smutku.

Gdy robiło się zimniej, postanowiłam wrócić na górę i ubrać jakiś polar. Weszłam po schodach i skierowałam się do pokoju. Weszłam do niego. W domu było tak cicho, jak nigdy...

Wzięłam polar, i postanowiłam wejść trochę  pobuszować w sieci. Usiadłam na podłodze  ,a na pufie włączyłam swojego laptopa. Poczekałam chwilę ,aż się załaduje wszystko.

Włączyłam skype, by zobaczyć czy moja mama jest. Niestety fiasko, nie było jej. Pewnie spała,albo buszowała po sklepach, nie wiem jak z godzinami...

Gdy chciałam wyłączać wszystko,zadzwonił Justin... Nie wiedziałam czy odebrać.

Nie wiedziałam czy chcę tej konfrontacji. Powinnam? Może być zły na mnie o wszystko, o to ,że zapaliłam...
Może się nie dowie, nie zauważy. Trudno, pójdę na żywioł.

Odebrałam.

- Dzień dobry.

- Dobry wieczór - zaśmiałam się

- Paliłaś coś?

- Ale tylko odrobinkę, nie złość się.

- Nie mam prawa... Przecież nie mogę.

- Sam to robiłeś więc nie możesz. Zaczekaj chwilkę.




Poszłam do łazienki, przemyć odrobinę twarz. Tusz rozmazał mi się po policzkach, to nic. Nie szkodzi.
Wróciłam i ponownie wróciłam do konwersacji.

- Jestem,całkowicie trzeźwo myślę.

- Na pewno?

- Patrz! Śnieg! - zaśmiałam się

- Kate, będę teraz się z Tobą jak z dzieckiem użerał?

- Żartowałam. Już wszystko w porządku.

- Na pewno?

- Tak, tak.


I wtedy gdy obydwoje milczeliśmy w głowie zrodziło mi się to szczęście jakim zwałam Justina.

Tęsknię za tymi brązowymi oczami. Jak całował mnie w nocy, tęsknię za sposobem w jaki spaliśmy.
Jak żaden wschód słońca lubiłam smak jego uśmiechu.  Tęsknię za sposobem w jaki oddychaliśmy.

Ale nigdy nie powiedziałam mu tego co powinnam powiedzieć. Nie, nigdy nie powiedziałam mu, po prostu to ukryłam.

Teraz tęsknię za wszystkim co dotyczy jego. Nie mogę uwierzyć,że wciąż go pragnę. I po wszystkim  co przeszliśmy, tęsknię za wszystkim o Tobie, bez Ciebie.

Widzę jego brązowe oczy za każdym razem gdy zamykam swoje. Sprawia ,że ciężko zobaczyć, gdzie należę. Kiedy nie jestem obok Ciebie, to tak jakbym była sama ze sobą.

Odważyłam się powiedzieć mu co teraz czuję...


- Justin... Wiesz, jeśli mogłabym teraz wszystko to przywrócić ,zrobiłabym to teraz. Nigdy nie chciałam,żebyś zszedł na dno. Teraz muszę próbować by to wszystko odwrócić. I myśleć jak to naprawić. Wiem,że jest na to sposób, więc obiecuję,że posprzątam ,cały ten bałagan ,który zrobiłam. Może nie jest jeszcze za późno.

- Jeśli możesz sprawić by moje serce poczuło się bezpiecznie.

- Chcę zmienić drogę, którą stworzyłam. Znajdę siłę by być tą jedyną ,która utrzyma to wszystko razem. Pokażę Ci,że możemy zrobić to lepiej. Nie masz się co martwić to otwarte zaproszenie. Będę siedziała tu naprawdę cierpliwie. Wszystkie dni,wszystkie noce,będę czekać gotowa. Nie mogę przestać, bo kocham to. Masz ten rodzaj miłości, który chcę, pozwól mi ją zdobyć.

- Czy umiesz poprawić mi humor? Czy powiesz ,że wszystko jest w porządku? Czy powiesz dobrze? Czy zostaniesz przy mnie przez to wszystko?

Siedziałam cicho, w bezruchu, układając sobie odpowiedź na to pytanie.

Nie zdążyłam... Poczułam tylko ciągnięcie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam zamaskowanych mężczyzn... Nie wiedziałam kompletnie co robić. Zaczęłam krzyczeć, piszczeć, wiercić się, wierzgać. Nic to nie dało... Nikt nie przychodził z pomocą... Założyli mi na oczy chustę i na usta jakąś szmatkę.

A teraz? Zamknięta w ciemnej piwnicy, z rozmazanym makijażem. Obiecałam sobie ,że będę silna.
Nie mogłam dać się manipulować. Siedziałam przywiązana do drewnianego krzesła. Niestety węzeł na ich niekorzyść był niedokładnie zawiązany.

Gdy tylko wyszli ,odplątałam się i starałam się znaleźć wyjście. Gdy słyszałam kroki, siadałam na krześle i robiłam imitację węzła, udając,że nie mogę się  wydostać. Postanowiłam,że będę flirtowała.

Może moja kobiecość mnie uratuje. Mimo rozmazanego makijażu starałam się go kokietować. Uzyskałam rozwiązanie ust. Swoimi stopami, jeździłam po łydce swojego przeciwnika.

Robiłam kokietujące miny, kokietujący uśmiech czy też oczy.

- Nie jestem zbłąkanym niewolnikiem. Jestem kobietą z wyboru, moja mina stanowi maskę przed wspaniałością mej twarzy ,chcesz się zabawić, bo wiesz ,że tam jest kobieta czekająca na miłość.

- Zostaniesz tu... - zaczął niepewnie - Będziesz tu siedziała na prawdę ,tak długo ,póki Justin  Cię nie znajdzie.

- Skąd go znasz?

- Ze szkoły.

- Czy chcesz zobaczyć mnie nagą? Czy chcesz zerknąć pod zasłonę? Czy chcesz zobaczyć dziewczynę która żyje za aurą? Czy chcesz mnie dotknąć ? Czy chciałbyś zerkać spod zakrycia? 

- Yy, co?


Można było wyczuć ,że nigdy nie miał do czynienia z kobietą. Czuł się taki skrępowany. Udawał silnego.. A nim nie był. Wiedziałam,że mogłam teraz uderzyć  go, pobić, zabić. Nie zareagowałby. Niestety to nie dałoby satysfakcji.

Byłby zbyt prostym celem dla mnie do pokonania. Nie tego oczekiwałam.
Mogłam uciec a zostałam...

JUSTIN


Zostałem pozostawiony sam sobie, minęło wiele dni a nic nie pokazały,a ściany nie przestały się walić, w mieście ,które kochaliśmy... Szare chmury przetoczyły się nad wzgórzami, przynosząc ciemność z góry.

Ale jeśli zamkniesz oczy, czy to prawdziwe uczucie, jakby nic się ani trochę nie zmieniło. I jeśli zamkniesz swe oczy, czy to prawdziwe uczucie, jakbyś była już tu wcześniej. Byłaś tu wcześniej?

Jak mam w związku z tym być optymistą? Czytając sms " Nie szukaj mnie"

Byliśmy przyłapani, i pogrążeni  we wszystkich swoich wadach. Tak jak staliśmy, gdy pył osiadł naokoło nas,a ściany nie przestawały się walić...

Od czego zaczniemy? Od gruzu, czy naszych grzechów?

Od dwóch dni nie dostałem żadnej wiadomości.. Prócz tego by jej nie szukać...

KATHERINE


- Nigdy nie dowiedziałaś się dlaczego go zostawiłaś. Ale ta odpowiedź domaga się pytania. Za ślepe by ujrzeć jutro. Za złamane ,żeby pomagać czy pożyczać, błagać.

