środa, 6 listopada 2013

Rozdział 60

JUSTIN


Wyglądałem świetnie, miałem wszystko... Ale nie miałem najważniejszej osoby u mojego boku. Kate, wiem, powiedziałem w wywiadzie, że z nikim szczególnym się nie spotykam, skłamałem.

Była dla mnie cholernie ważna. Wiem, że to ją zraniło. Nie odbierała moich telefonów. Nie dzwoniła, nie odzywała się do mnie. Sam teraz nie wiedziałem, czy jesteśmy razem czy jednak nie... Nie było mi łatwo, ale musiałem udawać... Nie chciałem, wiem to złe, wobec wszystkich.

Wystąpiłem z dwiema piosenkami na żywo w telewizji, widziała mnie cała Ameryka. Miałem nadzieję, że Kate i mama także.... Cieszyłem się mając taką szansę. Cieszyłem się, że los mnie obdarował tym wszystkim.

Po wyłączeniu się kamer rozdałem jeszcze kilka autografów. Dziewczyny które przyszły były mega prze szczęśliwe. Zrobiłem sobie z nimi zdjęcie i wróciłem do swojej ekipy.

-  Świetnie Justin! Gratuluję - powiedział Scooter - Jutro rano mamy kolejny wywiad i będziesz musiał zagrać jedną piosenkę czy ze dwie. Potem rozstajemy się na dwa tygodnie,wrócisz w początku grudnia  i tak do dwudziestego grudnia znów będziesz z nami, na święta w domu, a Sylwester w Nowym Jorku.

- Jutro po występie będę wolny?

- Tak jak najbardziej. Możesz lecieć do rodziny.

- W końcu.

- Ale to nie koniec takiej pracy. Tak będzie zawsze - dodał.


Nie wyobrażałem sobie być bez Kate przez tak krótkie okresy czasu. Po powrocie zapytam Scootera czy będzie mogła do nas dołączyć. Nie dopuszczam odmowy.

Wróciliśmy wieczorem do hotelu, i zrobiliśmy sobie seans filmowy, który trwał do drugiej nad ranem. Wszyscy zasnęliśmy tak jak film się skończył. Na fotelach, kanapach, siedziskach. Wszyscy zasnęli w takich pozycjach jak skończyli oglądać film. Rano obudził nas Scooter śpiewający swoją poranną arię.


- Dobra, dobra starczy - powiedziała Kim, asystentka - Nie Ty tu jesteś od śpiewania - zaśmiała się

- Ale przyznaj, jestem całkiem dobry - odparł Scooter

- Nie. Nie jesteś - zaśmiała się Kim i wyszła z pokoju gdzie jeszcze kilka osób leżało.

- Coś tam jednak umiem - próbował obronić się Scoot

- Nie, nie umiesz - krzyknęła Kim z łazienki


Scooter zrobił grymas na twarzy i poszedł do swojego pokoju. Czasem bycie w takim zespole jaki ja mam jest świetne. Nigdy się nie nudzimy, zawsze jest co robić, o czym pogadać. Ale brakuje jednak tej drugiej osoby, która Cię wesprze.

Często wątpię czy dobrze było poświęcić związek dla kariery i wtedy przypomina mi się ta dziewczynka co dwa tygodnie temu przyszła na spotkanie ze mną i powiedziała mi, że dzięki mnie żyje, że już się nie tnie, że porozmawiała z rodzicami, i teraz jest jej lepiej w życiu.

Zdałem sobie sprawę, że nie śpiewam dla jednej osoby, czy stu osób, a jednak, zaczynam przechodzić w miliony osób, które słuchają tego co mam do powiedzenia.

Każdy potrzebuje inspiracji, każdy potrzebuje piosenki, pięknej melodii... Gdy noce się dłużą, nikt nie obiecał ,że to życie będzie łatwe.

 Kiedy mój świat się rozpada, kiedy żadne światło nie chce przełamać ciemności, patrzę na jej zdjęcie... Ja patrzę na nią, czuję blisko siebie... Kiedy fale zalewają brzeg, i nie mogę znaleźć już mojej drogi do domu, patrzę na jej zdjęcie.

Pojawia się dla mnie po prostu jak marzenie, tylko dla mnie. Jak kolory w kalejdoskopie, które mnie otaczają. Wszystko czego potrzebuję, oddech którym oddycham. Wiem, że jestem nie tylko jej potrzebny. Wierzę w to, że sobie poradzimy. Wierzę w każdy lepszy dzień.

Taki też miał nastać, dzisiaj. Gdy zobaczę ją po tak długiej rozłące.  Rano o dziesiątej byliśmy w studiu gdzie mieliśmy nagrać mój wywiad. Reporterka ponownie zadawała mnóstwo pytań.

Pytała skąd pochodzę, jak się poznałem ze Scooterem, od kiedy śpiewam i gram, kiedy wyjdzie płyta, jak się będą nazywały piosenki, do kogo są kierowane, i czy zamierzam się z kimś umawiać.

- Jeśli będzie tą jedyną, jeśli będzie ze mną za to kim jestem prywatnie, nie tylko dlatego, że jestem rozpoznawalny, to tak, Ona może stać się osobą z którą chcę iść przez życie.


Kate właśnie taka była, była ze mną przed moją karierą, a ja zostawiłem ją tam samą na poczet swojego rozwoju. Dałem występ, nie wczułem się w te piosenki jak zwykle, ale zawsze to coś.

Samolot do domu, o 14,00. Wsiadłem w najszybszy lot jaki miałem od skończenia wywiadu i pożegnania się z ekipą. I około  dwudziestej pierwszej byłem już w domu.  Pokonałem ponad 2 tysiące mil. I znów jestem u siebie w mieście.


KATHERINE

Stałam z mamą w kuchni i rozmawiałyśmy o tym co się działo. Powiedziała mi, że wszyscy chcieli, żebym tu była. Powiedziała, że cieszy się z mojego dziecka.

 W końcu będzie babcią. A Justin ojcem...I tu się zaczęło...

- Sama dobrze wiesz, że z niego duży dzieciak. Nie będzie się umiał Wami zaopiekować, szczególnie teraz. Wyjeżdżając co chwila.

- Mamo, to się zmieni. On będzie, będzie przy mnie i przy dziecku, gdy tylko się o nim dowie.

- Może czas mu o nim powiedzieć? Może przestanie zachowywać się jakby mu nie zależało?

- Ale to ja wyjechałam, nie zostawiłam mu tam nic. Wyjechałam teraz bez słowa, nie zadzwoniłam do niego nawet.

- Ty masz prawo, po tym co zrobił, mogłaś tak wyjechać.  Sam na to sobie zapracował. Doskonale o tym wiesz, nie masz co go bronić, czy On kiedykolwiek bronił Cię u swojej matki? Nie. Nie bronił, Ona nadal robi z nim co chce i go kontroluje. Doskonale wiesz o tym. Nie masz co wstydzić się przyznać własnej matce racji, skoro obydwie wiemy jak jest, prawda?

- Mamo, to mój narzeczony, przyzwyczaj się do jego obecności w moim życiu.

- Póki co to go bardzo rzadko widzę przy Tobie. Na razie jest przy milionach innych dziewczyn.


Cicho westchnęłam i odstawiłam kubek z herbatą. Poszłam na górę zostawiając mamę samą w kuchni.  Nie miałam ochoty z nią stać i słuchać jak oczernia Justina.

Nie był w końcu też taki zły. Miał wady, ale i zalety. Nikt nie jest idealny, nikt nie spełnia naszych wszystkich oczekiwać. Przecież nie jesteśmy perfekcyjni, jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy wszelkie błędy. Ale to na nich się uczymy...

Ubrałam się ciepło i wyszłam na dwór. Poszłam na plażę, gdzie zawsze działo się w moim życiu najwięcej. Plaża... A jak wiele potrafi zmienić w życiu.

Tu teraz, nadużycie, błędy, zbyty długo, zbyt głośno, za kogo się miałam by czekać... Tylko jedna szansa, jeden oddech, na wypadek gdyby tylko jeden pozostał.

Tęsknię za nim, gdy zbyt długo jestem daleko, marzę o tym, że będzie ze mną, i nie odejdzie. Stracę oddech jeśli, nie zobaczę go już więcej... Wszystko za nas.. Oddam wszystko. Potrzebuję usłyszeć jak mówi, że mnie kocha.


JUSTIN




Wyszedłem poza lotnisko i do domu ruszyłem taksówką. Nie było Kate, nie czekała na lotnisku, nie wiedziała, że przybywam. Miałem zamiar zrobić jej niespodziankę. Ta, miałem zamiar....

Wróciłem do domu. Zapukałem do drzwi. Nikt mi nie otwierał, światła były pogaszone. Siedziałem tam z nadzieją, że śpi i po prostu mnie nie słyszy. Albo, że nie otwiera bo się  gniewa, że ją tak zostawiłem...

Z nadzieją zadzwoniłem do drzwi, mocno waliłem, kopałem, stukałem. Zadzwoniłem z dziesięć razy, nie wierzyłem, że jej nie ma, że po prostu się gniewa. Gdyby była otworzyłaby chociaż po to by nakrzyczeć.
Niestety, myliłem się. Nie było jej w domu wcale.

Nie miałem kluczy, nie wziąłem ich, nie myślałem, że jej nie będzie, nie zostawi nikomu kluczy. Pod moim domem pojawiło się kilku paparazzich, słyszałem ich dźwięki aparatu, szelest między krzakami, nie wysilili się nawet o wyłączenie fleszy.

Na dworze rozpętała się burza. Tak, teraz wiem, tutaj też się to zdarza. Padał deszcz, grzmociło nieziemsko, wsiadłem ponownie do taksówki która mnie tu zawiozła. Poprosiłem o podwiezienie do najbliższego pięciogwiazdkowego hotelu.

Zapłaciłem kierowcy za podwiezienie, dałem mu dwadzieścia dolarów i pobiegłem do wejścia. Same drzwi otworzył mi portier, wszedłem do środka. I skierowałem się do recepcji.

Za ladą stała młoda dziewczyna, w podobnym wieku do mojego. Czuła się najwyraźniej zawstydzona, widząc znaną osobę, czyli mnie. Zaśmiałem się i dałem jej swoje dokumenty do zakwaterowania. Postanowiłem zostać do jutra, po czym zadzwonić do Kate i dowiedzieć się gdzie jest.

Nie będę siedział tutaj bez niej. Nie chcę już dłużej. Wziąłem swoje dokumenty i poszedłem do swojego pokoju, który znajdował się na pierwszym piętrze. Musiałem się osuszyć bo woda ze mnie ściekała.

Wszedłem do pokoju i postawiłem bagaż przy łóżku. Wziąłem bokserki, czystą koszulkę i spodenki. Poszedłem pod prysznic i tam się wygrzałem. Umyłem ciało czekoladowym żelem do mycia i włosy hotelowym szamponem robionym na zamówienie dla vip-ów.

Wytarłem się dokładnie ręcznikiem i ubrałem swoje bokserki, spodenki i biały podkoszulek. Poszedłem na łóżko i włączyłem telewizję. Zadzwoniłem po jedzenie do pokoju, tzw. room service.

Zamówiłem sobie kebaba i kurczaka z rożna z frytkami. Powiedzieli, że za dwadzieścia minut będą pod pokojem. Odłożyłem słuchawkę od telefonu. I do ręki wziąłem swój telefon.

Odblokowałem go i zadzwoniłem do Katherine. Odebrała szybko. W tle słyszałem szum wody, wiatr, i cichy płacz. Jakby Kate płakała... Obiecałem sobie, że do tego nie dopuszczę a znów zawiodłem.

- Kochanie, gdzie jesteś? Wróciłem do Los Angeles, a zastałem pusty dom.

- Justin... - powiedziała cicho łkając - Nic nie mówiłeś, ja wyjechałam, miałam dość bycia samej w tym stanie. Nie chciałam kłaść się do łóżka codziennie sama, w pustym domu.

- Kochanie, pamiętam te wszystkie momenty spędzone z Tobą, wciąż czuję miłość, choć nadal jestem dzieckiem. I myślę, jeśli kiedykolwiek nauczyłaś mnie trochę życia. Dzisiaj dedykuję Ci każdą swą piosenkę.
Z Tobą przecież chcę śnić, rozmawiać, dla mnie nie jesteś daleka, i chociaż nie mogę Cię dotknąć, przysięgam nie zapomnę o Tobie.

- Codziennie owijam się wspomnieniami o nas i tym co było... Codziennie byłeś dla mnie wszystkim, tak czuje się samotna, tak bardzo. Do Ciebie mi daleko.

- Kochanie, powiedz mi tylko co Ci jest. I gdzie jesteś. Niebawem tam będę...

- Justin bo ja jestem w....


______________________________________________________

I jak 60 ? :)



TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez



KOMENTUJCIE! <3 
















niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 59

JUSTIN

Cieszyłem się, że jednak postanowiła mnie odwieźć na lotnisko. Wiedziałem, że dzieje się coś o czym mi nie mówi, ale nie pytałem, nie drążyłem tematu, nie lubiłem gdy się wkurzała. Zwłaszcza wtedy gdy musiałem jechać.

Ale podjąłem decyzję. Wyjadę, zrobię karierę. Wrócę przecież niebawem...
I tak moje niebawem zamieniło się w ponad miesiąc.

Harowałem... Można to tak nazwać. Codziennie miałem wywiady, nagrywanie płyty, sesje fotograficzne, występy, performance. Dzwoniłem do Kate wtedy tylko gdy miałem czas. Nie było go za wiele, ale zawsze to coś, lepsze te dwa telefony w tygodniu, dwóch tygodniach niż wcale.

Tęskniłem za nią, nie miałem z kim spać. Co wieczór w innym hotelu, co noc występ. Miałem fanów, dość liczne grono... Fanek, fanów. Nikt na szczęście z nich nie znał mnie z tej złej strony. Wszyscy myśleli, że moje życie od zawsze było takie proste... Niech tak myślą, nawet nie zaprzeczałem. Mieliśmy połowę listopada, i przyszedł czas na wywiad, który zostanie puszczony na żywo. Scooter miał do mnie prośbę.

- Wiem, masz narzeczoną, ale tutaj musisz się wszystkiego wyprzeć. Nie możesz zrazić do siebie fanek.

- Ale nie mogę powiedzieć, że jestem sam, Kate by się załamała.

- Powiesz, że nie widujesz się z nikim specjalnym. Zadzwoń do niej i wszystko wyjaśnij. Wszystko na mój koszt.

- Dobrze.


Scooter poszedł ustalać wszystko z organizatorami wywiadu. Ja zaś wyszedłem za budynek i usiadłem na kartonach. Zadzwoniłem do Kate i czekałem aż odbierze.


- Halo?

- Kochanie, tu Justin.

- Oo, miło Cię w końcu słyszeć.

- Skarbie... Kocham Cię bardzo bardzo bardzo mocno, chcę tylko byś wiedziała, że jesteś moją księżniczką. Jesteś warta całej miłości na świecie, jesteś miłością mojego życia...

- Ale? Co chcesz powiedzieć. Mów, nie owijaj w bawełnę...

- Mam wywiad, i Scooter powiedział, że padnie pytanie o moim związku... I mam powiedzieć, że jestem sam...

- W porządku, skoro musisz. To niech tak będzie. Jaki to kanał? Będzie na żywo?

- Kanał siódmy.

- Będę oglądała. W końcu jakoś Cię zobaczę.

- Na prawdę nie przeszkadza Ci to?

- Nie, cieszę się, że jesteś szczęśliwy.

- Kocham Cię.


Katherine nie odpowiedziała. Rozłączyłem się wiedząc, że nie chce się odzywać... Ciężko mi było z tą myślą, że ją tracę poprzez spełnianie swoich marzeń.

Znalazłem zdjęcie które włożyła pod moje koszulki, było ze mną wszędzie. Kate była ze mną wszędzie... Duchem.


KATHERINE


Był wtorek, Justin zadzwonił do mnie, z dziwnym pytaniem... Czy może powiedzieć, że jest sam? Bo tak mu nakazali...  Co miałam zrobić?

Zgodziłam się, powiedziałam,  że mnie to nie rusza, nie przeszkadza mi, ale bolało mnie to, że musiał ukrywać to, że ma mnie... W dodatku w ciąży.. No ale nie wiedział, nie jest winien.

Włączyłam kanał siódmy jak powiedział. I pojawił się obok dziennikarza. Był taki szczęśliwy, cały czas uśmiechnięty, wyglądał lepiej niż kiedykolwiek. Widziałam jednak, że jest przepracowany.

Jest moim  złym chłopcem z bajki, przysłania nawet złą stronę, chciałam być jego złą dziewczyną, budzi moją dziką stronę. Te oczy, te usta, jego dotyk... Jego mowa, sadystyczna gorączka, ten seksowny rodzaj swagu. Najlepsze co kiedykolwiek miałam.

Mój buntownik z aureolą... A teraz? Poddany presji telewizji... Nie wiedziałam kompletnie jak przebrniemy przez to co mamy... Przez to jedno wielkie gówno.

Justin był lekko zestresowany. Odpowiadał na każde zadane mu pytanie tak mądrze... Nigdy nie słyszałam z jego ust tak dokładnie sprecyzowanych słów.

- Justin, teraz najważniejsze pytanie - powiedział dziennikarz - Pewnie wszystkie Twoje fanki są tego ciekawe. Spotykasz się z kimś? - wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć.

- Nie, z nikim specjalnym się nie spotykam - odpowiedział na luzie



Kompletnie mi nie odpowiadało bycie nikim specjalnym... Nie pasowało mi to, ta odpowiedź zupełnie przeczyła naszemu związkowi... Myślałam, że pogodzę się z tym a jednak... Nie umiałam.

Tak a mama mi mówiła, że będę jeszcze kiedyś przez niego płakała... Miała racje. Dzisiaj był ten dzień.
Siedziałam przed tym telewizorem i oglądałam jak Justin się uśmiecha, jaki jest zadowolony, jak dla niego wszystko gra.

Pokazywali jak odpowiadał na pytania fanek, jak robił sobie z nimi zdjęcia. Wierzyłam, że tak jak ja On kocha też, wierzyłam, że już mnie nie skrzywdzi... Robił to. Cały czas grał, szukał nowych wrażeń...

Może nie wie co to miłość? A ja? Byłam jedną z zabawek...
Sama nie wiem co po tym wywiadzie sądzić o naszym związku.. Nie chciałam dłużej o tym myśleć. Nie powiedziałam Justinowi nic o tym, że się wyprowadzam ponownie do Nowego Jorku.

Wracam tam skąd pochodzę. Nie potrafię tutaj być sama. Poszłam spać, nie chciałam myśleć o tym co mówił Justin, ale dałam radę. Zasnęłam szybko. Lot miałam już o dziewiątej rano.

Wstałam po szóstej, dopakowałam kilka rzeczy, zjadłam tabletkę, schowałam kilka wód do torebki, wszystkie dokumenty. Umalowałam się, ubrałam w luźne rzeczy i zjadłam śniadanie. Powyłączałam korki, gaz, wodę, wszystko co trzeba było.  Zniosłam rzeczy na dół i spakowałam je do bagażnika.

Wróciłam na górę tylko po swoją torbę, telefon. Spojrzałam na niego, było kilka nieodebranych połączeń od Justina.. Nie oddzwoniłam. Nie chciałam słuchać jego wyjaśnień.

Wrzuciłam telefon do torebki i zamknęłam dom. Przejechałam dwadzieścia minut drogi.  Samochód zostawiam u znajomego taty, mieszkającego niedaleko lotniska. Przeszłam kawałek i po dziesięciu minutach oddawałam już bagaż do sprawdzenia.

Dałam bilety do sprawdzenia i poszłam na odprawę. Myślałam cały czas o słowach Justina... Bolało mnie to coraz bardziej, powiedzieć, że jestem nikim specjalnym...  Nigdy nie sądziłam, że dorobię się takiego statusu w związku.. Być nikim. U swojego narzeczonego, to dopiero wyczyn.

Wsiadłam do samolotu i czekałam tylko na moment kiedy znajdziemy się w powietrzu i kiedy tylko będę już w domu... W moich oczach zbierały się łzy. Z każdą chwilą gdy pomyślałam o słowach Justina.

Wiedziałam, że tak czy inaczej nawet gdyby z gorszymi słowami do mnie podszedł, będę na niego czekała.
Usiądziemy nad brzegiem morza, i będę mogła z nim iść pod rękę. I chociaż moje życie upłynie będę na niego czekała...

Wiem, że w jego oczach nadal jest miłość, że jego spojrzenie mówi : wrócę... 
Nie wiedząc kiedy wrócisz, myślę, że choć nie jestem taka sama i to przyznaję mam nadzieję, że w jego oczach pojawi się przebaczenie i modlę się do niego...

Chociaż jestem szczera i składam nam obietnice, On nie patrzy na mnie... Następnym razem otworzysz drzwi i mówię Ci, że jeśli sobie pójdziesz to już nie wrócisz.

Ogarnia Cię wściekłość a ja płaczę... Odchodzisz a moje życie rozpada się nie wiedząc kiedy. Przysięgam nie wiedziałam, ale gdybym wiedziała odbyłoby się to w inny sposób...

Czuję chęć, by do Ciebie dzwonić, ale nie odbierasz. Nie rozumiem dlaczego nie odbierasz, chociaż się pokłóciliśmy wszystko trwa dalej...

Czuję się tak jakby zabrali mi kawałek duszy, jeśli odejdziesz nic nie pozostanie. Oprócz serca bez życia. Czuję, że nie ma księżyca dla mnie jeśli nie ma Twej pieszczoty przy mnie. Będę na Ciebie czekać...

Moje myślenie mnie zabijało. Za dużo sobie wyobrażałam za mało robiłam. Cieszyłam się jedynie z jednej rzeczy. Tego, że wytrzymałam sześć godzin lotu ze samą sobą.

Moja mama czekała na mnie z tatą i moim samochodem. Cieszyłam się, że to Oni mnie odbierają. Jak kiedyś....

- Córeczko! - powiedziała mama

- Cześć mamuś - przytuliłam się do niej i do taty.


Tata podał mi kluczyki od samochodu i zabrał moje bagaże, które wpakował do bagażnika.
Wsiadłam za kółko i poczekałam aż rodzice wsiądą na miejsca pasażerów.

Pojechaliśmy prosto do domu. Po dwudziestu minutach byłam już z rodzicami w garażu od naszego domu. Tego prawdziwego domu, w którym się urodziłam, dorastałam... Gdzie pierwszy raz zrobiłam to z osobą, która jest teraz moim narzeczonym...

Zamykam oczy i mogę widzieć tamte dni.... Nie zamieniłabym tego na cokolwiek w świecie.
Rodzice wysiedli i poszli od razu do domu. Ja zaś wzięłam swoje bagaże i weszłam do domu.

Nic się nie zmieniło. Wciąż wszystko stoi tak jak stało. Weszłam na górę do swojego pokoju, zdjęcia, łóżko, książki, nic od wyjazdu nie było tknięte. Spojrzałam na półkę, zdjęcie z Justinem z naszego pierwszego wypadu stało najwyżej ze wszystkich...  Wszystko wyglądało jakbym nigdy stąd nie odchodziła.
A jednak... Mieszkałam u Justina, w Los Angeles, wszędzie byle nie tu.

To się nie zmieni tak szybko.. A może w ogóle się nie zmieni, już nigdy...