- Młode i głupie. Serca są zmarnowane - odpowiedziałam.

- O jedną kłótnię więcej. Potrzebuję interwencji, nadchodzące uczucia zdenerwowania, zdradzenie mojej krótkiej uwagi, dystans, most granicy, błaganie o przebaczenie, okrągły kąt.

- Zawsze kiedy na Ciebie patrze słońce sunie w dół, i ja potykam się o całość rzeczy tu na ziemi.

- Zostawiłem jeszcze jedną wiadomość, ale nigdy nie odpisałaś. Będzie jeszcze ostatni raz kiedy wyjdę, proszę zamknij drzwi.

- Dam Ci więcej czasu na boku, kilka miesięcy więcej na dyskutowanie, jest to za dużo na bezpośrednie życie. Zawsze wydaje się za daleko do przejażdżki. Miejsce domu, wyślę więcej listów, módl się o jutro, skończy się lepiej.

- Nigdy nie zrobiłem czegoś więcej, o co Ty byś nie zapytała. Nigdy nie dopuściłem do tego co miało miejsce w przeszłości. Nigdy nie zrozumiałem całkowicie tego co miałaś na myśli. W złośliwości wszystkiego...

- Mam wyjść? - zapytałam


___________________________________________________________


I jak 48 rozdział ? :)
Z kim Kate rozmawia?! <3

KOMENTUJCIE! <3
















środa, 9 października 2013

Rozdział 47

JUSTIN

Wiedziałem do kogo ją posyłam, mam wielki zaufanie do tych ludzi. Do tej całej rodziny. Wiedziałem ,że Katherine jest zadowolona i będzie bezpiecznie się tam czuła. Bez skrępowania, to swojscy ludzie.

Pewnie nie spodziewała się ,że zima w tym roku przyjdzie do niej zdecydowanie szybciej.  Ale niestety każde z nas musi sobie poradzić z przeciwnościami losu, mimo wszystko.

Obiecaliśmy sobie ,że będziemy silni. I mam nadzieję,że tak będzie. Wiem,że ta odległość zrobi z nas silniejszych ludzi.

Chętnie bym z nią pobył,ale jak żołnierz muszę pilnować swojego stanowiska tutaj. Muszę wiedzieć co się  dzieje, muszę śledzić wiele różnych ludzi. Muszę wiedzieć co ma się zdarzyć, co może się wydarzyć.

Zawsze o dwa kroki przed wrogami. Dostałem klucze do domku przy plaży od Kate. Więc udałem się tam. Po drodze mijając szare budynki. W oddali zobaczyłem drewniany dom , był rzeczywiście piękny.

Klasyczny,ale i z charakterem. Taki właśnie jak Kate, a wnętrze jeszcze piękniejsze, wszystko w nowoczesnym stylu ,ale jednocześnie klasycznie.

Klucze od domu i samochodu położyłem na stoliku leżącym przy drzwiach do garażu.  Zostawiłem walizkę przy drzwiach i poszedłem rozejrzeć się po domu i okolicy.


Na półkach stały zdjęcia z Kate, jej rodziną, i znajomymi. Poszedłem do mniejszego pokoju. Tak jak myślałem! Pokój Katherine. Na ścianach powieszone zdjęcia ze znajomymi.  Zdjęcia z Ashley, jej zmarłą przyjaciółką, zdjęcia z Vanessą - wolę nie wspominać, zdjęcia z siostrą, mamą ,tatą.

Jak widać, Kate jest bardzo sentymentalną osobą, wszelkie wspomnienia stara się uwiecznić na fotografiach.  W tym samym momencie przypomniały mi się słowa,że spakowała coś dodatkowego.

Zszedłem na dół  do walizki i uklęknąłem do niej. Otworzyłem i spojrzałem. Na samej górze leżało zdjęcie...  Nasze zdjęcie. Gdy obydwoje byliśmy lepszymi ludźmi. Na półce leżała wolna ramka.

Nie był to przypadek. Kate wiedziała co zrobię. Wiedziała co się stanie, więc jaka aluzja taki czyn.
Wstawiłem zdjęcie do ramki i postawiłem przy łóżku na którym mam spać.

Mijały kolejne dni ,a ja wciąż siedziałem sam, co jakiś czas zaglądając do internetu. Miałem dość. Nie mogłem przecież cały czas siedzieć w tej ciemni , telewizja i internet nie są moimi jedynymi przyjaciółmi.

Dokładnie tydzień później wybrałem się na siłownie ze znajomymi. Oni również byli na tym pogrzebie.
Wziąłem w dłonie hantle i ćwiczyłem. Gdy przyszli i zaczął się wywiad.

- Justin, wiesz,że Cię śledzą?

- Nikt nie wie gdzie jestem. I nikt się nie dowie. No chyba,że powiecie ,to i wy zginiecie. Jasne?

- Jasne, jasne,na nas możesz liczyć. Ale co jeśli ktoś z zewnątrz nakabluje, że tu jesteś?

- Nikt by się nie odważył, chyba ,że chcą podzielić los kolesi z pogrzebu.

- Nie wiem. Szczerze, zrobiłeś się dziwny. Bez tej swojej paniusi u boku robisz się opryskliwy, chamski, i najchętniej pozabijałbyś wszystkich.

- Zawsze taki byłem.

- Może, ale nie mówiłeś na serio o zabijaniu. Przecież nigdy tak nie robiłeś.

- Czasy się zmieniają, ludzi się zmieniają. Widzisz, Kate na początku była grzeczną dziewczynką, a potem ? To Ona dokonała pierwszego strzału. Ona pierwsza odpaliła broń i zaczęła zabijać. Nie ja. Nie tym razem.
Fakt chroniła mnie, moje życie, nie zważając na swoje bezpieczeństwo, ale nigdy byś jej o to nie podejrzewał ,prawda?

- Wszyscy mówią,że to Ty zacząłeś, dwa lata temu odpalając broń.

- Nic nie zrobiłem. Prędzej Christian. Nie byłem do tego zdolny wtedy.

- A teraz?

- Teraz byłbym w stanie pozabijać wszystkich ,byleby Kate była bezpieczna.

- Właśnie, gdzie Ona jest? Znów Ci spierdoliła?

- Wysłałem ją do Sebastiana. Tam nikt nie będzie szukał.

- Nie boisz się,że Ci ją bzyknie?

- Nie, nie jest takim typem jak Ty. Nie bzyka wszystkich dziewczyn znajomych.

- Ach tak? Nie zdziw się jeśli pewnego dnia zniknie Ci sprzed nosa. Nie poczujesz już nigdy jej perfum, i jak jej delikatna skóra opatula Twoje ciepłe ciało.

- A Ty taki poeta?


Dominic nie odpowiedział mi już niczym. Uśmiechnął się jakby złośliwie i wyszedł z siłowni - cienias. Przyszedł na dwadzieścia minut. Robił dokładnie to samo co te napakowane sterydami kwadraty. Znaczy się tak zwane mięśniaki.

Kwadratowi od sztucznych substancji. Zero mięśni ,samo powietrze. Przyjdą na siłownie, przejrzą się w lustrze, popatrzą na siebie jacy to są cudowni. Pomachają kilka razy ręką, pochodzą po sali i wyjdą. Zaczepią kilka lasek i myślą,że mają wszystko...

Chyba coś jednak nie gra.

KATHERINE


Spędziłam tutaj cudowny tydzień! Kompletnie zapomniałam o tej całej szarej rzeczywistości, pochodziłam po górach. Pozjeżdżałam po stokach. Nie jestem aż tak kiepska na nartach jak myślałam.