______________________________________________________________

I jak 59 rozdział ? :)



TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez

KOMENTUJCIE! <3 























sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 58

JUSTIN

Wszystko było zaplanowane, zapięte na ostatni guzik. Cieszyłem się, że Scoot poszedł po rozum do głowy. Wiedziałem, że wszystko tak wyjdzie. Póki co jestem na wygranej pozycji, bo jestem tym czymś, czego szukali.

- Tą piosenkę co grałeś, to będzie hit. Sprawimy, że każda uwierzy, że właśnie dla niej śpiewasz.

- To akurat osobista piosenka...

- Trudno. Nagramy ją, w tej tonacji, akustycznie. Rozumiesz to... Wszystkie laski będą wariować jak powiesz, że są tymi jedynymi, każda uwierzy.

- No dobrze - odpowiedziałem zakłopotany.

Mina Kate lekko posmutniała. Miałem nadzieję jednak, że nadal będzie wierzyła, że ta piosenka tak na prawdę jest dla niej, i tylko dla niej.

- Masz adres naszej siedziby na tej wizytówce którą Ci dałem, tam się widzimy za tydzień. O pierwszej?

- Pewnie, będę o 13,30.

- Powiedziałem pierwsza.

- Mogę mieć poślizg, korki są.

- To 13,30. Na razie. Miłej kolacji.

- Wzajemnie.


Kate tego wieczora nie odezwała się już. Wróciliśmy do domu, milcząc całą drogę powrotną. Nienawidziłem gdy gniewała się o coś czego jeszcze nawet nie zrobiłem, i nie powiedziałem, że zrobię.

 Nazajutrz dokładnie w poniedziałek, nie wstała nawet do szkoły. Leżała w łóżku, mówiąc, że się źle czuje. Ja wiedziałem po prostu, że chce spędzić ze mną czas.

- Kochanie wiesz doskonale, że nie musisz tego robić. Możesz iść do szkoły, pojadę tam i wrócę w ten sam dzień .

- Daj mi spokój - powiedziała obracając się w drugą stronę i okrywając się kołdrą.

- Kate, ale wiesz, że jeśli się będziesz na mnie gniewała nic miłego nie zrobimy i pojadę będąc z Tobą w gniewie? A co jak mi się coś stanie? Będziemy żałowali, że tak się stało.

- To nie jedź. A nie pierdolisz farmazony.

- Kate, nie możesz raz cieszyć się ze mną? Z mojego szczęścia.

-  To tak szybko się dzieje, że nie wiem czy się cieszyć czy płakać.

- Ciesz się, wrócę przecież. A nie będziesz siedziała całe dnie w domu, bo ja gdzieś jadę...

- Tak, wielka kariera, wiele lasek, każda Ci by loda zrobiła najchętniej. Piosenki nagle stają się piosenkami dla całego świata... Chyba nie tak miałoby to wyglądać.

- Kate! Nie wiem nawet jak to jeszcze będzie wyglądać. Jak tak Cię to boli, nie dam im tej piosenki. Podziękuję za współpracę, ale powiem, że moja narzeczona nie godzi się na nic co z karierą związane, bo jest zazdrosna, ale tak cieszy się z tego co robię, przecież...

- Świetnie - powiedziała z ironią

- Świetnie! - krzyknąłem

Wyszedłem z pokoju zostawiając ją leżącą na łóżku. Myślałem, że będzie się cieszyła z tego... Z tego, że spełniam swoje marzenia, że robię coś dla nas, dla siebie, dla niej...

Myślałem, że będzie zadowolona. Każdą piosenkę jaką bym napisał byłaby dla niej. W każdą bym przelał tylko nasze uczucie, nic poza nią, nic poza tym związkiem... Ale po co.

Cały tydzień starałem się... W domu panowała napięta atmosfera. Katherine wychodziła do szkoły, wracała, milczała, od czasu do czasu wymieniliśmy kilka zdań jak minął dzień... To wszystko...

KATHERINE

Czułam, że coś złego dzieje się z moim organizmem. Nie byłam po prostu w stanie się z nim cieszyć. Czułam jakby coś w nim zanikało... Nie chciałam więc go oddawać w ręce tego show biznesu...

Bałam się, że pojedzie, nie wróci... Zapomni o tym co było zanim stanie się kimś, na skalę światową.
Bałam się, że odejdzie... Wiem, powinnam się ekscytować z nim, ale tego dnia nie potrafiłam.

Chciałam się cieszyć, chciałam krzyczeć, chciałam cokolwiek powiedzieć, ale nie zabronię mu spełniać swoich marzeń. Nie chcę być taką dziewczyną. Nie będę go ograniczała. Siódmego dnia, w dzień kiedy miał wylecieć... Wyszedł rano pobiegać. Nie odzywaliśmy się do siebie prawie wcale.

Justina nie było w domu, ja czułam się... Wcale się nie czułam, nie byłam do życia od kilku dni. Jutro na szczęście jestem zapisana do lekarza, będę wiedziała co tam się dzieje, w moim organizmie.

Spakowałam walizki Justina, ubrania poskładałam w idealną kostkę, spakowałam mu kosmetyki, nasze zdjęcie schowałam pod trzecią koszulką od góry.  Schowałam mu trzy pary butów, miałam nadzieję, że starczy.

Walizkę postawiłam w przedpokoju, na górę położyłam jego dokumenty. Usiadłam na kanapę w salonie i okryłam się kocem. Gdy tylko wszedł do domu wstałam do niego.

Podeszłam bliżej i spojrzałam mu prosto w oczy.

- Bądź ostrożny, i wróć, dobrze? - powiedziałam ze łzami w oczach.

- Kate, obiecuję, wrócę prędzej niż myślisz.


Ucałowałam go w usta i uśmiechnęłam się, mimo, że było dla mnie to ciężkie w takiej chwili.
Ból w krzyżu nie dawał mi spokoju. Mam nadzieję, że jedyne co to powoduje, to ciąża.

Chciałam w tym momencie powiedzieć Justinowi, żeby został bo jestem w ciąży... Ale zaplanowałam to na inną okazję.

- Muszę już iść, nie odwieziesz mnie na lotnisko?

- Nie chcę patrzeć jak wylatujesz...

- Kochanie, byłoby mi miło gdybym widział Cię tam, ostatni raz w tygodniu.

- Tego chcesz?

- Tak.


I tak się stało, godzinę później byłam z Justinem na lotnisku. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał, bo wiedziałam, że może nie wrócić. Nie chciałam żyć ze świadomością, że poleci i nie wróci.

Wiedziałam, że jak go puszczę będę sama sobie winna, ale może się tak stać,a nie musi, może wrócić... Powinnam właśnie o tym myśleć, że wróci, a w Wigilię powiem mu, że jestem w ciąży.

Jeśli wróci... Miałam cichą nadzieję, że po tygodniu przyjedzie i powie, że ma dość... Nie życzyłam mu nieszczęścia, chciałam dla niego najlepiej. A może tylko dla siebie?  Myślałam o nas, ale bałam się. Sami wiecie jak to jest żyć z kimś w związku, i bać się o tę drugą osobę.

Stanęliśmy na płycie lotniska, Justin leciał tym samym samolotem co ja kiedyś w Alpy. Stanęliśmy tam, helikopter Justina rozwalił mi całą fryzurę.

Justin przyłożył dłoń do mojego policzka i ucałował mnie w usta.

- Już się nie gniewaj dobrze?

- Nie gniewam się, tylko smucę.

- Tego też nie rób, niedługo wrócę do domu skarbie.

- Obiecujesz?

- Obiecuję. Wrócę, i zostaniesz moją żoną, zgoda?

- Zgoda - roześmiałam się.


W oczach pojawiły mi się drobne łzy. Justin ucałował mnie delikatnie w usta i wsiadł z torbą i dokumentami do  helikoptera. Odeszłam i pomachałam mu. Schowałam się w budynku i patrzałam jak się oddala.

Teraz wiem, że zbyt bardzo chciałam mieć, wszystko to co nim jest. Dlaczego teraz to zrobił?
Czemu długo tak czekałam...


Nazajutrz musiałam iść do lekarza. Justin doleciał spokojnie, i miał już spotkanie, które także się powiodło. Cieszyłam się, że zaczyna spełniać swoje marzenia. Każdy był nim zachwycony, nic dziwnego...

Na szczęście dzisiaj moje myśli zajęło co innego. Bałam się tego co powie lekarz, że coś może dziać się z moją ciążą, że straciłam dziecko... To wszystko zbyt szybko przebijało się przez moje myśli...

Chciałam już jak najszybciej wyjść od lekarza i mieć święty spokój. Gdyby to było takie proste.
Obudziłam się o siódmej rano i chwilę spędziłam na tarasie. Ubrałam się, umalowałam, zjadłam śniadanie, wypiłam litr wody i ruszyłam do lekarza.

Nie widziałam co mi powie, nie wiedziałam co się dzieje... Trudno jest żyć z taką niewiedzą.
Czekając w poczekalni szpitalnej miałam przed oczyma różne czarne scenariusze. Miałam tylko cichą nadzieję, że się nie ziszczą.

Lekarka poprosiła mnie do gabinetu. Wstałam i powolnym krokiem weszłam do jej gabinetu.

- Dzień dobry Panno Gomez.

- Dzień dobry.

- Proszę usiądź. Wypiszę karty i zaraz zobaczymy co się dzieje.

- Dobrze.

- Pierwsza ciąża?

- Powiedzmy, że pierwsza udana.


Lekarka nic nie powiedziała, uśmiechnęła się i schowała nos między kartki. Wypisała wszystkie i poprosiła mnie na fotel gdzie miałam zrobić USG. Podciągnęłam koszulkę, wylała żel na mój brzuch i zobaczyła co się dzieje.

- Póki co płód rozwija się dobrze, mimo złej pozycji. Póki co skłaniamy się ku cesarskim cięciu.

- Ale nic mu czy jej nie zagraża?

- Nie, wszystko jest dobrze, może ten ból to po prostu z przepracowania, z nadwyrężenia? Przepiszę leki przeciwbólowe.

- Dziękuję - powiedziałam wycierając żel.

Pani Doktor wypisała mi receptę którą tego samego dnia odebrałam w aptece.
Od razu zażyłam jedną pigułkę. Ból? Jak ręką odjął. Nie można wziąć więcej niż jedna dziennie.

Te dni bez Justina mijały tak szybko... Kolejny miesiąc bez niego. Tak kochanie wrócę za tydzień. Takie pierdolenie o Szopenie. Nie było go i nie zapowiadało się na to by był. Mieliśmy połowę listopada a Justina nadal kręcił się w swoim świecie, dzwoniąc dwa razy w tygodniu.

Przeprosił? Skądże. Chyba liczy na to, że zrozumiem, że jest zajęty. Rozumiem, ale mógł mnie uprzedzić.
Z każdym telefonem mówi, że będzie niebawem w domu. Niebawem? Od trzech tygodni trwa to niebawem.

Piętnastego listopada Justin zadzwonił na skype. Usiadłam nisko tak by zasłonić brzuch, który robił się już troszeczkę większy. A mój ból? Pojawiał się od czasu do czasu.

Czasem był mocniejszy a czasem słabszy... Nasze dziecko miało już prawie dwunasty tydzień rozwijania się.
Jak już mówiłam Justin zadzwonił i cały czas się uśmiechał.  Widziałam, że jest w swoim żywiole. Wiedziałam ,że już wrócić do nas nie będzie mu tak łatwo.

Mówił, że da radę, ale ja czułam zupełnie co innego. Wiedziałam, że jeśli pojawi się na gwiazdkę będzie to cudem, że jest z nami. Opowiadał co robi, jak tworzy, że liczba jego fanów rośnie.


- Tęsknię za Tobą - powiedział.

- Cieszę się.


Zrobiło mi się przykro, nie dzieliłam już z nim łóżka, nie dzieliliśmy wspólnych dni, nie dzieliłam z nim jego szczęścia z tego co robi.

Rozłączyłam się. Wykupiłam bilety lotnicze na środę i postanowiłam wrócić do domu. Grudzień chciałam spędzić z rodziną. Nie pełną,ale zawsze rodziną.


_________________________________________________________

I jak 58 ?

Nie całkiem mi się podoba, ale brak warunków do pisania robi swoje.
Niebawem kolejny rozdział! :)
rozkręcamy się.

TWITTER : https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
ASK : http://ask.fm/KatherineAnnGomez

KOMENTUJCIE! <3 


















czwartek, 31 października 2013

Rozdział 57

JUSTIN


Ta sobota była dla mnie najlepszą od ponad miesiąca. Siedzieliśmy w swoich ramionach, jedząc słodycze i jak dzieci oglądając bajki.

To co teraz oglądamy, na pewno kiedyś pokaże swoim synom, czy też córce. Nasze dzieci będą na pewno najsłodszymi dziećmi na świecie. Z takiego połączenia genów przecież nie może wyjść nic innego jak pełne słodkości maleństwa.

Siedzieliśmy cały dzień tak wtuleni w siebie i mocno złączeni. Od nowa miałem swój mały świat w ramionach. Od nowa budowałem z nią wszystko. Przez miesiąc tyle rzeczy potrafi się zmienić, obrócić do góry nogami. Potrafi zburzyć się, zniknąć.

Ale teraz? Cieszyłem się z tego co mam. Od teraz nikt i nic nie ma prawa przeszkodzić mi w byciu szczęśliwym. Tak wesoły jak za dnia, tak położyłem się spać.

Kate wydawała się być czymś zestresowana. Może coś chciała mi powiedzieć? Nie miałem nawet siły z niej tego wymusić. Położyłem się i usnąłem z dłonią w jej tali.

Spałem bardzo dobrze, pierwszy raz od miesiąca wyspałem się. Czułem zapach jej perfum, który mnie koił.
Czułem jak bezpieczna była w moich ramionach. Obudziłem się o dziesiątej godzinie, i spojrzałem na swojego anioła.

Miała tak delikatnie wyrysowane szczęście na swojej twarzy, uśmiechała się. Do czasu... Wstała gwałtownie do pozycji siedzącej i spojrzała na mnie.



- Justin, muszę Ci coś powiedzieć.

- Zrywasz ze mną? Poznałaś kogoś? Kate...

- Nie głupku. Nie poznałam, nie zrywam. Nie bój się.

- Zdradziłaś mnie? Harry coś zrobił?

- Nie nie zdradziłam. Tak Harry.

- Co? Co ten chuj zrobił. Zabije gnoja, co Ci zrobił?

- Justin! Uspokój się, bo zaczynam się bać.

- Przepraszam, przepraszam, już no.. Jestem spokojny. Mów. Co zrobił.

- W szkole... Powiedział wszystkim, że nie było mnie tu, bo przez te wakacje, niby byłam z nim w ciąży, skrobanka, że go zdradziłam, dlatego to zrobiłam, mówił, że jestem z nim.

- Dopiero mi teraz to mówisz? Mogłaś powiedzieć od razu jak się dowiedziałaś. Przyjechałbym szybciej. Zabiłbym go, ach, teraz też to zrobię. Nie zawaham się użyć pistoletu.

- Nie martw się, powiedziałam mu, że się z nim policzysz. Do dzisiaj unika mnie gdziekolwiek idę.

- Gdzie On mieszka?

- Nie, nie pójdziesz do niego.

- Pójdę, jak najbardziej. Powiedz mi gdzie

- O tam, hen daleko - pokazała ręką.

- Kate, pytam poważnie. Gdzie?

- Muszę Ci powiedzieć?

- Skoro mnie kochasz to musisz.

Katherine wyjaśniła mi dokładnie gdzie ten idiota mieszka. Bez wahania ruszyłem do niego. Przebiegłem przez stronę łóżka Kate i ubierając spodnie, koszulkę zszedłem na dół. Ubrałem buty i wybiegłem z domu chwytając kluczyki od auta, które stało pod domem.

Katherine już po dwóch minutach była za mną na dole. Zatrzasnęła dom i zakładając okulary przeciwsłoneczne wsiadła do samochodu.


- Justin, nie musisz tego robić!

Wraz z tymi słowami poczuła jak  ruszam z podjazdu i jadę do domu Harrego. Zapięła pas i złapała mnie za rękę.

- Uspokój się.

- Nie.


Po kilkunastu minutach jechania bardzo szybkiego byliśmy na miejscu. Byłem wręcz wściekły, miałem ochotę rozbić gnojowi ryj, rozbić jego wymodelowaną buźkę na małe kawałki.

Otworzyła nam jakaś kobieta, być może mama Harrego, nie interesowało mnie to w tym momencie. Pierdoliła od rzeczy, nie chciało się słuchać. Widocznie była zaskoczona tym, że Katherine może mieć kogoś znacznie lepszego niż jej synka.

- Więc po co do niego idziecie? - zapytała.

- Chcemy coś załatwić - odparłem

Wbiegłem na górę i pokierowałem się prosto do pokoju Harrego.


- Justin, nie musisz, na prawdę.

- Ale chcę, to Twój honor skarbie, muszę go bronić.

Tak, czułem się wtedy niczym bohater, ratujący swoją księżniczkę z opałów. Zapukałem do drzwi Harrego pokoju, chciałem być dobrze wychowany. Pociągnąłem za klamkę lekko podirytowany, tym że nikt nie otwiera. Niestety drzwi były nadal zamknięte.


- Po co do niego idziecie?! - krzyknęła mama Harrego.

- Pani Styles . Pani syn to oszust, musimy coś zrobić.

Wyważyłem lekko drzwi, po czym wszedłem do pokoju Harrego. Gdy wszedłem do pokoju zastałem najbardziej obleśny widok ,jaki kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić.

Harry trzymał w dłoniach swoje przyrodzenie i masturbował się, przeglądając zdjęcia Kate. Wywołało to u mnie furię. Widać było, że chłopak się zawstydził. Trudno.

Wziąłem z łóżka do ręki laptop Harrego i rzuciłem nim o ziemie tak by nie zostało z niego nic, co można by poskładać. Harry starał się mnie odepchnąć, na marne. Gdy się za coś wezmę nie ma zmiłuj się.


- Nie dotykaj mnie tymi brudnymi od Twojego kutasa łapami - krzyknąłem.

Harry założył koszulkę i stanął jak wryty. Moje ciśnienie nadal nie opadało.  Byłem coraz bardziej wkurzony, jak pomyślałem sobie co wyczyniał z jej zdjęciami. Mama Harrego z Kate usunęły się mi z drogi.

Ja zaś wykonywałem to co powinienem, wziąłem za koszulkę Harrego i wymierzyłem w niego cios.

- Nie bij mnie, nic Ci nie zrobiłem.

- Myślisz, że to co robiłeś zostawię tak bez konsekwencji? Nie ma tak dobrze, chciałbyś - dodałem uderzając go pięścią w nos - Nigdy nie myśl o Kate, nie patrz na nią. Zrób z niej powietrze, a jeśli zobaczę, że robisz coś innego do czego nie dałem przyzwolenia, zabije Cię. Rozumiesz?

Zamilknął.

- Rozumiesz?! - powtórzyłem.

- Rozumiem.

Naplułem mu prosto w twarz i puściłem szturchając na ziemię. Wziąłem Katherine za dłoń i poszedłem z nią na dół. Mama Harrego stała jak słup soli, nic nie mówiąc. Nawet go nie broniąc. Widać było, że Kate coś powiedziała co ją przyparło do muru.


KATHERINE

Pierwszy raz widziałam Justina w takiej furii, niczym zwierze chciał rozszarpać Harrego. A On? Zachował się jak ostatni mięczak, nie bronił się, nie walczył, upadł. Wiedziałam, że nigdy nie będzie w stanie obronić żadnej kobiety.

Justin był cały czerwony ze złości. Żyły na jego szyi zdecydowanie wyszły na wierzch. Jego klatka poruszała się niestabilnie. Widziałam jak starał się opanować, w jakikolwiek sposób. Nie wychodziło mu to ,ale ważne, że się starał.

Ścisnął moją dłoń mocno i przyłożył do swojego torsu. Moja dłoń chodziła niespokojnie równo z podniesieniami i opadnięciami jego klatki piersiowej.

- Łatwo jest się pogubić w tym świecie, co Kate...

- Ale skarbie uwierz mi, możemy iść wszędzie, daleko stąd... Powiedz mi czego się boisz?

- To duży świat, łatwo jest się pogubić, boje się, że zagubimy siebie... Że nie będzie tego samego uczucia.

- Wiem skarbie, że to ciężkie, ale jestem z Tobą, i zawsze będę... Nie masz czego się obawiać.


Justin powoli zaczął się uspakajać. Jego klatka nie ruszała już się tak nerwowo. Postanowiłam, że do domu poprowadzę ja. Nie chciałam by Justin przypomniał sobie cokolwiek i depnął nerwowo na gaz, zamiast hamulca.

Dojechaliśmy do domu. Dzisiaj w planach mieliśmy jeszcze kolacje... A ta kolacja, obróciła nasze życie o 180 stopni....

Około siedemnastej jak zwykle zaczęłam się szykować by mieć trochę zapasu czasu, kolacja była na dziewiętnastą. Zaczęłam się szykować, ubrałam białą sukienkę ze srebrnymi wstawkami. Justin też niczego sobie... Miał klasę.

Ubrał marynarkę, koszulę, jeansy... Uh.. Tak doskonale. Stanęliśmy przed lustrem, wyglądaliśmy idealnie.
Pasowaliśmy do siebie niemalże w stu procentach.

Justin złapał mnie za rękę po czym w nią pocałował. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do auta. Justin pokierował, tylko On wiedział gdzie jedziemy. Przy wsiadaniu wsadził coś jeszcze do bagażnika.

Około czterdziestu minut później znaleźliśmy się w restauracji. Sala była pusta. Podzielona tylko na dwie części, zaraz obok odbywało się spotkanie jakiś szych muzycznych, a dla nas była wynajęta ta druga część. Justin musiał sporo wydać by móc zarezerwować całą część. Restauracja była de lux.

Wszystko na jak najwyższym poziomie, jedzenie robione przy stolikach, kelnerzy sami atrakcyjni i zadbani. Wystrój nowoczesny, z nutką klasy.

Justin zamówił nam dania, były doskonałe, mogłam w końcu jeść to co chciałam. Deser był równie pyszny, ale i płonący, mniam! Po deserze trochę posiedzieliśmy i porozmawialiśmy. Kelnerzy skakali w okół nas jakbyśmy byli sami, a przecież obok było spotkanie.

Justin powiedział, że zaraz wróci, po czym zniknął za drzwiami restauracji. Wrócił śpiewając dla mnie i grając na gitarze.


Zawsze wiedziałem, że byłaś najlepszą, najfajniejszą dziewczyną jaką znałem, o wiele ładniejsza niż cała reszta, gwiazdą mojego show. Tyle razy pragnąłem byś była dla mnie tą jedyną, ale nigdy nie pomyślałem,że tak to będzie wyglądać, co Ty ze mną zrobiłaś dziewczyno....

Jesteś tą, o której myślę, dziewczyno nie będziesz u mnie nigdy na drugim miejscu. I nie ważne co się stanie, zawsze będziesz numerem jeden....

Moja własna nagroda, jedna i jedyna, uwielbiam Cię dziewczyno, chcę Ciebie, jedyną bez której nie umiem żyć. Tak właśnie, to Ty. 