Pojeździliśmy saniami ,mieliśmy ogniska. A nawet zwiedziłam z siostrą Sebastiana iglo. W którym mogłyśmy napić się wina i odrobinkę porozmawiać.

Tego ranka obudziłam się w swojej różowej pościeli, przeciągnęłam się trochę. Ubrałam desy, białą koszulkę i kapcie. Zeszłam na dół gdzie przywitała mnie cała rodzina.

Czułam się po tygodniu tutaj zdecydowanie jak jej część. Usiadłam do stołu i zjadłam dwa tosty.

- Dzisiaj idziemy na stok , później na jakieś zakupy,a potem zabiorę Cię do iglo! - oznajmiła Janette.

Zgodziłam się zadowolona i poszłam na górę wyszykować się. Ubrałam sobie spodnie narciarskie, wzięłam gogle i kask. Ubrałam się dosłownie jak na Syberię. Wzięłyśmy narty i poszłyśmy pozjeżdżać.

Na stoku spędziłyśmy niemalże połowę dnia. Wróciłyśmy się przebrać około czternastej.
Zjadłyśmy na szybko pizzę ,która była na obiad. Wyszłyśmy do galerii handlowej.

Kupiłam sobie kilka bluzek, spodni, pamiątkową bluzę. Troszkę kosmetyków. Nie sądziłam,że będę tu siedziała kolejne tygodnie. Do domu wróciłyśmy po upływie kolejnych trzech godzin.

I jak nastał wieczór tak znalazłyśmy się w iglo. Obsługiwał nas całkiem przystojny barman. Który opowiadał o winach, trunkach i o tym właśnie pomieszczeniu , w którym się znajdowałyśmy.

Bawiłam się, hm, bardzo dobrze!  Siedziałyśmy tam około dwóch godzin może...
Zdecydowanie tego dnia za dużo wina! Za dużo. Wypiłyśmy same całą butelkę, i kilka kieliszków innych napoi.

Przeszłyśmy ciężkim krokiem do domu. Na tarasie siedział Sebastian i jego znajomi. Razem z Janette postanowiłyśmy do nich dołączyć.

Siedzieli przy okrągłym stoliku i pili czystą wódkę z popitką. Usiadłyśmy obok Sebastiana, jego jedynego znałam z tego towarzystwa. No i oczywiście Janette.

Podawali pomiędzy sobą jointa. Stanęło na Sebastianie, który następnie miał podać mi go. Nie wiedziałam czy zapalić czy nie...

- Spróbuj ,raz nie zaszkodzi - powiedział zadowolony


Może powinnam spróbować poczuć się jak Justin ? Sprawdzę jaki to stan.

JUSTIN


Wieczorem wróciłem do domu pełen optymizmu. Zobaczyłem,że Katherine jest dostępna na skype. Stęskniłem się to fakt... Zadzwoniłem.

Kilka sekund później , na moim ekranie pojawiła się właśnie moja księżniczka.

- Dzień dobry.

- Dobry wieczór - zaśmiała się

- Paliłaś coś?

- Ale tylko odrobinkę, nie złość się.

- Nie mam prawa... Przecież nie mogę.

- Sam to robiłeś więc nie możesz. Zaczekaj chwilkę.



Katherine wstała na chwilę od leżącego na małym pufku laptopa.
Wyszła za białe drzwi i wróciła jakieś pięć minut później.

- Jestem,całkowicie trzeźwo myślę.

- Na pewno?

- Patrz! Śnieg! - zaśmiała się

- Kate, będę teraz się z Tobą jak z dzieckiem użerał?

- Żartowałam. Już wszystko w porządku.

- Na pewno?

- Tak, tak.


Odczekałem jeszcze pięć minut.

- Justin... Wiesz, jeśli mogłabym teraz wszystko to przywrócić ,zrobiłabym to teraz. Nigdy nie chciałam,żebyś zszedł na dno. Teraz muszę próbować by to wszystko odwrócić. I myśleć jak to naprawić. Wiem,że jest na to sposób, więc obiecuję,że posprzątam ,cały ten bałagan ,który zrobiłam. Może nie jest jeszcze za późno.

- Jeśli możesz sprawić by moje serce poczuło się bezpiecznie.

- Chcę zmienić drogę, którą stworzyłam. Znajdę siłę by być tą jedyną ,która utrzyma to wszystko razem. Pokażę Ci,że możemy zrobić to lepiej. Nie masz się co martwić to otwarte zaproszenie. Będę siedziała tu naprawdę cierpliwie. Wszystkie dni,wszystkie noce,będę czekać gotowa. Nie mogę przestać, bo kocham to. Masz ten rodzaj miłości, który chcę, pozwól mi ją zdobyć.

- Czy umiesz poprawić mi humor? Czy powiesz ,że wszystko jest w porządku? Czy powiesz dobrze? Czy zostaniesz przy mnie przez to wszystko?


Kate siedziała w bezruchu. Zza jej pleców usłyszałem krzyki i trzaski.  Kate odwróciła się instynktownie.
Do jej pokoju weszło dwóch mężczyzn w kominiarkach.

Katherine krzyczała ,piszczała, płakała... Słyszałem to bardzo dobrze.

- Pora skończyć rozmowę dzieciaki.

Znałem ten głos, znałem go doskonale.... Tak to był Dominic...

Zamknął laptopa ,straciłem całkowicie kontakt z Katherine...


________________________________________________________

i jak 47 ?

KOMENTUJCIE! <3


oglądajcie !!! - http://www.youtube.com/watch?v=iVKsFgaM0K8


















poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 46

JUSTIN

Tak wiem przyszli po mnie... Wiedziałem,że tak się stanie. Czułem to w trzewiach.
Obydwoje pragnęliśmy z Kate ucieczki, obydwoje mieliśmy to zrobić... Mieliśmy.

- Ty jedziesz, ja zostaję. Możesz jechać do mojego domku przy plaży, nie znajdą nas jeśli będziemy osobno.

- Ale razem będziemy silniejsi.

- Osobno nie będziemy tak łatwym celem. Weź mój samochód i jedź. Proszę Cię, robię to dla nas. Będziemy silniejsi.

- Kate...

- Już za późno. Podjęłam decyzję. Zostanę, mnie nie znają ,sam mówiłeś.

- Obiecasz,że będziesz bezpieczna?

- Obiecuję. Postaram się nic nie zbroić , więcej.


Wiedziałem,że sumienie nie da jej spokoju. Zdjąłem więc z szyi swój medalik. I założyłem jej na szyję. Gdy opuszczała swe włosy poczułem zapach dawnych czasów. Truskawkowy szampon do włosów, mój ulubiony zapach...

Zawsze nim pachniała.

- Kate, zawsze ja, zawsze Ty, zawsze My ?

- Tak.



W dzień drzwi zamykają się.. Echo wypełnia Twoją duszę. Nie chcą powiedzieć, w którą stronę iść..
Po prostu zaufaj swojemu sercu. By znaleźć to po co tutaj jesteś... Otwórz kolejne drzwi. Nie jestem już niczego pewien.

Glosy w mojej głowie, mówią mi co uważają za słuszne. Stawiają mnie na krawędzi, popychają mnie.
Wiem,że one mają plan. Ale piłka jest w moich rękach, to jest czas na męską decyzję. Teraz spadam, walczę, teraz na to nadszedł czas.


Pozbieram nasze szepty, w jeden ciepły krzyk... By wysuszyły łzy.

Wyszedłem na chwilę na taras i rozejrzałem się po okolicy. Musiałem to wszystko zostawić... By nie wpaść gorzej w to całe bagno.