Jesteś moją szczególną małą damą... Jedyną która doprowadza mnie do szaleństwa. Ze wszystkich dziewczyn które znam, to Ty...

Moja ulubiona, moja ulubiona, moja ulubiona dziewczyna... 

Zawsze chodziłaś swoimi drogami, by zaimponować Panom Niewłaściwym, a ze mną możesz być sobą, wezmę Cię taką jaką jesteś.  Wiem, że Oni mówili ,że wiara w miłość jest marzeniem, które nie może się spełnić, więc dziewczyno napiszmy baśń, i pokażmy im jak się czujemy.

Zapierasz mi dech w piersi, wszystkim co mówisz, chcę po prostu być z Tobą, moje kochanie, moje kochanie. Moja Panno nie graj ze mną w żadne gierki. Nie potraktuję Cię w żaden sposób na który nie zasługujesz,bo jesteś dziewczyną moich marzeń...

Moja ulubiona, moja ulubiona, moja ulubiona dziewczyna... 


Moje oczy zaszkliły się w półmroku świec. Justin podszedł do mnie i pocałował mnie delikatnie w usta.
Zza pleców usłyszeliśmy oklaski... I to właśnie się stało... Największy producent muzyczny bił mojemu narzeczonemu brawa za występ.

Wiedziałam, że Justin coś zaplanował pod to ich spotkanie. Ale cieszyłam się, że napisał piosenkę specjalnie przeznaczoną dla mnie. Justin obrócił się zadowolony, Scooter stał jakby zdziwiony...

- Znowu się spotykamy - dodał

- Tak wyszło. Moja narzeczona, Kate, Scooter Braun.

- Miło Pana poznać.

- Mów mi Scoot - odparł - Nie mówiłeś, że masz taki talent, nie pochwaliłeś się.

- Dałem swoje demo, przecież nie chciałeś go nawet posłuchać...


Justin spojrzał przez plecy Scootera, a tam kolejnych pięciu managerów szło do niego.

- Chłopcze! Masz ogromny talent, zapraszam Cię do współpracy z naszą wytwórnią muzyczną - powiedział brodaty mężczyzna

- Nie, nie. Ja zapraszam Cię do współpracy z nami, dogodne warunki - powiedział pucułowaty facet.

- Przykro mi, ale Justin chcę z nami podpisać kontrakt, nie zmieni zdania - powiedział Scooter.

- Wiesz co Scoot, nie byłeś dla mnie od początku taki "łaskawy", miałeś w dupie moje prośby, nie słuchałeś mnie, więc myślę, że rozważę warunki innych managerów...

- Kochanie - powiedziałam do Justina - Myślę, że jednak umowa ze Scooterem będzie najlepsza, wiesz kim On jest w świecie muzyki, nie bądź głupi. Nie musisz zawsze być chojrakiem. Schowaj swoją dumę, i zgódź się.

- Jesteś pewna?

- Czuję to - powiedziałam głaskając go po ręce.


Justin obrócił się. Spojrzał na nich wszystkich dyskutujących między sobą.

- Zgoda. Scooter możemy spróbować.

- Mądrą masz kobietkę - odparł...


Wiedziałam, że wiążą się z tym jego liczne wyjazdy, ale cieszyłam się, że będzie spełniał swoje marzenia.

- Za tydzień widzimy się w takim razie w Atlancie, w naszej siedzibie...


Moje źrenice poszerzyły się. Nie spodziewałam się, że wszystko zacznie się dziać już tak szybko...


_______________________________________________________\


I jak 57?

Troszkę spokoju, od następnych liczcie się  z akcją, i zmierzaniem niestety powolutku ku końcowi opowiadania....A może tylko tej części!? Kto wie...

INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
TWITTER :  https://twitter.com/NewYorkDream_s

KOMENTUJCIE! <3 















wtorek, 29 października 2013

Rozdział 56

JUSTIN


Cieszyłem się, że w końcu będę blisko swojej drugiej połówki. Mama przyszła do mnie starając się zatrzymać to co miało niebawem nastąpić. Czyli mój wyjazd.

- Justin, znaczy, że mnie zostawiasz? Nie mam nikogo tutaj poza Tobą.

- Mówiłaś, że sobie świetnie poradzisz. Nie widzę w takim razie problemu. Jak ujęłaś, jesteś dorosła. Powodzenia mamuś. Wiem, że jesteś dzielna - powiedziałem wrzucając bluzki do walizki

- Ale Justin..

- Mamo, myślisz, że zostanę? Bo znowu zawiodłaś się na ojcu? To było do przewidzenia. A jednak, zachowałaś się jak głupiutka nastolatka, która wie co będzie,ale jednak czeka i czeka. Myślałem, że jesteś bardziej odpowiedzialna, że wiesz o wszystkich zdradach, że masz poczucie bezpieczeństwa w kimś innym. Nie w nim. Nie sądziłem, że pokładasz jakiekolwiek nadzieje, w przyszłości Waszego "związku".
To jest patologia nie związek.

- Chciałam tego dla Twojego dobra.

- Dlatego latałaś półnaga po domu? Tak starałaś się go zatrzymać? Mogłaś pomyśleć o moim bycie i wychowaniu gdy miałem dwa lata, teraz już odrobinkę za późno, nie uważasz?

- Nie chciałam go zatrzymać, brakowało mi tego ciepła...

- Znajdź sobie kogoś porządnego,a nie takiego niedorozwoja. Z dwójką dzieci za Twoimi plecami.

- Nie chcesz ich poznać?

- Za żadne skarby świata. Go także nie chcę znać.

- Justin... To Twój ojciec.

- Mamo, jestem dorosły. Wiem co robię, co mówię. Uważam, że na tym stopniu powinniśmy zakończyć konwersację. Wszystko co miało być powiedziane, zostało.

- Więc zrobisz to?

- Tak mamo, za długo jest sama, niepotrzebnie w ogóle zostawałem. Tyle zmarnowanego czasu. A mogłem od początku z nią tam być. Teraz? Teraz musi sama się zmierzać z samoopalaczami na innych. Nie zostaję mamo, nie tutaj. Wrócę w grudniu, na święta.

- Na pewno?

- Tak, wrócę do swojego domu, ze swoją kobietą, i spędzimy razem święta.

- Sami?

- Może zaprosimy kilka osób, zobaczę mamo. Nie wiem co będzie jutro,a mam wiedzieć co za dwa miesiące? To raczej tak nie działa. Pa mamo. Możesz iść.

- Pa Justin... Jeszcze wrócisz. Zobaczysz.

- Wrócę, mówiłem, ale nie do Ciebie.

- Do zobaczenia synku.


Mama wyszła z mojego domu. Wiedziałem, że sobie poradzi, musi, przecież sama tak wszystkim się z tym obnosi, da radę. Mój ojciec? Cóż... Nie zamierzam się z nim spotykać.

Może i ojciec, ale marny. Nie chciałem go nigdy znać, nawet gdy nadarza się okazja, nie zamierzam powielać błędów mamy. Nie jestem na tyle niedojrzały by robić to co Ona.

Teraz dla mnie najważniejsza była Kate, i to byśmy byli szczęśliwi. Może czas zacząć planować ślub?
Nie chcę czekać z tym kilka lat, chcę by była moja, i tylko moja, zawsze.

Mam czasem dziwne przeczucie, że mogę ją w każdym momencie stracić... Że coś złego się stało, stanie... Nie będę w stanie temu zapobiec.Nie mam mnie tam... Mam nadzieję, że to tylko moje wrażenia. Bezpodstawne odczucia... To nie ma znaczenia.

Tylko teraz liczyło się to, że niebawem będę przy mojej narzeczonej. Wychodząc z domu rozejrzałem się po okolicy. Nie chciałem tego zostawiać, w ogóle. Nie miałem ochoty siedzieć w tym cieple, gdzie palmy ubierają na święta.

Ale chciałem być blisko Kate, więc musiałem się na jakiś czas poświęcić. Cieszyłem się, że tu wrócimy na święta, chociaż coś, nie zamierzam jak te wszystkie pustaki z Los Angeles ubierać palm.

Po krótkim czasie stałem już na lotnisku, odprawa odbyła się w ekspresowym tempie. Oddałem swoje wszystkie walizki, po czym wszedłem do samolotu i usiadłem na swoje miejsce.

3000 mil, 6 godzin lotu, sms do ukochanej - napisany.  Rozsiadłem się wygodnie, i włączyłem sobie muzykę z ipoda. Obok mnie usiadł mężczyzna. Ciemne włosy, chyba jakiś biznesmen, miał ze sobą laptop, dwa telefony, słuchawkę bluetooth w uchu.

Co chwila rozmawiał z kimś innym, mimo, że rozmawianie było stanowczo zakazane. Miał na to przyzwolenie. Spojrzałem w jego komputer, miał pełno plików muzycznych, więcej niż ja na swojej liście odtwarzania.

Uśmiechnął się do mnie i pokazał bym wyciągnął słuchawki z uszu. Tak zrobiłem, i przedstawiłem się mu.

- Justin Bieber - podałem mu dłoń

- Scooter Braun. Jestem...

- Wiem kim jesteś. Znam Cię. Potrafisz z nikogo uczynić gwiazdę światowego formatu.

- Bez przesady, to brzmi jak cudotwórca.'

- Dokładnie. Jesteś nim! Odkrywasz takie talenty jak ich mało.

- Może i po części tak. Ale nadal nie znalazłem tej "perełki" kogoś kto będzie podbijał i serca nastolatek, jak i listy przebojów.

- Może to głupio zabrzmi, ale mam swoje demo... Może chcesz je przesłuchać.

- Dzieciaku... Wiesz ilu mi proponuje swoje demo? Mogę je ze sobą zabrać,ale nie wiem kiedy bym je przesłuchał. Nie chcę Ci robić nadziei, więc nie licz na zbyt wiele. Jedyne co mogę Ci dać to swoja wizytówka. Zadzwoń za tydzień, miesiąc, może przypomnij się jakoś. Proszę - powiedział podając swoją wizytówkę.

Obejrzałem ją i schowałem do portfela. Wyciągnąłem żółtą karteczkę i zapisałem swój numer. Podałem mu.

- Gdyby jednak Panu coś się przypomniało, albo by wcześniej Pan wysłuchał... Proszę - powiedziałem podając - Chcę poznać chociaż opinię.

- Dam znać - potrząsnął głową i bez spojrzenia na kartkę schował ją w kieszeń od spodni.


Zamilknąłem, nie ciągnąłem na mus konwersacji skoro nie wydawał się być tym co mówię zainteresowany.
Ponownie włożyłem słuchawki do uszu i słuchałem swojej muzyki. Cicho nucąc pod nosem,poczułem po jakimś czasie klepanie po ramieniu.

- Proszę Pana, za dziesięć minut będziemy na miejscu. Proszę schować swoje rzeczy i zapiąć pas.

- Dobrze, dziękuję.

Nawet nie zauważyłem kiedy zleciało mi tyle czasu. Minęło jak z bicza strzelił. Ucieszyłem się, że w końcu zobaczę swoją narzeczoną. Około dwudziestu minut później, opuściłem samolot, poszedłem odebrać bagaże.

- Do kogo przyleciałeś? - zapytał ponownie Scooter

- Do narzeczonej, i uczyć się.

- Jeszcze szkoła? Wyglądasz starzej.

- Jeszcze mi trochę zostało. A Pan?

- Na spotkanie, w sprawie nowych talentów. Chcą je urządzić dopiero jutro, ale kazali być dzień wcześniej.

- Gdzie, jeśli można wiedzieć?

- W Langer's. Mamy wieczorem spotkanie.

- Dobra restauracja - skomentowałem.

- Droga - zaśmiał się - To miłego dnia. Nie zatrzymuję już.