Wróciłem do środka i spojrzałem w lewo. Na półce z książkami ,pamiątkami, stało nasze zdjęcie...
Uśmiechnąłem się i ściągnąłem je z góry. Dmuchnąłem , kurz rozpylił się po pokoju...
Przetarłem odrobinę nasze twarze.. Takie szczęśliwe.




Kate podała mi walizkę z ubraniami.

- Skąd masz moje rzeczy?

- Pamiętasz jak co rusz nocowałeś u mnie, zostawiałeś bokserki, skarpetki, spodenki, koszulki. Wszystko co mogłeś to zostawiłeś. Szczoteczkę do zębów, szampon, żel pod prysznic. Nić dentystyczną, ręcznik z batmanem , perfumy.

- Starczy starczy, spakowałaś mi to wszystko tam?

- Tak. I dorzuciłam coś jeszcze. Zobacz na miejscu. Co tam masz?

- Nasze zdjęcie. Tęsknisz za tymi czasami ?

- Za tym sprzed zdrady ?

- Tak, nie musiałaś wspominać.

- Tak ,tęsknię. Codziennie. Ale wiem,że nie wrócą.

- Dlaczego?

- Nigdy by nie było tak samo... Nie ufam Ci.

- Nie byłabyś w stanie?

- Nie. Nie jestem jeszcze w stanie.


Kate wzięła nasze zdjęcie i położyła na półce szkłem do drewna.  Wyszła na taras i usiadła na nim.
W tym samym momencie do pokoju weszła moja mama.

- Justin ,możemy porozmawiać?

- Pewnie...

Powiedziałem z niechęcią ,ale musiałem z nią iść, porozmawiać. Dobrze ,że żyła, tylko dzięki Kate.
Wyszedłem z nią przed pokój Katherine...


KATHERINE


Ciężko było mi się z nim rozstać, gdy miał wyjechać... Zawsze będzie tak,zawsze będzie moja wina.
Ostatnio smutek stał się moim szczęściem... Dlatego tak trudno do mnie dotrzeć. Samotnością dzisiaj oddycham...

Poczekam, zobaczę co los mi przyniesie.. Chciałabym w końcu poczuć się szczęśliwa.  Być dla kogoś tą najważniejszą ,tą jedyną.  Doznać jak smakuje prawdziwe uczucie, zostałam uwikłana w pasmo niepowodzeń...

W środku coś rozrywa serce na pół... Niestety nie wiedzę dla naszego związku przyszłości... Chociaż może powinnam?

Sama nie wiem, pogubiłam się w tym. Moje myśli zabijają mnie od środka. \
Wyobrażam sobie jak jest a ja mogłoby być...

Wyobrażałam sobie nas jako szczęśliwą parę, On, ja, dzieci... Wiem, wybiegam w przyszłość. Ale od zawsze planowałam sobie przyszłość z kimś kogo kocham najmocniej na świecie.

A tak właśnie go kocham. Nie zmieniłabym tego za nic w świecie. Ta miłość nie była taka zwyczajna. Nigdy przecież takiej miłości nie chciałam. Chciałam taką... Ech.. Która mnie będzie zżerała od środka, która pokaże mi wszelkie zakamarki życia...

Dostałam taką, ale obydwoje wszystko schrzaniliśmy. Widocznie nie jest mi pisane szczęście z kimś takim.

Takim kimś, na myśli mam z kimś tak perfekcyjnym jak On. Z kimś kto ma wszystko czego pragnę. Jest czuły, wrażliwy, męski, zabawny, potrafi bronić tego co kocha, jest po prostu ideałem. Wszystko to czego szukam, a się marnuje.


- Kate, Kate. Zrobisz coś ?

- Co, co takiego?

- Oni, wiedzą gdzie mieszkasz. Będą tu za jakieś trzydzieści minut. Podwiozę Cię na lotnisko, polecisz, moim samolotem, w góry. Tam mieszka mój przyjaciel, zaopiekuje się Tobą jak brat. Nie martw się, przylecę do Ciebie.

- Justin, mam być tam sama?

- Z Sebastianem , jego mamą Carly i jego siostrą Janette.

- Oni się zgodzili?

- Tak, właśnie rozmawiałem z mamą, wszystko ustalone. Spakuj cieplejsze rzeczy.

- Już ,teraz?!

- Tak teraz!


Jak Justin nakazał ,tak zrobiłam. Sięgnęłam spod łóżka walizkę w kwiaty i spakowałam w nią mnóstwo swetrów, koszulek, czapki, rękawiczki, ciepłe buty, spodnie. Kosmetyki, szale, okulary słoneczne, wszystko co mi niezbędne.

Pożegnałam się z rodzicami. Cofnęłam się szybko do pokoju po ładowarkę, telefon i laptop, które wrzuciłam do torby pod ręką.

Denerwowałam się, nigdy nie byłam tak samodzielna. Nigdy nie spodziewałam się ,że taka sytuacja będzie miała miejsce. Nie sądziłam,że to się na prawdę dzieje. Czułam się jak w jakimś filmie akcji.

Wsiedliśmy z Justinem do mojego BMW i odjechaliśmy prosto na lotnisko. Justin zajechał w dobrze znane mu miejsce. Tylne drzwi ,którymi ponoć zawsze się dostawał do samolotu.

Wysiedliśmy z zaparkowanego samochodu. Wzięłam wszystkie walizki, i pospiesznym krokiem udałam się do tylnych drzwi, za mną Justin. Wziął ode mnie walizki i podał swojemu znajomemu z lotniska, który sprawdził moje walizki, czy były "czyste".

Przejrzał moje telefony i sprzęty by zobaczyć czy nie jestem na podsłuchu lub namierzana. Byłam bezpieczna, zabezpieczył każdy elektroniczny sprzęt. Wyglądało to niemal jak film. Justin dokładnie wiedział co robić, gdzie iść, i za kim.

Znał wszystkich. Czułam ,że nie raz już tak postępował na tym lotnisku. Stąd ta wiedza. Zaprowadził mnie do samolotu, wsadził do niego bym nie uciekła. Powiedział,że za około cztery godziny mam się powoli przebierać. Żeby na wyjściu nie zmarznąć.

-  Kate, poradzisz sobie?

- Mam nadzieję.

- Jesteś dzielna.


Justin gdy już siedziałam w fotelu, kucnął między moje nogi złapał się moich kolan. Spojrzał mi prosto w oczy.

- Mam nadzieję,że gdy to wszystko się skończy, będziemy razem... Że każde z nas coś zrozumie.

- Też mam taką nadzieję.

- Kocham Cię...

Justin powiedział to cicho, tak bym tylko ja słyszała... Po moim milczeniu, wstał, musnął mnie delikatnie w usta i odwrócił się do wyjścia.


- Justin - zatrzymałam go i podeszłam do niego szybko - Też Cię kocham - powiedziałam mu na ucho i poczułam jak na jego ustach maluje się uśmiech - Jedź ostrożnie.

- Zadzwonię jak dojadę.


Justin wyszedł z maszyny i pozwolił by zamknięto drzwi i umożliwiono start samolotu.
Już dwadzieścia minut później siedziałam w samolocie i leciałam prosto w Alpy...

Kilkanaście godzin później lądowałam w Alpach. Zobaczyłam przez okno mnóstwo śniegu. Niedaleko było maleńkie lotnisko. Tam wylądowałam. Spałam prawie całą drogę. Więc przez ostatnią godzinę przebrałam się.

 Miałam na sobie długi zimowy sweter , legginsy a pod nimi rajstopy, buty EMU, oraz ciepłą czarną bluzkę z długim rękawem. Założyłam ciepłe rękawiczki i czapkę.

Gdy już wylądowaliśmy, wzięłam swoje torby. Drzwi automatycznie otworzyły się. Zauważyłam niedaleko czekającego na mnie chłopaka. 

Wyszłam z samolotu ciągnąc za sobą ciężką walizkę.

- Hej ,jestem Kate.

- Sebastian, miło mi Cię poznać.\

- Wzajemnie.

- Justin wspominał ,że jesteś na prawdę ładna, ale nie sądziłem,że tak. Ma gust - zaśmiał się

- Miss nie jestem, bez przesady.

- Wiele Ci nie brakuje.

Sebastian uśmiechnął się i wziął moją torbę - gentleman . Zaprowadził mnie do swojego samochodu i zabrał do niedaleko położonego drewnianego domu. Kominek, ciepła atmosfera, zawsze chciałam mieć taką zimę i święta w takim domu... Może w tym roku się tak złoży.




________________________________________________

I jak 46 ?

KOMENTUJCIE! <3 
























sobota, 5 października 2013

Rozdział 45

JUSTIN

Byłem wdzięczny Bogu,że jest przy mnie,że jest cała. Dziękowałem ,że mnie wspiera,że jest dzielna.
Że w tych chwilach jest przy mnie i trzyma moją dłoń.

Miałem tylko obawy co do tego,czy przeżyjemy.. Miałem nadzieję,że chociaż teraz los się do mnie uśmiechnie i pomoże to przetrwać.

Siedzieliśmy za stolikiem, gdy poczułem zimną spluwę przy swojej głowie. Spojrzałem w prawo, Kate zniknęła.

- Nie radzę - usłyszałem - Bez gwałtownych ruchów.

Obróciłem się wraz z tym mężczyzną . Katherine nie było na sali, tylko ja i ten mężczyzna.
Trzymał zimny pistolet przy mej głowie.  Przełknąłem ciężko ślinę.

- Nie jesteś tak odważny jak Twój brat, co? Łatwiej będzie Cię zabić. Złożony jesteś tylko ze strachu. Wykończony , przemęczony, oczy zakrwawione. Ćpałeś ,prawda?

- Może.

- Widać. Nie jesteś tak silny jak kiedyś. Gdy maltretowałeś mojego brata.

- Nie zabiłem go.

- Wiem,ale biłeś, kneblowałeś , torturowałeś. Nie daruję Ci tego.

- To,że zabiłeś mojego brata Ci nie starczy?

- Nie. Muszę wszystkich potępić ,którzy się do tego przyczynili. Nawet Ciebie.

- Nic mu nie zrobiłem!

- Biłeś go.

- To już wolę być i Ty mnie pobił niż zabijał.

- Nie, to nie będzie wystarczająca kara.

- A Ty kim jesteś ,że możesz mnie karać?!

- Sumieniem kurwa. Zabije Cię za takie gadki, rozumiesz, zabije. Wypatroszę jak wieprza, zdechniesz marnie szmato.



W tym samym momencie zauważyłem Katherine skradającą się do tego kolesia. Uśmiechnąłem się delikatnie wiedząc,że wybrnę z tej sytuacji. Kate podeszła bliżej.

I przyłożyła broń do mężczyzny. Ja w tym samym momencie ukucnąłem i podłożyłem mu "haka".
Przewróciłem go z premedytacją. Obalił się z hukiem na ziemie.

Katherine automatycznie nacisnęła spust w broni i strzeliła w mężczyznę. Pierwszy raz widziałem by bez wahania tak postąpiła. Gdy tylko zauważyłem ,że zamknęły się mu oczy. Podszedłem i wziąłem jego pistolet.

W sali pojawiło się jeszcze trzech mężczyzn. Bez wahania obydwoje z Kate strzeliliśmy do nich, nie myśląc o konsekwencjach.... Uciekliśmy. Zbiegliśmy z miejsca zdarzenia. Nie wiedząc czy ktokolwiek widział, słyszał, czy ktokolwiek wie co się stało.


KATHERINE

Nogi miałam dosłownie jak z waty. Wiedziałam ,że muszę mu pomóc. Więc gdy tylko się rozgadywał i odpływał w swój świat, słysząc kroki mężczyzn, uciekłam.

Schowałam się za kotary ,tak by mnie nie zauważył. Bym mogła pomóc Justinowi.
I tak się stało. Nie wiedziałam czy powinnam, czy musiałam... W każdym razie chciałam być przydatna i pomóc.

Zastrzeliłam człowieka... Nigdy bym nie dopuściła tego do myśli,że mogę kogoś zabić.
Wiedziałam,że to do mnie wróci,że będą komplikacje,ale musiałam pomóc, czułam tą powinność wobec ich rodziny.

Po wszystkim uciekliśmy z Justinem z miejsca zdarzenia. Wsiedliśmy do mojego BMW i odjechaliśmy z piskiem opon. Bałam się, niesamowicie.

Niedaleko na plaży w Hampton's , przystanęliśmy. Wyszliśmy na zewnątrz i poszliśmy pochodzić po piasku.

Usiedliśmy niedaleko drewnianych domków. Było dość chłodno. Wszystko jakby ucichło.. Wszelkie płacze, wszelki żal... Wszystko milczało... Prócz moich myśli.

Biłam się z nimi, odezwać się czy pozwolić mu mówić?  Justin zaczął...

- Zmieniłaś zdanie?

- W związku z ?

- Nami.

- Nie nie zmieniłam.

- Tak czy tak ,dziękuję Ci bardzo,że mi pomogłaś. Jestem Ci wdzięczny... Za samą obecność.

- Muszę powiedzieć,co leży mi na sercu. Coś między nami psuje się przez te dni. Życie utrzymuje nas w przekonaniu ,że kiedykolwiek ,kiedy próbowaliśmy,  ten plan nigdy nie wypala.  Trudno jest to powiedzieć,ale muszę zrobić co najlepsze jest dla mnie. Nie będziesz się martwił...

- Co ?

- Muszę iść dalej i być sobą. Nie pasuje do tego miejsca, myślę,że to rozumiesz. Może kiedyś znajdziemy nasze miejsce, ale teraz muszę iść swoją drogą. Nie chcę zostawiać tego wszystkiego za sobą,ale przypominają mi się moje nadzieje. Nie mogę patrzeć jak za każdym razem spadają. Kolejny kolor przeistoczył się w szarość...

- Kate - powiedział smutny

- Trudno jest patrzeć jak wszystko powoli blednie...  Odchodzę już dzisiaj bo muszę robić to co najlepsze dla mnie.

- A co z nami? Co z tym wszystkim co razem przeszliśmy?

- A co z zaufaniem?

- Wiesz,że nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić.

- A co ze mną?

- Co powinienem zrobić?

- Muszę odejść, ale będę tęsknić. Więc muszę iść dalej i być sobą.

- Czemu musisz odchodzić?

- Po prostu nie pasuję do tego miejsca. Mam nadzieję,że rozumiesz to.

- Próbuję zrozumieć...

- Może kiedyś znajdziemy miejsce na tym świecie,ale teraz

- Chcę byś została!

- Chcę iść swoją drogą. Być sobą.

- A co z nami?

- Nie pasuję do tego miejsca. Przepraszam.


Justin przytulił mnie mocno. Z oczu poleciała mi łza.

- Mam nadzieję,że zrozumiesz.

- Staram się, może kiedyś...



Pół godziny później siedzieliśmy z Justinem w aucie i jechaliśmy do domu. Po następnych straconych minutach, sekundach...

Dojechaliśmy pod jego dom. Postanowiłam jego mamę przywieść później. Niestety po tym co zobaczyliśmy pod jego domem ,zniknęliśmy spod niego w ciągu dwóch sekund.