Spojrzałem na zegarek, było kilka minut po trzynastej. Kate pewnie umierała z ciekawości dlaczego mnie nie ma. Liczyłem na to, że czeka. Wstąpiłem jeszcze do kwiaciarni, która znajdowała się na lotnisku.

Poprosiłem o duży bukiet róż. Zrobili je w pięć minut. Zapłaciłem nawet nie biorąc sporej reszty. Bałem się, że Kate zrezygnowana opuściła już lotnisko. Pobiegłem szybko ze swoimi walizkami do wejścia, w drugiej dłoni trzymając kwiaty. Zobaczyłem swoją ślicznotę opuszczającą lotnisko.

Obróciła się jakby instynktownie i na jej ustach wyrysował się ogromny uśmiech. Podbiegłem jeszcze szybciej do niej. Och jak brakowało mi ciepła jej ust, tego dotyku.

Dysząc szybko wpiłem się w jej delikatne wargi, muskałem je tak namiętnie, delikatnie, zdecydowanie.
Brakowało mi jej oddechu w moich ustach, jej warg na swoich. Jej spojrzenia na mnie, ogrzewającego mnie tak delikatnie...


KATHERINE


Cieszyłam się, że mam go blisko... Tak bardzo, jak małe dziecko któremu wręczono cukierka.
Wyrysowałam kolejny uśmiech na mojej twarzy i odkleiłam się od Justina.

- To dla Ciebie - powiedział dysząc

- Dziękuję skarbie - chwyciłam ogromny bukiet róż i pocałowałam go w polik - Chodźmy już, dobrze?

- Dobrze - Justin chwycił mnie za rękę i wyprowadził z lotniska

Ściskał moją dłoń tak pewnie, jakbym zaraz miała gdzieś mu uciec. A przecież tego nie planowałam
Cieszyłam się, że Justin nie zauważył moich jakichkolwiek zmian w kształtach.
Wiem, jeszcze nie było widać zbyt diametralnych zmian, ale zawsze to coś, mógł wyczuć. A jednak, nie wyczuł.

Wsiedliśmy do samochodu, i pojechaliśmy prosto do domu.  Sobotę spędziliśmy w domu, ciesząc się swoim towarzystwem. Jednak na niedzielę mieliśmy już więcej planów. Wieczorem szliśmy do restauracji, po południu na spacer, musiałam go oprowadzić po wielkim mieście. A ranek? Jak zawsze leniwie. Sobota, to było to co uwielbialiśmy. Siedzieć na kanapie, oglądać bajki i jeść żelki i chrupki.

Sobota najlepszym dniem tygodnia, cieszyłam się, że jest przy mnie. Po szybkim prysznicu, od razu dołączył do mnie na kanapie, gdzie cały dzień zalegaliśmy z jedzeniem. Położyliśmy się wieczorem około dwudziestej trzeciej, domyślałam się, że Justin jest zmęczony tym lotem,więc nie męczyłam go już dzisiaj, żadnymi zmartwieniami ze strony Harrego.

Po prostu wtuliłam się w niego mocno i usnęłam. Za każdym razem gdy przekładał się, bałam się o to, że dotknie brzucha, i wyczuje to, że jest twardszy niż zwykle.

Miałam cichą nadzieję, że będzie tak zaspany, że nie zwróci uwagi. I tak było, przespał całą noc, ani razu nie zwracając na to uwagi. Obudziliśmy się około dziesiątej. Powoli zaczynał się ósmy tydzień ciąży. Drugi miesiąc. W tym tygodniu udam się na USG, by przyjrzeć się pracy serduszka maleństwa.

Będę mogła już pod koniec wyróżnić twarz, maleńkie nozdrza. Zacznie wykonywać spontaniczne, jeszcze nieskoordynowane ruchy. Niestety na tym etapie jeszcze ich nie wyczuję, mimo, że bym chciała.

Ale póki co to zajęłam się chwilą. Jak wspomniałam wstaliśmy o dziesiątej, i poleżeliśmy jeszcze około dwudziestu minut.

- Justin, muszę Ci coś powiedzieć.

- Zrywasz ze mną? Poznałaś kogoś? Kate...

- Nie głupku. Nie poznałam, nie zrywam. Nie bój się.

- Zdradziłaś mnie? Harry coś zrobił?

- Nie nie zdradziłam. Tak Harry.

- Co? Co ten chuj zrobił. Zabije gnoja, co Ci zrobił?

- Justin! Uspokój się, bo zaczynam się bać.

- Przepraszam, przepraszam, już no.. Jestem spokojny. Mów. Co zrobił.

- W szkole... Powiedział wszystkim, że nie było mnie tu, bo przez te wakacje, niby byłam z nim w ciąży, skrobanka, że go zdradziłam, dlatego to zrobiłam, mówił, że jestem z nim.

- Dopiero mi teraz to mówisz? Mogłaś powiedzieć od razu jak się dowiedziałaś. Przyjechałbym szybciej. Zabiłbym go, ach, teraz też to zrobię. Nie zawaham się użyć pistoletu.

- Nie martw się, powiedziałam mu, że się z nim policzysz. Do dzisiaj unika mnie gdziekolwiek idę.

- Gdzie On mieszka?

- Nie, nie pójdziesz do niego.

- Pójdę, jak najbardziej. Powiedz mi gdzie

- O tam, hen daleko - pokazałam ręką.

- Kate, pytam poważnie. Gdzie?

- Muszę Ci powiedzieć?

- Skoro mnie kochasz to musisz.

Wyjaśniłam dokładnie Justinowi gdzie mieszka. Justin zbiegł z łóżka przeskakując przeze mnie. Ubrał spodnie które wczoraj rzucił na podłogę, bluzkę, którą znalazł na fotelu. Założył buty i zbiegł na dół.

Ubrałam na siebie luźny podkoszulek, legginsy, trampki i pobiegłam za nim. Nie powinnam,a jednak poświęciłam się. Zbiegłam za nim, złapałam klucze od domu i zatrzasnęłam drzwi. Założyłam okulary przeciwsłoneczne i wsiadłam z Justinem do samochodu.

- Justin, nie musisz tego robić!

Wraz z tymi słowami poczułam jak Justin rusza z podjazdu i jedzie do domu Harrego. Zapięłam pas i złapałam go za rękę.

- Uspokój się.

- Nie.

Nie chciałam Justina już więcej denerwować. Po prostu pojechałam z nim. Liczyłam na to, że moja obecność coś mu pomoże. Coś tym zdziałałam, ależ skąd. Justin dojechał jeszcze bardziej wkurzony, niż był na początku drogi. Zaparkował przed domem Harrego i wysiadł. Wysiadłam od razu za nim. Zamknął samochód i poszedł szybkim krokiem do drzwi.

Zapukał do nich zamaszyście. Omal co nie uderzył mamy Harrego, która od razu otworzyła drzwi. Jakby przy nich czatowała.

- Tak w czym mogę pomóc? O Kate. Witaj w domu.

- Dzień dobry Pani Styles. Jest Harry?

- Tak siedzi od dwudziestu minut w swoim pokoju. Wrócił z plaży. Zapraszam, możesz iść do niego.

- Dziękuję, to Justin, mój narzeczony.

Mama Harrego była najwidoczniej w szoku. Chyba jej nie powiedział o rozstaniu.

- Więc po co do niego idziecie? - zapytała.

- Chcemy coś załatwić - odparł Justin.

Wbiegł na górę i poszedł do drzwi Harrego.

- Justin, nie musisz, na prawdę.

- Ale chcę, to Twój honor skarbie, muszę go bronić - dodał z uśmieszkiem i puścił mi oczko.

Zapukał do drzwi, nikt nie otwierał, z pokoju było słychać dyszenie i ciche jęki. Justin pociągnął za klamkę. Niestety drzwi były zamknięte.

- Po co do niego idziecie?! - krzyknęła mama Harrego.

- Pani Styles - powiedziałam spokojnie - Pani syn to oszust, musimy coś zrobić.

Justin wyważył lekko drzwi, i wszedł do pokoju Harrego. Widok, który zastaliśmy był ohydny. Żadne z naszej trójki nie spodziewało się tego. Harry miał na uszach słuchawki, włączony laptop, a rękę na swoim penisie.

Nie zwrócił początkowo na nas uwagi. Dopiero gdy Justin podszedł do niego i dostrzegł moje zdjęcia, które przeglądał równocześnie masturbując się, doprowadziło to Justina do furii, a Harrego do wstydu. Wstał z łóżka. Naciągnął spodnie i zaczął jąkać się próbując wyjaśnić to co robił.

Było mi niedobrze, i to na pewno nie było spowodowane ciążą. Miałam usta rozwarte, i dłoń położoną na nich, na tą całą sytuację patrzyłam z niedowierzaniem.

Justin podniósł laptopa Harrego i rzucił nim o ziemię, rozbijając na części. Deptał po nich by doszczętnie je zniszczyć. Harry starał się go powstrzymać, bezskutecznie.

- Nie dotykaj mnie tymi brudnymi od Twojego kutasa łapami - krzyknął Justin.

- Masz narzeczonego potwora - dodała mama Harrego

- A Pani ma zboczonego syna. Oglądając moje zdjęcia masturbował się, w Pani domu. Tuż obok Pańskiej sypialni. Świetne rodzinne wspomnienia - uśmiechnęłam się złośliwie.

Stałam z nią w progu drzwi, patrząc jak Justin toczy "bój" o mój honor.



___________________________________________________________

I jak 56? 

INSTAGRAM - http://instagram.com/newyorkdream_s

TWITTER -  https://twitter.com/NewYorkDream_s

KOMENTUJCIE! <3 

























niedziela, 27 października 2013

Rozdział 55

JUSTIN


Pakowałem się i pakowałem... Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, cały czas miałem przed oczyma obraz mojej mamy i chowającego się taty.

On nigdy przecież nawet nie próbował mnie poznać, nie próbował się  mną zaopiekować. A gdy zaczyna być dobrze, gdy zaczyna mi się układać po trochu ze wszystkiego, zjawia się i sypia z moją mamą.

Rujnuje wszystko,wszystko co do tej pory było... Mama dla niego zmienia się w jakąś seks maszynę, od rana nie znajduje na nic innego czasu.

Myślałem, że po tym co powiedziała, nie wróci do niego, nie będzie ciągnęła tak silnie. Nie będzie miała takiego łaknienia, trudno, myliłem się. Moja mama jednak nie miała za grosz rozumu. Nie wiedziała co jej szkodzi a co nie. Zachowywała się teraz niczym nastolatka.

Nie widziała nic poza nim, nie odpowiadała na moje wiadomości. Dopiero gdy byłem spakowany, zwarty, gotowy do wyjścia, zadzwoniła do drzwi  i zaczęła mnie przepraszać.

- Nie uważasz mamo, że za późno?

- Justin, jestem Twoją matką, to się nigdy nie zmieni,ale jestem dorosła. Wiem co powinnam a czego nie powinnam. Daj mi chociaż raz samą zadbać o siebie.

- Mamo, jak On znów Cię skrzywdzi, przyjdziesz z płaczem.. Ponownie.

- Zmienił się.

- Taka ślepa już jesteś, że pozwalasz mu się zmieniać sama. Nie widzisz już jego wad.

- Justin to Twój ojciec, nie obrażaj go. Dzięki niemu tu jesteś.

- Dzięki niemu masz złe wspomnienia, gwałty...

- Skąd niby to wiesz?

- Napisał mi list nim się pojawił. Mamo, nie jestem tak zaślepiony jak Ty, bo tatuś wrócił... Tatuś. Kurwa.

- Justin, jednak jestem Twoją matką, wymagam szacunku. Nie przeklinaj! Co Cię boli? To, że ktoś mnie uszczęśliwia?