Policja z psami stała przed drzwiami i stukała by ktoś otworzył. Żadne z nas nie odważyło się wyjść do nich i zapytać o co chodzi...

Przecież doskonale wiedzieliśmy co zrobiliśmy i co zawiniło...

Odjechaliśmy spod wjazdu z piskiem opon. Pies zaczął warczeć i szczekać. Mieliśmy nadzieję,że nas nie widzieli.

Dojechaliśmy do mnie do domu. Wybiegliśmy z auta i wpadliśmy do domu jak poparzeni.
Poszliśmy szybko na górę.

- Kate, wyjedźmy,dopóki to nie ucichnie...


________________________________________________________________

I jak 45 ?

KOMENTUJCIE! <3 





















czwartek, 3 października 2013

Rozdział 44

JUSTIN


Czułem się taki pusty, straciłem brata... Mimo,że nie mieliśmy takiego kontaktu jak powinni mieć bracia.

Wydawał mi się bliski, był w końcu moim bliźniakiem, łączyła nas specyficzna więź, której nikt by nie zrozumiał. Łączyło nas co rodzeństwo powinno łączyć, coś co jest nierozerwalne, mimo wszystko.

Coś co jest z nami od maleńkości aż do teraz... Było ,do teraz.
Teraz to miejsce we mnie będzie takie puste, ciche, martwe. Tak ,zupełnie jak On, zamordowane.

Niech wszyscy sobie nie myślą ,że odpuszczę, będę szukał tego kto to zrobił. Znęcę się, zmiażdżę,zabiję. Wszystko byleby umierał w męczarniach. Za to co zrobił bratu.

W drodze do domu minąłem jeszcze szczęśliwą Kate i Harrego, byłem nabuzowany, obraziłem ich, ją, jego. Nie przejmowałem się tym,miałem to szczerze w wysokim poważaniu.  Nie miałem teraz czasu by się przejmować tym z kim się umawiają.

Poszedłem do domu ,zadzwoniłem do paru osób, i dowiedziałem się kto to zrobił. Wiedziałem co go czeka. Musiałem po prostu się przygotować.

A gdy tylko Kate pojawiła się u mnie w domu, och... Nie byłem gotowy na to wszystko, to działo się tak szybko,że nie mogłem się spostrzec.

Kate wsparła mnie. Opowiedziałem jej wszystko, przytuliła mnie mocno do siebie i milczała.
To było właśnie to czego potrzebowałem, by bliska mi osoba wsparła mnie w tych chwilach.

Oczywiście ,nie podobał się jej pomysł,żebym ja zabijał tego kto zabił mojego brata... Wydawała się jakby przestraszona. Jakby bała się tego ,że coś może mi się stać, że ktoś mnie postrzeli...


- Justin ,ja chyba wiem kto to zrobił


Powiedziała Kate, przestraszona. Wiedziałem już od kilku godzin kto był sprawcą,ale chciałem posłuchać co ma za ciekawostki... I skąd ta informacja tak szybko się rozeszła.


- Justin miałam jakby wizję... Widziałam Ciebie ,bądź Twojego brata, który został zastrzelony z rąk jakiegoś chłopaka w masce... Nie wiem skąd to się wzięło ,ale tak właśnie miałam.

- Haha, kochanie, nie martw się,On został postrzelony,ale wszyscy widzieli twarz tego chłopaka. To Juan,Juan  Dulcea , jego dawny wróg. Mój brat nie był do końca grzeczny.

- Jak Ty ?

- Do niego to ja byłem aniołem. On kradł,bił, gwałcił, znaczy spał z każdą czy chciała czy nie. Więc wykorzystywał dziewczyny. Zabił chyba dwóch kolesi.

- Przyczyniłeś się do tego z nim ?

- Tylko do jednego, nie chciałem być już tak okrutny.

- Justin! Zabiłeś człowieka.

- Nie zabiłem, tylko porwałem i pobiłem. To nic takiego,na świecie dzieją się gorsze rzeczy.

- Ale nie koniecznie w moim otoczeniu, bez przesady.

- Kate, nie musisz się bać, to było raz w życiu.

- Justin mieliśmy złączyć się na całe życie! Jeszcze niedawno, a ja praktycznie nic o Tobie nie wiem, nie uważasz ?

- Kate, nie pytałaś.

- A może miałam przyjść i od tak zapytać, hej skarbie, zabiłeś kiedyś kogoś?

- Nie zabiłem! Pobiłem. To nie to samo.

- Rzeczywiście, uprowadzenie, pobicie i zawiezienie bratu to nie wystawienie na śmierć.

- Nie zginął z moich rąk.

- Z Twojego bliźniaka! Mogłeś powstrzymać go, cokolwiek a nie zrobiłeś tego, co z Ciebie za człowiek.

- Kochanie, jestem tym samym Justinem ,co byłem.

- Powiedz proszę, zamierzasz zabić tego chłopaka co zabił Ci brata?

- Oczywiście, muszę odpłacić mu za to co zrobił.

- Widzisz! Zabijesz go, nie ! Nie ,nie nie.  To definitywny ,finalny, ostateczny kończący się koniec, koniec końca. I jeszcze dalej. Chciałam Cię pocieszyć, ale jak zwykle ,zepsułeś, nie będę z zabójcą.

- Kate, nie widzisz ,że bez Ciebie wali mi się świat?  Że nie jestem tym samym człowiekiem. Tnę się, piję, palę, wciągam - znowu , jestem inny, ale gdybyś tylko mi pomogła, byłbym ,no byłbym tym samym Justinem ,którego pokochałaś. Za którego chciałaś wyjść, który kocha Cię całym sercem i całym sobą. Nigdy nie udawałem tego, proszę Kate.

- Justin ,mam być z Tobą, tylko dlatego ,że  będzie mi Ciebie żal?

- Choćby właśnie dla tego...

- Nie, nie mogę. Nie jestem tak miękka i kochana jak kiedyś.

- Skarbie, proszę.


KATHERINE

[ włączcie : LINK 1 ] 


Justin położył dłoń na moim poliku,a w jego oczach... Jego brązowych oczach, zebrały się słone łzy. Otarłam je ,ucałowałam go w polik i przytuliłam do siebie...

- Nie mogę ,wybacz. Mogę Cię odwiedzać, ale nie licz na nic więcej, przepraszam.


Justin przyciągnął mnie do siebie mocniej, bylebym tylko została. Zgodziłam się spędzić z nim noc.
Oczywiście zasnął pierwszy, leżał tak cicho, jakby kompletnie nie oddychał. Ale, oddychał. Spał spokojnie ,nasycony alkoholem i używkami...

Ponoć starczy jedna sekunda, by połączyć dwoje ludzi na milion następnych...  Ponoć. Tak mówią, czy ktokolwiek się stosuje?

Usnęłam u boku Justina około drugiej w nocy. Było mi ciepło, wygodnie, bezpiecznie, jak kiedyś.
Chociaż korciły mnie słowa Justina, że na niego także czekają...

Bałam się o niego, cholernie, bałam się ,że mogłabym go stracić,że nie byłby przy mnie blisko. Fakt, to co kiedyś było między nami ,gasło niczym płomień świeczki.

Doszło do tego,że w łóżku możemy spać, na prawdę spać... Justin nawet nie próbował już starać się o to co było kiedyś. Chyba w końcu zaczyna docierać do niego to co między nami było a czego już nie ma.

Mam nadzieję,że zrozumie, poukłada sobie wszystko, nadzieja... Matką głupich? Czy nadzieja, daje światło na przyszłość?

Może jedno i drugie... Nie dowiem się dopóki żadne z nas tego nie spróbuje... Łatwiej by mi było gdyby wszystkie odpowiedzi zostały mi wyłożone na tacę, nie byłoby zmartwień, a odpowiedź sama by się ukazała.

Potrzebowałabym kuli która zna odpowiedź, tę właściwą i prawdziwą na wszelakie moje pytania, która odpowie bez wahania. Bez żadnego zamętu... Chciałabym znać odpowiedzi.

Około szóstej nad ranem ,przebudziłam się. Czułam się  wyspana, założyłam swoje buty i bluzę w której przyszłam. Napisałam Justinowi karteczkę, i wyszłam.

Zamknęłam za sobą cicho drzwi i powędrowałam do domu. Na ulicach ludzi było mało ,wszyscy pewnie jeszcze spali lub dopiero jedli śniadanie.

Weszłam do całodobowego sklepu i kupiłam paczkę papierosów i zapałki. Zaszyłam się na skałach ,na mojej ulubionej plaży, tam gdzie wszystko kiedyś  nabierało kolorów i miało jakiś sens...

Wyciągnęłam z kieszeni wcześniej zakupione papierosy. Otworzyłam paczkę i wyciągnęłam jednego miętowego papierosa. Zapaliłam go i zaciągnęłam się.

Pozwoliłam by dym spenetrował moje płuca. Po czym wypuściłam go ustami. Wiem, to niezdrowe, ale lubiłam czasem tak odreagować. Tego nauczył mnie Justin.

Wolałam taki sposób,który nie robił nikomu krzywdy. Wolałam zapalić niż kogokolwiek okrzyczeć czy pobić. A to przysporzyłoby mi wielu kłopotów, za to palenie wręcz przeciwnie. Zadowoliło mnie.

Spaliłam fajkę w przeciągu kilku minut. Po czym chwilę jeszcze posiedziałam na skałkach. Po kolejnych dwudziestu minutach wyciągnęłam z torebki gumę, wyciągnęłam jedną i zaczęłam  żuć.

Wstałam ze skałek i poszłam do domu.


Dwa dni później był pogrzeb... Tak ,Christiana, brata Justina.
Przez te minione dwa dni,Justin nie odezwał się słowem, nie zadzwonił, nie przyszedł. Jedyną moją pewnością ,że żyje był sms, wysłany wczoraj o godzinie 20,18 , że wszystko w porządku.

Poszłam na pogrzeb jedynie ze względu na stan mamy Justina. Pattie była za słaba na to wszystko. Poprosiła mnie o wsparcie, zgodziłam się.

Ceremonia miała odbyć się o trzynastej. Jak zwykle byłam przed czasem. Złożyłam Pattie kondolencje i przytuliłam ją.  Wyszukałam wzrokiem Justina. Po czym podeszłam do niego.

- Cieszę się,że jesteś - zaczął - Mamie przyda się wsparcie.

- Poprosiła ,więc jestem. Nie znałam go,ale masz cudowną mamę, więc ktoś musi ją wesprzeć.

- Tak ,masz rację. Więc mam prośbę ,mogłabyś zrobić coś dla mnie?

- Pewnie, co?

- Proszę, tu masz kluczyki od mojego samochodu. Stoi na miejscu czternastym. Na parkingu oddalonym stąd około stu metrów. Jak przyjdą i zaczną strzelać, zabierz moją mamę stąd, w porządku? Zabierz ją do samochodu i uciekaj. Proszę ,zrób to dla mnie. Namieszałem,wiem,ale jakoś chcę to wszystko uporządkować.

- Postanowiłeś to zrobić?

- Tak, muszę, w honorze brata.

- Przecież się z nim nienawidziłeś.

- Brat to brat, rodzina, muszę. Masz kluczyki, zabierz ją do siebie ,najlepiej ,jeśli byś mogła. Tam jej nie poszukają, bo przecież Ciebie nikt nie kojarzy z nich, racja?

- Z nich?

- Tak z nich. Nikt, wiem o tym, sprawdziłem wszystko. Masz wszystkie potrzebne dane, i proszę Cię, bądź ze mną myślami. Obiecaj mi to.

- Obiecuje...


Obiecałam, a wyszło zupełnie co innego. Po całej ceremonii, gdy już wszyscy mieli się rozchodzić, składać Pattie kondolencje , stało się to czego spodziewał się  Justin...


Mężczyźni w czarnych garniturach i z czarnymi okularami na oczach, zaczęli strzelać w niebo,ale jednak.
Spowodowali popłoch wśród ludzi. Czułam ,że nie mogę zostawić Justina na pastwę losu, samemu sobie.

Powiedziałam schowanej za kotarą Pattie co ma robić, gdzie pojechać, pocałowałam ją w policzek i podziękowałam za wyrozumiałość. Zauważyłam Justina kryjącego się za stolikiem.


Ukradkiem przemknęłam do niego i ukucnęłam przy nim. Mężczyźni w czerni byli tak zajęci wyprowadzaniem ludzi i przeszukiwaniem przez nich ,czy czasem Justin się tam nie chowa, nie zdołali nas zauważyć.

- Kate, co tu robisz? A moja mama?

- Jest bezpieczna ,nie martw się.

- Ty też masz być. Idź stąd, poradzę sobie.

- Nie poradzisz. Daj mi ten pieprzony pistolet i nie pierdol głupot. Co jak co ,ale strzelać to ja umiem.

- Kate, nie,proszę Cię to niebezpieczne.

- Nie takie zabaweczki miałam w dłoniach. Jestem dziewczyną,ale umiem bronić tego co kocham...

- Jesteś pewna?

- Tak, jestem pewna. Na milion procent...

W tym samym momencie do moich dłoni  trafiła czarna smukła  broń...


______________________________________________________________

I jak 44?

KOMENTUJCIE :)





















wtorek, 1 października 2013

Rozdział 43

JUSTIN


Gdy tylko wyszedłem ze studia skierowałem się do kawiarni kupić sobie kilka rzeczy na wieczór. Miałem siedzieć całą noc i pisać piosenki.

Więc musiałem sobie zrobić zapas kawy na cały wieczór. Ba ,całą noc. Nie robiło to na mnie żadnej różnicy, i tak zawsze siedziałem do późno,albo całą noc na kilku kawach.

Następne dni bym spędził tak samo,więc byłem przyzwyczajony. Tak więc wracając do tematu, wróciłem do kawiarni po swoje zapasy , usiadłem do stolika czekając aż kasjerka zrobi sześć kaw.

Odciąłem się od rzeczywistości ,nie słuchałem niczego co działo się na zewnątrz, słyszałem pojedyncze dźwięki. Strzały, autostrady, śmiech dzieci...

Siedziałem sam, tak też się czułem. Sami się rodzimy, i sami umieramy... Nie wiedziałem czy to był mój kres. Ale w każdym bądź razie tak się czułem. Jakbym umierał od środka, jakby wszystko we mnie zamarzało.

Nie miałem ochoty kompletnie na nic, czułem się jakby coś we mnie uleciało.. Nie wiem skąd mi to przyszło,ale miałem dziwne wrażenie ,że coś miało się wydarzyć, że coś się stało.

Nie wiedziałem konkretnie co,ale czułem,że straciłem coś, kogoś?

Poczułem ,że byłem wysoko ,a teraz jestem na dnie... Pewnie zdam sobie z wszystkiego sprawę gdy na dworze pojawią się płatki śniegu.

Potrzebuję światła tylko wtedy ,gdy pojawia się mrok, tęsknię za słońcem tylko wtedy, gdy zaczyna padać deszcz... Zauważyłem ,że byłem szczęśliwy, dopiero teraz, gdy jestem smutny, pojąłem ,że ją kocham, dopiero teraz, gdy pozwoliłem jej odejść...