- Nie, chcę byś była szczęśliwa. Ale nie z nim. On Cię skrzywdzi, i to nie raz, więcej.  Ale jak mówiłaś jesteś dorosła. Poradzisz sobie. Mam nadzieję. Będę Cię wspierał, bo co innego mam robić. Ale chcę, żebyś wiedziała, że bardzo mnie zawiodłaś. Tylko nie płacz potem. Do widzenia.

- On chcę mieć znów prawa co do Ciebie...

- Już za późno. Nigdy nie będzie dla mnie ojcem jakiego zawsze chciałem mieć.

- Wiesz... W takim razie, proszę, to dla Ciebie - podała mi kopertę

- Za tydzień masz rozprawę z nim, i mną... O prawa rodzicielskie.

- Co?! Kurwa, że niby jak.

- Znaczy, znów prawnie będzie Twoim ojcem.

- Pozwoliłaś mu?

- Nie miałam wyjścia. To jest Twój ojciec Justin.

- Mamo, na prawdę nie spodziewałem się, że na to pozwolisz. Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?

- Właśnie podczas tej kolacji, ale zrujnowaliście z Kate wszystko.

- Już nie zwalaj wszystkiego na moją narzeczoną. Niczemu nie jest winna.

- Do zobaczenia Justin.


Mama wyszła z domu,ja zaś popadłem w głębokie zastanowienia. Nie sądziłem, że moja mama dopuści kiedykolwiek do takiej sytuacji. Już raz się sądziliśmy z nim i wygraliśmy. A teraz? Nagle chce być moim tatusiem.

Nigdy! Nie dopuszczę do tego. Na tej rozprawie podam wszystkie powody, dowody, dla których taki człowiek nie może być moim ojcem. Pokażę mamie wszystkie jego dziewczyny, ba nawet zaproszę je.

Wynajmę człowieka na ten tydzień by uświadomić mamie z kim się spotyka. I z kim spotyka się mój "ojciec".
Ciekawe czego teraz potrzebuje, że zjawia się w tym momencie. Czego od nas oczekuje... Musiałem go rozgryźć,dla swojej mamy i dla swojego świętego spokoju.

Tak mijały i tygodnie, w sądzie udowodniłem, że mój ojciec nie zasługuje na miano mojego prawnego opiekuna. Po czym pokazałem wszystkie dowody, które zdobyłem w ciągu tego tygodnia, mój ojciec poza moją matką miał jeszcze dwie kobiety, z których jedna miała z nim dwójkę dzieci...

Moje rodzeństwo. Nie, nie chcę ich poznać, nie chcę mieć z nimi nic do czynienia. Mówiłem, że mój ojciec nie jest wart mojej mamy. Nie sądziłem, że ją to tak zaboli.

Sędzia orzekł, że Jeremy nie może mieć do mnie jakichkolwiek praw, i bardzo dobrze. Chociaż coś raz w życiu spotkało mnie sprawiedliwego. A na kolejne papiery musiałem zostać tu kolejny tydzień. Wiem, Kate to zaboli, ale musiałem załatwić to wszystko, by się za mną nie ciągnęło przez następne lata.

I tak zleciało mi się wszystko do połowy października... Kate mnie zabije, wiem... Ale musiałem, po prostu musiałem zostać z mamą.

KATHERINE

Ze strony mamy nie usłyszałam nic przez dwie minuty, aż doczekałam się upragnionego pisku i zadowolenia.

- Tak się cieszę córeczko!

- Nie gniewasz się?

- Ależ skąd. Będę miała wnuczkę lub wnuka! Kiedy powiesz Justinowi?

Mama zagięła mnie tym pytaniem, bo sama nie wiedziałam dokładnie kiedy chcę mu powiedzieć. Czy powinnam mu teraz mówić? Ma tyle na głowie, że pewnie nawet nie zwróciłby uwagi na to co mówię.

Pomyślałam chwilę, zastanowiłam się porządnie nad wszystkim i już wiedziałam kiedy będę chciała powiedzieć Justinowi, może do tego czasu się nie domyśli.

- Mamo, powiem mu w Wigilię. Wiem co zrobię, mam już plan. I tak, będę jadła więcej, w końcu!

- Skarbie, to żaden sekret, wszyscy wiemy, że uwielbiasz jeść.

- Ale nie aż tyle, ale zawsze zamiast powiedzieć, że jestem w ciąży, mogę powiedzieć, że przytyłam. Musi mnie kochać w każdej postaci, nawet gdy będę kulką.

- Bez przesady Kate - mama zaczęła się śmiać - Kulką nie będziesz.

- Mamuś, ale na prawdę proszę nie mów nic nikomu.

- Dobrze skarbie, nie powiem. Śpij dobrze.

- Ty też.


Rozłączyłam się z mamą i usiadłam przed laptopem. Wzięłam go na kolana, i moja jedna dłoń powędrowała na brzuch, tak jakby instynktownie. Pogłaskałam go.

Cieszyłam się, że w naszym życiu pojawi się kolejna osoba, która będzie dla nas tak bardzo ważna. Która będzie naszym małym światem. Będzie rozweselała nas codziennie, i polepszała nasze życie.

Uśmiechnęłam się do siebie i przeglądając stronki usnęłam przed laptopem, lekko wtulona w poduszkę.
Kolejne dni leciały mi bardzo szybko, przeciekały jakby przez palce. Coraz bliżej zobaczenia swojego narzeczonego.

Codziennie siedziałam z nadzieją, że to może akurat ten dzień, może zadzwoni i powie, kochanie jestem, podaj adres... Tak bardzo tego pragnęłam. A coraz bardziej się zawodziłam... Aż do soboty, dziewiętnastego października. Byłam już w pierwszym trymestrze ciąży. Lekarka określiła to na około siódmy tydzień.

Nic mnie nie interesowało tak bardzo jak rozwój naszego maleństwa. Chciałam wiedzieć co się z nim dzieje, akurat w siódmym tygodniu ciąży. Z resztą jak w każdym, tydzień po tygodniu sprawdzałam co się tam dzieje. Byłam co dwa tygodnie u lekarza, by sprawdzać czy wszystko przebiega dobrze.

Nie chcę pewnego dnia się rozczarować...
W siódmym tygodniu zaczyna się rozwijać mózg naszego maleństwa. Ponoć w ciągu tego tygodnia podzieli się na trzy części... Nie dosłownie oczywiście.

Podzieli się na  przodomózgowie -  odpowiedzialne za rozumowanie, rozwiązywanie problemów, kształtowanie, i zachowywanie pamięci. Śródmózgowie - odpowiedzialne za przekazywanie sygnałów elektrycznych do ich punktu przeznaczenia w mózgu. Oraz ostatnia część tyłomózgowie - odpowiedzialne za rytm pracy naszego maleństwa, ruchy mięśni, oraz oddychanie.

Główka maleństwa powiększa się, powstają nozdrza, formują się powieki. A w jego oczkach gromadzi się tęczówka. W tym tygodniu, czyli siódmym, nasze maleństwo ma już maleńkie nóżki i rączki. Niebawem będzie można poznać czy chłopiec czy dziewczynka.

Z tym poczekam, chcę by Justin równo ze mną dowiedział się o córce tudzież synku.
Od teraz u maluszka pojawia się pępowina, dzięki której ode mnie będzie dostawał tlen i składniki odżywcze. Ma dopiero od 5-10 mm wzrostu i waży około grama!

Liczę jednak, że teraz nie przybiorę gwałtownie na wadze, a jednak zrzucę przez wymioty troszkę. By Justin nie zauważył zbytniej zmiany. Moją lodówkę zapełniła woda, wszelkie szafki także, półtorej litra dziennie to moje minimum.

Wracając do tego co mówiłam wcześniej. Dokładnie 19 października, około dziesiątej nad ranem,dostałam wiadomość od Justina, bym była o trzynastej na lotnisku. Ucieszyłam się, że w końcu tu jest.

Cieszyłam się, że zobaczę swojego mężczyznę. Za wcześnie byłoby kupować teraz już ubrania ciążowe, ale nie za wcześnie by zacząć zmieniać swoją garderobę by później nagle nie było strzału.

By Justin nie zdziwił się, że zmieniam styl na luźną klasę. Musiałam wszystko w domu zrobić tak by wyglądało na jak najbardziej normalne, jakbym nie była w ciąży.

Leniwie podniosłam się z łóżka i zeszłam na dół. Zjadłam na śniadanie gofry z truskawkami i cukrem pudrem, mniam! Wszystkie wody z lodówki przeniosłam do garażu, na paletki. No prawie wszystkie, kilka sztuk zostało.

Ubrałam się i umalowałam. Delikatnie, tak jak Justin lubił. Założyłam okulary, spojrzałam na zegarek, było wpół do pierwszej. Wsiadłam w samochód taty, który zostawił. Przecież nie będzie z nim wszędzie. Za to teraz jeździł moim.

Wyjechałam z podjazdu i ruszyłam prosto na lotnisko. Justin podał mi dokładny adres, więc z nawigacją dojechałam bezproblemowo. Czekałam na niego nerwowa.

Zastanawiałam się jak teraz wygląda, czy przez ten czas coś się zmieniło. Czy zauważy jak ja się zmieniłam? Czy domyśli się wszystkiego. Czy moja kochana gaduła,znaczy mama wygadała wszystko. Mam nadzieję, że chociaż tego sekretu dotrzyma.

Równo o 13,00 tabela przylotów zmieniła lot z NY. W trakcie zmieniło się na wylądował. Uśmiechnęłam się do siebie.
Miałam nadzieję, że znów będzie między nami tak jak było,a może i nawet lepiej.

Kochać kogoś i z nim nie być, to jest nieporozumienie XXI wieku. Kiedyś bałam się o Justina. Bo trudno jest kochać kogoś, kto boi się kochać, jak Justin... Gdy odmawiał mi wszystkiego.

Nie spodziewałam się nigdy, że tak daleko zajdziemy. Że będziemy mieli dziecko w drodze, narzeczeństwo, że zmieni się na plus. Nigdy nie zniknął mu ten beztroski śmiech...

Siedziałam nerwowo widząc pasażerów wychodzących do swoich rodzin. Bałam się, że Justin zmyślił wszystko... Chciałam się tylko móc przytulić.

Justin nadal nie wysiadał. Jednak czekałam na niego, czekałam tak długo aż z tabeli zniknęły informację o tym locie. Odetchnęłam ciężko... Zawiedziona.

Wstałam z miejsca, i zaczęłam kroczyć do drzwi. Odwróciłam się jeszcze raz by upewnić się, że na pewno go nie ma... Uśmiechnęłam się szeroko widząc jak mój mężczyzna biegnie w moją stronę z bukietem róż w dłoni.

Podbiegłam do niego i po prostu pocałowałam go w usta, namiętnie, delikatnie, a z uczuciem takim jak nigdy. Nie czułam tego od ponad miesiąca, brakowało nam obu tej bliskości.

Justin wpił się w moje usta zdecydowanie, tak jak z każdym moim snem, gdy to widziałam...
Oddychał szybko, jego serce biło coraz mocniej. Przyłożyłam dłoń do jego klatki piersiowej, czułam jego serce, tak blisko mnie...


____________________________________________________

I jak 55 ? :)

TWITTER - https://twitter.com/NewYorkDream_s
INSTAGRAM - http://instagram.com/newyorkdream_s

KOMENTUJCIE! <3




























piątek, 25 października 2013

Rozdział 54

JUSTIN

- Kochanie, póki mamy czas, pamiętaj, udawaj, że nie znasz Harrego, kochaj mnie tak jak kochasz, a nawet i mocniej, i dzwoń co wieczór.

- Kochanie, inny czas, Ty musisz do mnie dzwonić, a będę mówiła dobranoc, za każdym telefonem.

- Ale będziesz o mnie myślała?

- Tak! Skarbku, tylko tydzień, no maksymalnie tydzień. Mam nadzieję, że uporasz się szybciej.

- Postaram się. Będę szybko przy Tobie, nawet nie spostrzeżesz, że się tyle nie widzieliśmy.