Patrze się na dno swojej pierwszej kawy, i mam nadzieję,że kiedyś spełnię swoje marzenie.. Ale marzenia przychodzą powoli a znikają tak szybko.. Wszystko czego dotykam ,umiera.

Wszystko nagle stało się bez znaczenia wraz z telefonem od mojej mamy...

Usiadłem jak wbity w siedzenie, z oczu poleciało mi kilka łez, samoistnie, nie kontrolowałem tego, nie musiałem... Kasjerka podeszła do mnie i lekko szturchając mnie w ramie przywróciła mnie światu.

- Pańska kawa - uraczyła mnie słowami

- Dziękuję.


Sztucznie się  uśmiechnąłem i wybiegłem z kawiarni. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swojej samotni, i czekać na kolejne telefony. Czekać na mamę, czekać.. Po prostu czekać. Zabijać się myślami o tym co się właśnie stało.



KATHERINE


Po dziesięciu minutach błagania Harrego , uspokoił się. Słysząc w okolicy strzał , rozejrzałam się po okolicy.

Miałam dziwne wrażenie, moje myśli przeniosły się jakby w inne miejsce, a w głowie tworzyło się coś na kształt wizji, coś co się wydarzyło? Miało się wydarzyć?

[ WŁĄCZCIE TO :  LINK 1 ]

Miałam przed oczami siebie i Justina, i kilka innych dziewczyn. Justin zamykał właśnie jakąś bramę, przeciągnął ją w dół i ruszył przed siebie. Ja zaś jak otępiała stałam pod tą bramą ,czekając na dalszy rozwój akcji...

Nie wiem czemu, normalnie poszłabym za nim,ale nie w tym przypadku. Miałam widzieć wszystko co  się wydarzy ?

Justin rozglądał się swobodnie po ulicy, szukając wzroku różnych ludzi. Nie wiedział co się miało stać. Był w złym miejscu i o złym czasie. Patrząc na Justina uśmiechałam się ,mimowolnie. Moje pierwsze myśli to te ,że jestem szczęśliwa ,posiadając go...

Moje myśli powędrowały znów gdzie indziej, miałam przed oczami siebie, w różowych kapciach, koszulce na ramiączkach, i krótkich spodenkach od piżamy. Justin stał pod prysznicem, strugi wody płynęły po jego torsie... Tak idealnie...

- Kochanie, jaki szampon mam użyć?

- Podeszłam bliżej kabiny i wskazałam mu na szampon kokosowy.

Justin szybkim i zwinnym ruchem wciągnął mnie do środka kabiny,pod strumień wody. Zła spojrzałam na niego i go odepchnęłam. On swoimi silnymi rękoma przyciągnął mnie do swojego ciała i zaczął namiętnie całować moje różowe wargi.

Cały makijaż jaki miałam na twarzy zaczął powoli spływać, ubrania stawały się coraz to bardziej mokre,o włosach nie wspominając.. Mój kochanek nie przerywał namiętnych pocałunków. W końcu złapał mnie za pośladki i podniósł przyciskając do ściany.

Oparł mnie na swym kolanie a jego ręce pieściły moje sutki. Był coraz pewniejszy w swoich ruchach. Ja delikatnie pieściłam jego lędźwie, miał tak sprawny język, który uwielbiałam ponad wszystko.

Zsunął moje krótkie spodenki, w trybie niemal natychmiastowym, jednak moją koszulkę zostawił. Moje pełne piersi wyglądały cudownie w mokrym podkoszulku a szczególnie sutki, które się tak odznaczały - dodał Justin


Potrząsnęłam głową, i wróciłam pamięcią do poprzedniej sytuacji... Nie wiem skąd te wszystkie fikcje w mojej głowie...


Justin szedł przed siebie. Minął mężczyznę,zamaskowanego. Który się obrócił, wyciągnął broń i strzelił prosto w serce Justina.

Moje wargi rozwarły się , byłam w kompletnym szoku. Nie wiedziałam co o tym sądzić. Dopiero wtedy pobiegłam za Justinem. Sprawdziłam jego puls, kompletny brak... Mężczyzna w hokejowej masce zniknął.

Miał bluzę w szachownicę , kaptur i maskę na głowie, starte jeansy..


Nie rozumiałam tego, nie zrozumiem chyba nigdy. Jestem na to za głupia.
Wróciłam do normalności, zaciągnęłam się powietrzem i otworzyłam oczy.

Skierowałam wzrok na Harrego,który stał i obserwował mnie zszokowany.

- Przepraszam, zamyśliłam się - dodałam

- Dlatego mówiłaś Justin,Justin?

- Niechcący, na prawdę przepraszam.


Akurat w tym samym momencie trącił nas mężczyzna wylewając kawę na koszulę Harrego.

- Kurwa! Jak idziesz, idiota - wtrącił Harry


Mężczyzna obrócił się, był to dobrze nam znany Justin... Trafiliśmy na niego w złym momencie
Justin gdy tylko spostrzegł  na kogo trafił zrobił się jeszcze bardziej nabrzmiały. Złość wyrysowała się po jego twarzy, rozlała się cała.

- Nie zaczynaj.

- Myślisz,że możesz tak bez przeprosin? - zapytał Harry

- Myślisz,że mam czas na taką cipę jak Ty?! Myślisz,że nie mam nic innego do roboty jak martwić się tym,że masz kawę na pedalskiej koszuli ? Bez przesady. Bądź mężczyzną, miej chuja a nie cipka. Kurwa.


Justin zaśmiał się i odszedł. Byłam ciekawa co go tak rozzłościło. Nie byłam to tylko ja z Harrym, musiał mieć więcej powodów...

Tylko jakich ? Tego wieczora postanowiłam się dowiedzieć co się stało. Nie chciałam tam się pojawiać ,ale musiałam. Musiałam mu także powiedzieć o tym co widziałam.

W drodze do domu Justina zadzwoniła do mnie Pattie - jego mama.
 Odebrałam bez wahania.

- Halo ?

- Kate - powiedziała płacząc - Mogłabyś przyjść do mnie jutro na 11? Potrzebuję Twojej pomocy.

- W porządku. Co się stało?


W drodze gdy szłam do Justina ,Pattie opowiedziała mi co się stało. Zamurowało mnie. Wiedziałam,że teraz moja obecność przy Justinie pomoże mu w jakikolwiek sposób.

Pattie się pożegnała i rozłączyła się. Zapukałam do drzwi Justina.
Po chwili już otworzył , stojąc w samych dresach, bez koszulki, trzymając puszkę piwa w dłoni.

Czułam ten odór alkoholu, papierosów, marihuany, Bóg jeden wie czego jeszcze. Weszłam do środka trzymając się dzielnie.

- Justin już wiem, wszystko wiem.

- Że?

- O Christinie.

- Ta, i co ?


Justin udawał ,że niby nic go nie interesuje. A jednak, widziałam w jego oczach rozgoryczenie ,złość, smutek ,żal.

Usiedliśmy na kanapie, złapałam Justina za rękę. Z drugiej wyciągnęłam piwo i  odstawiłam na stolik.
Złapałam go za drugą rękę.

- Justin, powiedz mi prawdę.

- Niby co mam Ci powiedzieć? Nic mi się nie układa. Zerwałaś ze mną jakikolwiek kontakt, znajomi się odwrócili, zamordowali mi brata, chcą mnie. Co mam jeszcze powiedzieć ?

- Co masz na myśli mówiąc chcą mnie? Dlaczego , co ,jak?!


______________________________________________________________________


I jak 43 rozdział ?

KOMENTUJCIE! <3

OGLĄDAJCIE : http://www.youtube.com/watch?v=7S2q1mKimRE