- Chciałabym.

- Nie masz skarbie poczucia czasu - zaśmiałem się - nie odczujesz tego.

- Aż tak złego to nie - klepnęła mnie w barek

- Przytul się - nakazałem


Kate wtuliła się we mnie najmocniej jak umiała, tak by być bezpieczną. Uwielbiałem tę świadomość, że mogłem ją ochronić, mieć całą dla siebie.

Potem... Musieliśmy się rozstać, musiała już lecieć do wielkiego świata, do Los Angeles, gdzie mogła się spełnić w tym w czym chciała, w nauce.

Nigdy nie rozumiałem jak można tak uwielbiać naukę. Jak Ona może tyle wiedzieć, tyle rozumieć.  Jak można mieć łatwo przyswajalne wiadomości... Są widoczni ludzie z mocami ,które wykraczają poza moje granice.

Pożegnałem ją bardzo czule. Tak jak umiałem. Poczekałem aż samolot wyleci, dopiero wtedy ruszyłem do domu swojej mamy, by przeprosić ją za wszelkie złości.

Pojechałem po drodze jeszcze do kwiaciarni, kupiłem ogromny bukiet kwiatów. Zapłaciłem florystce i pobiegłem do samochodu.  Wsadziłem kwiaty na tył auta, ciężko było ,ale wsadziłem je. Jakoś, mam nadzieję, że nic tam się nie złamało.

Po trzydziestu minutach żmudnej jazdy, byłem przy swoim starym domu. Zastanawiałem się czy wejść do środka czy czekać, jak mama wyjdzie sama z domu... Nie powinienem chyba zachowywać się jak jakiś psychol.

Wysiadłem z samochodu i wyciągnąłem kwiaty. Były całe, łodygi nie popękały. Zamknąłem samochód i poszedłem do domu. Zapukałem. Usłyszałem kroki, jakby bieganinę po domu, ktoś jakby się gonił.

Ale nikomu nie było spieszno by otworzyć mi drzwi. Stałem, czekałem, traciłem nadzieję, że mi otworzy. Bałem się, że rozgniewana jest na amen, że już nie wybaczy.

Ukucnąłem by zostawić kwiatki, i akurat w tym samym momencie moja mama otworzyła drzwi swojego domu. Stała w luźnej koszulce, z potarganą fryzurą.

- Mamo...

- Justin, synku co Ty tu robisz? O tej porze.

- Myślałem, że jesteś dzisiaj w pracy, z cichą nadzieją przyszedłem najpierw tu a nie do biura. I jednak zastałem Ciebie.

- Co tu robisz?

- Co Ty tu robisz?

- Mieszkam skarbie, to mój dom.

- Nie w tym sensie

Mama milczała przez krótki okres.


- Ładne kwiaty, dla kogo?

- Ach tak dla Ciebie. Proszę.

- Dziękuję synku - powiedziała zabierając kwiaty - Coś jeszcze?

- Nie wpuścisz mnie? Nie wyjaśnimy sobie nic?

- Nie mamy co synku, ja się nie gniewam, widzę, że nie pojechałeś, znaczy jestem najważniejsza.

- I zostałem tylko po to byś dowiodła swojej racji?

- Poniekąd.

- Tata? - powiedziałem cicho dostrzegając mojego tatę zza pleców mamy przemykając ukradkiem z salonu na schody.

- Justin, chyba wystarczy rozmowy na dzisiaj, tak?

- Sypiasz z nim?

- Justin! To pytanie chyba nie jest na miejscu?

- Mamo! Chyba już całkiem zapomniałaś co o nim mówiłaś! Ja zostałem tutaj dla Ciebie, zrezygnowałem z jazdy z moją ukochaną a Ty co?!

- Justin, jestem dorosła, moja sprawa co robię i z kim to robię.

- Obleśne. Cześć mamo.


Odwróciłem się i pobiegłem do samochodu. Odjechałem z podjazdu szybciej niż kiedykolwiek. Miałem wszystko sobie z nią wyjaśnić, a tymczasem, dostawałem coraz więcej batów od losu.

Zajechałem od razu do domu i zacząłem się pakować.


KATHERINE


Siedziałam w tej auli jak na szpilkach, nie wiedząc co powiedzieć. Spoglądałam na Harrego ze złością w oczach, nie wierzyłam, że mógł coś takiego mi zrobić i rozpowiedzieć takie świństwo.

Caroline opowiedziała mi co tu się działo gdy mnie nie było przez prawie dwa miesiące. Co Harry opowiadał, co pokazywał, a przede wszystkim co mi zrobił.

Myślałam na początku, że się przyznał do zdrady,ale nie... Wymyślił zupełnie co innego.

Siedziałam wyczekując końca. Ciężko było mi się skupić na tym co mówił dyrektor wiedząc co mówi Harry, a to narastało i narastało.  W końcu gdy dyrektor powiedział, że możemy iść do domu ucieszyłam się.

W końcu mogłam dorwać tego palanta, niestety, nie był tak łatwym celem. Stchórzył, wybiegł z auli jak poparzony. Bał się konsekwencji tego co za chwilę miało nastąpić. Uciekł z sali, nie wiedziałam gdzie.

Muszę go poszukać, musiałam... Poszłam odebrać swój kod do swojej szafki, i bingo!
Stał z kolegami przy automacie z przekąskami. Chwalił się czymś bo miał minę zadowoloną. Zrzedła mu gdy zobaczył mnie wychodzącą z sali i idącą w jego kierunku.

Dobiegłam do niego gdy zaczął uciekać, zatrzymałam go ciągnąc za koszulkę.

- A Ty kurwa co za plotki rozsiewasz?

- Ja? Niby co takiego powiedziałam?

- O! Nie udawaj - powiedziałam kompletnie rozwścieczona - Już doskonale wiesz co powiedziałeś.

- Nie na prawdę nie wiem, powiedz mi.

- Że niby ja z Tobą w związku? Że niby zaręczyny?  Że dziecko!? Haha! Nigdy w życiu, nigdy bym tego nie zrobiła, nawet za milion lat. Nie z Tobą, nie to dziecko. Jestem zaręczona, ale z Justinem, tak Justinem Bieberem. Patrz, masz dowód - pokazałam pierścionek - I jestem z nim szczęśliwa, bardziej niż z Tobą. Ach no i tak najważniejsze, będzie tu niebawem, więc radzę Ci przepisz się jeśli chcesz jeszcze żyć.

- On? Tutaj? W Los Angeles?

- Owszem.

- Kate... Ja to zrobiłem tylko dla nas, dla Ciebie, dla siebie.

- Myślisz, że mnie to interesuje? Odkręć to. Nie ma żadnych nas! Zrozum to, psychiczny jesteś!?

- Wiem, że jesteśmy odwróceni do góry nogami, więc trzymaj język za zębami i wysłuchaj mnie. Wysłuchaj tego co powiem. Zostaliśmy stworzeni by psuć. To co, nie mam nic przeciwko. Zabiłaś światło, więc odsłoń rolety, nie tłum iskier w swoich oczach.  Gdzie zostaniesz dzisiaj na noc?

- U siebie, nie martw się, mam dom. To wszystko?

- Jestem ogniem, Ty  benzyną, przyjdź zalej mnie całą sobą, zostawimy to miejsce w płomieniach. Jeszcze jeden raz.

- Lecz się...

- Kate, nie odwołam tego wszystkiego, to się jeszcze stanie.

- Zamknij ryj - wycelowałam dłoń prosto w jego lewy policzek.

Rozszedł się huk, cichy plask, gdy się wściekłam waliłam z całej siły, właśnie tak jak dzisiaj, Harremu, prosto w mięsisty polik.

- Nigdy więcej niczego takiego nie mów, bo będzie gorzej.

- Oddałbym Ci, ale mam szacunek do kobiet.

- Nie odważyłbyś się, nie chodzi o szacunek. Jestem równa Tobie, i tu Cię boli.

- Nie boję się.

- Skoro tak, to uderz. Śmiało, Twój ruch, uderzenie... Nic nawet nie poczuję - roześmiałam się.

Harry spojrzał na mnie i już zamierzał wycelować, stchórzył jak zawsze.

- Nie umiem - dodał

- Tchórz.


Odwróciłam się od niego i wróciłam do domu. Było mi go żal, musiał się tak starać by mi jakoś się podobać, bym mogła jakkolwiek go zauważyć, na marne... Nie szło mu dobrze. Przez następny tydzień unikał mnie jak ognia.

Starał się wszystkim wytłumaczyć te plotki. Oczywiście, miał teraz dosłownie przejebane w szkole, za kłamanie, zmyślanie. Byliśmy na językach siedem dni. Ale plotka to plotka, cichnie z czasem, wystarczy jeden mały błąd drugiej osoby.


Tęskniłam za Justinem z każdym dniem coraz mocniej. Rozmawialiśmy codziennie na skype, tłumaczył się, że musi wyjaśnić sobie wszystko w sądzie, z mamą, tatą...

Żałowałam, że nie mogłam być z nim, też miałam mu ważne rzeczy do opowiedzenia, ale nie na telefon... Wolałam osobiście - prosto w twarz.

Minął kolejny tydzień, sama, minęły dwa tygodnie od kiedy tu jestem, a nadal mimo wszystko nie potrafię się zaaklimatyzować.

Miał być tydzień, a leciało coraz więcej dni. Mało jadłam, mało spałam, codziennie wymiotowałam.. Los Angeles mi na pewno nie służy. Tęskniłam, coraz bardziej, Justin codziennie z każdym przedłużającym się dniem przepraszam za nieobecność. Codziennie tłumaczył się ze wszystkiego,jak na spowiedzi.

Codziennie mówił mi, wmawiał, że jutro jutro.... Będę, obiecuję. Przestawałam w to wierzyć z czasem. Liczyłam jednak tą cichą nadzieją, że pewnego dnia stania w moich drzwiach, w progu i powie, jestem kochanie, wybacz. Kocham Cię, tęskniłem.

Ale ta nadzieja stawała się coraz bardziej wybielana... Coraz bardziej bledła. Może kiedyś będzie ponownie przy mnie. Żałowałam jednak, że mnie tam nie ma. Mogłabym jakoś może pomóc....

Co z tego, że jest opalenizna, skoro źle się czuję. Dzisiaj w szkole był bilans, dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy o swoim ciele. Bardzo bardzo ciekawych. Kto by pomyślał, że jedna noc może zmienić moje życie. Mina pielęgniarki ze szkoły - bezcenna. Ten uśmiech na jej twarzy i to skupienie.

Kazała mi się jeszcze upewnić u lekarza specjalisty, tak więc zrobiłam. Poszłam na wizytę, i wszystkie teorie potwierdził, niczego nie zaprzeczał. Zbadał mnie dokładnie i pogratulował.

Cieszyłam się w sumie z tego co się dowiedziałam, musiałam się podzielić wszystkim z mamą, Justinem, z całą rodziną. To taki jakby prezent dla mnie po wszystkim co było.

Wieczorem zadzwoniłam do swojej mamy, zawsze mogłam się jej wygadać. Była moją powierniczką i opoką w każdej sytuacji.

- Halo?

- Obudziłam Cię?

- Nie, pracuję.

- Przeszkadzam?

- Kate, mów,po coś dzwonisz jednak.

- Tak mamo,ale obiecaj, że zachowasz to dla siebie w ścisłej tajemnicy, nikt ale to nikt nie może się dowiedzieć, to będzie prezent na święta dla Justina, można tak powiedzieć.

- Mów córcia.

- Jestem w ciąży.


_______________________________________________________________

I jak 54?

Już niebawem być może dojdziemy do końca.  ; o

INSTAGRAM : http://instagram.com/newyorkdream_s
TWITTER - https://twitter.com/NewYorkDream_s



KOMENTUJCIE! <3